Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Rozrywka i kultura 15 listopada 2018

Na innych łamach

„Polityka” nr 43

  Względny sukces opozycji w wyborach samorządowych polega na tym, że PiS dostał mniej niż się spodziewał –  tak w „Przegranej wygranej” komentują wyniki Jerzy Baczyński i Mariusz Janicki.

Prawica liczyła na „odnowienie mandatu rządzenia”, ale niezupełnie jej to wyszło. Duże miasta w zasadzie znalazły się poza jej zasięgiem. Zwłaszcza zaskoczyło zwycięstwo w pierwszej turze Rafała Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy. Żaden sondaż nie wróżył mu takiego wyniku! Pojawiły się więc pretensje do Zbigniewa Ziobry za podgrzanie konfliktu z Unią Europejską. Również do Mateusza Morawieckiego za wciągnięcie PiS w aferę taśmową. Nawet publicznej telewizji się dostało za zbyt agresywną i „prymitywną” propagandę. Dostrzeżono ponadto błędy w samej kampanii Patryka Jakiego. Zbytnio w ostatnich tygodniach przed wyborami wyrósł na idola prawicowych mediów i wyborców. Ba, nie udały się flirty z centrum i transfery socjalne. Stąd nawoływania, by wrócić do pierwotnych źródeł rewolucji. Może zrobić porządek z mediami…  Wszystko to oznacza, że obecny obóz władzy nie ma szansy na realne panowanie nad krajem. Bo w miastach skupia się potencjał gospodarczy, kulturowy, edukacyjny, słowem – potencjał rozwojowy Polski. PiS nawet przy przewadze na wsi i w miasteczkach zawsze będzie skazany na poważne ograniczenia, prowincjonalność i ułomność swojej władzy. Zaskoczył PSL, któremu udało się osiągnąć dwucyfrowy wynik poparcia. Poniżej oczekiwań wypadło SLD. Ale jedna i druga partia nie przymierzają się do wejścia w koalicję z już zjednoczoną PO, Nowoczesną i ugrupowaniem Barbary Nowackiej. Po wyborach samorządowych widać wyraźnie, że PiS ma trzecią część elektoratu. „Teoretycznie nie powinno to wystarczać do rządzenia państwem, ale wciąż może tak być. Dlatego niekorzystne dla opozycji byłoby przekonanie – w wyniku wyborów samorządowych – że w zasadzie wszystko idzie świetnie, kierunek jest słuszny, przyjęte strategie działają. To jednak PiS uzyskał ogólnie lepszy wynik. Do wyborów parlamentarnych za rok opozycja musi pozyskać 10 – 15 proc. głosów, aby realnie myśleć o przejęciu rządów.” Tym bardziej że PiS się nie podda. Nie po to premier M. Morawiecki podczas minionej kampanii dawał do zrozumienia, że te samorządy, które „nie warczą”, będą miały lepiej. „Jest wielce prawdopodobne, że zostanie teraz urządzony specyficzny poligon dla wykazania, jak wygląda i jakie daje profity wzorcowa współpraca Polski lokalnej z rządem, a czym się kończy nieposłuszeństwo wyborców.”

 

„Gość Niedzielny” nr 42

  Kościół w Polsce znalazł się pod pręgierzem – tymi słowami Bogumił Łoziński zaczyna swój tekst, zatytułowany „Wypaczony obraz”. Czy rzeczywiście jest siedliskiem wszelkich niegodziwości?

