16.1 C
Starachowice
sobota, 11/07/2020
Strona główna Aktualności "Brody kroczą dobrą drogą..."

„Brody kroczą dobrą drogą…”

Na ten wywiad próbowałam umówić się zaraz po wyborach samorządowych, gdy po raz drugi udało się zasiąść na fotelu wójta. W grudniu nie było możliwości, bo sesja, bo budżet, bo komisje, bo święta i opłatkowe spotkania z mieszkańcami. W nowym roku, to samo plus krótki urlop. Aż nadszedł maj. W międzyczasie znalazła się w dziesiątce najlepszych wójtów Polski, jako jedyna kobieta, co podkreśla na każdym kroku, a Gmina Brody zdobyła Laur Świętokrzyski. Spotykamy się w gabinecie. Mimo nawału pracy, uśmiech nie schodzi jej z ust. Mówi, że rodzina i mieszkańcy dodają jej sił. Zapraszam na wywiad z wójtem gminy Brody, Marzeną Bernat.

– Pani wójt, jak to się stało, że te kilka lat wstecz zdecydowała pani, że będzie się ubiegała o fotel wójta gminy Brody? 

– W 2014 roku kandydowałam na wójta i jednocześnie na radną z sołectwa Adamów. Jednak już cztery lata wcześniej ubiegałam się o mandat radnej. Wtedy się nie udało, a następne cztery lata to był okres mobilizacji i zdobywania doświadczenia. Pamiętam, to był marzec 2014 roku, wtedy podjęłam decyzję o tym, że zawalczę i o mandat radnej sołectwa Adamów, ale przede wszystkim o fotel wójta.

– Ale ktoś namawiał panią? Ja rozumiem kandydować na radną, ale ubiegać się o fotel wójta, to jednak trzeba mieć wsparcie, nie tyle bliskich, co choćby minimalnego elektoratu.

– To było przekonanie, że się uda (ze śmiechem – przyp. red.). Najbliższe osoby, mąż i mój tata, zaakceptowały mój pomysł, wiedziały o moich planach i rzeczywiście mnie popierały i wspierały. Ale szerszej grupie o zamyśle nie wspominałam.

– To była ambicja, że czas na zmiany i to duże w sferze zawodowej? Czy złość, że nic się w gminie nie dzieje?

– W pewnym sensie i to, i to. Widziałam niesamowitą stagnację inwestycyjną w gminie i dlatego miałam wewnętrzne przekonanie, że mogę dużo od siebie dać i dużo dla gminy zrobić. Czułam się na siłach, by zawalczyć o tak ważne stanowisko, jakim jest wójt.

– Trudna była ta pierwsza kampania? 

– Bardzo trudna. Myślę, że to było zetknięcie świeżości ze stereotypami. Uważam też, że społeczeństwo chciało zmiany na fotelu włodarza. Postawiłam na politykę polegającą na spotkaniach z mieszkańcami. I to nie na zorganizowanych spotkaniach, tylko poprzez wyjście do ludzi w teren. Chodziłam po sołectwach, rozmawiałam z wyborcami i oni uwierzyli w moją osobę, dali mi szansę. Tak weszłam do drugiej tury, gdzie zmierzyłam się z byłym wójtem i wygrałam.

– Zobaczyła pani wynik drugiej tury wyborów i pomyślała sobie: „co ja zrobiłam”? 

– Nie, nie było czegoś takiego. Nie było przerażenia, było przekonanie, że muszę brać się ostro do pracy, że czekają na mnie ogromne wyzwania. Cieszyło mnie to.

– A tu, w urzędzie? Czuła pani na sobie spojrzenia, odczuwała negatywne emocje?

