Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 11 lutego 2019

Z pamiętnika miłośniczki Starachowic

Minęło mi 40-lecie istnienia i działalności Towarzystwa Przyjaciół Starachowic. Nie miałam szczęścia uczestniczenia w uroczystościach, choć bardzo chciałam. Zgromadzili się tam przecież najznakomitsi przyjaciele miasta i... moi. Miałam tam nawet do wykonania zadanie. Myślami towarzyszyłam uroczystościom, z odległości paru tysięcy kilometrów.

Takie momenty przywołują pamięci ludzi i zdarzenia. Trochę się ich przez te 40 lat zebrało… Znałam dobrze wszystkich dotychczasowych prezesów Towarzystwa Przyjaciół Starachowic. Z pierwszym z nich, panem Franciszkiem Bródką (1978-1982) dzieliła nas tylko jedna ściana w Urzędzie Miasta, gdzie pełnił funkcję kierownika Wydziału Planowania (miałam w tym czasie taki urzędniczy epizod mojego życia zawodowego. Pracowałam w Wydziale Oświaty jako zastępca inspektora szkolnego). Często rozmawialiśmy o współczesnej oświacie. Pan był przecież z wykształcenia nauczycielem i przepracował w tym zawodzie niemal 20 lat. Znam też dobrze współtwórców TPS: Leonarda Wajmana, Andrzeja Nowaka, Aleksandra Pawelca i Józefa Kowalskiego. Na ten zespół spadły najtrudniejsze sprawy z usadowieniem prawnym, organizacyjnym, pozyskiwaniem sprzymierzeńców i realizowaniem pierwszych pomysłów.

Kiedy w 1982 roku pan Bródka przekazał prezesurę Andrzejowi Nowakowi, TPS było już prawnie usankcjonowanym organem z gronem entuzjastów i pierwszymi spektakularnym i sukcesami. Rozpoczęły się miejskie spotkania na „Wieczorach Starachowickich”, pierwsze wydawnictwa „Zeszytów starachowickich”. Te formy przetrwały do dziś.

Prezesura Andrzeja Nowaka (1982-1992) to już działalność wpleciona na stałe w kulturalny kalendarz miasta. Andrzej Nowak – prawdziwy humanista, wrażliwa osobowość o szerokich zainteresowaniach, silnej woli działania, rzetelnym podejściem do każdej podjętej inicjatywy. W tym czasie pełnił funkcję dyrektora Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Cieszył się dużą sympatią mieszkańców miasta i swoich podwładnych (co do dziś uznaje się za rzadkość). W czasie jego prezesury ludzie garnęli się do TPS. Znacznie wzrosła liczba członków. Stanowili oni prawdziwą elitę intelektualną miasta. Była to między innymi duża grupa lekarzy (nawet kilka małżeństw), prawników, inżynierów, ekonomistów, pracowników oświaty, szefów firm. Prywatnie – byli to literaci, pamiętnikarze, poeci, muzealnicy, graficy, fotografowie, archiwiści, pracownicy wyższych uczelni… Wszyscy pozytywnie zakręceni, mocno zintegrowani wewnętrzną ideą przyjaźni dla swego miasta. Niemałą rolę odegrały szerokie spotkania integracyjne, np. z wyjazdami do warszawskich teatrów. Kwitła działalność wydawnicza, pękały w szwach spotkania na „Wieczorach starachowickich”, tętniły życiem Turnieje wiedzy o Starachowicach. I nagle, niespodziewanie, odszedł żegnany z ogromnym bólem prezes – Andrzej Nowak. Pozostało wspomnienie pięknego, wartościowego człowieka.

