Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 30 lipca 2018

Polityk powinien uszczęśliwiać ludzi! (VIDEO)

Z cyklu: "Co Słychać?"

Nie wszyscy Polacy go cenią. Są bowiem tacy, co mają mu za złe działalność na rzecz osób LGBT. Jest prezydentem Słupska, znanym w kraju: to Robert Biedroń!
Nie zawsze dysponujemy sprzętem najwyższej jakości.

 

Zapraszamy do lokowania reklam.

 

 

Gdy usiadł naprzeciwko mnie szpakowaty, drobny mężczyzna, po chwili rozmowy wiedziałem, że jest człowiekiem nietuzinkowym, o wielkim sercu, pokorze i życiowej mądrości.

– Co słychać Panie prezydencie?

– Dobrze, a u pana?

– Również bardzo dobrze, cieszę się, że mogliśmy się spotkać i porozmawiać.

– Bardzo mi miło. Przyjechałem do Starachowic po raz pierwszy. Cieszę się, że mój przyjaciel, kolega Marek Materek, zaprosił mnie oraz progresywnych prezydentów i burmistrzów i że udało nam się tutaj w końcu dojechać.

– Jakie są pierwsze wrażenia po zwiedzeniu miasta?

– Bardzo pozytywne, bo Starachowice są bardzo zielone. Wydawało mi się, że jak przyjadę to zobaczę miasto, które jest bardzo industrialne, pełne blokowisk, a nagle widzę miasto pięknie położone, Góry Świętokrzyskie wokół, fascynujące widoki, pagórki i ta zieleń, która jest wszechobecna. Widzę również nowe inwestycje, co mi bardzo imponuje, bo widać, że wasz prezydent z rozmachem rozwija miasto. Bardzo miłe przyjęcie zgotowali mi starachowiczanie, którzy tak licznie przyszli na spotkanie ze mną. Było bardzo interesujące, rozmawialiśmy o miastach średniej wielkości, o miastach, które mają problemy. Poruszaliśmy także kwestię przyszłości Polski i Europy i cieszę się, że tutaj dojechałem i Państwu jeszcze raz za pośrednictwem Gazety Starachowickiej bardzo dziękuję za spotkanie.

– Promował Pan również swoje książki…

– Rozmawialiśmy o moich książkach. Dokładnie dwóch: „Włącz demokrację” oraz „Pod prąd”. Pierwszą zadedykowałem dzieciom i młodzieży, mówi ona o tym, czym jest demokracja, bo z tym mamy problem, w szczególności dorośli, którzy nie rozumieją pewnych reguł tego zjawiska. Książka przede wszystkim powinna trafić na Wiejską, którą powinien przeczytać przede wszystkim Jarosław Kaczyński ze swoim kotem, a nie odwracać kota ogonem i udawać, że nic się nie dzieje z demokracją. „Pod prąd” – to wywiad rzeka, książka, w której opowiadam o tym, jak chłopak z Krosna, czyli miejscowości porównywalnej wielkością do Starachowic, marzył o tym, by jego życie było inne, że może to być możliwe… Chyba udaje mi się realizować tę wizję innej rzeczywistości i o tym rozmawialiśmy ze starachowiczanami. Również o samorządzie, o tym, jak to się stało, że wasz prezydent jest tak popularny i otrzymuje poparcie z każdej możliwej strony. Myślę, że po prostu jest bardzo dobrym samorządowcem, potrafi działać ponad podziałami i to na pewno imponuje. Poruszaliśmy również kwestię wyludniania się miast, braku inwestycji, o tym, że Warszawa nie zawsze pamięta o miastach średniej wielkości. Więc jak państwo nie byliście, to macie czego żałować!

– Pochodzi Pan z Krosna a został prezydentem Słupska…

– Byłem posłem ze Słupska, z okręgu gdyńsko-słupskiego. Pracowałem w Słupsku, działałem na rzecz naszego miasta. Z Krosna wyjechałem mając 15-lat. Zostały mi oczywiście wspomnienia, doświadczenia z Krosna, ale dość szybko wypłynąłem z tego pięknego grodu na Podkarpaciu.

– Biuro Poselskie Roberta Biedronia było otwarte dla wszystkich?

– To było bardzo popularne biuro poselskie w Słupsku, ponieważ spełniło rolę centrum życia społeczności lokalnej. Udzielaliśmy porad prawnych, psychologicznych, dla niektórych może być to szokiem – ale był nawet seksuolog, którego brakowało w mieście. Miałem koleżankę, która była seksuolożką, więc pomagała. Młodzież również się spotykała u mnie, z różnych organizacji pozarządowych, więc naprawdę dużo się działo. Zależało mi na tym, żeby to moje posłowanie miało taki wymiar praktyczny. I to się opłaciło, bo na koniec kadencji zostałem wybrany najlepszym parlamentarzystą w mijającej kadencji, więc to zostało przez ogół gdzieś dostrzeżone i z tego jestem bardzo dumny. Staram się jako prezydent jeszcze bardziej praktycznie podchodzić do swojego urzędu, sprawowanej funkcji. Uważam, że polityka jest od tego, aby uszczęśliwiać ludzi. Ludzie stają się bardziej szczęśliwi, żeby tworzyć dobro wspólne, dzielić się nim z tymi, którzy tego potrzebują i tak powstali też Progresywni Prezydenci i Burmistrzowie.

– Czym jest ta grupa, którą tworzycie?

– To ruch, który powołaliśmy krótko po wyborach samorządowych. Teraz potykaliśmy się w Starachowicach. Tylu prezydentów i burmistrzów na pewno w Starachowicach nigdy nie było.
To jest bardzo ciekawe doświadczenie. My się spotykamy raz na kilka miesięcy, rozmawiamy o tym, jakie mamy problemy w miastach, jak nam się działa, wymieniamy się praktykami i tym sposobem tworzymy taką sieć, która przede wszystkim pomaga mieszkańcom naszych miast.- Z jakimi problemami zmierzył się Pan obejmując stanowisko prezydenta Słupska?- Z mnóstwem. Przede wszystkim ogromnym zadłużeniem finansowym. Słupsk był piątym najbardziej zadłużonym miastem w Polsce i jestem dumny, że wyprowadziłem moje miasto finansowo na prostą, że miasto się rozwija, inwestuje, a przede wszystkim powstrzymało wyludnianie się, więc to dla mnie jest wielki sukces! Ale inne? Typowe dla innych miast: niski budżet, brak inwestycji, nierówności społeczne. – Co chciałby Pan po sobie zostawić?- Zostawić? Myślę, żeby ludzie byli bardziej szczęśliwi, taka jest funkcja polityka. Polityk powinien uszczęśliwiać ludzi, sprawiać, że ludziom będzie się żyło lepiej i jeżeli choćby jedna osoba, dzięki mojej pracy to odczuje, to warto było iść w tę przygodę polityczną! – Dziękuję bardzo za rozmowę.- Wszystkiego dobrego Panu i czytelnikom GAZETY życzę. Do zobaczenia ponownie w Starachowicach albo Słupsku, do którego zapraszam. Rozmowa dostępna na portalu: starachowicka.pl

 

 

 

Maciej Cieciora