Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 11 lipca 2018

Na sukces pracowała wiele lat! (VIDEO)

Co słychać?

Urodziła się i dorastała w Starachowicach. Jej muzyczna kariera rozpoczęła się w 2000 roku. Na swoim koncie ma współpracę z Kayah, Kasią Wilk, Sylwią Grzeszczak, Liberem, Adamem Sztabą czy Mezo. Jej dwa albumy oraz pojedyncze single cieszą się wielomilionowymi wyświetleniami w sieci. Jaka jest i co lubi? Jak wygląda jej życie oraz jakie nowe projekty chce zrealizować. Tego postaram się dowiedzieć od niej sami. W roli głównej Ewa Jach!

Zapraszamy do lokowania reklam w trakcie trwania naszych programów.
Kontakt: sekretariat@starachowicka.pl

 

 

– Co słychać, Ewo?
– A dziękuję, bardzo dobrze, bardzo koncertowy czas, okres gorący, sama nie wiem, jak się nazywam czasami. Śpię po cztery godziny, nie wiem, w jakim mieście się znajduję oprócz tego, że dziś jestem w Starachowicach.
– Przybliżmy czytelnikom GAZETY początki twojej kariery, bo nie jest to historia, jakich wiele…
– Miłość do muzyki, do śpiewania od dziecka, od przedszkola. Pamiętam taką sytuację, że właśnie w przedszkolu było jakieś przedstawienie, chyba dla mam, i ja nie mogłam zaśpiewać piosenki, bo pani przedszkolanka powiedziała, że będę grała na trójkącie, więc tak nawalałam w ten trójkąt, że po prostu stwierdzili, że może jednak zaśpiewam. W szkole podstawowej pan Wąsala prowadził zespół muzyczny, w którym oczywiście musiałam śpiewać, ponieważ bez tego nie widziałam mojego życia. Potem, do momentu wyjazdu ze Starachowic, wymyślałam różne festiwale, gdzie tylko można było się pokazać, to ja się pokazywałam. Nawet w Starachowicach w SCK kolega mi przypomniał ostatnio:
– Zobacz, co znalazłem, leciało ostatnio w lokalnej telewizji.
– Co takiego?
– Konkurs piosenki, same zespoły rockowe, punkowe i w tym wszystkim nagle wychodzi Ewa Jach z piosenką „Księżycowa”
– No, masakra – śmieje się Ewa – nic nie było w stanie mnie zrazić, przerazić, miałam swój cel, swoją wizję.
– Dokumentujesz swoją historię, to co śpiewasz. Lubisz do tego wracać czy już mniej?
– Wiesz co, raczej nie, to bardziej znajomi przypominają mi takie różne momenty i sytuacje. Wiadomo, jest kilka takich ważnych momentów, które oczywiście pamiętam i pozostaną mi w głowie na zawsze – przynajmniej mam taką nadzieję – ale generalnie nie. Bardziej myślę do przodu, więc skupiam się na tym, co jest przede mną.
– Na swoim koncie masz współpracę z różnymi gwiazdami. Kiedy i jak do tego doszło?
– Z Mezo zawiązała się, Boże, aż wstyd powiedzieć, trzynaście lat temu, przy okazji nagrania hitu z Kasią Wilk „Ważne”. Wystąpiliśmy wtedy razem w Opolu i od tamtej pory tak współpracowaliśmy po prostu częściej lub mniej, a od jakichś pięciu lat bardzo często, z czego się ogromnie cieszę! Nagraliśmy też razem piosenkę pt. „Kryzys” i dość przyjemnie nam się pracuje.
– Ostatnio widziałem cię w jednej z ogólnopolskich telewizji śniadaniowych, wystąpiłaś razem z Mezo z utworem „Życiówka”?
– Ach! Na dachu, tak! Gościnnie występuję na sportowej płycie Jacka pod tytułem „Życiówka”, a wtedy był to utwór promujący tę płytę i tak poskakaliśmy, pohasaliśmy i pośpiewaliśmy, jak to my!
– Teraz pracujesz z Kayah?
– Wow, od dwunastu lat, to fajny kawałek życia – już dekada minęła, więc bardzo, bardzo dobra współpraca. Jestem mocno związana z Kayah i z Jackiem (Mezo). Po prostu nie potrafię sobie wyobrazić, że miałabym z nimi nie pracować
– Kiedy wyczułaś moment, że to czas na nagranie pierwszej płyty?
– A widzisz…
– No tak, masz dwa albumy…
– Powstały bardziej pod naciskiem mojego wtedy wydawcy i znajomych. Po nagraniu piosenki „ Kryzys” z Mezem wszyscy mówili: Ewa, no weź spróbuj nagrać coś sama, nagraj coś swojego, zrób coś swojego… Ja mówię: Nie, no, jak to, mi jest dobrze, robię to co kocham, występuję z wspaniałymi artystami, więc jak gdyby nie do końca czułam to. Ale pod tymi namowami dostałam trochę skrzydełek i stwierdziłam, a może? A dobra?
– A może coś się uda?
– No i właśnie tak wyszło, powstała piosenka „Mamy czas”, potem kolejny singiel.
– Piosenka była na listach wszystkich rozgłośni radiowych w kraju!
– Tak, owszem.
– Spodziewałaś się takiego sukcesu?

