13 C
Starachowice
poniedziałek, 13/07/2020
Strona główna W numerze Czy było warto...?

Czy było warto…?

Od kilku lat mój punkt postrzegania Powstania Warszawskiego jest niezmienny. Dlatego początkowo miałem napisać, że co roku toczy się bezsensowna, bo identyczna dyskusja na temat Powstania, ale zmieniłem zdanie. Dyskusja jest konieczna, chociaż odkąd pamiętam nie usłyszałem ani jednego argumentu, którego nie słyszałbym rok wcześniej, właściwie od października 1944 argumenty są niezmienne.

Sens odnalazłem w wielkim zwycięstwie Polski nad propagandą komunistyczną. Rocznicowe polemiki sprawiły, że skończył się jazgot prawej i lewej strony, oni przegrali, kult Powstania zwyciężył i dla tej jednej wartości warto trzymać kurs – rozmawiajmy nieustannie. Mam tylko jedną prośbę, by rozmawiać szczerze, zamiast prześcigać się w deklaracjach. W tym roku włączam się do dyskusji z ambitnym planem, żeby mimo wszystko wprowadzić świeże argumenty, w nadziei, że stara wymiana zdań zamieni się w nowe wyciąganie wniosków.

Pomijając skrajnie głupie oceny Powstania, których, ku rozpaczy jednej ze stron, jest coraz mniej, główna oś sporu dotyczy tylko i wyłącznie aspektów politycznych. Prawie nikt nie kwestionuje bohaterstwa Powstańców, niemal wszyscy oddają wieczny szacunek ofiarom niemieckiego ludobójstwa. Wrzeć zaczyna po pierwszej ocenie politycznej, na tym też zamierzam się skupić i od razu wprowadzam nowość. Setki, jeśli nie tysiące razy czytałem, słyszałem, zgadzałem się albo protestowałem komentując te same wypowiedzi w wykonaniu tych samych stron sporu. Nocne rozmowy Polaków zaczynają się identycznie i kończą tak samo. Czy Stalin chciał, czy nie chciał przekraczać Wisłę? Czy Niemcy chcieli, czy też nie chcieli zrównać Warszawę z ziemią? Czy była szansa na wolną Polskę, czy jej nie było? Czy dowództwo mogło przewidzieć skutki dla ludności cywilnej, czy też nie miało takiej możliwości? Do znanego zestawu pytań dołożę dwa pomijane. Pierwsze: po co gdybać? Po latach znamy wszystkie najważniejsze odpowiedzi. Drugie: historii nie zmienimy, zatem spytajmy co dziś, z naszą wiedzą, zrobilibyśmy na wypadek powtórki z historii? Uważam, że to jedyne sensowne pytanie dla współczesnych Polaków, które powinniśmy sobie wzajemnie, przy każdej rocznicy, stawiać.

Bezkrytyczny zwolenniku politycznej decyzji z roku 1944, wydałbyś te same rozkazy wiedząc, że Stalin poczeka, Hitler podpali i wymorduje cywilów, a Jałta sprzeda Polskę? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to niestety nie mamy o czym dalej rozmawiać, bo takie decyzje z premedytacją podejmują tylko i wyłącznie szaleńcy. Dowódcy Powstania mogli się co najwyżej domyślać, rozważać, w końcu zgadywać, jak się losy Warszawy i Polski potoczą, dlatego ich zostawmy w spokoju. Pytajmy siebie, ponieważ słuszne jest nawoływanie do pamięci, ale pozbawione wartości, gdy powtarzamy te same błędy, a już najgorsze jest powtarzanie błędów z pełną świadomością fatalnych skutków. Bezkrytyczny przeciwniku Powstania, ty z kolei odpowiedz ile masz w sobie zimnej krwi, która pozwoliłaby ci spokojnie patrzeć na zbrodnie, gwałt, beznadzieję i perspektywę komunizmu? Jeśli bez zmrużenia oka odpowiesz, że się uodporniłeś, to dalej nie mamy o czym ze sobą rozmawiać, jesteś niewolnikiem z natury i takim pozostaniesz. Do Powstańców i ich niepohamowanego buntu nie można mieć żalu, tamtego heroizmu nie wolno zatracić, jednak w naszej godzinie „W” trzeba przez pamięć dla bohaterów stanąć do boju, nie tylko z sercem, ale z głową.

Powstanie Warszawskie jest wielką historią narodu polskiego, ta wyjątkowa spuścizna powinna stać na cokołach i przed nią powinniśmy się nisko skłonić. Polityka dla odmiany dzieje się każdego dnia i najczęściej z wielkością nie ma nic wspólnego, wbrew deklaracjom bieżące politykowanie nie szanuje historii i nie czerpie wiedzy z tego niezastąpionego źródła.

Wyjątkowo smutno prezentuje się obraz zapaleńców na pokaz, którzy prześcigają się w oddawaniu hołdu Powstańcom i czynią to pod współczesne potrzeby polityczne. Podeprę się banałem, ale naprawdę najłatwiej i najbezpieczniej jest krzyczeć o bohaterskim patriotyzmie, kiedy to nic nie kosztuje. Nie mówię nawet o utracie życia, żeby nie popełnić śmieszności, mówię o utracie mandatu poselskiego, stanowiska w redakcji, czy zwykłego poważania w swoim środowisku. Odwaga to również, jeśli nie przede wszystkim, umiejętność powiedzenia rozsądnego NIE, w chwili chóralnego i niemądrego TAK. Jestem skłonny uznać argumenty tych historyków, publicystów i rodaków, którzy tłumaczą dowódców Powstania, zwracając uwagę na śmiertelnie skomplikowaną sytuację polityczną i próbę wyjścia z upokorzenia. Natomiast nie jestem w stanie i nie chcę rozumieć bezrefleksyjnej licytacji, kto pierwszy i głośniej zapłacze świętym słowem „Powstanie” i w obronie cennej wierszówki lub diety pośle lud na barykady.

Chwała historycznym bohaterom, rozum współczesnym politykom i redaktorom, a także wyborcom i czytelnikom. Nie wiem ile razy i z ilu stron dostanę za te słowa po dupie, ale też mam swoją tradycję powstańczą i co roku powtarzam, żeby nie mylić sacrum z koniunkturą. To jest mój hołd złożony Powstańcom, hołd wyrażony szczerym podziwem i racjonalnym wnioskiem.

Rafał Dobrowolski

Koronawirus