Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 9 sierpnia 2018

„EkoSerce” szuka wsparcia również u radnych

Stowarzyszenie "EkoSerce", które działa na rzecz pacjentów ze schorzeniami kardiologicznymi i walczy o powrót Polsko - Amerykańskich Klinik Serca do Starachowic, zaapelowało tym razem do radnych miasta o wsparcie.

W imieniu Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Serca i Układu Krążenia „EkoSerce” w Starachowicach, głos na sesyjnych obradach (30 lipca) zabrała wiceprezes Joanna Matysek.

– Wiemy z praktyki, że naczyniówka w Starachowicach jest zabezpieczona na poziomie zerowym, a kardiologia w granicach 40%. Nie mogę powiedzieć, że starachowicki szpital źle działa, bo byłoby to kłamstwem z naszej strony, ale nie ma możliwości przerobowych. (…). A obok stoją pomieszczenia kliniki ze wspaniałym sprzętem, stale gotowe do przyjmowania pacjentów. Wystarczyłby jeden podpis i wiemy, że ten podpis można zdobyć – mówiła, informując rajców, że „EkoSerce” uczestniczy w posiedzeniach Sejmowej Komisji Zdrowia i od przewodniczącego NFZ się dowiedzieli, kto jest odpowiedzialny za zamknięcie PAKS-u.

– Powiedział to oficjalnie na tym spotkaniu, że nie minister zdrowia, nie sieć szpitali, ale rozgrywki regionalne. (…) Jest nam strasznie przykro, że mając posła i wojewodę ze Starachowic, musimy w taki zacięty sposób walczyć o to, by było lepiej pacjentom.

Zaapelowała też do radnych miejskich, którzy niedługo rozpoczną kampanię wyborczą o pomoc.

– Wy niedługo będziecie chodzić po domach. Rozmawiać z mieszkańcami, obiecywać im wiele rzeczy. A w tej chwili wszyscy pytają o kliniki. I my wiemy, że te kliniki mogą powstać. My byśmy bardzo chcieli, żebyście państwo jako rada wystosowali pismo do wojewody, do Narodowego Funduszu Zdrowia w Kielcach, nawet do ministra zdrowia.

– Nie tylko państwo jeździliście do ministerstwa, również pani starosta jeździła, o czym pani nie powiedziała (…). Poseł też się zaangażował. To nie były jednorazowe wyjazdy, ale kilka razy byli w ministerstwie, żeby bronić klinik. To jest cała prawda – oponowała radna Joanna Główka.

– Zlikwidowano nam Kliniki. Teraz prowadzimy spór, kto był pierwszy, kto bardziej naciskał, kto był ważniejszy. Ja się cieszę, że dzisiaj z tej mównicy padła odpowiedź, że to lokalna koteria doprowadziła do tego, że nie mamy klinik. A tych, którzy brali udział w tej rozgrywce znamy. Będzie czas, będziemy mówić o nich głośno – zapowiedział radny Sylwester Kwiecień.

– Do tej pory mamiono nas tym, że to wszystko jest wina ustawy o sieci szpitali. Pani Joanna powiedziała, że to jest nieprawda. Gdzie są nasze 23 miliony? Skoro nie ma ich w Klinikach, to dlaczego nie zostały przesunięte wprost na oddział kardiologii, na naczyniówkę. Pieniądze zabrała nam władza – dodał.

– My, jako samorząd gminny, mamy ograniczone możliwości wpływu na to, co dzieje się w szpitalu. I na to, jakie Zarząd Powiatu czy Rada Powiatu podejmują w tej sprawie działania. Dlatego ograniczyłem się do tego, że przyjąłem te informacje, powiedziałem, że na tyle, na ile to będzie możliwe będziemy starali się pomagać – stwierdził prezydent Marek Materek.

Powiedział, że razem z prezesem „EkoSerca” brał udział w spotkaniu z dyrekcją Narodowego Funduszu Zdrowia. Znane są mu problemu związane z faktem, że szpitalna kardiologia ma za mało łóżek, za mało sprzętu, że brakuje lekarzy. Rozmawiał też z potencjalnymi pracownikami, którzy mogliby pracować na kardiologii starachowickiego szpitala. Ma niezbyt optymistyczne informacje.

Przewodniczący Rady Miejskiej Michał Walendzik podsumowując dyskusję powiedział, że na sierpniowej sesji radni powrócą do tematu. Wtedy będzie można przyjąć treść dokumentu dotyczącego zwiększenia dostępu do leczenia pacjentów z chorobami kardiologicznymi.

(zaz)