– Nie, to był zupełny przypadek, chyba. Z trafieniem w rynek jest różnie, bo czasami robisz coś co jest prześwietne, grono znajomych uważa, że to jest mega, a niestety to nie idzie. A czasami robisz coś bez długodystansowego wkładu i to było po prostu spontanicznie. Spotkałam się z producentem i stwierdziliśmy: ej, mam takie namowy i ciśnienia, może coś zrobimy? On mówi dobra i tak naprawdę trwało to bodajże tydzień.
– Materiał na płytę długo szykowałaś?
– Dokładnie cztery miesiące, to bardzo krótko, bo moi przyjaciele nagrywają płyty trzy, cztery lata.
– Jak wygląda twoje życie teraz?
– Jestem ciągle niewyspana i zapracowana dość mocno. Każdy weekend gram w różnych miejscach Polski. W ciągu tygodnia też nie jest lekko, bo albo są jakieś próby albo mamy koncerty. Śpiewam też swoje – coraz mniej – koncerty i też zdarzają się na tygodniu, dlatego, że na przykład firma ma ochotę zrobić sobie imprezę we wtorek i wtedy czuję się, że jestem normalnym pracującym człowiekiem.
– Nie jesteś tym wszystkim przytłoczona? Co robisz w wolnym czasie, o ile go masz?
– Wiesz co, przytłoczona nie, po tylu latach tak się wdrożyłam w ten system, że jak mam rzeczywiście wolny miesiąc, bo jest na przykład post i nic nie robię, to po prostu dostaję na łepetynę. Obserwuję to od paru lat, że wtedy muzycy panikują, wystawiają sprzęt, wyjeżdżają za granicę, nic się nie dzieję, a ja mówię wtedy: spokojnie, co roku przechodzimy ten sam cykl. Wtedy jest spokój i rzeczywiście świrujemy, bo jesteśmy tak nastawieni na ten plan, system działania – od koncertu do koncertu i tak dalej – że trudno nam usiedzieć w miejscu.
– Parę lat wstecz, w jednej z kampanii reklamowych usłyszeliśmy twój głos.
– To też taka fajna przygoda. Nie wiem, po prostu pasowała im chyba wtedy melodia i nutka do reklamy kremu i tak to się stało.
– Starachowiczanie cię rozpoznają?
– Od kiedy zmieniłam kolor włosów i fryzurę, coraz mniej.
– Bo wcześniej Ewa miała czarne włosy z grzyweczką na bok…
– Dokładnie tak, ale stwierdziłam, że powrócę do naturalnego koloru włosów po trylionie lat i sprawdzę ile mam siwych i muszę powiedzieć, że wcale nie jest tak źle!
– W jakich okolicznościach zrodziła się druga płyta? Też tak szybko powstała?
– Też w ekspresowym tempie, bo jeden z singli miał być właśnie takim szał, wow. Okazało się, że był mniejszy, ale stwierdziliśmy, że wydamy tę płytę i zobaczymy co będzie. To był też moment, kiedy rozstałam się z moją wytwórnią, więc zrobiliśmy to sami z moim producentem.
– Mieszkałaś w Poznaniu a wróciłaś do Starachowic, dlaczego?
– Bo się stęskniłam. Miałam już ustabilizowaną ścieżkę zawodową, więc wiedziałam, że nie ma znaczenia w jakim miejscu się znajduję. Dostaję rozpiskę i jadę w różne kierunki. Poznań strasznie kocham, ale chciałam być w domu, bliżej rodziców, oni są już starsi. Chciałam być bliżej korzeni.
– Jakie plany zawodowe na życie, muzykę, na siebie?
– Ach! No są, na jesieni, bardzo możliwe, że już w listopadzie, z okazji moich urodzin, oczywiście 18 – tych, ukaże się nowy singiel.
– Będę czekał z niecierpliwością, mam nadzieję, że nasi czytelnicy i widzowie również. Co chcesz po sobie zostawić?
– Optymizm, po prostu, nie jakieś ślady. Mogę sobie zrobić gdzieś ślady na skałach, ale optymizm. Bo jeśli ktoś będzie mnie wspominać, niechby się uśmiechał.
– Czego mogę życzyć dziewczynie, która sięga do gwiazd?
– Żebym ich dotykała, to raz, zdrowia przede wszystkim, a na resztę sobie zapracuję.
Dziękuję za rozmowę.

Maciej Cieciora

Wnętrza: Hotel Senator