Kolejnym prezesem został wieloletni wiceprezes i twórca TPS – Józef Kowalski (1992-2009). Prezesował 17 lat, a w 40-lecie TPS uzyskał tytuł Honorowego Prezesa. Właśnie tę decyzję miałam uzasadnić na jubileuszowych uroczystościach. Spróbuję zrobić to teraz: Józef Kowalski, to nietuzinkowa postać Starachowic. Klasyczny przykład człowieka epoki Odrodzenia. Z wykształcenia magister inżynier… Wieloletni pracownik Fabryki Samochodów Ciężarowych (40 lat pracy). W swojej fabryce pełnił wiele odpowiedzialnych stanowisk, był jej ambasadorem podczas kilkuletniej pracy w Angoli, ale reprezentował ją też we Włoszech, Francji, Anglii, Niemczech. Człowiek nieprzeciętnie uzdolniony literacko, autor kilku książek (w tym jedna przetłumaczona na język portugalski), poeta – wydał kilka tomików wierszy i limeryków, tekściarz. Autor tekstów piosenek i ich linii melodycznych. Multiinstrumentalista. Uzdolniony również plastycznie. Działacz społeczny – wielokrotny radny powiatu i miasta. Autor niezliczonych inicjatyw. Globtroter. Do dziś swoją aktywność fizyczną (i finansową) lokuje w poznawanie świata. Honorowy Obywatel Miasta Starachowice. Do niego należy bestseller – „Zmierzch starachowickiej legendy” i dwie kolejne pozycje książkowe z tego tryptyku. Prezesowanie Józefa Kowalskiego – to złoty wiek TPS.

Przejęty po prezesie Andrzeju Nowaku zespół świetnych członków ciągle się poszerzał. Wzrosła działalność wydawnicza, do Turniejów wiedzy o Starachowicach zgłaszała się coraz większa liczba chętnych, mnożyły się świetne „Wieczory starachowickie”. Zagadką dla mnie pozostaje do dziś – jak to się stało, że TPS w tym czasie wydało chyba najwięcej „twardych pozycji” (książki „Zeszyty starachowickie”) i stać go były na bezpłatną dystrybucję wśród członków, a także przekazanie do bibliotek i szkół? A przecież, ani przedtem, ani potem nie było subsydiowane! Po zakończeniu swojej kadencji prezes Kowalski przekazał bezpłatnie bibliotece pedagogicznej aż 20 pozycji!

Prawdą jest, że zapobiegliwi prezesi uzyskiwali w tym czasie wsparcie 30 instytucji i osób prywatnych. Wiązało się to (i wiąże) z wędrówką członków po instytucjach (żebractwem), aby zdobyć środki – głównie na nagrody w Turnieju wiedzy o Starachowicach i finansowanie wydawnictw.

Ten sielankowy obraz może poważnie zamglić kolejna informacja: TPS przez kilkadziesiąt lat nie posiadało własnego lokalu. Tułało się po różnych kątach, a biuro miało charakter „obwoźny”. Mieszkało w bagażniku prezesa i litościwych niektórych członków. Praktycznie wyglądało to tak: na comiesięczne spotkania w wyproszonym lokalu zajeżdżał prezes (też „zajeżdżonym”) samochodem. Z bagażnika wyjmował biuro i wkładał je pod pachę. Drugą rękę zajmowała herbata, kawa czy ciastka…

Mnie najbardziej utkwiły w pamięci ostatnie spotkania, w sali klubowej SCK: długi, zielony stół, przy nim 20-30 osób. Niekoniecznie członków zarządu. Mógł przyjść każdy chętny i miał prawo głosu. Warunek: krótko i z sensem. W tych spotkaniach sama uczestniczyłam jako wolny „elektron” ładnych parę lat. Kończyły się zawsze konkretnymi decyzjami co do dalszego działania.

Nie pamiętam, aby prezes Kowalski zdążył kiedykolwiek zapytać: kto mógłby? Kto chciałby? – osoby chętne do realizacji zawsze zapytania wyprzedały. Jak widać – ta działalność miała swoje cienie i nie było ich wcale tak mało. Pan Kowalski miał w sobie coś z Króla Midasa. Każda czynność, w którą się zaangażował zamieniała się w sukces. Zastanawiam się do dziś: skąd czerpie siłę, wenę, projekcje do tak spektakularnych osiągnięć? Może, oprócz talentów, to też kwestia osobowości: w życiu codziennym to wrażliwy, życzliwy Pan, z zakodowaną kindersztubą. Oprócz niepodważalnych zalet, Prezesowi zdarzają się też słabości. Na przykład do rodzaju żeńskiego: na zabój zakochał się w Fabryce Samochodów Ciężarowych. Kochał ją kiedy była, a jeszcze bardziej – kiedy jej nie ma. Do dziś nie pogodził się z jej likwidacją i zaprzepaszczeniem wielopokoleniowego dorobku. Dla niej nadal pisze książki, artykuły, wiersze, limeryki i piosenki. Nosi w sobie żal do rządu, premiera, a nawet do Wszystkich Świętych i pisze: „Gdzie była patronka Starachowic? Ta nasza Barbara. Jak rząd demontował nam fabrykę Stara”… Dziś nadal zabiega o izbę pamięci FSC i reaktywowanie działań miasta w branży metalurgicznej. Potem zakochał się w Angoli: powstały piękne opowieści, artykuły, zdjęcia i książki. Jedna z nich została właśnie przetłumaczona na język portugalski. Bardziej kocha tylko chyba swoją piękną i mądrą żonę.

