Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 8 stycznia 2019

Umysł i jedzenie

Co się może popsuć w głowie? (cz. 28)

Podobno siedemdziesięcioletni człowiek spędza za stołem około 6 lat. W tym czasie zjada około 8 t produktów zbożowych, 11 t ziemniaków, około 6 t mięsa i ryb, prawie 10 000 jaj oraz wypija 10 tys. l mleka. W sumie spożywa 100 t (!) artykułów spożywczych.

 

Jak je mózg…

Zadaniem mózgu jest rozpoznawanie ilości zapasów energii w organizmie i dopasowywanie wielkości spożycia pokarmów do ilości zużywanych przez organizm kalorii. Zadanie to kontroluje podwzgórze – moduł wielkości migdała, który odbiera sygnały przekazywane poprzez wyspecjalizowane białka i hormony i na ich podstawie reguluje ilość energii dostarczanej z żywnością i wydatkowanej przez organizm. W tym procesie uczestniczy:

– Insulina – hormon wytwarzany przez trzustkę i leptyna wytwarzana przez komórki tłuszczowe, które działają jak hamulec bezpieczeństwa w rozpędzonym pociągu, wytwarzając uczucie sytości

– Grelina z kolei wywołuje uczucia głodu, nakierowuje myśli i zachowania na poszukiwanie lodówki z jedzeniem

– Melanokortyny (3 i 4) – receptory białkowe znajdujące się w podwzgórzu, uczestniczą w kontroli częstotliwości jedzenia.

W mózgu znajduje się też ośrodek nagrody, który ma za zadanie segregację jedzenia w kategoriach MIŁE i NIEMIŁE. To on odgrywa kluczową rolę w wywoływaniu wspomnień o babcinej napoleonce lub mamusi barszczyku. W tym procesie budowania przyjemnych skojarzeń uczestniczy dopamina. Zaburzenia w jej wydzielaniu lub zaburzenia hormonalne (np. choroby tarczycy), zaburzenia metaboliczne (np. cukrzyca) mogą doprowadzić do wystąpienia groźniej choroby pod nazwą spaczonego łaknienia lub choroby Pica. Chorzy zjadają wtedy przedmioty niejadalne: papier, glinę, farbę ze ściany, własne wydzieliny, drewno, włosy, mydło, kredę, tynk ze ścian, popiół, niedopałki papierosów, fusy z kawy, pastę do zębów, guziki…

 

Jak je umys³…?

Naturalnym bodźcem, skłaniającym człowieka do jedzenia, jest uczucie głodu. Ale – jak wiemy – wcale nie jemy tylko dlatego, żeby zaspokoić głód! Umysł, w przeciwieństwie do mózgu, każe nam jeść, żeby ciocia się nie obraziła, że pączki są niesmaczne, albo… żeby mąż mógł się podniecić widokiem moich rozstępów na skórze i zanurzyć swojego penisa w  fałdach rozlewającego się tłuszczu na moimmonstrualnym brzuchu – to wypowiedź pacjentki, która trafiła do mnie z powodu wejścia w związek z… wypasaczem.

 

Mê¿czyzna,

który tuczy kobiety

Wypasacz, czyli tzw. feeders (od ang. feed – karmić, pasza), karmi swoją kobietę, bo go to podnieca. Kobieta je, chociaż nie jest głodna, ale kocha wypasacza, więc umysł nakazuje jej jeść. Wpada w pułapkę. Im więcej je, tym bardziej jest otyła, tym bardziej kochana i podziwiana przez swojego partnera. Mężczyzna szaleje na widok jej tłustego ciała, a grę miłosną rozpoczyna od erotycznych zabaw polegających na zapraszaniu na obfitą kolację. Całując i dotykając fałdów tłustego ciała, podczas pieszczot karmi kobietę słodyczami podawanymi wprost do ust.

