14.3 C
Starachowice
czwartek, 13/05/2021
Strona główna W numerze Na innych łamach

Na innych łamach

„Newsweek” nr 15

Mamy do czynienia z falą nienawiści bez precedensu w najnowszej historii Polski. Tak złego klimatu, atmosfery nietolerancji i przypadków agresji chyba nie było od 1968 r.- podkreślają rozmówcy Małgorzaty Święchowicz w tekście „W końcu ktoś nie wytrzyma”.

Znanych atakuje się, bo są znani, a nieznanych, bo to nikt ważny, więc można śmiało się na nim wyżyć. Obiektem agresji zatem może być każdy. Wystarczy, że nie mieści się w ciasnym stereotypie „prawdziwego Polaka”. Sformułowanie „prawdziwy Polak” nie jest wcale nowe. Tyle że dotąd używały go wyłącznie środowiska nacjonalistyczne. W dyskursie cywilizowanych ludzi się nie pojawiało. Teraz jednak hejterom wydaje się, że wszystko im wolno. Stąd np. ostatnio pod adresem Mateusza Kijowskiego, współtwórcy Komitetu Obrony Demokracji, pełno było wezwań typu: „Wypierdalać wreszcie z wolnej Polski”. „Po złości na hejterów przychodzi strach, szczególnie jeśli są pogróżki. Czasami chciałoby się wziąć odwet. – Ale najbardziej dojmującym uczuciem jest smutek” – tłumaczy działaczka HejtStop. Największa fala bluzgu wylała się na nią, kiedy zawiadomiła prokuraturę o zamiarze ewentualnego zaatakowania uchodźców przez polskiego strongmana. Działo się to w czasie nasilonych prób przedostania się imigrantów do obranego celu w Europie, w ciężarówkach należących do firm transportowych. Właścicielem jednej z nich jest strongman. Wtedy na portalach zaroiło się obelżywych słów pod jej adresem. Co czwarty Polak jest obrażany w sieci. Do obrażania przyznaje się co dziesiąty. Większość nawet nie wie, dlaczego to robi. Co czwarty przyznaje, że biorą górę negatywne emocje. Teraz mówią, że nakręca ich Wiejska. Znika też anonimowość. Pod hejtami ich autorzy podpisują się imieniem i nazwiskiem. Czują, że stoi za nimi siła polityczna. Od nienawistnych słów do nienawistnych czynów blisko. „Nie ma co straszyć, że jak przyjdą do nas uchodźcy, to zrobi się niebezpiecznie. Przecież my sami odbieramy sobie poczucie bezpieczeństwa, nie musimy specjalnie na kogoś czekać, wyobrażać sobie, że przyjdzie i nas zaatakuje /…/. My tu sobie sami stwarzamy zagrożenie.”

„Gazeta Wyborcza” nr 48

„Naprawdę takiej Polski chciał Jan Paweł II?” – zastanawia się Józefa Hennelowa, redaktorka i publicystka, z którą rozmawiał Andrzej Brzeziecki.

