Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 11 marca 2019

Lęk przed oszpeceniem i utratą atrakcyjności fizycznej

Onkologia i skutki

Stoisz przed lustrem i zastanawiasz się, ile jeszcze jesteś w stanie znieść. Widzisz coraz bardziej rzednące włosy. Nie, one wcale nie wypadają na raz - to byłoby chyba lepsze - one się sypią... nieubłaganie. Te, które jeszcze niedawno doprowadzały cię do łez, wkurzały, bo nie mogłaś zdążyć do pracy, długie, krótkie, kręcone czy proste - nieważne - dziś chciałabyś żeby były.

 

Przeszłaś diagnozę, masz za sobą pierwszą chemię, z jednej strony ten życiodajny płyn przywraca cię dla świata, z drugiej odbiera kolejny atrybut twojej kobiecości.

– Kiedy zauważyłam, że włosy zaczynają mi się sypać, poszłam do fryzjera i kazałam się ogolić na łyso – opowiada Agnieszka. – Rano została mi w ręce kępka i uznałam, że nie dam rady patrzeć na ich powolne wypadanie. Potem założyłam chustkę i doszłam do wniosku, że całkiem mi do twarzy – śmieje się przeczesując odrośnięte chociaż wciąż krótkie włosy.

Tak. Jesteś już łysa, nosisz fantazyjne turbany, kolorowe chustki, czapki albo… perukę. Myślisz, no, dobra…ODROSNĄ przecież, lepsze, gęściejsze i zdrowsze. Czekasz, by kilka dni czy tygodni później zobaczyć rano w lustrze coś dziwnego. Jakimś cudem nie możesz poznać swojej twarzy, niby wszystko w porządku ale… Nagle dociera do ciebie, że włosy na głowie to jedno, ale właśnie widzisz, że zostałaś bez brwi i rzęs. Wypadły w jedną noc, a ty czujesz się już teraz tak napiętnowana jak nigdy wcześniej.

– Nie zrozumie tego człowiek, który tego nie przeżył  – Agnieszka się zamyśla. – Są tacy, którzy będą, z żelazną wręcz siłą woli i konsekwencją się podnosić. Będzie im niedobrze, będzie im źle, będą mieli twarz spuchniętą po sterydach, sztywne stopy od neuropatycznych odrętwień, ale wstaną i pójdą. I machną ręką na łysinę. Tak jak ja będą wmawiać sobie i innym, że nic im nie jest i to przejściowe złe samopoczucie. Ale są tacy, którzy chorobę oraz kolejne procesy z nią związane odbiorą jako życiową tragedię – dodaje.

Corocznie na leczenie nie zgadza się 8% chorych (głównie kobiet) – to jakby jedno mniejszych województw zniknęło z mapy Polski. Wielu osobom wydaje się, że włosy podczas leczenia to drugorzędna sprawa i oczywiście w głównej mierze mają rację, bo najważniejsze to skupić się na leczeniu. Ale kiedy zaczyna to dotyczyć nas samych lub kogoś bliskiego, okazuje się, że nie jest to takie oczywiste. Mnóstwo kobiet nie może się z tym pogodzić, wiele zamyka się w domu i nie chce wychodzić do ludzi. Zamartwianie się wyglądem, brak pewności siebie, negatywne myślenie to tylko kilka z trudnych emocji jakie towarzyszą podczas utraty włosów i całego procesu choroby.

Jakkolwiek by to nie brzmiało, troska o dobro pacjenta jest głównym założeniem firm, które mają nadzieję i chęci pomocy takim pacjentom, a z rozmów z kobietami wynika, że gdyby tylko miały możliwość skorzystania z urządzenia, które ograniczyłoby wypadanie włosów, bez wahania by to uczyniły. Tak jak pani Bogusia, która z chorobą walczy od 2005 roku.

– Nie zawsze lekarz jest w stanie pomóc, szczególnie jeśli chodzi o pomoc psychiczną czy emocjonalną – mówi w rozmowie z GAZETĄ. – Mimo że jestem silna, że nie korzystałam z pomocy grup wsparcia, z pomocy psychologa, wiem, że utrata włosów jest bardzo trudna. Walka o zdrowie zaczyna się w głowie i… na głowie. Dziś, gdybym miała możliwość skorzystania z czegoś co uratuje mi włosy, nie zastanawiałbym się nawet sekundy – dodaje.

Dobre samopoczucie w walce z tak agresywną chorobą jaką jest nowotwór jest bardzo ważne, mówią lekarze. I dodają, że choroba jest zawsze bardzo silnym wstrząsem emocjonalnym, więc warto niwelować skutki uboczne tak, by te najbardziej widoczne, jak utrata owłosienia, nie przysparzały jeszcze większego cierpienia.

