13 C
Starachowice
poniedziałek, 13/07/2020
Strona główna W numerze Zatrzymane w negatywie

Zatrzymane w negatywie

Praca, napisana pod kierunkiem prof. Waldemara Baraniewskiego, liczy niewiele ponad sto stron. Wraz z bogatym materiałem fotograficznym. Bo fotografii dotyczy. A dokładnie fotografa, który w latach międzywojennych zdobył tytuł mistrzowski w swoim fachu i to tu, nad Kamienną, prowadził zakład fotograficzny.

Jeszcze nigdy dotąd lektura pracy magisterskiej nie sprawiła mi takiej przyjemności, jak tej właśnie, zatytułowanej „Kazimierz Górzyński. Fotograf z Wierzbnika”. A przeczytałam ich kilka, jeszcze w rękopisie, służąc pomocą przy ostatecznej redakcji tekstu. Tylko ta jednak, w eleganckiej granatowej oprawie, wypożyczona przez koleżankę, tak mnie zajęła, że nie zawahałam się spędzić przy niej popołudnia, z zainteresowaniem śledząc przebieg wątku, niczym w dobrej powieści.

Dla autorki, Bogumiły Dobruckiej, warszawianki, historia sztuki to drugi kierunek. Ba, realizacja marzeń po życiu zawodowym w zupełnie innej dziedzinie. Bezsporny dowód na to, że jeśli się chce, można osiągnąć prawie wszystko, nawet ukończyć w 2014 roku kolejne studia, tym razem na Uniwersytecie Warszawskim, nie będąc świeżo upieczoną absolwentką szkoły średniej.

Niejedna rodzina życzyłaby sobie takiej pamiątki dokumentującej losy krewniaka, w której znalazło się również miejsce dla innych członków familii. Co ciekawe jednak, autorka zamieściła także pojedyncze zdjęcia, nie pochodzące z rodzinnych archiwów, do których dotarła dzięki uprzejmości starachowiczanina Zbigniewa Bielata. Przy pisaniu pracy z kolei korzystała z publikacji innego starachowiczanina, Aleksandra Pawelca.

Już patrząc na plan pracy widać, że to nad wyraz przemyślane dzieło. Żadnego koloryzowania, nadmiaru historycznej otoczki. Po prostu konkrety opakowane w zajmującą całość. O warsztacie fotograficznym (w szerokim ujęciu) wujka autorki ze strony matki. Jednego z kilkorga rodzeństwa, których losy i ja pamiętam z wczesnego dzieciństwa, opowiadane przez mamę koleżanki z podwórka, bratanicy K. Górzyńskiego.

Kazimierz Górzyński, rodem z Sandomierza, o korzeniach jak najbardziej polskich, bo dziad wyzwalał Polskę spod zaboru austriackiego, spełniał się zawodowo w fotografii pod kierunkiem Jana Leona Kołeckiego, który w d. Wierzbniku miał jeden ze swoich zakładów. To dlatego K. Górzyński trafił do Starachowic, gdzie osiedlił się na stałe, zakładając tu rodzinę. Wielu pewnie jeszcze pamięta zakład fotograficzny przy ulicy Piłsudskiego 16, na wprost zejścia do dworca Starachowice Wschodnie. Zachował się nawet plan domu z 1937 r. sporządzony przez Stefana Mieczysławskiego. Zakład zresztą funkcjonował aż do lat 90. ub. stulecia. Również w czasie II wojny światowej, która odcisnęła się mocnym piętnem na rodzinie. Zaangażowany w działalność konspiracyjną K. Górzyński zapłacił najwyższą cenę za przynależność do AK. Aresztowany przez Niemców, nie wrócił z obozu w Mauthausen. Zakład przejęła żona, a później syn Zdzisław, znany w starachowickim cechu rzemieślnik.

Interesujące w pracy są zdjęcia z epoki, ale również ilustracje dokumentów urzędowych. Począwszy od odpisu aktu urodzenia K. Górzyńskiego vel Górczyńskiego z parafii św. Pawła w Sandomierzu, przez oryginały – zaświadczenia dot. posiadanej nieruchomości w Sandomierzu, pozwolenia na wykonywanie fotografii przez J. Kołeckiego, wydane przez Gubernatora Radomia w 1913 r., strony dowodu osobistego K. Górzyńskiego, wydanego w 1925 r., świadectwa pracy, strony książeczki członkowskiej Spółdzielni Spożywców, ausweis z 20.XII 1939 r. i inne, po jednorazowe pozwolenie na wyjazd do Warszawy od 15.II 1944 r. do 19.II 1944 r. Również, ocenzurowane stosowną pieczęcią, listy z obozów koncentracyjnych.

Dziś o takim zajęciu mawia się z angielska research. Rzeczywiście, dużo pracy włożyła autorka, by jej dyplom miał jednocześnie osobisty akcent. Jest to unikatowe opracowanie, cenne pod każdym względem. I z punktu widzenia naukowego, i na pewno dla rodziny, i dla Starachowic, których cząstka na zawsze pozostanie na kartach. Tym bardziej że o fotografii i lokalnych jej miłośnikach coraz głośniej z racji prężnego ruchu amatorskiego oraz cyklicznie organizowanych wystaw.

Jeśli ja, laik w tej dziedzinie, z zainteresowaniem doszukiwałam się znajomych nazwisk niegdysiejszych miejscowych fotografów (poza K. Górzyńskim m.in. Ungier, Hanaj, Stawski, Kuniczkowski ), to sama tylko historia fotografii w okresie 20 – lecia międzywojennego, czego dotyczy rozdział I, bez wątpienia zaciekawi zwłaszcza starachowiczan parających się współcześnie fotografią.

/ewa/

Koronawirus