Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 28 sierpnia 2018

(VIDEO) Ring to jej życie

Pierwszy raz stanęła w ringu bokserskim mając zaledwie 13 lat. Dziś ma na swoim koncie wiele nagród i sukcesów. Wymagały ciężkiej pracy i wsparcia najbliższych. Co czuje, gdy wchodzi na ring? Czy była kiedyś liczona przez sędziego i jakie stawia sobie nowe cele? Przed państwem Tatiana Pluta.


– Co słychać, Tatiano?

– A, w porządku, cóż, wakacje mijają dosyć szybko, ale jakoś trzeba to znieść.

– Skąd w tak drobnej dziewczynie pomysł na uprawianie boksu?

–  Zawsze fascynowała mnie ta dyscyplina sportu, bo mój brat trenował boks, ale tak po swojemu, amatorsko. W gimnazjum poznałam kolegę z klasy, który trenował boks w Klubie Sportowym Star 1926. Zaproponował mi, bym przyszła na trening, zobaczyła, jak to wygląda, na czym polega. Trener tak na mnie popatrzył, zobaczył, jak wykonuję ćwiczenia i stwierdził: – No, dobrze, to przychodź na treningi – i tak rozpoczęła się moja przygoda z tą dyscypliną sportową.

– Koleżanki z klasy i koledzy bali się ciebie?

– To dziwne, ale nie wiem… Czasami mają takie pewnie obawy, może żartobliwie ale jak z kimś zaczynam rozmawiać, to słyszę: – Boże, ja to się ciebie bałem, bo ty jesteś bokserką… I nie wiem czemu.

– Chłopaki czują respekt?

–  Czują, nie da się ukryć.

– Gdy się zdenerwujesz, to masz ochotę zadać cios? Czy jednak powstrzymujesz się?

– Jak się zdenerwuję, wolę najzwyczajniej sobie popłakać.

– Ten rodzaj sportu jest bardzo wymagający, jak wyglądają twoje treningi?

– W zasadzie to trenuję 4 razy w tygodniu. Wszystko zależy od trenera, Pawła Pożogi. To on wyznacza mi wszystkie cele treningowe. Dostaję rozpiskę, przychodzę na trening, trener mówi: dzisiaj siła i bieganie – no, to jest siła i bieganie. Wszystko, co robię danego dnia, to pełna decyzja trenera.

Czyli dobry trener i klub to podstawa?

– Tak, oczywiście!

– Ile czasu trenowałaś, żeby stanąć pierwszy raz w ringu i stoczyć walkę?

– Trenowałam dość krótko, około 2 miesięcy. Pierwszą walkę stoczyłam w Kielcach, podczas Mistrzostw Okręgu Świętokrzyskiego, akurat z moją rówieśniczką z klubu i ją wygrałam!

– Trafiłaś kiedyś na rywalkę, która była liczona przez sędziego?

– W mojej wadze to nie jest tak, że uderzę i ona upada, bo jednak 48 kg nie ma tej samej siły co 75 kg. Ale zdarzało się, że liczone były niektóre moje rywalki. To jest mega adrenalina i ogromnie dziwne uczucie, które ciężko opisać.

– A ciebie konkurentki posłały na deski?

Chyba dwa razy w mojej karierze…

–  Rodzice boją się o ciebie? Odradzali czy motywowali do uprawiania tego sportu?

– Na początku próbowałam ich bardzo zachęcić. Chodziłam i mówiłam – zapiszcie mnie, zapiszcie na boks – ale zwlekali z tym. Tata niby był chętny, ale też zwlekał, a mama mówiła, że nos mi rozwalą i wtedy już nie będę chciała trenować. Ale trenuję i jakoś nigdy nie miałam problemów, żeby sobie jakąś krzywdę zrobić.

  – To jest wypracowana siła?

– Tak, w zasadzie te treningi mi pozwalają na to, żebym się rozwijała i z każdym kolejnym nabierała tej mocy i siły.

– Jak wygląda twój dzień przed walką?