Rzeczywistość wygląda jednak rozmaicie. Kiedy ciało staje się źródłem cierpienia i lęku, kiedy patrzenie w lustro sprawia ból, kiedy lecą łzy z ogołoconych oczu, to jedyne co chce się zrobić, to po prostu nic nie czuć. Walka z chorobą odbywa się na wielu płaszczyznach, ale większość chorych powie, że to na etapie psychiki jest bardzo zacięta. Niektórzy oswajają chorobę żartem, tak jak kolejne moje rozmówczynie, dwie siostry: Ewelina i Monika.

– Dla mnie utrata włosów nie była jakimś specjalnym dramatem – opowiada Ewelina. – Zawsze miałam króciutkie fryzury, często nawet awangardowe, poza tym jako osoba obciążona genem BRCA1 wiedziałam, że w którymś momencie choroba zaatakuje i mnie. Kiedy się to stało, byłam przygotowana na wyłysienie. I… nie miałam z tym problemu. Pojechałyśmy z siostrą kupować peruki i okazało się, że w moim przypadku nie był to do końca trafiony pomysł. Mój mały synek się mnie bał, wolał łysą mamę – śmieje się i dodaje, że obie z siostrą nadały perukom… imiona.

I tak powstały Helcia i Mercedes, dwie nowe, kudłate i bardzo twarzowe przyjaciółki na trudny czas choroby, którą Siostrzyce Czarownice potraktowały z poczuciem humoru. Dziś dziewczyny zdrowieją, jedna po amputacji piersi i ich rekonstrukcji, druga po nowotworze jajnika, z optymizmem patrzą w przyszłość.

Choroba nowotworowa, to duża lekcja pokory, zaczynasz doceniać wszystko, co do tej pory umykało, nabierają znaczenia rzeczy, na które nie zwracało się uwagi, częściej zatrzymujesz spojrzenie na drobnostkach, a jednocześnie pędzisz jak szalona w życie, jakbyś się bała, że zabraknie ci czasu na zobaczenie tego, tamtego i jeszcze czegoś innego.

– Walczę z chorobą 14 lat – mówi pani Bogusia – borykam się z mnóstwem skutków ubocznych, ale staram się żyć aktywnie. Jeszcze przecież wiele przede mną, włosy traciłam dwa razy, i o ile po pierwszej odrosły piękne i gęste, to po drugiej już zdecydowanie gorsze – mówi z lekkim smutkiem i dodaje, że najbardziej z tego wszystkiego brak jej brwi i rzęs, które po dwóch chemiach i naświetlaniach praktycznie nie odrosły.

Tak naprawdę niby nic, w perspektywie zdrowia i życia włosy to mało ważny element i nawet do głowy większości by nie przyszło, że można z leczenia zrezygnować tylko dlatego, że mogą wypaść. A jednak…

Choroba nowotworowa wiąże się nie tylko z depresją, strachem wewnętrznym i strachem wśród najbliższych ale również z niepewnością przy każdym spojrzeniu w lustro. Ono jest nieubłagane. Wypadanie włosów po chemioterapii to temat, który dotyczy wielu pacjentów onkologicznych, szczególne dla kobiet utrata włosów spowodowana przyjmowaniem leków cytostatycznych oznacza poważne obciążenie i źródło stresu. Pacjentki, które w związku z leczeniem onkologicznym łysieją, często tracą wiarę we własne możliwości i w swoją kobiecość, gorzej, jeśli nie mają wsparcia w partnerach, co przecież też się zdarza. Dlatego ważnym jest, aby dać takim pacjentom możliwość korzystania z takich osiągnięć techniki jak urządzenia wspomagające walkę z chorobą na poziomie estetycznym i wizualnym.

Agnieszka, Bogusia i Ewelina – trzy krótkie historyjki ze wspólnym mianownikiem wyglądu w chorobie. Każda z nich inaczej przez chorobę przeszła, ale każda zwyciężyła, nie potrzebowały grup wsparcia, nie korzystały z porad psychologa, każda się podniosła i zawalczyła twierdząc, że jeśli same sobie nie pomogą, to nikt im nie pomoże.

Województwo świętokrzyskie zajmuje 13. miejsce w kraju pod względem zachorowań na nowotwory, powiat starachowicki plasuje się na niechlubnym podium w województwie. 1 marca odbyła się prezentacja lek. med. Małgorzaty Majeckiej, która nie pozostawia złudzeń – najwięcej zachorowań u kobiet odnotowywanych jest w przedziale wiekowym 30 – 40 lat oraz 55 – 65 lat. W latach 2015 – 2018 kartę DILO w samych Starachowicach wydano 1629 osobom, a w powiecie otrzymało ją 2589 osób.