Nawet jeśli oskarżenia nie są prawdziwe, można je potraktować jako wezwanie do większego związku z Bogiem. Film „Kler” pokazał skrajnie wyolbrzymiony obraz polskiego duchowieństwa. Padają zarzuty chciwości, żądzy władzy, pogardy dla podwładnych, hipokryzji, służalczości czy zbrodni pedofilii. „Na ten zmasowany atak katolicy reagują na kilku płaszczyznach. Na przykład słusznie ukazując go w perspektywie sporu kulturowego. Wbrew deklaracjom lewicowo – liberalnych krytyków, że chodzi im o dobro Kościoła, o czym niektórzy mogą nawet być szczerze przekonani, celem ataku nie jest jego oczyszczenie, lecz zniszczenie. Dominująca w Europie Zachodniej ideologia marksizmu kulturowego zakłada, że należy wyzwolić społeczeństwo z opresji, którą są m.in. religia, rodzina, a nawet płeć. Zniszczenie Kościoła katolickiego stanowi zasadniczy punkt tego „wyzwolenia”. Jedną z metod jest logika resentymentu, czyli przypisywania słabości i grzechów tylko Kościołowi, choć dotyczą one także krytyków.” Dlatego trzeba pokazywać, że stawiane tezy są nieprawdziwe. Bo księża pedofile są skazywani i odsiadują wyroki. Bo Kościół musi się rozliczyć z każdej złotówki przekazanej przez państwo. Bo problem nadużyć seksualnych nie wynika z zachowywania czystości, tylko z seksualizacji życia itp. Tyle że krytycy działalności Kościoła mają po swojej stronie największe media i spore środki. Inna rzecz, że niektóre zarzuty pod adresem Kościoła kat. są prawdziwe. Np. te o pedofilię wśród duchownych. To może podważyć autorytet duszpasterzy i spowodować odejście z Kościoła wiernych. Najwłaściwszą jednak odpowiedzią na problemy Kościoła powinno być odwołanie się do Ewangelii. Wskazuje ona drogę, którą należy iść, by nie upadać. „Dlatego warto z pokorą przyjrzeć się zarzutom, które są stawiane katolikom, i odnieść się do nich w porządku wiary. Jest ich wiele, ale najważniejsze można sprowadzić do nadużyć związanych z władzą, pieniędzmi oraz seksem.  /…/ Odpowiedzią Kościoła na te upadki jest praktykowanie posłuszeństwa, ubóstwa i czystości.” Posłuszeństwa Bogu. Wzorem może być niejeden święty, choćby święty Franciszek. Krytykuje się nadużycia księży, a przecież wychowują się oni w polskich rodzinach. Stąd pytania, czy te rodziny uczą dzieci czystości, wstrzemięźliwości w sferach materialnych i posłuszeństwa wobec autorytetów? Obraz Kościoła jest wypaczony, lecz czy katolicy sami tego Kościoła nie wypaczają?

 

„Nie” nr 40

 Polacy uważają się za lepszych od innych – podaje za badaniami CBOS sprzed trzech lat w „Ojkofobii naszej powszedniej” Agnieszka Wołk – Łaniewska. Życzyliby sobie, by nie- Polacy w Polsce jak najszybciej spolaczeli. Domaga się tego połowa rodaków.

„Sześciu na dziesięciu Polaków jest przeciwnych 2 – języcznym tablicom w miejscowościach zamieszkałych przez mniejszości czy zwolnieniu z ogólnokrajowego progu wyborczego – tak, żeby mogli wybrać jednego czy dwóch posłów, którzy reprezentowaliby ich interesy w Sejmie.” Generalnie Polacy są też przekonani o … niższości kobiet. W większości polskich rodzin obowiązek pielęgnowania domowego gniazda spada właśnie na nie: prasowanie w 82 proc., pranie w 81 proc., gotowanie w 67 proc., zmywanie i sprzątanie w 58 proc. Jeśli sobie nie radzą, niezadowolenia ze strony partnerów doświadczają na własnej skórze. „Według policyjnych statystyk w 2017 r. 92 529 osób padło ofiarą przemocy domowej, w tym prawie 68 tysięcy kobiet. Ile kobiet rocznie traci życie z rąk mężów lub partnerów, dokładnie nie wiadomo – dane wahają się od 150  do 500, w zależności od tego, kto liczy i co uznaje za śmierć w wyniku przemocy domowej /…/.” Jednocześnie za czynnik szczęścia Polacy uważają powiększanie rodzin. Prokreację. Awansuje społecznie konkubinat. Rodziną jednak – zdaniem Polaków – para gejów nie jest. W żadnym razie z dzieckiem. „Co nie powinno dziwić, zważywszy że 55 procent Polaków uznaje pedalstwo za odstępstwo od normy, które można tolerować, a 24 procent – za takie, którego tolerować się nie powinno. Tylko co szósty rodak uważa homoseksualizm za coś normalnego.” Nasza akceptacja dla demokratycznych idei jest ograniczona. „46 procent Polaków uważa, że „lepiej żyć w zdyscyplinowanym społeczeństwie, niż dawać ludziom wiele swobód, które mogą okazać się destrukcyjne”. Z badania przeprowadzonego wśród młodzieży w wieku 16 – 26 lat w siedmiu krajach Europy wynika, że dla 70 proc. młodych Polaków najwyższą potrzebą jest poczucie bezpieczeństwa, a tylko dla 30 proc. – wolność. Żałosne 20 procent przywiązuje wagę do demokracji. „Czegóż się jednak spodziewać, jeśli 62 proc. Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki. A wśród tych, którzy czytali spory odsetek stanowią uczniowie i studenci, bo muszą coś przeczytać. „Mało tego – z ankiet Biblioteki Narodowej wynika, że zaledwie 42 procent respondentów przeczytało w ostatnim miesiącu tekst, który miał 3 strony maszynopisu.”

