Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 16 lipca 2018

Danuta Krępa jakiej nie znacie (VIDEO)

Co Słychać?

Ukończyła studia pedagogiczne, jest dyplomowanym nauczycielem. Co lubi robić, czym się interesuje, jaka jest Danuta Krępa mówi w rozmowie z GAZETĄ.

 

 

– Co słychać pani starosto?

– Dobrze słychać, ja nigdy nie narzekam. Pomimo nawału obowiązków, pracy, zawsze jakoś staram się podołać wszystkiemu.

– Na hasło „dzieciństwo” przychodzi Pani na myśl…

– Miło wspominam swoje dzieciństwo. Miałam dobrych rodziców, którzy dobrze się nami opiekowali. Mam dwóch braci: starszego o 4 lata i młodszego ode mnie. Początkowo mieszkaliśmy w kamienicy, niedaleko obecnej Biedronki, blisko Dworca Wschodniego. Jak miałam 4 lata, przeprowadziliśmy się do nowego domu, na osiedlu Las i tam spędzałam resztę dzieciństwa i lata mojej młodości. Studiowałam w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Filozoficzno-Historycznym. Założyłam rodzinę, mam dwójkę dzieci: córkę (29 lat), która mieszka w Warszawie i syna (36 lat), jest w Starachowicach.

– Czy zdarzały się sprzeczki z rodzeństwem?

– Oczywiście, to normalne, że jak są dzieci, to czasami nie zgadzają się ze sobą i takie sytuacje były. Nie pamiętam, żeby były to jakieś duże spory. Zawsze wychodziliśmy z tego obronną ręką wszyscy.

– Powspominajmy czasy szkolne…

– Początkowo chodziłam do Szkoły Podstawowej nr 9, a że mój nowy dom był na Osiedlu Las, musiałam iść kawałek drogi przez las. Bałam się kiedy się ściemniało, wychodzili więc po mnie rodzice albo starszy brat. Od klasy V byłam uczennicą Szkoły Podstawowej nr 11, nowo wybudowanej. Wspominam bardzo miło koleżeństwo, nazywali mnie „śmieszką”, bo bardzo często się śmiałam. Chciałabym równie często uśmiechać się i dzisiaj. Czasami jest tak, że niekoniecznie różne problemy, które się pojawiają, sprawiają, że człowiek zawsze może być uśmiechnięty.

– Najbardziej szalone było…

Ja mieszkałam w miejscu, gdzie było raczej więcej chłopców w moim wieku. Dlatego często bawiłam się z nimi. Pamiętam np. zabawę łapania żab… A obecnie boję się dotknąć żaby, na samą myśl mnie ciarki przechodzą. Ale wtedy jakoś dawałam radę. Pewnie w gronie chłopców musiałam dostosować się do tego, co oni wyznaczali w tych zabawach.

– Szkołę średnią zaliczyła Pani wzorowo?

– Chodziłam do II Liceum, ukończyłam klasę humanistyczną. Bardzo dużo się uczyłam. Wspominam ten czas, z takiej intensywnej nauki, ale też miałam wspaniałe koleżanki, spotykałyśmy się, bawiłyśmy się na prywatkach. Rodzice wyznaczali mi zawsze godzinę, o której musiałam wrócić do domu i nie były to późne godziny nocne. Moja mama była osobą bardzo wyrozumiałą, bardzo ciepłą. Zawsze wspierała nas we wszystkim. Pytała o różne problemy, próbowałyśmy je razem rozwiązywać. Tata również był bardzo dobrym człowiekiem, ale bardzo wymagającym. Stawiał granice i nie wolno było nam ich przekroczyć. Myślę, że to było bardzo dobre, ponieważ młody człowiek musi wiedzieć, czego nie wolno mu przekroczyć.

– Pamięta Pani „studniówkę”?

– To było wielkie wydarzenie w moim życiu i w życiu młodych ludzi, którzy kończą szkołę średnią. Oczywiście miałam chłopaka, z którym bawiliśmy się doskonale. A potem… Intensywny czas nauki. Bardzo dużo nauki, bo wówczas trzeba było zdać egzamin na studia. Były duże wymagania na studiach, żeby się w ogóle dostać. Trzeba było zdobyć odpowiednie noty. Zależało mi, by się dostać na uczelnię i się dostałam. To były inne czasy niż dzisiaj. Wówczas niewielki procent społeczeństwa miał wykształcenie wyższe.

