Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Rozrywka i kultura 26 października 2018

Na innych łamach

 „Gazeta Wyborcza” nr 209

 „Durniów nie trawię, w PiS nadal wierzę” – mówi Jackowi Harłukowiczowi Andrzej Pawluszak, sekretarz premiera Mateusza Morawieckiego.

Zaproponowano mu tę funkcję, kiedy na Polskę posypały się międzynarodowe gromy za ustawę o IPN (chodziło o spenalizowanie używania określenia „polish death camps”, co zostało odebrane jako zamach na wolność prowadzenia badań historycznych). Zajął się oficjalną komunikacją, ze szczególnym uwzględnieniem linii Polska – Stany Zjednoczone, Polska – Izrael, a nawet szerzej – ze światową diasporą żydowską. „Nasze racje, choć szlachetne, zostały zrozumiane na opak. Zająłem się więc udrażnianiem pewnych zatykających się kanałów komunikacyjnych i budowaniem zupełnie nowych. /…/ Cóż, z perspektywy czasu może nie powinienem tego mówić, ale uważam, że wiara w to, iż uda się takie przepisy wprowadzić w życie, wydaje się mocno naiwna. /…/ Lepiej byłoby reagować, podnosić te kwestie na forum publicznym i skarżyć cywilnie. Jeśli rzecznik Hillary Clinton mówi o kilkudziesięciu tysiącach polskich faszystów, którzy wyszli manifestować 11 listopada, powinno się natychmiast wynająć dobrą kancelarię prawną, pozwać go za mówienie oczywistej nieprawdy, wygrać proces i żądać publikacji przeprosin. Gwarantuję, że po odpowiednim nagłośnieniu i zapłaceniu przez pozwanego miliona dolarów skutkowałoby to głębszą refleksją kolejnych publicystów. Dekretacja prawdy historycznej na poziomie przepisów karnych nie może przynieść owoców.” Już trwają natomiast prace nad urzeczywistnieniem marzenia prof. Władysława Bartoszewskiego, czyli powołaniem polsko – izraelskiej współpracy młodzieży. By przyszłe pokolenia mogły ze sobą dyskutować, odwiedzać się w swoich rajach i przezwyciężać wzajemne uprzedzenia, a te wciąż są potężne. „Strona izraelska nie do końca jest w stanie przyjąć, że Polacy nie brali udziału w przygotowaniach do Holocaustu i ratowali Żydów. A strona polska musi wyjść z zaklętego kręgu, że w czasie wojny i po niej byliśmy wyłącznie aniołami./…/ Jak każdy użytkownik Internetu od dawna miałem świadomość zmasowanych ilości antysemickiego hejtu./…/Jestem człowiekiem, który sądy formułuje w dość jednoznaczny sposób, nie wstydzę się pokazywać z żydowskimi przyjaciółmi, a to spotyka się z taką, a nie inną reakcją. Żeby mnie jednak obrazić, te wszystkie trolle musiałyby się dużo bardziej postarać. No i nie pozwolę, żeby jacyś nacjonalistyczni durnie dyktowali, z kim mam się przyjaźnić, a z kim nie.” Za wpisy dziennikarzy telewizji publicznej w sieci nie odpowiada. Od tego jest prezes TVP. Nie rząd. Nie chce przy tym brać odpowiedzialności za wypowiedzi, z którymi się nie utożsamia. Zaangażował się w Prawo i Sprawiedliwość dzięki Adamowi Lipińskiemu, do którego ma zaufanie i żywi ogromny szacunek. „Swoją drogą, polska polityka byłaby dużo lepsza, gdyby było w niej więcej takich osób jak Lipiński.” Choć nie jest członkiem PIS, nie skrytykuje partii, bo … wierzy w ten projekt. „Jako centryście nie wszystko mi się podoba, dostrzegam pewne ułomności w realizacji tych czy innych postulatów i często zgrzytam zębami…”

 

 „Duży Format” nr 34

 Stowarzyszenie Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci pomaga rocznie ponad 500 uczniom szkół gimnazjalnych i średnich. Wysyła na bezpłatne warsztaty naukowe i staże, dofinansowuje wyjazdy na zagraniczne konferencje i konkursy – informuje Marcin Wójcik w „Teście z pieluchy”.