To tylko suche liczby, liczby, nad którymi większość czytelników przejdzie do porządku dziennego, bo ich to nie dotyczy. Większość uzna, że nie będzie to ich dotyczyć wcale. Jednym, bowiem z najbardziej nieznanych słów w społeczeństwie jest PROFILAKTYKA. Ta, która ratuje życie i może zmniejszyć liczbę zachorowań, śmierci…

Agnieszka, z którą rozmawiam, u ginekologa nie była prawie 10 lat, ta 40 – letnia kobieta nosiła niemal ciążowy brzuch i uważała, że… przytyła. A wystarczyłyby regularne wizyty w gabinecie ginekologicznym, by wykryć i wyleczyć/wyciąć guz na etapie początkowym. Przed każdą kobietą na każdym etapie życia stoi dużo wyzwań. Są to wyzwania narzucone przez życie i te, które wyznaczamy sobie same. W codziennej gonitwie, realizując siebie w sferze zawodowej i prywatnej, budujemy kariery, rodziny, spełniamy marzenia. Tworzymy nowe życie, wychowujemy dzieci, wnuki, cieszymy się i wzruszamy. Odnosimy sukcesy i znamy smak porażki. Każdego dnia staczamy małe i wielkie bitwy o siebie, szczęście czy lepszy byt. W tym biegu przez życie czasem nawet nie zauważamy, że już brakuje nam tchu, bo wciąż jest wiele życiowych punktów do zrealizowania. W tym ciągłym biegu bardzo łatwo jest przegapić siebie, własne potrzeby, marzenia, a nawet zdrowie. I niestety bardzo często to robimy. Zawsze jest coś ważniejszego, mąż, rodzice, praca….

My, kobiety, mamy niezwykłą umiejętność dbania o innych. Zawsze jest ktoś lub coś, czym musimy się bezzwłocznie zająć, zaopiekować i tym samym spychamy siebie na dalszy plan. Dlatego czytając ten tekst zastanówmy się, czy jesteśmy dla siebie dobre i co właściwe to oznacza  Zbyt często także w kobiecym słowniku pojawia się słowo – później. Później pojadę na wakacje, później znajdę czas na lekarza. Ciągle jest później, tylko czy nasze plany znajdują w końcu swój finał? Od dziecka jesteśmy uczone, aby być skromnym, ustępować, troszczyć i pomagać innym i nagle się okazuje, że w różnych przestrzeniach życiowych nie potrafimy postawić granic, nie mówimy „Nie”. Przez to często czujemy się zmęczone, a czasem nawet wykorzystane. Czekanie, aż inni się domyślą, jakie są nasze potrzeby nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo… możemy się nie doczekać.

Rozmawiając z tymi kobietami, które poświęciły mi kilka chwil ze swojego życia chciałabym, żeby do każdego czytającego ten tekst dotarła informacja, że w życiu wszystko jest ważne, a chcąc zadbać o zdrowie nie należy pomijać żadnego z jego elementów. To co jesz, z kim się spotykasz, jaki masz nastrój, ile i jak odpoczywasz, jak radzisz sobie ze stresem, czy uprawiasz sport, stosujesz się do zaleceń profilaktyki przeciwnowotworowej, a także czy wykonujesz badania przesiewowe…wszystko ma znaczenie.

Nie wiem ilu mężczyzn doczytało ten tekst do końca, nie wiem nawet czy którykolwiek tekst czytać zaczął, ale jeśli jest Was Panowie jakaś garstka, to przecież jesteście ojcami, braćmi, partnerami, mężami, synami. Macie wokół siebie przynajmniej jedną bliską kobietę, zabieganą, zaganianą, nie uważającą na swoje zdrowie… Idźcie z mamą, siostrą czy żoną do lekarza na cytologię czy mammografię. Zadbajcie o ten piękny Kwiat Kobiecości, który macie w domu choćby po to, by chustki, czapki czy peruki zakładały z chęci a nie z przymusu.

A prezent, który Kobiety mogą sprawić same sobie to przede wszystkim dbałość o własne potrzeby, to niezgoda na to, aby z siebie rezygnować – bo od tego zaczyna się zdrowie.

Poradnia Onkologiczna w Starachowicach realizuje badania profilaktyczne, diagnostykę zmian podejrzanych o charakter nowotworowy,  badania kontrolne po zakończonym leczeniu onkologicznym: systemowym: chemioterapia (CHT), hormonoterapia (HTH) i miejscowym: zabiegach operacyjnych i radioterapii (RTH). Jeśli Powiatowemu Zakładowi Opieki Zdrowotnej w Starachowicach uda się zebrać środki na zakup systemu PAXMAN – urządzenia, które pomaga zachować włosy, to starachowicka onkologia będzie jedynym takim miejscem w województwie świętokrzyskim, które w tym zakresie zadba o pacjenta onkologicznego.

A. Marciniak

 

O tym jak ważna jest profilaktyka na corocznych marszach przekonują starachowickie amazonki

Onkolog Małgorzata Majecka mówiła o nieubłaganych statystykach zachorowań na nowotwory