Strona główna / W numerze / Na innych łamach

Na innych łamach

                  „Polityka” nr 17/18

W ciągu ostatniego pół roku co czwarty zatrudniony zmienił pracę. Firmy podkupują ludzi, zwłaszcza do prostych zajęć. Rosną płace i nacisk pracodawców, aby wreszcie poluzować politykę imigracyjną. Niech będą nawet uchodźcy – powtarza za biznesem Joanna Solska w „Poszukiwanym, poszukiwanej”. Jednocześnie aż 79 proc. pracowników jest zadowolonych z wykonywanej pracy.

Tak dobrze nigdy nie było. Przy tym o polskim rynku pracy dobrze wypowiada się ponad połowa ankietowanych. To zachęca ludzi do poszukiwania wciąż nowych zajęć, z nadzieją na jeszcze lepsze warunki zatrudnienia. Najczęściej robią to pracownicy niewykwalifikowani. Popyt na nich jest największy. Tyle że Polacy taką pracą już gardzą. Ba, nie boją się odchodzić z pracy kasjerzy, sprzedawcy oraz pracownicy z bezpośredniej obsługi, gdzie ma się do czynienia bezpośrednio z klientami. Firmy natomiast szukają  średniej klasy menedżerskiej. A ta nie jest już tak mobilna. Dlatego w cenie są nawet absolwenci wyższych uczelni. Byle chcieli pracować. Na umowy o pracę na czas określony, niekoniecznie na tzw. śmieciówki. Ale młodzi wolą pracę na własny rachunek. Dziennie przybywa prawie 1000 mikrofirm. Trudne chwile przeżywają agencje pośrednictwa pracy. Nie dość że bazy są puste, to na celownik biorą nie potencjalnych pracowników, lecz pracodawców. Czy ci nie oszukają kandydata do pracy. Generalnie ludzi do pracy brakuje. Kierowców ciężarówek, spawaczy, operatorów ciągników siodłowych. W Warszawie codziennie jest do wzięcia do 900 ofert pracy. Bezrobotni się nimi nie interesują. Status bezrobotnego jest im potrzebny wyłącznie do prawa do bezpłatnego leczenia. W Polsce jest 140 tysięcy trwale wolnych miejsc pracy. Ta luka będzie coraz większa. Bo skrócił się wiek przechodzenia na emeryturę. Zarazem jednak 5 mln osób w wieku produkcyjnym nie pracuje! Rządzący nie dostrzegają problemu. Wiedząc, że w Niemczech brakuje 1,4 mln pracowników, w Czechach – 290 tys.  i że te kraje wybierają z polskiego rynku fachowców. My mnożymy bariery biurokratyczne emigrantom ekonomicznym. A potrzeba, by Ukraińcy i Białorusini zostali u nas na stałe. Władze żyją złudzeniem, że jak będzie brakowało ludzi do pracy, to wzrosną płace. Zapominają, że zagranica jest na wyciągnięcie ręki, gdzie polski pracownik świetnie się odnajduje.

 

          „Przegląd” nr 16

Tadeusz Bartoś, filozof, teolog i publicysta, 12 lat temu opuścił zakon dominikanów. Co się dzieje za klasztorną furtą – opowiada Rafałowi Pikucie w rozmowie „Uwiedzeni przez zakon”.

Zakony to zamknięte grupy o archaicznej strukturze władzy. Taki system społeczny istnieje współcześnie w tradycyjnym islamie. W zakonie wszystko wymaga zgody przełożonego. Posłuszeństwo jest naczelną zasadą. Myślenie krytyczne przychodzi z wiekiem. Tymczasem drzwi zakonu zatrzaskują się za młodymi i nim ci się zorientują, już są związani ślubami wieczystymi. Odejść im potem trudno. Struktury funkcjonowania katolickiego kleru mają wiele elementów psychomanipulacji charakterystycznych dla sekt. „Chrześcijaństwo to zorganizowana grupa, która pod płaszczykiem słów o miłości poniża ludzi, imputując im jakieś kosmiczne zło. Faktycznie są to akty nienawiści wobec ludzkiego życia. Nienawiść do siebie samego – to jeden z efektów  chrześcijańskiego „wkręcania” ludzi. Bez Boga, bez Kościoła człowiek jest gruntownie zepsuty, nic niewarty. /…/ Dzieci w Polsce pierwszą spowiedź odbywają przed 10. rokiem życia – dowiadują się wtedy, jakie są złe /…/. I to w okresie życia, kiedy nie umieją jeszcze kierować swoim postępowaniem /…/. Praktyka spowiedzi przed 14 – 15. rokiem życia jest w gruncie rzeczy sprzeczna z prawem kanonicznym /…/. Mamy więc inicjację znaczącej części populacji dzieci w uzależniające i destrukcyjne praktyki, głęboko osadzające w psychice ofiar poczucie winy. Łatwo takimi ludźmi sterować, także gdy będą dorośli. To jak wszczepienie niewidzialnego czipa. A pilot pozostaje zawsze na plebanii.” Wedle marketingu religijnego jedynym sensem jest Jezus. Tymczasem można żyć bez definiowania szczęścia czy sensu. „Ludzie powinni mieć prawo wyboru, jak chcą żyć, i Kościół nie powinien im mówić, co jest dobre, a co złe. Pozwolić człowiekowi chcieć samemu – oto nowość nowoczesnego świata. I do Polski ona kiedyś dotrze. /…/ Uwolnienie szczęścia od chrześcijańskiej perspektywy kija i marchewki – to może mieć sens”.