Preferowani są uczniowie z małych miejscowości, ale to nie reguła. Ponieważ w polskich szkołach brakuje systemowej pomocy dla wybijających się w jednej konkretnej dziedzinie, czasami nauczyciele starają się wspierać najlepszych po lekcjach. Licealistka ze Słupska udowodniła, że trzmiele chętnie zapylają pomidory. W szklarniach, w których były właśnie trzmiele, zbiory pomidorów wzrosły o 30 proc. Licealistkę prowadziła świetna nauczycielka biologii. Do funduszu zgłasza się więcej chłopców niż dziewcząt. Bo dziewczynkom wpaja się, że mają się w ogóle dobrze uczyć, a chłopcom pozwala na poszukiwanie ulubionej dziedziny, kosztem niższych ocen z innych przedmiotów. Zdolni uczniowie zawsze byli. Teraz jednak mają lepsze możliwości. Gimnazjalista z Katowic, którego rodzice i brat są lekarzami, zajął się badaniem siatkówki oka i odkrył pewne prawidłowości naczyń krwionośnych. Być może przełoży się to na wczesne wykrycie problemów z siatkówką dna oka. Sygnalizujących cukrzycę lub zwyrodnienie plamki. Wczesne wykrycie umożliwi leczenie lub zahamuje rozwój choroby.  Z kolei dwójka tegorocznych maturzystów wpadła na pomysł, jak szybko zdiagnozować  choroby układu moczowego u małych dzieci. Mając problem ze zdobyciem moczu zakażonego dziecka, użyli płynu celomatycznego wydzielanego przez dżdżownice. „Ma sporo komórek zbliżonych do ludzkich leukocytów; ich nadmiar oznacza chorobę. Znaleźli substancję, która pomaga szybciej wykryć leukocyty z moczu. Znaleźli wsparcie w Fundacji Zaawansowanych Technologii. Teraz Uniwersytet Jagielloński pomaga im opatentować wynalazek. „Zakłada on, że wystarczy specjalnym płynem polać pieluchę dziecka, by zdiagnozować lub wykluczyć zakażenie układu moczowego.” Wybitni gimnazjaliści i licealiści nie zostaną od razu naukowcami. Na pewno jednak uczą się metodologii i cierpliwości. Wszak niektóre badania muszą powtarzać wiele razy. Uczą się też, jak się uczonym zostaje. Ba, zwracają uwagę na to, by ich wynalazek odnosił się do codziennego życia. Z czasem w polskich uczelniach zdobędą dobre wykształcenie. Niestety, po studiach mogą chcieć wyjechać za granicę, gdzie będą szukać lepszych warunków pracy, płacy i życia.

 

 „Przegląd” nr 37

  Tysiące ludzi, zwłaszcza starszych, kupuje na prezentacjach towary i usługi za miliony złotych. Większość na kredyt – alarmuje Ewa Rogowska w „Zwabionych na pokaz”.