– Skąd kierunek – pedagogika opiekuńcza…

Od małego dziecka chciałam być nauczycielem. Bawiłam się w nauczycielkę, spisywałam stopnie, stawiałam noty. To marzenie z dzieciństwa przekładało się na moje późniejsze losy, na moje późniejsze decyzje. Bardzo lubię dzieci, pracować z nimi, dobrze się w tym czułam i spełniłam jakby swoje marzenie.

– Jak w tamtych czasach odnalazła się w Krakowie starachowiczanka?

– W czasie moich studiów, po raz pierwszy przyjechał do Polski z pielgrzymką papież Jan Paweł II. To co najbardziej utkwiło mi wówczas w pamięci, to właśnie spotkania z Janem Pawłem II. Uczestniczyłam też w spotkaniu „Na skałce” z młodzieżą. Widziałam go na co dzień, ponieważ akurat przejeżdżał codziennie obok Żaczka, w którym mieszkałam. To był 4 rok studiów. Wywarło to na mnie bardzo mocne piętno, bo Jan Paweł II, papież Polak, to było coś pięknego. Sama jego postać, to jak potrafił wokół siebie zgromadzić ludzi w różnym wieku, a przede wszystkim młodzież, do której pięknie mówił. Pamiętam te słowa „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali”. I ja często to również powtarzałam swoim uczniom. Myślę, że to słowa bardzo ważne.

 – Dyplomowany nauczyciel, pedagog w szkole i dyrektor MOPS, a wspólny mianownik: pomoc ludziom…

– Byłam pedagogiem w Szkole Podstawowej i w Gimnazjum, w klasach przysposabiających do zawodu. Pamiętam chłopca z takiej klasy, który został niesłusznie skazany i którego, ułaskawił ówczesny prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski. Pomogłam mu w tym i jest to chyba mój największy sukces w pracy zawodowej. Pełniłam po 2007 r. funkcję dyrektora Domu Pomocy Społecznej, czyli dalej poszerzona rola osoby, która zajmuje się pomocą społeczną, co było przydatne przy pełnieniu funkcji dyrektora MOPS. Wielu osobom w swoim życiu pomogłam, bo uważam, że człowiek powinien pomagać drugiemu człowiekowi. To jest takie dobro, które potem wraca.

– Co Pani lubi robić w wolnym czasie?

– Mam go teraz bardzo mało, bo rozliczne obowiązki nie pozwalają mi na to, żeby realizować jakieś swoje pasje. A lubię czytać, interesuję się psychologią, pedagogiką, profilaktyką uzależnień. Lubię też obejrzeć jakiś dobry film. Preferuję jednak tematykę historyczną z wojennymi losami. Dzięki nim możemy bardziej cenić to, że mamy Polskę, w której możemy spokojnie żyć, możemy się realizować, możemy pracować, nasze dzieci mogą chodzić do szkół. Obejrzenie takich wojennych historii, ludzkich dramatów, jak dochodziliśmy do tego, co w tej chwili mamy, uczy nas pokory wobec życia. Ostatnio obejrzałam np.: „Katyń”, „Wołyń”, „Rok 1920 Bitwa Warszawska” i wiele innych filmów, gdzie właśnie nasza historia była ukazana w bardzo realistyczny sposób.  

– Mężczyźni są najlepszymi kucharzami, a kobiety lubią gotować. Pani też?

– Mój mąż preferuje tradycyjną kuchnię, jemy to, co po prostu lubimy. Córka różne nowinki w jadłospisie nam wprowadza, krytykuje nas, że czasami jemy nie to co potrzeba. Oczywiście troszeczkę zdrowego rozsądku trzeba zachować i trochę dbać o jadłospis, ale tak bardzo się tym nie przejmujemy. Kiedyś piekłam dużo ciast, lubiłam to. W tej chwili czas nie pozwala mi na to, ale od czasu do czasu jakieś ciasto upiekę.

– Wsparcie bliskich jest ważne…

– Tak i to nie tylko w podejmowanych decyzjach. Bardzo dużo pomagają w domu, bo dzisiaj mam taką rolę, że w zasadzie często przebywam poza domem. Mam jeszcze mamę, którą się opiekuje, więc nadmiar tych obowiązków nie pozwala mi, bym sprostała tym wszystkim zadaniom domowym. Mam ogromne wsparcie mojego męża.

 – Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego. Także, by była Pani dalej tak dobrą osobą.

 

 

 

Patrycja Suwara