Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 6 sierpnia 2018

Robi to, co kocha! (VIDEO)

Z cyklu: "Co słychać?"

Dziesięciokrotny Mistrz Polski, Mistrz Świata i zdobywca Pucharu Polski, Europy oraz Świata w kickboxingu w kategorii juniorów. Jak to robi? Ile znosi wyrzeczeń, aby osiągnąć sukces? Tego zamierzam się dowiedzieć. W roli głównej: Filip Zawłocki.

 

 

 

– Co słychać Filipie?

– Wszystko dobrze, dziękuję.

– Ostatni raz rozmawialiśmy prawie rok temu. Wtedy byłeś drugoklasistą warszawskiego Zespołu Szkół i poszukiwałeś swojego miejsca – kickboxerskiego klubu. 

– Tak było. Trafiłem na klub Palestra Warszawa – numer jeden w Polsce, jeżeli chodzi o kickboxing. Z całym przekonaniem stwierdzam, że zmianę klubu oceniam na plus. Zdobyłem w nim mnóstwo doświadczenia, dziękuję z tego miejsca szkoleniowcom. To był naprawdę super okres.

– Ja cię znam, ale nasi czytelnicy niekoniecznie. Więc co się zadziało w życiu Filipa Zawłockiego, że postanowił trenować kickboxing?

– Przede wszystkim pierwsza koncepcja tej decyzji była taka, że chciałem się obronić. Generalnie zawsze miałem tak, że lubiłem się bić, byłem takim małym urwisem. Ci, którzy mnie bliżej znają, wiedzą o co chodzi. Ale z czasem, gdy zaczęło mi to wychodzić, jak odnajdywałem w tym klubie drugi dom, do którego spływały wszystkie problemy, to po prostu się od tego uzależniłem i zaczynałem przychodzić tam częściej, mocniej trenowałem i doszedłem do wniosku, że można coś osiągnąć na szerszą skalę.

– Długo czekałeś na pierwszy sukces?

– Około czterech lat. To była ciężka praca. Pamiętam dużo porażek i nawet raz w wieku trzynastu lat wylądowałem w szpitalu, więc było mnóstwo kryzysów, ale gdyby nie to, nie byłbym w tym miejscu, gdzie jestem.

– Czyli to wszystko cię zbudowało?

– Jasne, że tak. Porażki mnie motywują. Cały czas je analizuję i staram się z tego wyciągać jak najwięcej.

– Łączysz szkołę, obowiązki i pasję?

– Trudno, bardzo trudno, ale trzeba to wszystko połączyć. To zależy od różnych czynników, ale mimo wszystko staram się to jakoś godzić. Wiadomo, nie zawsze się udaje, ale robię co mogę.

– Poza ringiem, miałeś taką sytuację, że chciałeś komuś przyłożyć i… się powstrzymałeś?

– Ależ, oczywiście, że się powstrzymałem! Unikam takich sytuacji. My, kickboxerzy i ogólnie zawodnicy uprawiający sporty walki, wiemy i jesteśmy świadomi tego, jaką mamy broń w rękach. Staramy się unikać potyczek. Jeżeli występują takie sytuacje, staram się rozwiązać je racjonalną rozmową, mimo że wiem, czym dysponuję, staram się być pokojowy.

– A gdy wchodzisz na ring to co czujesz? 

–  Milion myśli mam wtedy w głowie. Staram się ostatnio odnaleźć swój idealny tryb, czyli swoje nastawienie emocjonalne, pokłady agresji w stosunku do przeciwnika i wtedy wychodzi wszystko najlepiej. Ale jak to w sporcie bywa, po rywalizacji, kiedy każdy da sobie – nazwijmy to „po twarzy” – wszystko spływa i zaczyna się dziękowanie za walkę i zostajemy kolegami.

– Chciałeś kiedyś uciec z ringu? 

– Nigdy w życiu, ja nie będę uciekać z ringu. Ja kocham się bić, kocham wymianę ciosów.

– A co na to wszystko twoi bliscy? Dopingują cię, czy jednak martwią się o twoje zdrowie, bo nie oszukujmy się jest to sport wymagający poświęcenia swojego zdrowia?

– Szczerze, to tylko moi bracia rodzeni byli za tym, za co im szczerze bardzo dziękuję, żebym dalszą przygodę z tym sportem kontynuował od 12. roku życia. Jeżeli chodzi o rodziców czy dziadków, byli stanowczo na nie. Z jednej strony się nie dziwię. To jest taki sport, w którym może stać się na ringu jakaś nieodwracalna kontuzja, jednak bardzo im dziękuję za to, że na początku wątpili we mnie, gdyż to mnie zbudowało na tyle, żebym sobie wyrobił taki charakter, że już nic mnie nie powstrzyma.

– Ile czasu przygotowujesz się do walki?

