4.4 C
Starachowice
wtorek, 2/03/2021
Strona główna W numerze Wspomnienia reportażysty

Wspomnienia reportażysty

Bohaterem spotkania w Czytelni MBP był Wojciech Jagielski – dziennikarz i reporter, autor pięciu książek, za które otrzymał m.in. nagrody: Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, tzw. polski Pulitzer, nagrodę im. Dariusza Fikusa oraz złotą odznakę „Zasłużony dla Polskiej Agencji Prasowej. Był też nominowany do nagrody literackiej Nike, laureat nagrody im. ks. J. Tisznera.

Jego styl pracy często porównywany jest do pisarstwa Ryszarda Kapuścińskiego, lecz dziennikarz szanujący dorobek swojego starszego kolegi, stanowczo temu zaprzecza. Jako absolwent dziennikarstwa UW, w latach 80. zaczynał w Polskiej Agencji Prasowej. Od 1991 do 2012 roku pracował w Gazecie Wyborczej. Tam trafił do działu reportaży, któremu szefowała opiekunka młodych i rokujących dziennikarzy, Małgorzata Szejnert. Aktualnie pracuje w PAP, specjalizując się w tematyce Afryki, Azji Środkowej i Kaukazu. Do tych gorących części świata dziennikarze nie jeżdżą na wypoczynek. Relacjonowanie wojny to trudny, stresujący i ryzykowny kawałek chleba.

Reportaż jest obrazem jedynie reportera, gdzie liczy się przekaz emocji, a nie tylko fakty, jest granicą między literaturą faktu a literaturą piękną. Wojciech Jagielski daje tu przykład typowego reportażu, jaki np. można doszukać się w tekstach świeżego noblisty Boba Dylana.

– Nie wszystkie teksty napawają optymizmem, zwłaszcza te o strachu. Sam kilka razy przeżyłem strach, który obezwładnia i paraliżuje – więcej nie chcę i nie życzę nikomu. Równie zabójcze dla zdrowia psychicznego są stresy. Za moich czasów, 3 – 4 kolegów trafiło do psychiatryka lub odebrało sobie życie, jak chociażby członek grupy Bang-Bang Club Kevin Carter, który był m.in. południowoafrykańskim fotografem dokumentującym strefy wojen, potworny głód w Sudanie i brutalność apartheidu. Carter wykonał słynne zdjęcie sudańskiej dziewczynki z sępem, które ukazało się w „New York Times” pod koniec marca 1993 roku. Rok później otrzymał za nie nagrodę Pulitzera. Carter był osobą wrażliwą, dlatego – co zauważył jego ojciec – zawsze nosił w sobie koszmary wykonywanej pracy. Bo jak można zapomnieć człowieka, któremu wciśnięto na tors oponę, którą niebawem podpalono. Nie było więc tajemnicą, że nie tylko jemu w radzeniu ze stresem pomagał alkohol, marihuana i silny dopalacz. Fala krytyki na nieczułość wobec losu dziewczynki załamała go całkowicie. Wiadomym jest, że jeśli o czymś nie mówimy, nie znaczy to, iż nie ma tego problemu, natomiast znaczy to tylko tyle, że o nim nie mówimy. Każda krytyka w konkretnym przypadku nie jest na miejscu. Reporterzy są jedynie obserwatorami rzeczywistości, którą starają się przekazać światu. Zdajemy sobie sprawę z istnienia cienkiej granicy między dokumentowaniem na rzecz świadomości międzynarodowej i dokumentowaniem dla korzyści osobistych. Fotoreporterzy muszą być świadkami w wielu strasznych miejscach. Najtrudniejsza jest świadomość, że tam, na miejscu, nic nie mogą zrobić, aby pomóc lub cokolwiek zmienić. Żegnając się z beznadziejami świata pozostawił ostatnią notatkę: „Ból życia przesłania radość do tego stopnia, że radość nie istnieje” – relacjonował na spotkaniu Wojciech Jagielski .

Ma za sobą Gruzję, Czeczenię, Afganistan i doświadczenia kaukaskie. Wspomnienia mogą zniechęcić każdego wojennego fotoreportera.

Marek Oziomek

Koronawirus