Umysł tuczonej jest chory i stanowi zagrożenie dla jej życia. Partnerki seksualne wypasaczy nie są w stanie podnieść się z łóżka i funkcjonować samodzielnie, ważą bowiem czasami ponad 200 kg. Poddawane manipulacji i sadystycznym skłonnościom partnera, umierają z powodu cukrzycy, nadciśnienia i innych poważnych chorób wywołanych otyłością.

Feedersowi (czytaj: seksualnemu dewiantowi) chodzi o absolutną kontrolę nad kobietą i pełne jej uzależnienie od siebie. Jego dewiacja polega na tym, że kocha nie kobietę, tylko jej tłuszcz i możliwość całkowitego uzależnienia jej od siebie. A manipulowany erotycznymi uniesieniami wypasacza umysł kobiety doprowadza ją do kalectwa lub śmierci.

 

Orgazm nad talerzem…

Kochamy to, co sprawia nam przyjemność. Nie kochamy tego, co przyjemności nam nie sprawia. Jaki ma sens przytaczanie tej oczywistej prawdy w kontekście budowania uczuć pomiędzy partnerami a jedzeniem? Ano ma.

Trudno powiedzieć, czy mrówka buduje kopiec dla przyjemności, czy raczej z poczucia obowiązku, a pszczoła produkuje miód, bo lubi czy raczej nie lubi a musi. W każdym razie już na przykład taki dajmy na to kot, wie dlaczego leży na nagrzanym słońcem dachu: bo jest miło. Pies też wie po co idzie do swojego pana, bo… drapanie za uchem sprawia mu przyjemność. Czy można się zatem dziwić, że my, ludzie, w swoich codziennych zachowaniach także szukamy sposobu na dostarczenie sobie przyjemności? Nasz mózg, w porównaniu z zawartością czaszki psa czy kota, to tak jakby kalkulator porównać z komputerem. Oznacza to z praktycznego punktu widzenia znaczne rozbudowanie systemu, którego zadaniem jest wprowadzanie nas w stan: ALE MIŁO.

Psu jest wszystko jedno czy skarpetki właściciela śmierdzą. Ale żonie jego pana akurat nie. Kot ma w nosie to czy jego pani jest w papilotach, laczkach i szlafroku. Mężowi owej pani obojętnym to nie jest.

Miłość, przywiązanie, sympatia, przyjaźń, koleżeństwo i różne inne tzw. pozytywne emocje zaczynają się rozwijać dokładnie od tego momentu, w którym druga strona dostarcza nam przyjemnych doznań wzrokowych, słuchowych, uczuciowych, węchowych, które po prostu robią nam dobrze. A jak już raz, drugi, dziesiąty – chociaż wystarczy podobno tylko raz, żebyśmy doznali owego błogiego uczucia, po które kot wdrapuje się na dach a pies wskoczył na tapczan do pana z nadzieją na drapanie za uchem, to potem już samoczynnie włącza się program pt. robienie sobie dobrze w wyobraźni. W przeciwieństwie bowiem do psa i kota, które marzeń dziennych nie mają, my, ludzie, potrafimy się dosłownie pławić w przyjemnościach, wytwarzanych w nierealnym świecie własnych fantazji o tym, jak miło będzie z partnerem, który… wpadł nam w oko. Zakochujemy się bowiem nie tyle w realnej osobie, która tak naprawdę miło zrobiła nam jedynie na czułkach wzrokowych, ale we własnych wyobrażeniach o niej: na pewno potrafi świetnie gotować, na pewno jest bardzo czysty i potrafi zarabiać pieniądze itd.

Czerpanie przyjemności z własnej wyobraźni odbywa się zwykle na wczesnym etapie związku, kiedy spotkania trwają przez godzinę, potem są długie rozstania i bezsenne, pełne erotycznych fantazji, noce. Na etapie dwudziestoczterogodzinnego przebywania ze sobą pod wspólnym dachem, fantazjować o partnerze już nie ma potrzeby, a do głosu dochodzą sprawy bardziej przyziemne, w tym tak prozaiczne jak jedzenie i picie. Niewiele par zdaje sobie sprawę z tego, jak ważną jest – nomen omen – kwestia smaku, prowadząca do wspólnego orgazmu nad talerzem, który w przeciwieństwie do tego normalnego drażni kubki smakowe i daje uczucie błogiego nasycenia żołądka.

