18.5 C
Starachowice
środa, 8/07/2020
Strona główna Aktualności Co jest grane z tymi mieszkaniami?”

Co jest grane z tymi mieszkaniami?”

– pyta podejrzliwe pani Ewa, która czeka na zamianę swojego lokalu na większy, a wyprzedzili ją ci, którzy nie byli na liście.

– Decyzję podjąłem kierując się inną sytuacją tych osób – odpowiada wiceprezydent Sylwester Kwiecień.

Pani Ewa mieszka na Bugaju od lat 80 – tych. Przyjechała tu z rodzinnego Poznania po ślubie. Mówi, że kiedyś to było zupełnie inne miejsce: ładne, schludne.

– Tu było pięknie. Zadbane domy i ogródki, ludzie każdy papierek podnosili z ziemi. W tej chwil jest tu kierowany najgorszy element, melina pogania melinę, ludzie dewastują mieszkania – ocenia.

Zmiany zaszły także w jej życiu. Rozwiodła się, sama wychowuje dwoje dzieci w wieku szkolnym, chorych na ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej połączonej z brakiem koncentracji). Samotną matką jest także jej najstarsza 23- letnia córka. Mieszka wraz z nią razem z 2-letnim synkiem Kacprem. Ostatnim z lokatorów jest także dorosły, pracujący syn pani Ewy. Cała szóstka zajmuje jednopokojowe mieszkanie z kuchnią i maleńkim pomieszczeniem z wanną, które służy za łazienkę. Metraż pokoju to, jak podaje pani Ewa, około 25 metrów kw. W takiej ciasnocie trudno żyć, brakuje miejsca do spania. Nie pomaga nawet piętrowe łóżko. Mama małego Kacpra musi wraz z dzieckiem nocować w kuchni. Korzystają ze wspólnej wersalki.

Choroba najmłodszej dwójki zmobilizowała panią Ewę do szukania pomocy w gminie. Zwróciła się o zamianę swojego mieszkania na większe.

– Córka ma 14 lat, syn 9. Chodzą do normalnych szkół, z tym, że córka do klasy integracyjnej i oboje mają też nauczanie indywidualne. Mają czarno na białym napisane przez psychologów, że w takich warunkach ich stan się nie polepszy. Dostałam się na listę zamian, jestem gdzieś w pierwszej dziesiątce – opowiada.

W swoim ostatnim podaniu (wrzesień 2011 roku) pani Ewa pisze m.in. „W związku tym, iż miasto nie dysponuje dużymi mieszkaniami, a w zasobach są tylko małe lokale informuję, iż w momencie przydziału lokali dla dwójki moich pełnoletnich dzieci: córki Agnieszki i syna Sebastiana, jestem w stanie zrezygnować z zamiany obecnie zajmowanego lokalu”. Obradująca kilka dni później w Urzędzie Miejskim Społeczna Komisja Mieszkaniowa wyraziła zgodę na mieszkanie dla Agnieszki, warunkując przydzielenie lokalu pozostaniem pani Ewy w dotychczasowym miejscu. Podanie Sebastiana zostało odrzucone z powodu przekroczenia kryterium finansowego.

– Córka miała dostać tylko jednoizbowe mieszkanie na Bugaju. W czasie rozmowy z panem wiceprezydentem powiedziałam, że za takie coś to ja dziękuję bardzo, bo mi problemu nie rozwiązuje. Nadal zostaję z synem i dwojgiem dzieci z ADHD w jednym pokoju. Pan Kwiecień na to, że ja mam 54 metry. Tyle to ma całe mieszkanie, z kuchnią i gankiem. Pokój to jest niecałe 25 metrów. Co półtora miesiąca jeżdżę z dziećmi do Kielc, do psychologa i po leki. Pani doktor mi powiedziała, że nic się zmieni, jeśli one będą w jednym pomieszczeniu. Tu nie ma warunków do nauki, Rozprasza je wszystko, każde puknięcie za ścianą. Jak mają odrabiać lekcje w pomieszczeniu pełnym ludzi? – pyta matka.

Dodaje, że szukała też na własną rękę chętnych do zamiany. Ale na hasło: „Bugaj” ludzie szybko kończyli rozmowę. Zdenerwowała się, gdy dotarły do niej informacje, że dla innych mieszkania się znalazły.

– Tylko w tym roku tu, na Bugaju, trzy rodziny dostały zamiany, choć nie było ich na żadnej liście. Sprawdziłyśmy to razem z panią radną Joanną Główką, która ma wszystkie listy mieszkaniowe. Tych osób nie było ani na wykazie z ubiegłego, ani z 2010 roku. Jedną z tych rodzin jestem jeszcze w stanie zrozumieć, bo tam jest syn z porażeniem mózgowym. Ale moje dzieci też są niepełnosprawne. Tyle że tej ich choroby nie widać gołym okiem, jeśli się z nimi nie przebywa na co dzień. Inny przypadek z Bugaju – chłopak ze swoją dziewczyną i jednym dzieckiem dostał mieszkanie też spoza listy. Jakim prawem? Co tu jest grane? Bo dla mnie, dla córki i syna mieszkań nie ma – konkluduje.

Wiceprezydent Sylwester Kwiecień mówi, że oczekiwań pani Ewy nie da się rozwiązać od ręki.

– Na liście do zamiany jest 13 osób. Pani Ewa G. zajmuje ma niej 6-te miejsce. Ubiega się o lokal mieszkalny, co w naszym nazewnictwie oznacza komunalny. Dla 6 osób takie mieszkanie musiałoby być co najmniej trzypokojowe, w bloku. Tego typu lokali praktycznie nie odzyskujemy, bo najemcy w zdecydowanej większości wykupili je na własność korzystając z gminnej bonifikaty. To, czym dysponujemy to z reguły lokale małe, jednoizbowe, do 30 paru metrów. I to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego nie możemy zawrzeć umowy z panią G. Na proponowany wariant z umieszczeniem córki na liście przydziału mieszkań socjalnych, pani G. się nie zgodziła. Co do wskazywanych przez nią przypadków, to dotyczyły one zupełnie innej sytuacji, bo zamiany w obrębie mieszkań socjalnych. Czyli o niższym standardzie, niż oczekuje pani G. Podjąłem decyzję o ich realizacji, ponieważ dotyczyły następujących przypadków: 14- letniego ciężko chorego dziecka na wózku, jego matki zmagającej się z nowotworem oraz przydziału lokali o niedużej powierzchni. Najlepiej by było, gdyby pani G. zgodziła się na naszą propozycję dotyczącą córki – radzi wiceprezydent.

Pracująca w komisji mieszkaniowej radna Prawa i Sprawiedliwości Joanna Główka, mówi w zasadzie to samo.

– Byłoby rozwiązanie, gdyby dać osobny pokoik córce i osobny synowi. Bo ciężko będzie znaleźć tak duże mieszkanie, jakiego potrzebuje 6 – osobowa rodzina. Co do przydziałów, to listy są, ale zdarza się, że prezydent sam podejmuje decyzje, bo jak mówi, ma do tego prawo. Wiadomo jednak, że takie sytuacje wzbudzają kontrowersje. Podobnie jest z remontami mieszkań gminnych. Dlatego na mój wniosek komisja rewizyjna Rady Miejskiej zajęła się sprawdzaniem prac prowadzonych w minionym roku. Ma być też powołana specjalna komisja gminna ds. remontów – komentuje radna.

Poprzedni artykułJak strażnicy bobra ratowali
Następny artykułPrezydent się poddaje

Koronawirus