18 C
Starachowice
piątek, 25/09/2020
Strona główna Chaos w komunikacji
Array

Chaos w komunikacji

Frustrację, chaos i dezorientację wśród setek osób jeżdżących autobusami przyniósł nowy system komunikacji, jaki z początkiem grudnia zaczął obowiązywać w mieście. Ludziom trudno się przyzwyczaić do nowych linii, a jeszcze trudniej do samych przesiadek, zwłaszcza że zbiegły się z atakiem zimy…

Chociaż o planowanych zmianach w komunikacji mówiło się od dawna, 1 grudnia niewielu pasażerów wiedziało, jak gdzie dojechać. W sobotę było jeszcze spokojnie, ale już w poniedziałek rozpoczął się lament. Z rozkładów jazdy znikła większość dotychczasowych linii, a w ich miejsce pojawiły się nowe, nie tylko z nazwy, ale i tras. Wprowadzono też punkty przesiadkowe, które stały się utrapieniem dla osób starszych, mających problem z chodzeniem. Suchej nitki na przewoźniku nie zostawiali też młodsi, którzy spóźniali się na spotkania. Bo ich dotychczasowe kursy zostały akurat zmienione.

– To jakiś absurd, żeby nie można było dojechać normalnie do pracy – mówi jedna z mieszkanek. Chciała dostać się z ulicy Kościelnej na Bema, ale autobus, którym jeździła dotychczas, z końcem miesiąca zlikwidowano. Nowy kursuje jedynie do pętli, na której musi się przesiąść, czekając na kolejny autobus ok. 25 minut. Znikąd nie mogła uzyskać też informacji, na jakiej zasadzie funkcjonują nowe bilety, czy trzeba je kasować raz czy może kilka razy, za każdym razem, gdy zmieniamy autobus.

– Próbowałam z kimś porozmawiać, ale do nikogo nie mogłam się oczywiście dodzwonić, mimo że przez pół godziny „wisiałam” na telefonie. Dyspozytor był bardzo miły, próbował mnie oczywiście połączyć z osobą kompetentną, ale bezskutecznie. Tak jest zdecydowanie łatwiej, wystawić zwykłych pracowników na odstrzał. Pomijając już rozkład, bezsensowne przesiadki, czas wprowadzenia zmian w środku zimy też jest bez sensu. To nie jest wiek XIX, żeby się można było bryczką poruszać. Chyba że weźmiemy taksówki, a rachunek wystawimy MZK – skarżyła się GAZECIE.

Na nowy system komunikacji utyskiwała także mieszkanka ul. Zakładowej.

– Nie miałam czym z osiedla wyjechać. Byłam umówiona z koleżanką, która mieszka na ul. Kościelnej, a tu jakieś przesiadki, kombinowanie… Trudno się w tym wszystkim połapać. Kto to widział taką rewolucję w środku zimy? A jak mają z tym wszystkim poradzić sobie osoby starsze, które chodzą często o kulach? Dla nich to duży problem, wsiadać w jeden autobus i zaraz się potem przesiadać w następny – stwierdziła.

Na opóźnienia skarżył się w mailu starachowiczanin, który jechał we wtorek autobusem linii nr 17, z przystanku przy ulicy Targowej o godz. 15.10. Stały tam razem z nim dwie starsze panie.

– Z rozmowy dowiedziałem się, że jechały na osiedle Majówka spod przychodni „VITA”, najpierw autobusem linii 25, który był 15 minut opóźniony przez co nie zdążyły na następny (nr 17), który miał je zabrać z ulicy Targowej. Następny autobus miały dopiero za 40 minut. W efekcie przez te opóźnienia czekały 55 minut. Dojazd spod przychodni „VITA” na Majówkę zajął im 1 godz.15 minut, w tym jazda autobusem tylko 20 – wyliczył mężczyzna.

Zwrócił także uwagę, że kursem o godz. 15.10 na odcinku od ulicy Targowej do Leśnej jechały tylko cztery osoby, a później już tylko jedna, kwestionując więc oszczędności, jakie z tego tytułu miała osiągnąć spółka. A trudno o nie, wożąc powietrze…

– Czy wprowadzając nowy system przesiadkowy ktoś wziął pod uwagę to, że ruch samochodowy, a zwłaszcza ruch miejski, nie jest systemem sterylnym, którego jedynymi uczestnikami są autobusy miejskie? – pyta czytelnik. – Patrząc na rozkład jazdy widać, że nikt nie wziął pod uwagę korków i innych sytuacji awaryjnych. Co z obietnicami, że kursy pracownicze nie będą przesiadkowe? Jak bez przesiadek ma dojechać do zakładów takich jak MAN, Poligrafia albo Animex mieszkaniec ulicy Leśnej? – pytał rozgoryczony.