Nowym trendem jest zapraszanie na zabiegi fizjoterapeutyczne lub całościowe badania stanu zdrowia. „W tej chwili Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi postępowanie dotyczące trzech firm, które sprzedawały urządzenia medyczne lub pakiety abonamentów medycznych. To NMedical, działająca również pod marką NovuMedical, Centrum Medyczne św. Franciszka, znane także jako Mazowieckie Centrum Medyczne, oraz MedicalM2, używające również nazwy Centrum Medyczne Rehabilitacji i Fizjoterapii. Prezes UOKiK zareagował na zawiadomienia, które wpływały do niego od rzeczników konsumentów z całej Polski.” Niby indywidualnie konsultowano przeprowadzone wyniki badań, ale zazwyczaj stan zdrowia pacjenta okazywał się niezadowalający. Wtedy firma proponowała m.in. matę rehabilitacyjną. Koszt takiego programu sięgał … tysięcy zł. Seniorzy coraz częściej otrzymują zaproszenia na rozmaite bezpłatne badania, które w rzeczywistości są pokazem handlowym. „Firmy chcą wykorzystać to, że nie można odstępować od umów na usługi medyczne zawartych na pokazach. Zapominają jednak, że dotyczy to wyłącznie usług zdrowotnych, które są wykonywane przez osoby z fachową wiedzą medyczną, a nie pracowników marketingu.” Takich pokazów przybywa. Coraz większy jest asortyment sprzedawanych towarów i usług. W 2010 r. wartość sprzedaży bezpośredniej w Polsce była bliska 1,5 mld zł. Rok później przekroczyła 1,6 mld zł. Aż 58,2 proc. stanowiły artykuły dla zdrowia i urody, czyli m.in. kosmetyki oraz suplementy diety. „Marże w niektórych wypadkach były bardzo wysokie, żeby nie powiedzieć kosmiczne. /…/ Ale absolutnym rekordzistą jest pościel wełniana – z 350 proc. w 2010 r. marża wzrosła do 3200 proc. w 2011 r. (!). I akurat handel pościelą wełnianą to główne transakcje zawierane na prezentacjach.” W dniu zakupu klient zdecydował się np. kupić niezwykłą matę do masażu. Na zachętę dostał zresztą jeszcze inne artykuły. „Z faktury – jeśli już dotrze do kupującego – wynika /…/, że głównym produktem zakupionym przez niego jest … narzuta na fotel. Wszystkie inne mają zaś wartość symboliczną. Dlaczego? Bo VAT na artykuły z wełny to jedynie 8 proc., a nie 23 proc., jak na pozostałe.” Odstąpienie od umów przekracza możliwości klientów. W br. powstała Fundacja Daje Siebie. Udziela pomocy osobom w anulowaniu umów kupna – sprzedaży. W czerwcu br. otrzymała 60 takich próśb. W lipcu br. – 210. Tylko w tych dwóch miesiącach firmy zarabiające na prezentacjach straciły ok. 1 mln zł z powodu odstąpienia przez klientów od umów. Gdyż fundacja miała 100 – proc. skuteczność. W Polsce tygodniowo odbywa się 900 pokazów. Na każdym zakupu dokonują dwie osoby, czyli to 1,8 tys. kupujących na tydzień. „Gdyby każdy z nich kupił coś za średnią kwotę 7,3 tys. zł, kupujący zapłaciliby 13,1 mln tygodniowo. Rocznie to kwota ponad 680 mln zł.” Stąd propozycje zmian w przepisach dotyczących sprzedaży bezpośredniej, skierowane do rządu przez UOKiK. By skończył się wreszcie  dramat ofiar prezentacji.

 

 „Wysokie Obcasy” nr 35

  Z Niną Sankari, feministką, w wywiadzie „Wolna myśl” rozmawiała Paulina Reiter. O przegranych w polskiej transformacji demokratycznej.

Najwięcej na sojuszu tronu i ołtarza straciły kobiety. Już w latach 90. ub. wieku prof. Barbara Stanosz, filozofka, stwierdziła, że Polska to państwo wyznaniowe. Konstytucja nie gwarantuje nam świeckiego państwa. Nie ma zapisu o rozdziale Kościoła od państwa. Presji państwa wyznaniowego doświadczają dzieci z rodzin ateistycznych. Przede wszystkim zaś kobiety w wieku reprodukcyjnym. Nie mogą decydować, kiedy i ile chcą mieć dzieci. Mają donosić ciążę, jeśli płód jest mocno uszkodzony. „Dochodzimy do takiego fundamentalizmu religijnego, w którym żąda się od kobiet, żeby, jak powiedział Jarosław Kaczyński, kobieta urodziła takie dziecko po to, by zostało ochrzczone. No, czy to nie jest państwo wyznaniowe?” Całym grupom społecznym odbiera się prawa z motywacji religijnej. To osoby LGBTQ. „Jest jeszcze kwestia wizerunku Polaka. /…/ Według propagowanego stereotypu dobry Polak to katolik, a ateista to bolszewik, komunista, zdrajca ojczyzny. /…/ Nowoczesne państwo demokratyczne to nie są po prostu rządy większości arytmetycznej, lecz państwo oparte na standardach praw człowieka i gwarancjach wolności obywatelskich. To nie przypadek, że właśnie z tego kraju, gdzie presja mizoginicznego Kościoła jest tak wielka, pochodzi polityk, który pozwolił sobie na forum europejskim mówić o tym, że kobiety nie powinny mieć praw wyborczych. Stajemy się nie tylko pośmiewiskiem Europy, możemy też być postrzegani jako autentyczne zagrożenie. Jako skansen fundamentalistyczny. „Postulaty świeckiego państwa nie znajdowały dotąd oparcia w elitach intelektualnych i nie były zawarte w postulatach politycznych liczących się partii. „Nadzieję dają ludzie, to, że w ciągu dziesięciu lat ubyło w Polsce dwa miliony katolików. W ciągu ostatnich dwóch lat – milion. /…/ Polska jest globalnym liderem, jeśli chodzi o odchodzenie od wiary ludzi młodych.” Fala antyklerykalizmu jest reakcją na nadużycia kleru. Zbytnie wtrącanie się hierarchów do życia publicznego. „Siłą nie da się krzewić ani prawdziwej, głębokiej religijności, ani ateizmu. To, co działa, to edukacja, pokazywanie na przykład absurdów na poziomie poznawczym. Pod tym względem religia jest wręcz szkodliwa, bo przypisuje jakimś nadnaturalnym istotom wpływ na nasz świat, jego funkcjonowanie. Daje nieprawdziwy obraz rzeczywistości, stoi w sprzeczności z nauką./…/ Ale jest też szkodliwa na poziomie moralnym, bo nie uważam, by dobra była nauka o dobru i złu oparta na nakazach i zakazach.” Ludzie powinni zrozumieć, że bez uwolnienia społeczeństwa od opresji religijnej nie będzie w Polsce fundamentalnych wartości demokratycznych, jak wolność myśli, sumienia, słowa i wyrazu artystycznego. Nie będzie demokracji.

