Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 11 marca 2019

Na innych łamach

 

                 „Newsweek” nr 8

 Zanim ktoś zdąży zdemaskować pierwsze kłamstwo, już trzeba wprowadzić do obiegu drugie, na które wszyscy się rzucą, a potem kolejne. I tak dochodzi się do władzy – mówi Dariuszowi Ćwiklakowi  w wywiadzie „Bądź czujny, wróg manipuluje”, pisarz i były oficer Agencji Wywiadu, Vincent V. Severski.

Przekonuje, że demokratyczne społeczeństwa są mało odporne. Rosjanie mogą nas infekować fejkami, a my ich nimi nie zarazimy. Jedną z najpiękniejszych zagrywek Rosjan w Polsce jest nakręcanie kultu żołnierzy wyklętych. Nie ma lepszej sprawy, która służyłaby ich interesom. „Przede wszystkim kreuje podział historyczny w społeczeństwie na wiele lat. Przecież to jest kult wojny domowej, kult wroga wewnętrznego, Polak przeciwko Polakowi. Na dodatek osłabia się w ten sposób kult Armii Krajowej, nurt porozumienia narodowego.” Pisarz sądzi, że kiedy w Smoleńsku rozbił się polski samolot z prezydentem RP, na pewno padło polecenie, żeby wymyślono, co z tego mogą mieć dla siebie Rosjanie. Minęło kilka miesięcy i … Polska pękła na pół. Na dezinformację podatne są zwłaszcza środowiska narodowe i prawicowe. Lewica Rosjan raczej nie interesowała, bo była zorientowana prozachodnio. Udała się manipulacja imigrantami. Rosyjskie służby pogłębiły też konflikt z nacjonalistami ukraińskimi. Antyszczepionkowcy z kolei są motywem uniwersalnym. W każdym kraju można go zastosować. Podkopywać wiarę ludzi w naukowe autorytety. „Supercennych informacji wywiadowczych Rosja szuka za oceanem, ale Polska odgrywa kolosalną rolę jako rozsadnik pewnych zjawisk, który ma przybliżyć upragniony cel Putina, czyli rozbicie Unii Europejskiej. Najpierw wykonano eksperyment z wprowadzeniem władzy autorytarnej na Węgrzech i próbami rozbicia UE. Skoro okazało się, że to działa, to teraz prowadzi się eksperymenty na dużym organizmie, czyli u nas.”

 

                            „Gość Niedzielny” nr 6

 O tym, czego możemy się nauczyć od Węgrów, Andrzej Grajewski dowiedział się, rozmawiając w wywiadzie „Zrozumieć bratanków”, od dr hab. Macieja Szymanowskiego.

Dyrektor Instytutu Współpracy Polsko – Węgierskiej im. Wacława Felczaka zachęca dziennikarza i czytelników do zapoznania się z serwisami informacyjnymi węgierskiej telewizji publicznej. „Jej zagraniczny serwis jest tworzony głównie dzięki korespondentom, którymi są Węgrzy mieszkający na całym świecie. /…/ W ten sposób Węgrzy oglądają świat własnymi oczami, a nie poprzez serwisy zagranicznych agencji informacyjnych, jak to często zdarza się w Polsce. To ważny element suwerenności informacyjnej Węgrów, którzy w tym zakresie zdecydowanie nas wyprzedzają. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, abyśmy wykorzystywali w podobny sposób polską diasporę na całym świecie”- przekonuje M. Szymanowski. O ile przyczynkiem do budowy narodowych mediów jest na Węgrzech konsorcjum, o tyle u nas wciąż pozostajemy w sferze zapowiedzi. W demokracjach europejskich istnieją trzy modele polityki państwa wobec mediów. Niemiecki, oparty na silnej ochronie własnego rynku. Skandynawski, gdzie media grupują się w holdingi. I … polski – czyli media pozostawione same sobie. Żadna z polskich stacji telewizyjnych nie ma korespondenta w Budapeszcie, Pradze czy Bratysławie. Ma ich przynajmniej Polska Agencja Prasowa. A i tego jeszcze do niedawna też nie było. Tymczasem Węgrzy zawsze „maja świeże informacje oraz potrafią je skomentować w sposób istotny dla węgierskiego odbiorcy.”

