1.7 C
Starachowice
środa, 25/11/2020
Strona główna W numerze Okiem obserwatora

Okiem obserwatora

Dla uważnego obserwatora jest coraz bardziej prawdopodobne, że budżet miejski zaczyna dostawać zadyszki. Świadczy o tym determinacja, z jaką władze miasta usiłują sprzedać miejskie nieruchomości. Niestety, nic z tego nie wynika i zdaje się, że ogólnopolska koniunktura na te działania nie jest najlepsza.

Po raz kolejny nie doszło do sprzedaży tzw. „łąk”. Nie ma w tym chyba nic dziwnego. W okresie „boomu” na nieruchomości wszystko szło bez zwracania uwagi na potrzeby. Dzisiaj potencjalny nabywca „łąk” od razu wie, że musi ponieść znaczne koszty w ich przygotowanie do ewentualnej zabudowy – zresztą każdy rodowity starachowiczanin też wie, że od lat były tam mokradła i tereny zalewane wodą w okresach nawet średnich opadów. Czy więc rzeczywiście opłaca się teraz sprzedawać tereny po cenie prawie dwukrotnie niższej od wyjściowej? Czy nie lepiej trochę poczekać?

Niestety, założenia budżetowe były nierealne w stosunku do potrzeb, a dodatkowo doszły „rozdęte” wydatki na sprawy nie pierwszej potrzeby (pisałem o tym wcześniej). Ratować niedoszacowany budżet miała sprzedaż nieruchomości. Tymczasem stary basen również nie został sprzedany, co nie jest dziwne ze względu na chyba wyśrubowaną cenę. Ostatnim pomysłem naszych rządzących jest sprzedaż tzw. „hotelu pielęgniarek”. Warto krótko przypomnieć jego historię. Do 1993 r. budynek ten był własnością wojewody i został skomunalizowany na mój, tzn. ówczesnego prezydenta wniosek, pod warunkiem przeznaczenia go na cele mieszkaniowe – w zamyśle miały tam być lokale socjalne. W połowie 1994 r. został przygotowany projekt jego adaptacji – miało powstać kilkadziesiąt mieszkań. Niestety, kolejna ekipa postanowiła nie kontynuować tego projektu. Ówczesna radna miejska Jolanta Kręcka z Unii Pracy, (ugrupowanie to współrządziło wówczas miastem razem z SLD) była wskazywana jako pomysłodawca powstania tzw. „Domu Złotej Jesieni” przy pomocy jednej z niemieckich fundacji. Przedsięwzięcie nie wypaliło, zdewastowany jeszcze bardziej budynek musiał zostać przejęty przez miasto. W ostatniej kadencji powtórnie został przygotowano projekt przebudowy „hotelu pielęgniarek” i miasto otrzymało już nawet dofinansowanie do tej inwestycji. Niestety, po wyborach znowu się coś zmieniło. Zrujnowany budynek ma znaleźć nabywcę, a wpłacone przez niego pieniądze zasilić budżet miejski. Prawdopodobieństwo tej transakcji jest niskie (obym się mylił), natomiast wzrost niezbędnych wydatków miejskich (oświata, pomoc społeczna, inwestycje itp.) jest z kolei bardzo prawdopodobny.

Nie chcę być złym prorokiem, ale nie wiadomo kiedy mogą się zdarzyć kolejne (nieprzyjemne) niespodzianki związane z sytuacją w spółkach miejskich. Z krążących pogłosek można usłyszeć o trudnej sytuacji płatniczej w ZEC-u i jeśli to prawda, wówczas to mieszkańcy będą musieli zapłacić więcej za ciepło, a być może i miasto będzie zmuszone dokapitalizować spółkę – oczywiście z miejskiego budżetu, czyli z pieniędzy podatników. Również patrząc na MZK, mimo bardzo dobrego taboru, można odnieść wrażenie, że sytuacja nie rozwija się tam w dobrym kierunku (świadczą o tym oszczędności w organizacji kursów).

Zanosi się więc na niewesołą jesień. Czy prezydent i jego doradcy widzą wyjście z tej sytuacji? Czy mają jakieś pomysły w przypadku niepowodzeń ze sprzedażą gminnych nieruchomości?

Grzegorz Walendzik

(radny w latach 1990-2010)

Poprzedni artykułI znów porażka
Następny artykułW crosstriathlonie

Koronawirus