– Byłam przygotowana na nieprzychylne spojrzenia współpracowników byłego wójta, wiedziałam że nie są moimi zwolennikami. Trzeba też pamiętać, że w ubiegłej kadencji wprowadziłam do Rady Gminy tylko jednego swojego radnego a 14 miałam w opozycji. Z głową podniesioną poszłam na sesję inauguracyjną. Ogromnym dla mnie wsparciem był Jan Grudniewski, generał drużyn strzeleckich, który pomagał mi w kampanii oraz chciał zmian i wspierał mnie w działaniach. Społeczeństwo mnie wybrało, zaufało i nie było odwrotu. Mieszkańcy chcieli zmian, wybrali mnie i nie mogłam ich zawieść.

– Jakie były plany na te pierwsze cztery lata urzędowania? Co było priorytetem?

– Pierwsze co musiałam zrobić, to stworzyć zespół kadrowy, który nie będzie bał się pracy, będzie wsparciem dla wójta. Zespół fachowców, który będzie chciał coś dać z siebie i od siebie. Który będzie umiał pozyskać, jak najwięcej środków zewnętrznych pozwalających przeprowadzić inwestycje. I udało się tu, w gminie Brody stworzyć taki zespół i dziękuję tym ludziom, że przyszli do urzędu i ze mną zostali.

– Wtedy miała pani swojego jednego radnego, 14 było w opozycji. Wiadomo, że uchwały przedstawiane na sesjach potrzebują przegłosowania. Jak udało się pani przekonywać kolejnych radnych do swoich pomysłów?

– Z kim uważałam, że można dojść do porozumienia, z tym rozmawiałam i często ze skutkiem pozytywnym. Natomiast wielu radnych nie chciało rozmawiać, ale na siłę ich nie przekonywałam, nie próbowałam przeciągnąć na swoją stronę. Doszłam do wniosku, że będę szła w kierunku pokazania i uświadomienia radnym, że jestem osobą na właściwym miejscu, że przekonam ich tylko swoją pracą. Suma summarum, ci radni, którzy mieli przejrzeć na oczy, przejrzeli, widzieli zmiany i sami zaczęli mnie popierać. Ale byli też tacy, którzy nie chcieli przejrzeć i nie widzieli tego, ile dobrego się dzieje.

– Pani wójt, z tych inwestycji, które udało się przeprowadzić, co było szczególnie priorytetowe?

– Wszystkie plany, wszystkie potrzeby były równie ważne. A było ich bardzo dużo. Nie odpuszczałam niczego. Wiedzieliśmy, że sołectwo Lubienia potrzebuje kanalizacji i od samego początku prowadziliśmy tę sprawę starając się o pozyskanie środków zewnętrznych. Idąc dalej, cała inwestycja w sieć kanalizacyjną w Lubieni, Henryku i Podlesiu powiązana jest z modernizacją oczyszczalni w Krynkach. Wiedzieliśmy, że mieszkańcy 20 lat czekali na to i że to jest priorytet, bo w XXI wieku trudno żyć bez kanalizacji. Było trudno, stawiano nam kłody pod nogi zaskarżając pozwolenia na budowę, ale udało nam się. Uzyskaliśmy dofinansowanie, pozwolenia i ruszyliśmy z inwestycją opiewającą na ponad 20 milionów złotych.

– W gminie Brody ruszyły również remonty dróg i mostów.

– Tak, to prawda. Rocznie było realizowanych 12 remontów dróg gminnych i powiatowych, gdzie przypomnę gmina partycypuje w kosztach. To, że włodarz wywalczy w Powiecie inwestycję powiatową na terenie gminy, to jest sukces, bo nie bywa łatwo. Wtedy były osoby, które pomogły i wsparły moje działania, jak na przykład obecna pani wojewoda, wówczas wicestarosta, Agata Wojtyszek. Pomogli oni wprowadzić do budżetu drogę Brody – Krynki, której koszt opiewał na kwotę 12 mln zł. Łącznie udało się wyremontować około 17 km dróg, gdzie gmina Brody miała wkład finansowy.

– Pamiętam materiały informacyjne, które były przysyłane przez biuro promocji do Gazety. Dużo z nich dotyczyło oświaty i inwestycji około oświatowych. 