 

            „Przegląd” nr 6

   Na „Pytanie tygodnia”, zadane przez Michała Sobczyka: „Jak uzdrowić polską politykę?”, odpowiedzieli…

prof. Andrzej Rychard, socjolog, PAN – „Polską politykę może zmienić to, że będzie ono /społeczeństwo – przyp. ewa/ coraz bardziej wyedukowane, coraz bardziej proeuropejskie – i mimo nierówności – zamożne, a także racjonalne i zsekularyzowane/…/. Samymi manipulacjami wewnątrz polityki, rozmaitymi apelami czy zaklęciami typu „likwidujmy mowę nienawiści” niczego nie zmienimy. Wierzę w moc czynników strukturalnych w polskim społeczeństwie, problem w tym, że one nie zadziałają z dnia na dzień”; dr Anna Materska – Sosnowska, politolożka, UJ – „Być może trzeba zacząć od uznania opozycji za równoprawnego partnera, a nie wroga. Pozwoliłoby to przywrócić odpowiednią rangę parlamentowi, tak aby pełnił funkcję prawdziwie ustawodawczą i kontrolną, a nie był maszynką do głosowania i miejscem, gdzie długość wypowiedzi jest ograniczona do 30 sekund. Drugim warunkiem jest przywrócenie kontroli parlamentu i odpowiednich służb nad władzą wykonawczą, trzecim zaś – szeroko rozumiana poprawa administracji publicznej i służby cywilnej. Ale chyba najważniejsza jest zmiana relacji państwo – obywatel. Jeżeli nie przywrócimy wzajemnego zaufania, komunikacji i umiejętności wypracowywania kompromisu, wszystko do końca nam się rozpadnie”; dr hab. Jarosław Lis, socjolog UJ – „Po pierwsze, trzeba zmienić sposób wybierania władz partii politycznych. Wszystkie one stosują bowiem tę samą głupią metodę tzw. głosowanie blokowe, niszczące wewnętrzną demokrację. Po drugie, należałoby zmienić system wyborczy do Sejmu – na taki, w którym kandydaci nie będą rywalizować przede wszystkim z kolegami z własnego ugrupowania”.

 

                 „Tygodnik Powszechny” nr 2

 Kiedy nie mogę pomóc wszystkim, pomagam jednemu z wielu potrzebujących, nikogo przez to nie krzywdzę – to dewiza siostry Barbary Chyrowicz, etyczki, z którą w wywiadzie „Kogoś trzeba wybrać” rozmawiał Maciej Muller.

Prośby o wsparcie leczenia nieustannie pojawiają się w mediach i w sieci. Zazwyczaj spotykają się z pozytywnym odzewem. „Uczestnicząc w takich zbiórkach, dajemy wyraz naszej solidarności, mamy okazję do zrobienia czegoś dobrego. Niewiele nas to kosztuje – wysyłając jednego esemesa lub przelewając niewielką kwotę na podane konto nie odczujemy specjalnego odpływu gotówki – jeśli będzie nas wiele, uratujemy czyjeś zdrowie lub życie.” Wrażliwość na potrzeby innych jest miernikiem naszego człowieczeństwa. Ignorowanie zaś potrzeb drugich – niekwestionowaną winą. Tyle że darczyńcy mają prawo domagać się gwarancji tego, że ich pieniądze są dobrze wykorzystywane. I tu pojawia się pewien konflikt interesów. Fundacje bowiem zatrzymują kilka procent zbieranych kwot. Im więcej zbiórek, tym więcej prowizji. Problemem bywa i to, że ludzie nawet najbardziej zbożną działalność potrafią wykorzystać dla własnych interesów. Jeśli niewielki ułamek jest przekazywany na cele organizacyjne, należy na to patrzeć ze zrozumieniem. Gorzej, gdy organizacja zaczyna bogacić się na zbiórkach. Inna rzecz, że fundacjom środki na prowadzenie działalności są potrzebne. I tu pojawia się pytanie. Czy państwo, którego nie stać na zapewnienie opieki wszystkim potrzebującym, nie powinno wspomagać organizacji, by mogły działać non – profit? Pewnie, że boli, kiedy pieniądze trafiają do hochsztaplerów. Oszuści są odrażający, bo żerują na nieszczęściu jednych i wrażliwości drugich. Oszukani mogą być mniej skorzy później do pomocy. Lepiej jednak zgrzeszyć naiwnością niż brakiem ofiarności. „Lepiej żeby cię dziewięciu oszukało, niż gdybyś miał nie dać jednemu, który naprawdę jest w potrzebie” – przekonuje siostra B. Chyrowicz.

 

        „Nie” nr 6

 Budowa przekopu przez Mierzeję Wiślaną przyniesie nieodwracalne straty przyrodnicze – alarmuje Przemysław Miller w tekście „Tylko śledzi żal”.