– Różnie, na początku okresu przygotowania szlifuje nowe techniki, jednak sześć tygodni przed samym startem bezpośrednio przygotowuje się do startu, czyli: powtarzam te techniki, które już poznałem, szlifuję swoją kondycję, dynamikę, szybkość i oczywiście nastawienie w głowie. Jak już to wszystko osiągnę, to jestem przekonany, że dobrze się zaprezentuję.

Na początku rozmowy wspomniałem, że rozmawiałem z tobą rok temu. Co się zadziało w twoim życiu przez ostatni rok?

– Masa sytuacji, poczynając od tego, że były takie momenty, zaraz po przeprowadzce do Warszawy, że najzwyczajniej w świecie chciałem rzucić ten sport na rzecz biznesu, który planowałem rozpocząć. Wtedy zdałem sobie sprawę, że pomyliłem wartości w życiu, bo przez pewien okres ważniejsze były dla mnie pieniądze niż sport, jednak teraz tak nie jest. Teraz jestem trzy razy bardziej zmotywowany i wiem, że taki chcę być przez cały czas. Jednak od zmian klubowych, po zmiany środowiska – szkoły, znajomych, to wszystko wpłynęło na rozwój mojej dojrzałości i z tego się bardzo cieszę.

– Filip, która z walk była dla ciebie najważniejsza?

– Najważniejszy był dla mnie finał Mistrzostw Świata, kiedy jakbym chciał teraz przywołać te emocje zaraz byłbym cały czerwony i by mi para leciała z uszu. Jednak to była dla mnie najważniejsza walka, ponieważ towarzyszyły mi najbardziej intensywne emocje i to był pewnego rodzaju sprawdzian, czy umiem sobie z nimi poradzić. I tak wygrałem Mistrzostwa Świata, jestem z tego bardzo dumny.

– Posiadasz zagraniczne tytuły, m.in Mistrza Europy, w takim razie podróżujesz? 

– Oczywiście, podróżuje z kadrą, z klubem – super doświadczenia.

– Ile czasu jesteś w domu w ciągu roku?

– Więcej czasu spędzam jednak w kraju niż za granicą. Gdyż łapię doświadczenia w różnych turniejach, również krajowych.

– I przede wszystkim ćwiczysz?

– Ćwiczę i to bardzo intensywnie.

– Obserwuję twojego Instagrama i często widzę, że coś tam czytasz. Podzielisz się z nami po jakie książki sięgasz?

– Sięgam po książki, które mi dają przede wszystkim motywację, dobry sposób myślenia, dostarczają dużo wiedzy, którą mogę kolejno przeanalizować, a w późniejszej fazie wykorzystać i oczywiście pozytywny kąt patrzenia na wszystko co robię. To wpływa między innymi na moje decyzje, dalsze poczynania, na to, co zaplanuję sobie jutro.

– Jesteś aktywny w różnych mediach społecznościowych. To twoja pasja, dziennikarskie hobby czy robisz to w jakimś konkretnym celu?

– To moja pasja, lubię promować swoją osobę. Uważam, ze to mój obowiązek, bo wiąże swoją przyszłość z kickboxingiem. Często Polacy myślą, że sport można sobie uprawiać jednotorowo, a to, co dzieje się na co dzień nie ma znaczenia. Oczywiście, że tak nie jest. Ja udostępniam u siebie miejsce na promocję innym firmom, po to, aby przyspieszyć rozwój mojej kariery. Przykładem jest moja współpraca z różnymi markami. To naprawdę bardzo mi pomogło, a oprócz tego rośnie moja rozpoznawalność.

– Podsumuj, gdzie można śledzić twoje poczynania?

– Na Facebooku, Instagramie, w Gazecie Starachowickiej i innych lokalnych mediach.

– A starachowiczanie cię rozpoznają?

– Czasami tak, to da się zauważyć na przykład po nieśmiałych spojrzeniach.

– Jakie stawiasz sobie nowe wyzwania, projekty?

–  Myślę, że takim najbliższym wyzwaniem będzie obrona tytułu Mistrza Świata już 11 września w Wenecji, a później już pomyślę o promocji swojej osoby i wszczęciu walk zawodowych, jeżeli uznam, że nie jest to jeszcze za wcześnie.

Co chcesz po sobie zostawić?

– Motywację. Ciężką pracą można osiągnąć wszystko. Nie ma drogi na skróty, jest tylko ciężka praca. Zaczynając na początku, każdy myślał, że mam talent. Każdy myślał, że przyszedłem na ten świat z idealnymi technikami walki. Sam mój trener wie, że gdy przyszedłem do klubu to wyglądałem jak Pinokio, cały drewniany. Ale najczęściej ze wszystkich zostawałem na sali i chcę zostawić po sobie przekonanie, że ciężką pracą można wszystko osiągnąć.

– Czego mogę życzyć chłopakowi, który wdrapuje się na ring i nokautuje swojego przeciwnika?

– Żeby został sobą.

– Bądź więc sobą. Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Maciej Cieciora