 

    „Nie” nr 36

  „Władza stoi i kwiczy”  – tak wywiad z byłym szefem resortu rolnictwa zatytułował Tadeusz Jasiński. Minister Marek Sawicki wyjaśnia w nim m.in., jak doszło do zainfekowania pomorem świń połowy Polski.

„W lutym 2014 r. pojawił się martwy z powodu ASF dzik. Mój poprzednik na stanowisku /…/ nie uznał tego za priorytet, w związku z czym go zastąpiłem. Błyskawicznie wymieniłem głównego lekarza weterynarii na człowieka, który /…/ znał się na rzeczy. Potem wprowadziliśmy nowe przepisy, a przede wszystkim zaczęliśmy je egzekwować. Jeździłem np. do Bobrownik i tam na granicy leżały maty, tyle że nie nasączone. Były kosze na żywność ze Wschodu, ale były puste, bo pogranicznicy nie stosowali przepisów. Lecz krok po kroku zaprowadziliśmy w tym terenie właściwy reżim sanitarny. I to tak, że po pół roku Komisja Europejska poleciła nam zmniejszyć i tak przecież mały obszar zarazy, bo nie pojawiły się nowe ogniska ASF. Ale zrobiła się kampania 2015 r. Panowie Bogucki i Jurgiel zaczęli chodzić po mediach oraz opowiadać, że to tak nie może być, że za dużo wymagamy od rolników i że oni jak wygrają, to zrobią z ASF porządek, bo znają się na tym. A dotkniętym zarazą rolnikom dadzą dużo pieniędzy. Wygrali i nie kiwnęli w tej sprawie palcem przez 14 miesięcy. A potem obudzili się z ręką w nocniku i chorymi dzikami pod Konstancinem. Teraz niestety, to co trzeba będzie zrobić, będzie i drastyczne, i kosztowne. Musimy podnieść myśliwym (którym dziś nie opłaca się polować ) stawkę za odstrzał dzików i odstrzelić, ile się da. Ustawić szczelny kordon sanitarny między zdrowymi a zapowietrzonymi terenami i spowodować, żeby ten reżim był przestrzegany. Zapłacić rolnikom hodującym do 50 świń za 3 lata takiej produkcji i zakazać im hodowli na ten czas, bo po prostu nie będzie im się opłacało stosować do zasad obowiązujących przy zarazie i ją rozprzestrzenią. No i mobilizować powiatowych lekarzy weterynarii, żeby im się chciało z zarazą walczyć. Czyli podnieść im wynagrodzenie, bo za 2400 zł miesięcznie żadnemu nie będzie się chciało robić coś naprawdę, a nie wyłącznie w sprawozdawczości. Jak tego nie zrobimy to wieprzowina w polskich sklepach będzie tylko z importu.”

wybrała /ewa/