– To są ogromne pieniądze, które zostały przeznaczone na dofinansowanie szkół, to są pieniądze pozyskane z zewnątrz. Zarówno przy poprzednich wspominanych działaniach, tak i tu należy podkreślić ogrom pracy urzędników pracujących w brodzkim urzędzie. W przypadku szkół to działania pani dyrektor Centrum Usług Wspólnych i dyrektorów placówek oświatowych. Bez nich tego sukcesu by nie było. Walczyliśmy o wszystkie możliwe dofinansowania, m.in. na obiekty sportowe, sprzęt komputerowy, tablice interaktywne i inne. Powstały również dwa punkty opieki dziennej z dofinansowaniem rządowym, gdzie otoczyliśmy opieką dzieci od 1 roku do 3 lat. Powstały przedszkola i punkty przedszkolne. Było ogromne zapotrzebowanie na tego typu miejsca.

– Gmina Brody ma swoje perełki turystyczne: zalew, skałki, rezerwaty. Czy stawiacie również na rozwój turystyki?

– Oczywiście, że tak. To jest to jeden z celów wójta gminy Brody, Marzeny Bernat! Żeby ludzie zauważyli potencjał tej wspaniałej, pięknie położonej, z pięknym zalewem, ze świetnymi połączeniami komunikacyjnymi gminy. Pierwszym krokiem było zadbanie o zalew, co nie było łatwym procesem. By ruszyć z pracami trzeba było podpisać umowę użyczenia z RZGE, obecnie Wodami Polskimi. Jak już umowa była, pierwszy raz w życiu można było skosić trawy wokół zbiornika czy zamontować większą ilość koszy oraz ruszyć z innymi zmianami.

– Bywa pani na prawie wszystkich uroczystościach gminnych, od tych związanych z dziećmi i młodzieżą, poprzez seniorów, po uroczystości państwowe i kościelne. Czy przepisem na sukces, a jednocześnie priorytetem pani działalności jest bliskość z mieszkańcami?

– Chcąc dobrze zarządzać gminą, wspólnotą, trzeba mieszkańców słuchać. A żeby słuchać, to trzeba do nich wychodzić i być blisko ich radości i smutków. To jest podstawa działalności publicznej. Skąd możemy wiedzieć, jak pomóc ludziom, co dla nich zrobić, jak nie jesteśmy z nimi blisko? Uwielbiam kontakt z ludźmi: od maluchów, poprzez młodzieży do osób starszych. To wspaniałe uczucie, jak jadę samochodem, a młodzież mnie wita serdecznie.

– Przyjmuje pani petentów u siebie w gabinecie?

– Oczywiście. W miesiącu jest to liczba około 40 – 50 osób. Na początku urzędowania było ich zdecydowanie więcej niż obecnie. Ale widać mieszkańcy mają coraz mniej problemów i pytań do wójta (ze śmiechem – przyp. red.). Najważniejsze jest to, żeby nie oszukiwać ludzi. By być dobrym włodarzem czy też liderem trzeba być dobrym człowiekiem. Tam, gdzie nie można pomóc, należy szukać wyjścia z trudnej sytuacji.

– Podsumowaniem pierwszej kadencji były wybory samorządowe w 2018 roku. Jest pani pierwszą kobietą w gminie Brody, której udało się ponownie objąć stanowisko wójta. A, żeby było mało, dokonała pani tego w pierwszej turze wyborów wprowadzając do Rady Gminy 14 radnych. Dostała pani ogromny kredyt zaufania na kolejne pięć lat. Jakie wyzwania stoją przed panią, przed radnymi, przed gminą Brody?