Przeciwnikami inwestycji są przede wszystkim samorządowcy z Krynicy Morskiej, ale również naukowcy. Przekonują, że inwestycja nigdy się nie zwróci. Teoretycznie umożliwi wpływanie do portu w Elblągu jednostkom morskim o określonych gabarytach. Żeby tak się stało, wycinką objęto pas drzew o długości 900 metrów i szerokości 400 metrów. Koszt przedsięwzięcia już sięga 880 mln zł. Ile naprawdę to będzie, nikt nie wie. Skala wydatków na budowę przekopu to jedynie ułamek kosztów, które przyjdzie ponieść. Bezpowrotnie przestanie istnieć Park Krajobrazowy „Mierzeja Wiślana”. Wiele cennych i chronionych siedlisk przyrodniczych zostanie na zawsze utraconych. Ta lokalna inwestycja uderzy też w lokalne rybołówstwo. „Kanał wywoła fatalny wpływ na cały tutejszy ekosystem, bo spowoduje nieustanną potrzebę pogłębiania toru wodnego na Zalewie Wiślanym. Pociągnie za sobą wymordowanie m.in. sandacza i śledzia. /…/ Rybołówstwo na zalewie upadnie, a ludzie stracą jedyne źródło dochodu.” Nie przeżyją ponadto łosie, rysie i wilki. To również wyrok śmierci dla tutejszych kurortów. „Mieszkańcy mierzei mają uzasadnione obawy, że kanał poważnie utrudni im komunikację. Latem na drogach będą tworzyły się gigantyczne korki, które trwale zniechęcą urlopowiczów do przyjazdu na Mierzeję Wiślaną /…/” – to zaledwie garść problemów, które podnoszą samorządowcy z Krynicy Morskiej.

 

         „Polityka” nr 8

   Nasze twarze, to też dane – przestrzega Aleksandra Żelazińska w „Twarzach danych sieci”. I dodaje, że przed wrzuceniem do Internetu kolejnego selfie warto sobie uzmysłowić, co z naszego zdjęcia mogą wyczytać nowe technologie.

Twarz człowieka, tak jak linie papilarne, jest unikatowa. To podstawowe dane umożliwiające jednoznaczną identyfikację. „Z twarzy da się wyczytać bardzo dużo: poza ustaleniem tożsamości /…/, można odgadnąć samopoczucie, ustalić ogólny stan zdrowia albo oszacować wiek./…/ Tworzone z pomocą sieci neuronowych algorytmy /…/ uczą się wzorców z dużą dokładnością. Sami im w tym pomagamy, bo tworzymy w sieci swój biometryczny profil, np. publikując zdjęcia łudząco do siebie podobne – a taka jest natura selfie.” Dziś zdjęcie w sieci jest naszym identyfikatorem, wirtualnym dowodem tożsamości. Na podstawie opublikowanych fotografii i filmów portal rozpozna użytkowników w materiałach innych osób. Zarazem zdefiniuje, z kim i gdzie spędza się czas. W amerykańskich kościołach z pomocą takich technologii liczy się wiernych, a np. w Chinach wyłapuje pasażerów jadących na gapę. Coraz częściej na świecie pomagają one ująć przestępców albo tropić terrorystów.  Zamieszczając swoje zdjęcie w sieci, każdy zatem wystawia się na pokaz. W minutę powstaje obecnie więcej zdjęć niż w sumie wykonano 150 lat temu! Szacuje się, że rocznie do sieci trafia ich ok. 700 mld. Tylko na Instagrama ok. 100 mln każdego dnia. Przeciętny rodzic publikuje 1300 fotografii swojego dziecka, zanim skończy ono 13 lat. Sieciowa fototeka to kopalnia wiedzy dla reklamodawców. Ale i cenne informacje dla pracodawców. „Na Uniwersytecie Stanforda przeprowadzono badanie, w którym algorytm wypadł lepiej niż człowiek – na podstawie fotografii prawidłowo wskazał orientację seksualną w 81 proc. przypadków (ludziom udało się w 61 proc.). Eksperci obawiają się, że gdyby technologię wykorzystać w krajach, gdzie homoseksualizm podlega penalizacji, to skutki byłyby opłakane.” Amazon już teraz wyłapuje znaki szczególne, przypisuje cechy i emocje. „Rozmieszczenie oczu, nosa i ust podaje z dokładnością  niemal geograficzną, obiecując 90 – proc. skuteczność identyfikacji przedmiotu, budynku czy osoby. Jeden z polskich blogerów sprawdził to narzędzie na sobie i rzeczywiście algorytmy odszukały go na zdjęciu, mimo że stał w tłumie i połowę twarzy miał zakrytą.” Czy zatem twarz to jeszcze nasza własność prywatna? – pyta autorka.

wybrała /ewa/