– Przede wszystkim jest to robienie wagi. U mnie jest z tym ciężko, praktycznie ważę tak 50 kg i do tych 48 muszę wagę zbić. Często jest tak, że jest na styk. Więc dosyć, że ciężki trening, to jeszcze się owijam różnymi foliami. W zasadzie piję cały czas wodę, żebym mogła to wypocić. Mniej jem, wszystko mam wypunktowane. Trener mnie informuje, co i jak mam po kolei robić. Na przykład mówi mi, że mam zjeść tylko kawałek mięsa – o, tyle ci wystarczy. Ciężko jest się oprzeć czasem, gdy na przykład jest dobry obiad i nagle nie mogę go zjeść.

– Nie masz czasem dosyć życia w takich granicach, których musisz się trzymać?

– Czasami jest ciężko, czasami są chwile załamania, ale sukces motywuje i wiem, że mogę sobie poradzić i jakoś to jest.

– Którą ze stoczonych dotychczas walk uważasz za najważniejszą?

– To była walka podczas Mistrzostw Europy w Turcji. Przegrałam ją, ale moim – i nie tylko moim – zdaniem, werdykt mógł iść tak naprawdę w obie strony.

– Przegrałaś i wyszłaś z podniesioną głową…

– Tak było.

– Chłopak to dobre wsparcie? Kibicuje czy raczej martwi się i nie podziela pasji?

– Kibicuje, wspiera za każdym razem, czy to jest mniejsza, czy większa walka. Zawsze mogę na niego liczyć.

Czyli gdybyś cofnęła się w czasie o te pięć lat, to podjęłabyś taką samą decyzję dotyczącą uprawiania boksu?

– Wydaje mi się, że tak. To jest dobre zajęcie, dobra pasja.

– Prowadzisz swojego Facebooka, śledzi go około tysiąca dwustu osób. Te lajki i serduszka, które widzę na twoim profilu motywują, czy zdarzają się hejterzy?

– Z hejtem się osobiście nie spotkałam. Wydaje mi się, że nawet nie mają ku temu powodów. A wsparcie, które otrzymuje od facebookowiczów, bardzo motywuje.

– Na swoim koncie masz wiele nagród i sukcesów, trzy razy zdobyłaś pierwsze miejsce w plebiscycie jednego z dzienników wojewódzkich. Które najbardziej cenisz?

–  Jednym z większych wyróżnień jest wojewódzki ranking. To bardzo miłe uczucie, kiedy jest się na takiej dużej gali wojewódzkiej, wśród dużej ilości znajomych ludzi, twarzy, są inni sportowcy i można normalnie porozmawiać.

– Twoim największym wsparciem w życiu jest lub są? 

– Przede wszystkim trener, o czym mówię we wszystkich wywiadach, który jest jak mój drugi tata. Za każdym razem widzi plusy i minusy i mówi mi wprost o tym, co robię źle, a co dobrze. Prowadzi mnie za każdym razem w dobrą stronę i zawsze motywuje, za co bardzo mu dziękuję.

– Jakie nowe cele sobie stawiasz? 

– 9 września br. rozpoczną się Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska, będą zawodnicy różnych narodowości i będzie z kim powalczyć.

– A na takich mistrzostwach wymieniasz się swoimi taktykami z innymi zawodniczkami czy uparcie słuchasz trenera?  

– Oj, tego co powie trener! Mam takie klapki na oczach, bo wiem, że to, co on mi mówi jest bardzo ważne. Czasami jak moje koleżanki z kadry stoją, dopingują, krzyczą, to ja naprawdę ich nie słyszę. Słyszę tylko mojego trenera w narożniku i staram się go słuchać jak najlepiej potrafię.

– Gdy wchodzisz na ring, to co czujesz?

– Przede wszystkim ogromną adrenalinę i stres. Ale gdy już się wejdzie za liny ringu, to jest sama adrenalina i taki dobry zastrzyk energii.

– Czyli z ringu nigdy nie chciałaś uciec?

– Nigdy.

– Czego mogę życzyć dziewczynie, która nokautuje swoje przeciwniczki na łopatki? 

– Powodzenia i dalszych sukcesów.

– Dopowiem jeszcze szczęścia, zawsze się przydaje się, każdemu.

Maciej Cieciora