Polska znalazła się w oku cyklonu. „Już nie z dnia na dzień, ale co kilka godzin bombardują nas nowe „prawdy”. Każda z nich to osąd. Weryfikacja potem, dowody potem, analizy fachowców potem, a w perspektywie nowi bohaterowie i nowa wersja historii.” Koleje III RP są zawiłe, ale to przecież ” jedyna Rzeczpospolita 25 lat wolności i tego nikt nam nie zabierze. /…/ Zgadzam się, że nie można dalej stawiać tylko na tych, którym się udało, zapominając o tych, którym się nie udało.” Tyle że trudną sytuację należałoby ratować przytomniej. „Nie widzę zagrożenia ze strony „rowerzystów i wegetarian”. Jednak nie powinna być lansowana kultura, w której półpornograficzne programy odkłada się co prawda na noc, ale one jednak są. Nie przekonuje mnie, że Parady Równości to jest coś wartościowego. Mam problem z natarciem mniejszości, które domagają się pełnego dowartościowania /…/. Jestem przeciwniczką związków partnerskich /…/. Oczywiście nie widzę powodu, żeby kogoś odganiać od łóżka chorego w szpitalu czy utrudniać sprawy spadkowe. /…/ Pogodzić to tak, by opowiadać się za dobrem bez przymusu i hipokryzji, to w życiu publicznym najważniejsze zadanie /…/.” Tymczasem prawicowa prasa dopatruje się nienawiści tylko po jednej stronie. Na demonstracjach KOD-u. Gorzej, że wypowiadają się tak i przedstawiciele Episkopatu. Powstaje pytanie, czy dziedzictwo Jana Pawła II realizuje się dziś tak jak on chciał? „Czy i kto z nas rzeczywiście go rozumie?” Prawne struktury państwa zawsze stwarzają zagrożenie, że dobro czynione na rozkaz władzy nie będzie już dobrem. Opowiedzenie np. się za życiem, czyli absolutny zakaz aborcji byłby już krokiem w stronę faryzejstwa. „Tak samo jak marsze życia i adopcje duchowe, kiedy ktoś się modli za płód przez dziewięć miesięcy, a gdy kobieta urodzi dziecko i nie będzie wiedziała, jak je utrzymać, to już go to nie obchodzi, bo przecież opowiedział się za życiem.” Trudny okazuje się dialog między katolicyzmem otwartym a tradycyjnym, ludowym. Radio Maryja zawsze wiązało się z kultem ojca Rydzyka, niemal proroka. „To na falach Radia Maryja od lat między transmisjami nabożeństw i modlitw wygłaszane są przez polityków właściwej partii felietony agresywne i atakujące przeciwnika politycznego jako wroga Kościoła.” To jakby rodzaj sekciarstwa, albo może raczej wiara, jaką można zaobserwować u świętych. „Czy jednak święci atakowaliby fizycznie kamerzystę „niesłusznej” telewizji pod Wałami Jasnogórskimi?” – pyta J. Hennelowa, stawiająca dziś na obronę konieczną polskiej demokracji. Bo, jej zdaniem, jest czego bronić.

„Nie” nr 11

„Co piszczy w PiS” – sprawdzał Mateusz Cieślak. W grudniu ub. roku zapowiadano wybór nowych władz w partii. Prezesa i wiceprezesów. Obecnie są nimi Beata Szydło, Antoni Macierewicz, Mariusz Kamiński i Adam Lipiński. „Kongres wyborczy ma być jednocześnie zjednoczeniowym – PiS, Solidarnej Polski i Polski Razem”- deklarowano.

W styczniu br. członkowie mieli wybrać delegatów. Tymczasem o żadnych partyjnych wyborach nie słychać. „Zmieniła się atmosfera obrad ścisłego kierownictwa PiS. Słowo prezesa było dotychczas święte. Jego opinie – prawdami objawionymi. Tak nadal jest – z jednym istotnym wyjątkiem od reguły. Chodzi o postawę Macierewicza. Jest on jedynym, który ośmiela się mieć inne zdanie niż prezes. /…/ W PiS mówi się, że Kaczyńskiego i Macierewicza, o dziwo, dzieli sprawa „Bolka”. /…/ Kaczyński /…/ w pewnym momencie uznał, że sprawa ta bardziej może zaszkodzić PiS, niż pomóc. Wpływ na tę opinię mogła mieć wizyta w pewnej zaprzyjaźnionej ambasadzie.” Najbardziej aktywnym i cytowanym wtedy komentatorem był Sławomir Cenckiewicz, z kręgów A. Macierewicza. Tymczasem już wcześniej Piotr Gontarczyk, współautor książki „SB a Lech Wałęsa”, którą napisał wspólnie z S. Cenckiewiczem, zarzucał mu „świadome fałszowanie faktów i fabrykowanie fałszywych zarzutów” w sprawie prof. Witolda Kieżuna, lustrowanego przez S. Cenckiewicza. „Teraz ta sprawa jest przypominana jako dowód, że lustratorzy nie mają zahamowań. Gdy nie będzie prawdziwych dowodów współpracy z SB, to się je sfabrykuje. Na działaczy PiS padł blady strach. /…/ PiS kocha teorie spiskowe. Obecnie na topie jest teoria, że za pomocą „Bolka” Macierewicz pokazuje dwóm arcyważnym ludziom w Polsce, że na nich także mogą być teczki. Jedną z tych osób ma być Jarosław Kaczyński. Drugą Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja. Podkreślam – jest to tylko teoria. Fakty za nią nie przemawiają. Na razie…” – kończy swe spekulacje autor.

„Przegląd” nr 11

Piotrowi Czerkawskiemu wywiadu „Pokój z Oscarem” udzielił reżyser Lenny Abrahamson. Nagrodę za główną rolę kobiecą w jego filmie, podczas tegorocznej gali oscarowej, dostała Brie Larson.

