Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 11 lutego 2019

Gimnastyka szarych komórek

Mimochodem

Ten sam lek na osteoporozę jest pakowany w jedno pudełko, albo tyle samo tabletek umieszcza się w trzech. Tak czy siak, pacjent otrzymuje 12 pastylek. Tyle że w zależności od rodzaju opakowania zapłaci za nie różnie. Jeśli jest seniorem – albo nic, albo jakieś pół setki.

Wystarczy, że lekarz nie sprawdzi, jak trzeba wypisać receptę, żeby leczona przezeń osoba poniosła jak najmniejsze koszty. A nie powinien tego robić, gdyż jego zadaniem jest leczyć. Biurokracją niech się zajmują urzędnicy. Ci ze swoich uprawnień korzystają ponad miarę, tworząc osobliwe przepisy, niepojęte dla zwykłych obywateli. Tak jak właśnie ten dotyczący wzmiankowanego lekarstwa.

Zamiast ułatwiać sobie życie, człowiek nieustannie piętrzy przed sobą trudności. W każdej dziedzinie. Chcąc dziś na przykład oszczędzać pieniądze w banku – mimo że depozyty stały się wręcz nieopłacalne; lepiej szukać innych możliwości – trzeba co i rusz przenosić je między placówkami finansowymi. Bo zazwyczaj wyższe oprocentowanie dotyczy wyłącznie nowych środków, na krótki okres. A przecież mogłyby leżeć dłużej w jednym banku, jeśli nie są akurat potrzebne. Mogłyby, lecz ktoś zawsze dba o to, by obywatel nieustannie uruchamiał szare komórki. Pilnował swego, trzymając się za własną kieszeń, co pokazują przykłady z lekiem i lokatami.

Utrudnianie sobie życia stało się dzisiaj czymś powszechnym. O tym świadczy nieustanne reformowanie państwa. Nic nie jest łatwiejsze, lecz bardziej zagmatwane. W edukacji, służbie zdrowia, a nawet w czymś tak prozaicznym, jak segregowanie odpadów.

Przy starachowickich śmietnikach pojawiły się nowe pojemniki. Kolorowe, w niczym nie przypominające dotychczasowych „balonów” z otworem przy wierzchu. To zamykane na klapę kontenery, oznakowane do czego służą. Władze się pospieszyły, gdyż na przełomie roku ogłoszono, że zmiany nie obowiązują restrykcyjnie od 1 stycznia br. Administratorzy osiedli mają czas do 31 grudnia br. Ładnie to tak manipulować przepisami? Pewnie, że to i tak nieuniknione, więc lepiej mieć za sobą ten obowiązek. Niekiedy jednak, co nagle, to po diable.

Dotąd wszystkie pojemniki mieściły się w śmietnikowych altanach. Teraz niekoniecznie. Stoją obok, nie zdobiąc krajobrazu. Na dodatek są zamykane od góry. Dla niskich osób niewygodne. Żeby wyrzucić posegregowane odpady, trzeba z torbami wychodzić specjalnie. Niosąc teczkę, aktówkę i jeszcze siatki, nie sposób wyrzucić śmieci. Bo trzeba uchylić te wielkie i ciężkie klapy. Brakuje rąk. W altance jest prosto. Pojemniki stoją nie przykryte. Wystarczy włożyć doń poszczególne rodzaje odpadów. Spodziewam się, że z czasem administratorzy i na zewnątrz ogarną sytuację. Generalnie chodzi mi o to, że nie dość starannie są urzeczywistniane wszelkie, choćby najlepsze, pomysły. Zawsze musi być najpierw okres prób i błędów.

W przypadku nowych pojemników na śmieci urzędnicy, zamieszczając w mediach instrukcje, dopełniają edukacyjnego obowiązku mieszkańców. Tyle że nie wszyscy mają do tych mediów dostęp. Z niejednej strony wciąż słychać pytanie: to właściwie na co ten brązowy kontener z napisem „BIO”? Na odpady biodegradowalne, czyli m. in. obierki, skorupki jajek, zwiędłe kwiaty itp. – cierpliwie tłumaczy zdezorientowanym starszym sąsiadom znajomy. Dokształcił się w sieci. Przeczytał zarazem, że przy tym nie należy owych „śmietków”, jak mawia koleżanka, wrzucać w foliowych workach, tylko opróżnić z nich owe „BIO”, a foliówkę włożyć do pojemnika z napisem „plastik”. A może w Starachowicach obowiązują inne zasady? Nie przeszkadza, że śmieci wyrzuca się w workach?

Gdyby nie cenowa ustawa senioralna w służbie zdrowia, gdyby nie bankowe promocje czy segregowanie śmieci po nowemu, itd., itd., itd., obywatel najnormalniej w świecie by się zanudził. A tak nie dość że musi pomyśleć, to jeszcze się nagimnastykować. I nie ma czasu na wnikliwe przyglądanie się rzeczywistości. Robi to opcjonalnie. Mimo że gdzieś w tyle głowy kołacze mu się, dlaczego to wszystko nie jest prostsze?

/ewa/