– Zaczęliśmy w 2018 roku 3 – letnią ogromną inwestycję, jaką jest budowa kanalizacji w Lubieni, o czym już wspominałam. 25 mln zł to ogromne pieniądze, które są też ogromnym obciążeniem dla budżetu gminy. Realizacja modernizacji oczyszczalni ścieków w Krynkach, a następnie modernizacja oczyszczalni ścieków w Stykowie – to wszystko przed nami. Kolejna rzecz to realizacja projektu „Rozwój potencjału endogenicznego poprzez wykorzystanie walorów turystycznych Zalewu Brodzkiego usytuowanego w Dolinie Kamiennej”. Pozyskaliśmy środki zewnętrzne, około 5 700 000 zł, na rozwój turystyki wokół zalewu brodzkiego, do tego dochodzi wkład własny. Ta inwestycja, za około 9 mln w większości będzie się odbywała od strony Rudy. Co to będzie? Ścianki wspinaczkowe, skateparki, place zabaw, park linowy, budowa campingu, parkingów, monitoring, szereg inwestycji. Nie robimy niczego na pół gwizdka, idziemy z wielkim rozmachem. Moim marzeniem jest, żeby nasza gmina była w pierwszej dziesiątce województwa świętokrzyskiego na 102 gminy. Musimy się również pochylić na budynkiem przy szkole w Krynkach, który niszczeje od 15 lat, a który miał być przeznaczony na basen. Chciałabym tam stworzyć basen z ośrodkiem rehabilitacyjnym, takie mini sanatorium. To poważna inwestycja i musimy pozyskać środki na ten cel. Marzy mi się też piękny dom kultury w gminie Brody, dla naszej utalentowanej młodzieży, ale i dla mieszkańców, gdzie zapraszalibyśmy gwiazdy, bo takiego miejsca u nas nie ma.

– Pani wójt, jak układa się współpraca z innymi samorządami i instytucjami? 

– Bardzo dobrze układa się współpraca ze Świętokrzyskim Urzędem Wojewódzkim, z panią wojewodą Agatą Wojtyszek. To osoba, która otwarta jest na współpracę z włodarzami, która na ile może, to pomaga. Tak samo jest ze wsparciem Urzędu Marszałkowskiego. Z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad przefantastyczna współpraca. W latach 2017 – 2019 wyremontowali nam wszystkie „krajówki”, poprowadzili chodniki, co było priorytetem. Na ile możemy, współpracujemy z innymi samorządami.

A jak się układa współpraca z gminą Starachowice?

– Czuję ogromny sentyment do Starachowic z racji przepracowanych tam lat, posiadania tam znajomych i rodziny. Jestem całym sercem i duszą za tym miastem. Mogłaby być trochę lepsza współpraca z samorządem, ale nie narzekam.

To skąd ta sprawa z udziałami PWiK?

– Od samego początku byłam przeciwna zbyciu tych udziałów, dlatego nie wyraziłam zgody na zbycie tych, które należą do gminy Brody. Natomiast każdy włodarz odpowiada za swoje udziały. Wydałam stosowne oświadczenie, w którym jasno wyraziłam swoje stanowisko i ono się nie zmieniło. Nie przeszkadzam nikomu w realizacji celów i inwestycji. Cieszy, gdy współpraca między włodarzami układa się świetnie, bo razem jesteśmy w stanie więcej zdziałać dla swoich gmin. Natomiast, w tym przypadku kieruję się dobrem mieszkańców mojej gminy, dobrem spółki i pracowników i uważam, że pomysł zbycia udziałów jest złym pomysłem. Zostały zaskarżone uchwały, bo moim zdaniem należy je przeanalizować.

* * *

Pora na gratulacje. Po pierwsze, jest pani jedyną kobietą w powiecie starachowickim, która rządzi gminą. Po drugie, dostała pani ogromny kredyt zaufania od wyborców podczas wyborów samorządowych. A po trzecie, znalazła się pani, jako jedyna kobieta w pierwszej dziesiątce najlepszych wójtów w Polsce. Ja wiem, że czasy się zmieniły, ale… Łatwo jest kobiecie na takim stanowisku? Zapytam wprost, rządzi pani twardą ręką?