Przedstawiona przez niego historia jest inspirowana głośną sprawą Josefa Fritza, porywacza, przetrzymującego swoją ofiarę wbrew jej woli przez lata w zamknięciu. Sukces filmu „Pokój” zwrócił uwagę dziennikarza „Przeglądu” na irlandzkiego reżysera również dlatego, że jego żoną jest Polka. „Moi dziadkowie – mówi dziennikarzowi – mieszkali w Polsce, z żoną jestem od ponad dekady, nauczyłem się waszego języka, ale pewnych aspektów polskiej rzeczywistości nigdy nie zrozumiem. Mimo podobieństw między naszymi narodami, nie wyobrażam sobie, żeby moi rodacy dopuścili kiedyś do władzy taką partię jak PiS. /…/ Chętnie zamieszkałbym w waszym kraju przez rok i nakręcił tu film. Obawiam się jednak, że w obecnym klimacie politycznym nic z tego nie będzie.” Kilka lat temu napisał scenariusz o dwójce polskich imigrantów, ale usłyszał, że w Polsce nie dostanie na film wsparcia, bo przedstawia Polaków w złym świetle (!?). „Boję się, że od tego czasu sytuacja jeszcze się zaogniła i coraz trudniej będzie w Polsce kręcić filmy, które nie odpowiadają nacjonalistycznym standardom partii rządzącej. Na szczęście nic nie trwa wiecznie, także kadencje rządów.” W polskiej codzienności reżysera fascynuje kwestia, z którą zetknął się i w swoim kraju. „Polacy – w jeszcze większym stopniu niż Irlandczycy – mają obsesję na punkcie sukcesów swoich rodaków. Mniejsza o przyczynę, ważne, by było o nich głośno na świecie. Stąd paradoksalna popularność nawet przedstawicieli niszowych sportów. To fascynujący temat, o którym jakiś polski reżyser koniecznie powinien nakręcić film” – uważa.

„Duży Format” nr 11

„Barbarzyńcy są już w mieście” – nie ma wątpliwości Artur Domosławski, autor książki „Wykluczeni”, rozmówca Magdaleny Kicińskiej. Zadała mu dwa pytania: dlaczego większości z nas nie obchodzą biedni – wykluczeni oraz dlaczego jednak powinni nas obchodzić.

Na pierwsze otrzymała krótką odpowiedź, że to wiedza niebywale niewygodna. „Bo gdy się już o tym wszystkim wie, to trzeba coś zrobić. Na drugie pytanie zaproponuję odpowiedź, którą zapiszmy tak, jak się zapisuje w teleturniejach: A, B i C. Przy czym tutaj wszystkie odpowiedzi są poprawne, ale można sobie wybrać – jedną dwie. Albo wszystkie. /…/ A: Bo – jak mówi Zygmunt Bauman – jako członkowie tego samego gatunku winniśmy dbać nawzajem o własne człowieczeństwo. B: Bo mamy wobec biednych dług do spłacenia – zazwyczaj nasze przywileje, nasza pomyślność są okupione czyjąś krzywdą, jakąś niesprawiedliwością – czy to tu w Polsce, czy to gdzieś na końcu świata. C: Bo jeśli nie zainteresujemy się wykluczonymi, to oni zainteresują się nami. Ostatnia fala uchodźców to namacalny dowód. Jak ułożyć globalne sąsiedztwo w świecie naczyń połączonych albo – jak mówią niektórzy – w „świecie współzależności”, to jedno z dwóch, trzech największych wyzwań, przed jakimi stoimy.” W dzisiejszych czasach trudno być optymistą. Tego że PiS urządzi nam Węgry Orbana część Polaków się nie spodziewała. Tymczasem zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Ba, ludzkość nie ma zamiaru się opamiętać. Nie przestanie bez sensu produkować jednorazowego szajsu, eksploatować zasobów naturalnych na swoją zgubę i zgubę przyszłych pokoleń. Dlatego A. Domosławskiemu wydaje się, że wszystkich i wszystko trafi w końcu szlag. Pisaniem i gadaniem z pewnością niczego się nie zmieni, ale może jeśli ktoś to przeczyta, przejmie się i… coś jednak zrobi – ma nadzieję.

wybrała /ewa/

Koronawirus