Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Informacje sportowe 7 stycznia 2019

„Dawno temu odkryto we mnie potencjał…”

Rozmowa z Jarosławem Olechem

Skromny w pracy i w życiu, w swojej koronnej konkurencji sportowej od lat niepokonany. Jaki właściwie jest mistrz świata w trójboju siłowym? O tym w rozmowie z Gazetą mówi Jarosław Olech, 17 - krotny złoty medalista Mistrzostw Świata.

– Zaczęło się w 1992 roku….

– Na siłownię pierwszy raz w życiu przyszedłem w wieku 18 lat z bratem. To była pierwsza typowa siłownia w mieście przy ulicy Mrozowskiego. Nie myślałem wtedy o zawodowym uprawianiu sportu, chciałem wzmocnić mięśnie, może wymodelować  sylwetkę, generalnie coś ze sobą zrobić. Po pierwszym, drugim treningu Tomasz Kołaczyński, ówczesny trener, dostrzegł we mnie pewien potencjał, dokładaliśmy coraz większe obciążenie na sztangę. Ważyłem wtedy 55 kg, ale miałem predyspozycje i już po trzech miesiącach pojechaliśmy na Mistrzostwa Polski.

To były I Mistrzostwa Polski w martwym ciągu, które odbyły się 1 listopada 1992 r. w Pułtusku. Wspólnie z bratem przywozicie z nich dwa medale…

– Tak, Mariusz w kat. 56 kg, wynikiem 170 kg wywalczył złoty medal, ja natomiast w kat. 67,5 kg wynikiem 227,5 kg zdobyłem II miejsce, czyli mój pierwszy srebrny medal.

– Rok później było już pierwsze złoto!

– Zdobyłem je w II Mistrzostwach Polski w martwym ciągu w Kamiennej Górze. W kat. 67,5 kg z wynikiem 220 kg zająłem I miejsce.

– Od pierwszych startów wyrobiliście sobie dobrą markę.

– Wciągnęło nas bardzo, brat wprawdzie w 2004 roku zakończył karierę, ja zostałem i do dziś trenuję.

– Z niemałymi sukcesami, bo ilość pana medali przewyższa liczbę krążków zdobytych przez Adama Małysza i Justynę Kowalczyk … razem wziętych. Talent, treningi i…

– Aby dobrze przygotować się do zawodów, muszę na 3-4 miesiące wcześniej skupić się praktycznie tylko na tym. O ile w mistrzostwach świata znam swoich konkurentów wagowych, wiem jakie ruchy zrobić, żeby wygrać, o tyle Word Games jest bardzo nieprzewidywalny, pojawiają się coraz to nowi zawodnicy. Z całego świata startuje zaledwie 40 osób – po 10 w każdej kategorii. Trzeba się bardzo napocić, żeby wywalczyć jakikolwiek medal. Dużą rolę odgrywa tu trener, musi m. in. przeliczać punkty, mnie w tej chwili prowadzi Arek Staszewski – główny trener Wikinga.

– Wraz z wiekiem troszkę trudniej osiągnąć dobry wynik?

– Oczywiście, przed samymi zawodami dwa razy dziennie robię trening, żeby był efektywny muszę mieć odpowiednią dla mojego wieku suplementację, dodatkowo utrzymanie wagi wymaga coraz większej pracy. Pomimo że przez lata wyrobiłem sobie pewne nawyki żywieniowe, to czasami jest 2 – 3 kg do zrzucenia, ale w mądry sposób, aby zachować maximum siły. Charakterystyczne dla tego sportu są problemy ze stawami, ja już czterokrotnie miałem operowane kolano i tak naprawdę nie wiadomo, kiedy znów zawiedzie.

– Czyli lekko nie jest. A jak wygląda kontrola antydopingowa w tej dyscyplinie?

– Na trzy miesiące przed mistrzostwami podaję dokładną rozpiskę, gdzie będę danego dnia, o danej godzinie. Komisja może w dowolnym momencie przyjechać mnie skontrolować, na przykład ostatnio miałem taką kontrolą z Niemiec.

– Oprócz typowych środków dopingowych, czego musi się pan wystrzegać?

– Każdego niemal leku, praktycznie tylko aspiryna i witamina C jest dozwolona. Infekcje staram się leczyć domowymi sposobami, wiadomo czosnek itd. Na szczęście mam w miarę dobrą odporność i nie choruję zbyt często.

– Na listopadowych zawodach w Szwecji, największym pana rywalem okazał Rosjanin Siergiej Gaishnetec. Za 10 miesięcy może być podobnie?

– Ten zawodnik występuje już ok 5 lat, cały czas depcze po piętach. Podejrzewam, że w kolejnych zmaganiach może być podobnie. Rosja, Ukraina i generalnie cały Wschód ma mocną reprezentację w tej dyscyplinie, u nich trójbój to nie tylko popularny, ale i dochodowy sport.

– A jak jest u nas z finansowym wsparciem zawodników?

– Nie będę ukrywał, że jest kiepsko. Głównym powodem są wygórowane wymagania ministerialne, według których w kategorii musi być 12 osób, minimum 8 narodowości, z czego wystąpić ma dwóch Polaków. Dla przykładu, w tegorocznych Mistrzostwach, w mojej kategorii było 11 zawodników, brak 1 osoby zaowocował tym, że w zasadzie z uczestnictwa nie mam nic oprócz satysfakcji. Taka sytuacja w mojej karierze miała już miejsce trzy razy, zawsze dowiaduję się na pół godziny przed startem.

– 17- krotny Mistrz Świata nie może liczyć nawet na stypendium sportowe…

– Niestety, tak jest w naszym kraju, kolejne wymogi podcinają skrzydła wielu sportowcom. Sam kilka lat temu byłem zmuszony wyjechać do pracy za granicę, aby zapewnić byt rodzinie. Musi się jeszcze wiele zmienić w tej kwestii, aby młodzi garneli się do uprawiania sportów siłowych zawodowo.

– Stąd pomysł na rozpoczęcie kariery politycznej? Został pan radnym w powiecie.

– Pomysłodawcą mojego startu w wyborach był Marek Materek, szczerze, nie liczyłem na takie poparcie. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że wielu starachowiczan docenia mnie nie tylko jako sportowca.

   – Obowiązki radnego nie kolidują z karierą sportową?

– Na chwilę obecną nie, wiele kwestii, jeśli chodzi o Radę jest na etapie organizacyjnym, myślę, że w późniejszym czasie też uda mi się pogodzić te dwie role.

– Widać na horyzoncie jakiegoś następcę, który mógłby na arenie międzynarodowej odnosić podobne sukcesy?

– W polskiej reprezentacji niekoniecznie, poszczególne wyniki trójboistów różnią się o ponad 100 kg od światowej czołówki.

 – Trzymamy kciuki, oby jak najdłużej pokonywał pan rywali i bił rekordy, czekamy też na 18 złoty medal.

– Z roku na rok jest coraz trudniej, ale ciężko zerwać z czymś, czym człowiek zajmuje się od 27 lat, to jest mój sposób na życie.

– Dziękuję za rozmowę.

(mk)

Rekord świata w przysiadzie – 370 kg należy do Olecha

Ślubowanie radnego Rady Powiatu złożył po wygranej w wyborach jesienią 2018 r.