Przez 17 lat prezesury kobiety stanowiły w zarządzie TPS mniejszość. Miały jedną wspólną cechę: kochały prezesa. Co na to żona? Czułaby się dotknięta gdyby było inaczej!

Nie mogę się oprzeć pokusie, by nie podzielić się atmosferą „wewnątrz towarzyską”TPS. Życzę każdemu, aby choć raz w życiu mógł w takiej atmosferze pobyć! Przykład: jedziemy do teatru na Mistrza i Małgorzatę. Autobus wypełniony po brzegi. Wspólne wyjazdy stworzyły pewne ramy wypraw: ruszamy i od razu się dzieje! Ktoś opowiada wesołe ostatnie wydarzenia; grzeczne dowcipy, śpiewy a nawet tańce (wtedy autobusy były wytrzymałe, nie to co teraz!). Pamiętam z tej wyprawy kilka faktów, które bardzo dobrze zapamiętali też inni. Jakoś tak na samym początku jeden z lekarzy opowiedział medyczny, męski dowcip. Radość była adekwatna do jakości dowcipu. Wszyscy czekali na kolejne… A tu nic. Ktoś wpadł na pomysł, aby wysłać mnie z zapytaniem: dlaczego? Co się stało? Podczas pierwszego postoju przekazałam gorące życzenia ogółu. I co usłyszałam? Żona uznała dowcip za wysoce nieprzyzwoity i zakazała odzywania się do końca wyprawy, albo ona nie odezwie się do końca życia! I tak doktor małżeństwo uratował.

Wszyscy też zapamiętali z tego wyjazdu pewien duet: pana Józefa Kowalskiego (znającego doskonale solfeż, biegle czytającego każdą partyturę, wokalistę, skrzypka) z pewną przygłuchą muzycznie solistką. To miał być dwugłosowy duet… Wyszedł, no nie wiem, kwintet? Pamiętam też wspaniałe „Wieczory starachowickie”, na przykład z udziałem Macieja Wójcickiego, wybitnego lekarza z cenzusami naukowymi, pracującego w jednej z klinik na Wybrzeżu i jednocześnie solistę Opery Bałtyckiej. Pana Macieja poznałam we Wrocławiu. Przedstawiono nas, a potem pan zapytał – skąd jestem? – Ze Starachowic. – A ja z Osin. Cały wieczór szukałam miasta o nazwie Osiny. A on naprawdę pochodził z Osin koło Mirca.

Po 17 latach pan Józef podjął definitywna decyzję o odejściu z prezesowania. Stało się jasne, że znalezienie takiego prezesa będzie bardzo trudne. Wiem coś o tym. Po poważnych perturbacjach funkcję tę objął Leszek Żmijewski (2009-2013). Skromny, nieagresywny, zanurzony w historii miasta i regionu dokumentalista, pisarz, przewodnik i autor przewodników. Skupił się wraz ze świetną wiceprezes panią Zofią Walkiewicz na działalności wydawniczej (17 pozycji), kontaktach z młodzieżą (nawet tą najmłodszą), przewodnictwie i kontynuowaniu tradycyjnych, już kultowych form działalności TPS. W 2013 roku prezesura TPS przeszła w ręce Adama Brzezińskiego: historyka z wykształcenia, przejściowo nauczyciela historii, obecnie pracownika Urzędu Miejskiego. Ponieważ dnia nie chwali się przed zachodem słońca, kadencja jeszcze trwa, na chwalenie przyjdzie czas po jej zakończeniu w 2019 roku.

P.S. TPS – to nie tylko prezesi. To zespół ludzi, którzy włożyli w tę działalność wiele serca, czasu, talentów. Może warto zainteresować studentów szerszym opracowaniem materiałów (licencjat, praca magisterska), skorzystać z kontaktów osobistych, wzbogacić miasto o dobry dokument czasów?

Kinga Kozłowska

Józef Kowalski prezesował Towarzystwu Przyjaciół Starachowic 17 lat