Szczególnie głośno protestowali też pracownicy dawnego Constaru, którzy wystosowali w tej sprawie pismo do Zarządu Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Starachowicach i przysłali je również do GAZETY.

– Pieniądze z naszych biletów oraz podatków mają nam pomagać, a nie utrudniać dojazd późnym wieczorem do domu – piszą.

Dzieje się tak po wprowadzeniu nowego rozkładu. Muszą teraz czekać na inny autobus „zmarznięci, głodni oraz zmęczeni”, stracili bowiem połączenie z ulicą Południową. Mimo że wielu posiada bilet miesięczny, zmuszeni są chodzić piechotą aż trzy przystanki, niosąc jeszcze zakupy. Problemem dla nich są także w soboty, gdy zaczynają pracę od godz. 16.00. Z powodu trudności z dojazdem zbierają też „joby” od przełożonych. Dlatego proszą o zmianę w rozkładzie jazdy.

– Jesteśmy otwarci na wszelkie głosy, zwłaszcza merytoryczne – powiedział nam prezes Jarosław Kateusz. – Będą przez nas dokładnie analizowane i część z nich zapewne wykorzystamy przy najbliższej korekcie rozkładu, o ile będzie to oczywiście możliwe.

Z pokorą przyjmuje też cięgi od pasażerów, prosząc o cierpliwość. Zdaniem prezesa MZK system funkcjonował bowiem dość sprawnie, a większość trudności związana była z pierwszymi w tym roku opadami śniegu.

– Jeśli korek na ulicy Radomskiej ciągnął się od osiedla Bugaj do „żółtka”, to jak autobusy miały przyjechać o czasie? Wprowadzenie nowego rozkładu nie miało tu większego znaczenia. W rezerwie mieliśmy trzy autobusy, gdyby któryś się zepsuł, albo było za dużo ludzi. Ale żadnego nie musieliśmy uruchamiać. Autobusy były co prawda pełne, ale o to nam przecież chodziło. Problem wynikł dopiero we wtorek z „szóstką”. Z powodu awarii podstawialiśmy drugi samochód. Jednak w porównaniu do roku zeszłego, gdzie zdarzało się to o wiele częściej, nie możemy narzekać. Dziś wyjeżdża na trasę 24 pojazdy, z czego dwadzieścia nowych. Część z nich objęta jest monitoringiem, dzięki któremu podróżowanie stało się bezpieczniejsze. Starsze będziemy mogli oddać na złom albo odsprzedać.

Jakość niestety kosztuje i tym właśnie tłumaczy zmiany. Czemu zdecydowano się na nie teraz?

– Żaden okres nie byłby tak naprawdę fortunny. Latem byłoby za gorąco, a zimą za zimno. We wrześniu przeanalizowaliśmy sytuację i w ciągu półtora miesiąca skonstruowaliśmy system. 18 października złożyliśmy pismo do Starostwa Powiatowego o wydanie nowych zezwoleń. Dostaliśmy je dopiero pod koniec listopada, dlatego ruszyliśmy z nim teraz. Nie było powodu, dla którego mielibyśmy się z tym ociągać. Każdy kolejny miesiąc przynosił nam straty na działalności podstawowej. Autobusy będą pokonywać mniej kilometrów, co przy obecnej cenie paliwa ma ogromne znaczenie. Dzięki temu w 2013 roku nie trzeba będzie podnosić ceny biletów. Być może uda się je utrzymać nawet dłużej, a koszty podróżowania mają dla pasażerów duże znaczenie – dodał prezes MZK.

Ewentualna korekta wprowadzonego systemu możliwa będzie dopiero w lutym przyszłego roku.

Poprzedni artykułNapad na BP
Następny artykułZawodów nie będzie

Koronawirus

COVID-19: 52 nowe przypadki zakażeń w regionie

Ministerstwo Zdrowia w piątkowym (25 września) komunikacie poinformowało o 1587 nowych przypadkach zakażenia koronawirusem i śmierci 23 osób w Polsce (miały choroby współistniejące). Zgodnie...