Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 14 sierpnia 2018

Nie zamieni śpiewu na nic innego… (VIDEO)

Z cyklu "Co Słychać?"

Mówi, że w połowie jest starachowiczanką a w połowie wąchocczanką. Jaka jest ta "Niebieska", od kiedy śpiewa i jakie ma plany na przyszłość - o tym mówi GAZECIE ona - Aleksandra Samsonowska.

 

 

– Niebieska, co słychać?

– Wydaje mi się, że tu, gdzie rozmawiamy, w Atrium, słyszę Sinatrę.

– To dobra muzyka na rozpoczęcie naszej rozmowy…

– Myślę, że najlepsza.

– Dlaczego jesteś „Niebieska”?

Był taki czas, kiedy wszyscy pisali blogi. Ja oczywiście też. Nie chciałam podawać swojego imienia, a ponieważ kolor niebieski zawsze był mi bliski i zawsze go uwielbiałam, to pomyślałam, że to będzie dobra ksywa. A gdy ufarbowałam włosy na niebiesko 5 lat temu, ludzie zaczęli tak do mnie mówić. To się przyjęło i zostało do dzisiaj.

 – Pochodzisz z muzycznej rodziny.

– Cała nasza piątka śpiewa. Tata trochę też gra na gitarze i akordeonie. Moja siostra, świetnie swego czasu grała na perkusji. Rewelacyjnie jej to wychodziło. Bardzo żałuję, że przestała to robić. Mój najmłodszy brat poszedł w moje ślady i od kilku lat gra na skrzypcach.

 – Skrzypce, to marzenie z dzieciństwa?

Oglądałam koncert jako małe dziecko, nie pamiętam który to był rok, grała wtedy Vanessa-Mae, chyba w Polsce. Jak zobaczyłam jej grę na scenie, z tymi skrzypcami elektrycznymi, to byłam jak zaczarowana. Pomyślałam, że ja też tak chce. Trułam rodzicom, że chcę do szkoły muzycznej, więc mnie tam zapisali.

 – A kiedy zaczęłaś śpiewać?

– Śpiewanie gdzieś tam było, bardzo głęboko ukryte. Po kilkunastu latach grania, doszłam do wniosku, że może spróbuję śpiewać, tak dla przyjemności. Zaczęłam chodzić do Starachowickiego Centrum Kultury, do Miłosza Weimanna na lekcje przez wakacje. Nie dostałam się na skrzypce w pierwszym terminie, więc wzięłam udział w dodatkowej rekrutacji na Akademię Muzyczną w Bydgoszczy. Okazało się jednak, że jest druga rekrutacja, ale na wokal jazzowy. I z ciekawości pomyślałam, że pojadę, zobaczę, jak to wygląda. Nie marzyłam, że mogę się dostać.

– A jednak…

Tak, dostałam się. I to był duży przełom w moim życiu. Wtedy zaczęłam na poważnie śpiewać. Szczerze mówiąc, była to najlepsza decyzja mojego życia, zupełnie przypadkowa, ale najlepsza.

 – Twój tata jest Honorowym Sołtysem Wąchocka. Zastanawiam się więc, czy jesteś z Wąchocka czy ze Starachowic.

– Ja zawsze mówię, że pół na pół. W dowodzie mam napisane Starachowice, ale czuję się bardzo mocno związana z Wąchockiem.

 – Wzięłaś udział w Talencie Świętokrzyskim, zdobyłaś nagrodę w Krakowie i co dalej?

– Mam pracę taką, jaką mam, brakuje mi jednak czasu na to, żeby częściej brać udział w festiwalach. Nagrodę zdobyłam w fantastycznym festiwalu kolędowym. Byli tam świetni ludzie i organizatorzy. Teraz zaczynam coś robić bardziej dla siebie, zaczynam zbierać materiał na płytę. Chciałam ją zrobić z tekstami starachowickich autorów, m.in. Pawła Kołodziejskiego, bo nigdy nie czułam się dobrze w ich pisaniu. Zawsze miałam z tym problem, w przeciwieństwie do komponowania muzyki. Trochę się zmieniło, przede wszystkim zmieniłam podejście. Przestałam być tak bardzo krytyczna w stosunku do siebie i zaczęłam sama pisać. (…) Jak się zbierze tego trochę, to wybiorę po prostu najlepsze i chciałabym w końcu płytę wydać.

 – Kiedy przychodzi moment, że wokalista wie, że chce zrobić swój materiał?

– Podszkoliłam warsztat i myślę, że jestem na dobrej drodze i że to jest dobry czas, by zacząć. Wiadomo przychodzi taki moment, że człowiek ma dosyć coverowania innych i ma ochotę, żeby to jego coverowano (śmiech). Mam kilka rzeczy, które chciałabym przekazać i być może to też przychodzi z wiekiem, u innych wcześniej, u innych później. U mnie przyszło teraz. Siedzę, piszę, coś dłubię i mam nadzieję, że w niedługim czasie uda się to zrealizować.

 – Jako doświadczona wokalistka i muzyk, co byś poleciła młodym, zaczynającym swoją przygodę w tych dziedzinach?

– Zawsze warto mieć odwagę spróbować. Co bym mogła im poradzić? Żeby nie zapominali w tym wszystkim o sobie. O tym, czego tak naprawdę chcą, bo można całe życie robić coś, bo ktoś inny od ciebie tego wymaga i oczekuje, a ty chciałbyś robić to, czego oni oczekują, żeby byli dumni. Często wychodzi jednak tak, że nie będziesz świetny, bo brakuje ci serducha w tym wszystkim. A w momencie kiedy robisz coś, czego faktycznie chcesz, czy o czym marzysz od zawsze, to wkładasz w to całego siebie. To jest dobra rada ode mnie dla wszystkich, którzy zaczynają. Nie bójcie się spróbować, najwyżej nie wyjdzie. Mamy całe życie przed sobą. (…)

 – Uczysz w Krakowie, śpiewu i gry na skrzypcach. Jacy są twoi uczniowie?

– Pracuję w Fundacji, która wypożycza swoich nauczycieli do różnych domów kultury, do szkół. Ja jestem właśnie jednym z takich nauczycieli. Uczę śpiewu, skrzypiec, ale – uwaga – również pianina (śmiech).

  – Jak Niebieska odnajduje się w roli nauczyciela?

– Świetnie, lubię to. Staram się, by te lekcje nie ograniczały się tylko do tego, że ich uczę śpiewać i zamykają się na muzyce. Przychodzą do mnie i potrafią mi opowiadać o swoich problemach, o szkole, domu, rodzicach. Mają do mnie zaufanie. Ja też przez to przechodziłam, mając 13, 16 lat. To jest fajne, że nie ograniczamy się to do samej nauki, ale również rozmawiamy.

 – Płytę szykujesz, czego jeszcze ci życzyć?

– Myślę, że muzykom, którzy mają jakiś plan, umiejętności, zaplecze muzyczne, czasem brakuje tylko jednej rzeczy… szczęścia. Może po prostu żyć mi tego szczęścia.

  – Niech więc cię nigdy nie opuszcza… Dziękuję za rozmowę.

 

Wywiad można oglądać w serwisie: youtube.com

 

 

Patrycja Suwara