Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 23 lipca 2018

Ciężko pracują na sukcesy!

Z cyklu: "Co Słychać"?

Młoda, zdolna wokalistka i muzyk z dużym doświadczeniem. Razem stanowią idealny duet na scenie i zdobywają nagrody. Jak to robią? O tym w rozmowie z Julią Dudek i Miłoszem Weimannem.

Zapraszamy do lokowania reklam w trakcie trwania naszych programów.
Kontakt: sekretariat@starachowicka.pl

– Co słychać drogi duecie?

– Zaczął się nowy dzień i kolejny tydzień wypełniony bardzo intensywną pracą. Aż mi przykro patrzeć na Julkę, że nie ma kolejnych wakacji. Ale cóż, jak się chce być artystą, to artysta wakacji raczej nie ma – odpowiada Miłosz Weimann, instruktor Studia Piosenki Starachowickiego Centrum Kultury w Starachowicach.

– Cóż to będzie się działo w waszym artystycznym życiu?

Mamy bardzo dużo planów, jeżeli chodzi o dalszy rozwój artystyczny Julii i nie możemy spoczywać na laurach. Ja wiem, że jest bardzo zmęczona, ale jeszcze będzie miała czas na to, by wypocząć, na przykład w ciepłych krajach.

– Na niedzielnych Starachowickich Sobótkach prezentowaliście fajne brzmienie. W jakim składzie wystąpiliście?

– Na bębnach grał Grzegorz Dziamka, na gitarze Konrad Gębura, instrumenty klawiszowe Miłosz Weimann. Bardzo dobrze nam się razem grało. To wynika też z odbioru, że fajnie się bawiliśmy na scenie – mówi GAZECIE Julia Dudek.

– Julka, twoja przygoda ze sceną trwa już parę dobrych lat…

– Trochę już trwa, bo aż cztery. To prawda, chodzę do pana Miłosza na zajęcia od 4 klasy szkoły podstawowej. Bardzo dobrze wspominam ten czas, ponieważ to było moje nowe hobby, bardzo dobrze się w tym czułam i tak jest do dziś. Na starcie pomogła mi mama, która bardzo mnie wspiera. Poszła do Studnia Piosenki w SCK i powiedziała panu Miłoszowi, że jej córka bardzo ładnie śpiewa i zaczęła się moja przygoda… – wspomina Julka.

– Było nieczysto, manierycznie, ale miała w sobie taki przekaz, że powiedziałem sobie: na pewno coś z tego będzie i to był strzał w dziesiątkę – nie kryje oceny Miłosz Weimann.

– Gdy Julka zapukała do pana drzwi, była onieśmielona, przestraszona, czy pewna siebie wokalistka?

– Właśnie nie, jak weszła i zaczęła śpiewać popową piosenkę „Zanim zbudzi się nowy dzień”, to w tym samym momencie zbudził się dla nas nowy dzień. Coś mnie wtedy tknęło, rzadko się zdarza, żeby próg mojej sali numer 4 przekroczył taki talent… Nie, nie rzadko, często! – odpowiada Miłosz Weimann.

– Jesteś już cztery lata w Studiu Piosenki SCK, trafiłaś na dobrego instruktora…

– Bardzo dobrze nam się pracuje, uzupełniamy się, mamy bardzo dużo pomysłów, jest burza mózgów. Cieszę się, że trafiłam pod kuratelę do pana Miłosza, bo to on nakreślił mi moją drogę.

– A jak panu pracuje się z młodą wokalistką?

– Jak z każdym młodym artystą. Muszę być przygotowany na to, że są huśtawki nastrojów, że są odejścia od głównego nurtu. Wszystko to muszę z nią przeżyć. Jeśli się to wszystko przejdzie, wkraczamy na nową drogę. Będziemy się starać otworzyć kolejną dobrą ścieżkę w jej karierze. Skończyły się festiwale, ale nie zaprzestaniemy na nie całkowicie wyjeżdżać, myślimy o koncertach, nagraniach i to będzie nasz kolejny główny cel.

– Kariera Julki – laureatki wielu prestiżowych konkursów i przeglądów – nabiera tempa, ale wróćmy do początków…

– W bardzo krótkim czasie okazało się, że Julka ma zdolności językowe. Zaśpiewała mi wtedy utwór z serialu Violetta po hiszpańsku i postanowiłem zrobić aranż do tej piosenki, na bardziej autorski. Pojechaliśmy wtedy na pierwszy Julki festiwal – ogólnopolski, na którym zajęła drugie miejsce. Dostała wtedy nominację na festiwal do Rimini we Włoszech. Potem, niejako w celu pozyskania sponsorów, nagraliśmy w trzy miesiące płytę dla Julki. Znalazło się na niej 12 utworów, bo miała wtedy 12 lat. Piosenki były śpiewane w różnych językach. Było trochę wywiadów, spotkań z władzami miasta, które nas bardzo wspierają w tym co robimy i za co jesteśmy im wdzięczni i potem wyjechaliśmy do Włoch.

– Julka, występowałaś już na kilku festiwalach, który zapadł ci najbardziej w pamięci?

– Myślę, że pierwszy, który najbardziej mi się podobał. To była Nutka Poliglotka – ogólnopolski festiwal w Warszawie, w którym zajęłam drugie miejsce. I to była taka iskierka, która zabłysnęła w moim życiu i to był bardzo miły początek. Wtedy poczułam, że jestem na właściwym miejscu.

– Bywają chwile słabości, zwątpienia?

– Takie chwile zawsze zdarzają się w życiu, ale próbuję to wtedy jakoś ustatkować.
– Co byś poleciła tym, którzy dopiero odkrywają w sobie pasję śpiewania?

– Powinni ją doskonalić, słuchać przeróżnej muzyki, kształtować swój słuch, a przede wszystkim przyjść na zajęcia do pana Miłosza!

– Wyzwania w najbliższym czasie, to…

– Bardzo trudno dotrzeć do tego punktu w życiu tak młodego artysty, kiedy na scenę chcą wyjść z nim zawodowcy, jak podczas Starachowickich Sobótek. Julka jest na takim etapie, że chyba nikt ze znanych mi muzyków nie odmówiłby sobie znaleźć się na jednej scenie z takim wulkanem energii. Skupiamy się na koncertach, ale konkursy też są ważne w życiu Julii. W najbliższym czasie wybieramy się do Bułgarii i – jak będą sponsorzy – do Wenecji. Naprawdę warto zainwestować w tę młodą osobę! Będę też chciał, by Julia znalazła się na wakacyjnej Krakowskiej Akademii Jazzu, na której jednym z wykładowców jest bardzo dobrze znana Julii – Lora Szafran. Koncertowały razem z Bogdanem Hołownią – nie kryje satysfakcji Miłosz Weimann.

– Dziękuję za rozmowę.

Maciej Cieciora