Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 11 marca 2019

Wyraziste gadżety

Mimochodem


30 lat po triumfie polskiej solidarności, solidarności w polskim narodzie jak na lekarstwo. Niegdysiejsze szczyty są tak mocno skonfliktowane, że aż iskrzy. Nawet, a może przede wszystkim, kością niezgody jest Nobel. Tyle że jakkolwiek patrzeć, ze wszystkich zdjęć z tamtych czasów spogląda na przyszłe pokolenia jedna postać z charakterystycznym wielkim długopisem.

 

Może gdyby nie ten pisak, łatwiej byłoby zmienić legendę o zwycięstwie 10 milionów ludzi. I zamienić jedną fizis na drugą. Tyle że akurat ten maxidługopis pasuje wyłącznie do tej jednej postaci. Żadnemu ekspertowi zwycięskiego przed trzema dekadami ruchu nie można by go wcisnąć. Choćby i z zasługami. Zgrzyt byłby niemiłosierny.

Razem z postacią można wygumkować również długopis. Ale z pamięci ludzi, rówieśników ówczesnych pierwszoplanowych bohaterów Solidarności, obrazów tamtych czasów usunąć nie sposób. A że świadkowie żyć mogą jeszcze pół wieku, więc historia ma szanse przetrwać w nienaruszonej wersji. Tak jak i jej główny aktor. Z osobliwym gadżetem, który utrwaliły media. To dlatego bohater, przypomniany zresztą ostatnio przez przedstawiciela USA (!) obecnego na kontrowersyjnym szczycie w Warszawie, jawi się jeden.

Rekwizyty – jak widać – mają spore znaczenie. Po fajce rozpoznaje się i wielkiego polityka, i słynnego powieściowego detektywa. Tyle że pierwowzór późniejszych kryminologów ma jeszcze charakterystyczny kaszkiet, no i skrzypce. Nie bez kozery nakrycie głowy innego polityka określa się mianem zbliżonym do jego nazwiska… Z tego wniosek, że chcąc zostać dobrze zapamiętanym, nie warto lekceważyć drobiazgów. Q.e.a.d., jakby powiedział starachowicki licealny matematyk, nieodżałowanej pamięci profesor Jan Gmytrasiewicz. Bo dziś ten ogromny długopis albo łączy, albo dzieli polskie społeczeństwo. Zależy, jak na to patrzeć.

Różnice temperamentów dały się zauważyć w zjednoczonej solidarnościowym zrywem społeczności już na samym początku. To z nich wziął się ten mur wzniesiony na samej górze. Gra na ludzkich emocjach sprawiła, że nie wszyscy polubili te same nuty. Fani się rozproszyli. Trudno znaleźć takich, którzy kochają i muzykę klasyczną, i disco polo. Po drodze jest jeszcze folklor, jazz, blues. A może jednak tacy są?

Starachowice również mają swoich solidarnościowych bohaterów. Czy równie wyrazistych jak krajowi? Na pewno bez gadżetów. Bo po gadżetach ich nie rozpoznaję. Po twarzach. I nazwiskach. Wtedy bardzo głośnych. Niby działali wspólnie, ale czy to też nie było chwilowe? Czy ich drogi się nie rozeszły?

Prawie wszyscy ówcześni starachowiccy pierwszoplanowi działacze są w wieku emerytalnym. Nie słychać o głośnych konfliktach między nimi. Ale już nie sądzę, by sprzyjali tym samym opcjom politycznym, tak samo jak to się dzieje na centralnej scenie politycznej. I oni dali się ponieść owej grze na emocjach.

Okrągłego Stołu w Starachowicach, jako takiego, nie było, ale minirekonstrukcja wydarzeń sprzed 30 lat byłaby nie od rzeczy. Czy zasiedliby obok siebie w domu kultury nasi bohaterowie? Ale z obu stron. Bo przecież nieustannie rozmawiali ze sobą w kwestiach pracowniczych, fabrycznych, miejskich. Dokumentowała to w jakiejś mierze fabryczna gazeta „Budujemy samochody”. Przemianowana następnie w „Aktualności Starachowickie”. Z pewnością z niemałą dozą subiektywizmu, gdyż była organem ówcześnie rządzących. Z przewagą niesolidarnościowców, przynajmniej w kwestiach ekonomicznych.

Taka publiczna konfrontacja przydałaby się również z tego względu, że wiele osób kreuje się na twarze tamtych czasów. Tymczasem widać inne. Nie chciałabym, żeby za nimi kryli się przebierańcy. A że gadżetów nie mieli, trudno się rozeznać.

Okrągła rocznica sprzyja przypominaniu historii. Niesfałszowanej. Bez podtekstów. Bo że potem trochę się to pomieszało, to już inna opowieść. W każdym razie starachowiccy działacze solidarnościowi nie ciągną miejscowych ugrupowań politycznych. Przyszli młodzi, stawiający bardziej na ruchy obywatelskie aniżeli partie. Bo z ugrupowań samorządowych biorą się współcześni nasi włodarze. Jeśli chcą zostać zapamiętani, niech nie lekceważą gadżetów. Nie zawsze pomnikiem są idee.

 

/ewa/