 

„Newsweek” nr 44

 O tym, dlaczego Duńczycy udają szczęśliwych, w wywiadzie „Lekcje zła po duńsku” Maciejowi Nowickiemu opowiada Jussi Adler – Olsen, autor thrillerów.

„Dania jest zamożna. Nie mamy problemów z wielkim bezrobociem. Nie doświadcza nas tsunami ani inne katastrofy naturalne. A jednak każde społeczeństwo jest w stanie stworzyć własne potwory. /…/ Na przykład lata 60. są wspominane w Danii ze szczególną czułością, jako złota era, ale przecież wtedy Dania prowadziła bardzo rygorystyczną politykę eugeniczną  – przymusowe kastracje, sterylizacje, aborcje, internowanie. Dziś nikt nie chce o tym pamiętać /…/. A co do rankingów, to, my, Duńczycy, trochę udajemy szczęśliwych. Mamy przecież okropne i długie zimy. I musimy udawać, bo inaczej wskaźniki samobójstw by poszybowały. Zima nas zmienia – nawiedzają nas ciemne duchy i nieraz przejmują nad nami władzę. To wtedy z reguły zdarzają się złe rzeczy.” Obecnie Dania skręca w stronę populizmu. Rośnie niechęć do imigrantów. To nie tak, że tego Duńczycy nie widzą. Że zmierzają w złym kierunku. Tyle że Duńczycy uważają, iż imigranci dostają od państwa zbyt wiele. Wszak w Danii jest świetna opieka zdrowotna, socjalna. Ale to bardzo drogo kosztuje. A imigranci mają to wszystko za darmo. No i ludzie zaczynają ich nienawidzić. „Mamy problem ze zwrotem w kierunku źle pojmowanego liberalizmu, wyznawanego choćby przez obecnego premiera /…/. Dawniej jako socjaldemokraci zbudowaliśmy fantastycznie funkcjonujący system, ale teraz to jest wszystko rozmontowywane w błyskawicznym tempie. Społeczeństwo przyzwyczaja się do tego, że liczy się zaspokajanie własnych potrzeb, że to jedyna miara sukcesu. Empatia jest niemal zakazana. Mam nadzieję, że to się niebawem zmieni” – mówi pisarz.

 

 „Przegląd” nr 42

 Na alergię cierpi 12 mln Polaków. Połowa z nich zachoruje na astmę – alarmuje dr Piotr Dąbrowiecki, alergolog z Wojskowego Instytutu Medycznego, rozmówca Barbary Jagas w wywiadzie „Czas na odczulanie!”