– Nie mnie to oceniać (ze śmiechem – przyp. red.). Ja przede wszystkim, staram się być dobrym człowiekiem, staram się słuchać mieszkańców – wyborców.

– Ale gdzieś jest cały czas przeświadczenie, że kobieta jest słabsza…

– Nie! Absolutnie nie! Nie zgadzam się!

– To inaczej, tych mężczyzn tu, w gminie i urzędzie, trudno było przekonać do współpracy?

– Ja nie musiałam tego robić. Uwierzyli mi, uwierzyli we mnie. Zobaczyli co robię, jak pracuję, jak rozmawiam z ludźmi i zobaczyli, że dla mnie najważniejszym czynnikiem jest dobro mieszkańców i gminy. Owszem, włodarz musi kierować się czynnikiem ekonomicznym, ale dla mnie przede wszystkim najważniejszy jest czynnik społeczny, ludzki, szczęście moich mieszkańców. To podstawa. A wracając to pytania, czy jest łatwo? Ja nie narzekam, bo lubię to, co robię. Uwielbiam swoją pracę. I nie ukrywam tego, że mam też drugą pracę… W domu. Mam dużą rodzinę, mam trójkę dzieci (syn – 22 lata, córki – 16  i 14 lat),  i to jest moje szczęście. Rodzina jest najważniejsza, jako dom, jako oaza. Ale mam też drugą dużą rodzinę, bardzo ważną, czyli całą gminę. I staram się połączyć te dwie rodziny.

– Udaje się?

– Pani Aniu, mam ogromne wsparcie od mojej biologicznej rodziny. Jeżeli jest wsparcie od męża, dzieci, rodziców i najbliższej rodziny to musi się udać. Musieliśmy z mężem nastawić dzieci na zmianę sytuacji u nas w domu. Przeprowadziliśmy rozmowę o odpowiedzialności i wzajemnej pomocy. I się udaje. Dzięki ogromnemu wsparciu rodziny i dzięki temu, że jest w niej spokój. Bo jak nie ma spokoju, to przenosi się to na pracę.

                                                                * * *

– Żałowała pani kiedyś decyzji o starcie w wyborach?

– Nie, nigdy! Podjęłam decyzję, zdecydowałam się na zmiany i na taki ruch w swoim życiu. Dlatego nie ma czegoś takiego, jak żałowanie czy wycofywanie się. Należy iść do przodu, z dobrymi i mądrymi ludźmi.

– A rodzina kiedyś żałowała, że żona, że mama poszła w politykę? Zrezygnowała z pracy w urzędzie „od – do”, by iść do pracy, która pochłania czas i myśli?

–  Trzeba ich spytać. Ale z tego co wiem, są dumni z żony, matki, a rodzice z córki.

– Wakacje spędzacie razem?

– Oczywiście! Mamy kampera, jeździmy na Chorwację. Szybkie wypady nie wchodzą w grę, dlatego zawsze planuję konkretny urlop.

– Pani wójt, gmina Brody w marzeniach Marzeny Bernat to gmina, która jest..?

– Gminą przyjazną wszystkim. Dzieciom, młodzieży, seniorom, a także inwestorom. Gmina otwarta i radosna. Tak jak w codziennym życiu stawiam na dobrą atmosferę, tak chciałabym, żeby taka atmosfera była również tu. Uśmiechajmy się do siebie wzajemnie i wspierajmy się.

– A Brody były…

– (cisza – przyp. red.) Nie miały gospodarza…

– Mają?

– Niech ocenią inni…

– Dziękuję za rozmowę.

Anna Ząbecka

fot. UG Brody

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

Koronawirus: w starachowickim szpitalu przebywa 46 pacjentów

Ministerstwo Zdrowia w piątkowym (10 lipca) komunikacie potwierdziło 265 nowych przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Wojewódzką Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w...
0
Dodaj komentarzx
()
x