Czym jest sztuka wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb pokarmowych? Nie ma kota, który obdarzałby sympatią swoją panią wyłącznie za to, że go głaszcze. Jedynym sposobem budowania kociej sympatii jest to, by do najpierw karmić a potem głaskać. Z ludźmi jest dokładnie tak samo. Mąż głaskany w domu a karmiony w barze, po pewnym czasie, kiedy głaskanie przestaje być dla niego najważniejszą przyjemnością w życiu, zaczyna z coraz większą sympatią obdarzać bar, w którym doznaje żołądkowego orgazmu nad kotletem schabowym, a z czasem kelnerkę, która mu go serwuje.

Czy zrobić ci herbatę kochanie? Misiek, co zjesz na śniadanie? Na obiad będzie niespodzianka – twoje ulubione… Brzmi to w dobie telewizji śniadaniowej trochę archaicznie? No cóż.

Są małżeństwa, które zapytane przeze mnie, jakie jest ulubione danie twojej żony lub co mąż lubi najbardziej na obiad – nie wiedzą, co powiedzieć. Chociaż z drugiej strony zdefiniowanie seksualnej pozycji pt. chińskie taczki nie nastręcza im żadnych kłopotów. Jest tylko jeden problem, który doprowadził ich do gabinetu psychologa – nie mają pojęcia o tym, co ten mój Misiek /moje kochanie lubi najbardziej, oprócz… chińskich taczek.

W Norwegii jest zwyczaj, że gdy rodzina zasiada do stołu, obojętnie czy jest to niedziela, czy obiad w środę, zapala się świece. Posiłek to uroczystość dla całej rodziny, to wspólne spotkanie i rozmowy nie o problemach a o tym jak smakuje. Kuchenne rewolucje, sprowadzające się do jedzenia pudełkowego i prowadzenie rozmowy z tabletem, psują budowaną przez umysł erotyczną miłość.

Charakter a jedzenie

Gdyby poddać skrupulatniej analizie nasze ciało, to ze zdziwieniem stwierdzimy, iż sporo w nim jest także wszechobecnego plastiku. Nie do końca potrafimy jeszcze przewidzieć, jak plastik wpłynie na pracę naszego mózgu. To, co wiemy już na pewno z różnych innych badań. to to, że jedzenie ma wpływ na funkcjonowanie naszego umysłu. Tą problematyką interesowała się spora grupa naukowców. Jedni dochodzili do wniosku: jedz jabłka będziesz inteligentny, inni udowadniali: chcesz mieć spokojny sen, jedz węglowodany. Są też przytaczane w pracach naukowych badania, z których wynika, że ludzie smutni najczęściej sięgają po słodycze i być może to właśnie jest przyczyną powstawania otyłości. Węglowodanowy bowiem – wg badaczy – działają antydepresyjnie i uspokajająco.

Konsekwencją niedoboru białka w organizmie jest narastający egoizm – to rezultat badań innego badacza, po przeprowadzeniu eksperymentu na 34 ochotnikach, którym dostarczał mnóstwo kalorii ale z dużym niedoborem białka. Naukowiec po niedługim czasie zaobserwował, że u prawie wszystkich uczestników doświadczenia zaczęły pojawiać się takie cechy charakteru, jak podejrzliwość, łatwość popadania w konflikty z otoczeniem, a nawet skłonność do donosicielstwa. Prof. Julian Aleksandrowicz swojego czasu problem głośnego, łatwo denerwującego się członka rodziny, proponował temperować serwowaniem mu na śniadanie filiżanki kakao obiecując, że rezultat może pojawiać się już po 15 godzinach.

 

Kiedy umys³

nie chce jeϾ

Anoreksja występuje znacznie częściej u kobiet (około 10 razy częściej) niż u mężczyzn, choć w ostatnim okresie częstość tego zaburzenia u mężczyzn się zwiększa.

