Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 15 kwietnia 2019

Zwycięstwo karnawału nad postem

Mimochodem

Tłusty czwartek i ostatki nie wyczerpały formuły zabawy. Popielec był tylko przerywnikiem. Karnawał wrócił pod postacią świętowania, jak nie dnia kobiet czy mężczyzn (odpowiednio 8 i 10 marca), to popularnych imienin.

Spotkanie pracownic jednej ze starachowickich firm z okazji babskiego święta odbywało się w miejscowym lokalu, od niedawna proponującym dancingi. Tańce w poście? Nie były obowiązkowe. Zresztą parkiet znajdował się poza salą bankietową. No i klientami restauracji byli też inni biesiadnicy. Skończyło się jednak na tym, że nawet panie najbardziej kręcące nosem na muzykę dochodzącą z oddali, poszły w tan. Co przy zaserwowanym menu było nawet wskazane. W sobotę nie pożałowano mięsiwa i słodkości, toteż niewinna z pozoru 8 – marcowa kolacja podpadła pod wykroczenie przeciwko czwartemu przykazaniu kościelnemu „w czasie Wielkiego Postu zabaw hucznych nie urządzać”. Tyle że mało kto bierze je sobie dziś do serca. Lepiej ma się imprezowanie. A sprzyjają mu zazwyczaj imieniny, w tym roku kolejno Bożeny, Krystyny, Józefa, Grażyny, Ryszarda. To te bardziej popularne. Bo są i Matyldy, i Ludwiki, które akurat po drodze mamy w koleżeńsko – przyjacielskim gronie. I jak tu powściągnąć apetyty? Jakiekolwiek umiarkowanie w jedzeniu i piciu nie wchodzi w grę.

Jak karnawał to karnawał. Nie odżegnałam się zatem i ja w tym roku od uroczystych kolacji, czemu sprzyjały całkiem racjonalne intencje. Zawsze mogą być czyjeś urodziny albo rocznica ślubu itd. Non stop zatem uginające się od potraw stoły. Żadnych ograniczeń, co dokładnie widać w spożywczakach przed weekendami, na dodatek z wolną od handlu niedzielą. Tłumy ludzi i wypełnione pod wierzch sklepowe wózki. Nic dziwnego, że symbolem współczesnej cywilizacji zaczyna być… nadwaga. To dlatego przedwielkanocny post rzeczywiście przydałby się niejednej i niejednemu.

Kiedy już minął cukierniczy szał po 8 marca – trzy tortowe ciastka, które pochłonęłam na imprezie w SSM, to szczyt braku opamiętania! – spodziewałam się chwili oddechu. Koniec z wafelkami nadzianymi słonym karmelem i podjadaniem słodkości, typu drożdżówki z posypką, których spożywanie usprawiedliwia przerwa śniadaniowa lub wyskok na kawę. I wtedy zapukała do drzwi ulubiona sąsiadka seniorki rodu. Przyniosła ni mniej ni więcej tylko drożdżowe rogaliki prosto z piekarnika, przed upieczeniem których nie mogła się oprzeć. A że kucharką jest zawołaną, więc wypiek okazał się doskonały. Tylko co z postanowieniem o umartwianiu? Widocznie łaska postu nie jest mi dana.

Do ekstremalnych wyrzeczeń nie namawia nawet Kościół kat. Ale jakieś wyrzeczenia przydałyby się wszystkim. Choćby jako zadośćuczynienie za przewiny, od których chyba nikt nie jest wolny. Najlepiej wiedzą o tym mieniący się katolikami. Tyle że i oni zamiast przedwielkanocnej diety wybierają raczej siłownię – wypocenie na fitnessie zbędnych kalorii.

Wielkanoc, ze względu na porę, w której przypada, to także pierwszy krok do wakacji. Mniej ubrań, więcej odkrytego ciała. Wypada zaprezentować zręczną sylwetkę. Ale nie umartwiając się przed Wielkanocą – bardziej gimnastykując. Bo dziś droga do Wielkiej Nocy nie wiedzie już przez symboliczny krzyż. Mimo że publiczny przekaz wciąż stara się narzucać taką narrację, post ewidentnie przegrywa z karnawałem. Wbrew pozorom, rozpasanie jest spore. W tym kontekście nawet zawołanie, że do władzy nie idzie się po pieniądze, nie pobrzmiewa przekonująco. Trąci szyderstwem w nieprzerwanym karnawałowym tańcu.

/ewa/