O ile na początku ubiegłego wieku alergia i astma występowały rzadko, o tyle teraz to najczęstsze choroby osób do 40. roku życia. „Alergia jest chorobą dziedziczną – jeśli zachoruje jedno z rodziców, obciąża potomstwo w 50 proc., jeśli oboje rodzice są chorzy, to 80 proc. ich dzieci też będzie chorować na alergię. Dzieci matek, które były narażone na smog, czterokrotnie częściej mają objawy alergii i astmy.” Niestety, rodzice w wielu przypadkach ignorują katary u swoich pociech. Bo jeśli to alergiczne zapalenie nosa, pojawia się problem. „Niewdrożenie profilaktyki antyalergicznej, polegającej na immunoterapii, spowoduje, że u małego człowieka rozwinie się kiedyś astma. /…/ Mam pacjentów, u których astma rozwinęła się w wieku 65 lat. Okazuje się bowiem, że to z powodu astmy lub innej choroby układu oddechowego, a nie ze względu na chore serce, jest im duszno, z trudem wchodzą po schodach itd.” Dlatego, jak to w medycynie, lepiej stosować profilaktykę, niż leczyć. Zanim się zdecydujemy na odczulanie, trzeba wykonać testy alergiczne. Wskażą, na co jesteśmy uczuleni. Na jakie pyłki, trawy czy roztocza kurzu bądź sierść domowych zwierząt. Można się odczulać na dwa sposoby – za pomocą szczepionek oraz doustnie, przyjmując krople i tabletki. Ludzie boją się sterydów. Tymczasem te wziewne, to leki bezpieczne. Stosuje się je w bardzo małych dawkach. Usuwają uczucie duszności, kaszel, katar. „Działanie sterydów polega na tym, że zmniejszają proces zapalny i tym samym likwidują duszności, świsty oraz objawy alergii. Sterydy wziewne, kiedy dojdzie do astmy, chronią nas przed zgonem. Tak, ratują życie! A w przypadku alergii likwidują objawy, nie doprowadzając do rozwoju procesu zapalnego i zajęcia nim oskrzeli.” Trzeba też pamiętać, że istnieje coś takiego, jak astma incydentalna. Wtedy w sposób ciągły leków się nie stosuje. Leczy się objawy i kiedy nie nawracają, terapię kończymy.

 

 „Duży Format” nr 38

 Marihuany nie ma w polskich aptekach. Żaden zagraniczny importer nie zdobył dotąd licencji (tylko jedna firma, z Kanady, złożyła wniosek o dopuszczenie do obrotu. Na odpowiedź, zgodnie z przepisami, może poczekać siedem miesięcy).

Pacjenci nie mogą jej uprawiać. Legalnie jej w Polsce nie kupią ani nie wwiozą z zagranicy. Nawet gdy mają receptę – pisze Aleksandra Pezda w reportażu „Będę przestępcą albo umrę”. Z perspektywy chorego na chorobę Leśniowskiego – Crohna. Kiedy źle działają jelita. Na dłuższą metę nic nie pomaga. Jedynie trawka, którą wypróbował pod kierunkiem lekarza w Austrii. W Polsce nielegalnie zaczął się nią zaciągać, byle ulżyć sobie w cierpieniu. Wiąże się to jednak z odpowiedzialnością karną, którą wobec niego stosują organy ścigania przestępstw. Mimo pozytywnych opinii ekspertów o leczniczym działaniu marihuany w gastroenterologii. Co z tego, że w 2017 roku polski Sejm przegłosował nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii – przy sprzeciwie dwóch posłów: Beaty Kempy i Zbigniewa Ziobry – która zalegalizowała marihuanę do celów medycznych, jeśli pacjenci są w takiej samej sytuacji jak przed legalizacją.  Legalizacja jest bytem wyłącznie teoretycznym. Nadal przestępstwem jest uprawianie marihuany dla celów medycznych. „Posiadać marihuany do celów zdrowotnych również nie mogą, ponieważ nie kupią jej w Polsce legalnie. Ustawa ich nie ochroni, jeśli przywiozą susz z zagranicy, nawet na receptę – nadal będzie to nielegalny, karalny wwóz narkotyków do kraju. /…/ Działa wprawdzie art. 62 a, który pozwala umorzyć postępowanie w przypadku posiadania na własny użytek nieznacznych ilości marihuany. Taką decyzję może podjąć nawet prokuratura, bez skierowania sprawy do sądu, ale i to wymaga podstaw dowodowych, wykonania czynności policyjnych, zatrzymania osoby, uzyskania o niej informacji. Konsekwencją i tak jest zawsze przepadek roślin czy preparatu, słowem: pozbawienie pacjenta leku uzyskanego na własną rękę /…/ .” Pacjentowi w Polsce pozostaje jedyny sposób na przetrwanie – albo kupić od dilera i zostać przestępcą, albo uprawiać samemu i zostać … zbrodniarzem.

 

wybrała /ewa/