Umysł anorektyka walczy z głodem i stara się zredukować masę ciała. Walka polega na ustawicznym ograniczaniu ilości i częstości przyjmowanych posiłków, zawężania diety, unikania tzw. tuczących pokarmów. Anorektycy wykonują dodatkowo ćwiczenia fizyczne, albo przyjmują środki redukujące łaknienie, doprowadzają do wymiotów, stosują środki przeczyszczające lub moczopędne.

Walka z głodem najczęściej rozpoczyna się u młodych dziewcząt w okresie pokwitania lub u młodych kobiet, najczęściej między 14. a 18. rokiem życia. Coraz częściej zaburzenia odżywania pojawiają się u młodszych dzieci. Masa ciała anorektyka wynosi co najmniej 15% poniżej oczekiwanej normy dla wieku i wzrostu, lub też wskaźnik masy ciała (body mass index – BMI), czyli tzw. wskaźnik Queteleta (masa ciała w kilogramach podzielona przez wzrost w metrach podniesiona do kwadratu) jest równy lub spada poniżej 17,5. W przebiegu choroby dołączają się zaburzenia postrzegania obrazu własnego ciała oraz zaburzenia somatyczne, metaboliczne czy neuroendokrynologiczne.

Popsuty anoreksją umysł ujawnia inne zaburzenia. Jak pisze dr n. med. Joanna Borowiecka – Kluza, specjalista psychiatra, na łamach Medycyny Praktycznej, w chorobie pojawiają się także: obniżenie nastroju, zmniejszenie radości życia, poczucie braku sensu życia, myśli samobójcze, napięcie, lęk, drażliwość, zaburzenia snu, objawy myślenia obsesyjnego i zachowań kompulsywnych.

 

Byczy g³ód umys³u

Termin bulimia został wprowadzony przez Galena i pochodzi od greckich słów bous i limos, które oznaczają „byczy głód”. Zaburzenie to polega na koncentrowaniu życia wokół jedzenia, z jednoczesnymi próbami kontrolowania masy ciała, z okresowo występującymi niekontrolowanymi napadami tzw. żarłoczności, po których pacjent podejmuje wiele czynności „przeciwdziałających skutkom” przyjętego w nadmiernych ilościach pokarmu.

Zgodnie z klasyfikacją chorób ICD 10, bulimię rozpoznaje się wówczas, kiedy pacjent koncentruje swoją uwagę wokół odżywiania się, staje się ono najistotniejszym obszarem jego życia, okresowo występują u niego nie dające się powstrzymać napady żarłoczności, nadmiernego jedzenia bardzo dużych ilości pokarmu, czasami nawet kilka razy przekraczających odpowiednią dla danej osoby porcję. Pacjent podejmuje wiele różnych działań kompensacyjnych, mających na celu „zapobiegać tuczącym skutkom” spożytego pokarmu, między innymi prowokuje wymioty po nadmiernym jedzeniu (albo po przyjęciu takiej ilości pokarmu, którą uzna za zbyt dużą, czy zbyt wysoko kaloryczną), stosuje środki hamujące apetyt, środki przeczyszczające (czasami w dawkach przekraczających zalecane normy), środki moczopędne, preparaty hormonów tarczycy. Może podejmować też okresowo tzw. głodówki, które zazwyczaj kończą się ponownymi napadami żarłoczności. Pacjentowi towarzyszy także stałe chorobliwe poczucie obawy przed otyłością, skoncentrowany jest on na ocenie swojej aktualnej masy ciała i ustanawia limity swojej wagi znacznie poniżej odpowiedniej dla niego normy.

 

 

Za tydzień:

Umysł zaobrączkowany małżeńską przysięgą

 

Krzysztof Korona

specjalista:

psycholog,

seksuolog kliniczny

psychoterapeuta

tel. gab. pryw. 602 77 99 65

e-mail:

k.korona@psychonet.pl