                                                      „Gość Niedzielny” nr 16

Krzysztof Błażyca w „Statystykach wyzysku” wylicza, że w dzisiejszym świecie do przymusowej pracy jest zmuszanych 26 mln osób. 15 mln to ofiary przymusowych małżeństw.

W ciągu minionej dekady aż 89 mln osób doświadczyło różnych form zniewolenia. O tych danych debatowano na międzynarodowej konferencji w Watykanie. Uczestniczyli w niej przedstawiciele organizacji pomocowych z całego świata. Papież Franciszek przypomniał, że Kościół jest zobowiązany do walki z wszelkimi formami handlu ludźmi i pomagania ofiarom. „Ponad 71 proc. ofiar współczesnego niewolnictwa i powiązanego z nim handlu ludźmi to kobiety i dziewczęta. Są przede wszystkim obiektem seksualnego wyzysku. Proceder ten najbardziej rozwija się w rejonie Azji i Pacyfiku, gdzie dotyka 24 mln osób. W Afryce ofiarami jest ponad 9 mln osób, w Azji Centralnej i Europie – ponad 3,5 mln. Liczba poszkodowanych w Ameryce to prawie 2 mln, w krajach arabskich – pół miliona. Nieletnie dziewczęta stanowią 23 proc. wykorzystywanych. W Afryce Subsaharyjskiej, na Bliskim Wschodzie i Azji Południowej obok wyzysku seksualnego dominuje praca przymusowa. W większości wykorzystywani są do tego mężczyźni. Dzieci to prawie jedna czwarta ofiar dzisiejszego niewolnictwa. W Afryce Zachodniej i Azji to one stanowią większość. Spośród dziewcząt 72 proc. jest wykorzystywanych w seksbiznesie, a 21 proc. – do pracy. W przypadku chłopców proporcje są odwrotne. Tylko w 2016 r. około miliona dzieci padło ofiarą seksualnego wyzysku. Najmłodsi zmuszani są też do żebractwa, a w rejonach konfliktów – do walk, gdzie służą jako żywe tarcze. Ponadto ludźmi handluje się w celu pozyskania organów. Nakłania się też ich do sprzedania, wykorzystując ubóstwo.” Handel ludźmi stanowi najbardziej dochodowy interes. Daje handlarzowi ok. 7 tys. euro miesięcznie od ofiary. Wśród 116 krajów, których obywatele są potencjalnymi ofiarami handlu ludźmi na Wyspach, Polska znalazła się na 10. miejscu. Polacy są wykorzystywani za granicą, a w Polsce z kolei – cudzoziemcy. „Ludzie często nie przyjmują do wiadomości, że to nie jest problem oderwany od rzeczywistości” – przestrzega autor. „Każdy może się z tym zetknąć. Są np. faceci szukający młodych dziewczyn, zaczepiający na „wdowca z córeczkami”, wabiący na miłość…” Ofiarami nie są wyłącznie kobiety, sprzedawane w celu prostytucji. To także praca przymusowa. Oszustwa przy rekrutacji. Płaci się duże pieniądze za pośrednictwo, by zostać niewolnikiem. W krajach rozwiniętych proceder rozwija się w Internecie, na platformach niedostępnych dla przeciętnego użytkownika.

 

                                                       „Nie” nr 16

Policja wydała ponad 200 mln zł na 3 śmigłowce, które kupiono w ciemno na podstawie folderu reklamowego zamieszczonego w Internecie – zdradza Andrzej Sikorski tekście „Brudziński kręci śmigłem”.

Taki zakup to poważna sprawa. Cały proces trwa kilkanaście miesięcy. Po co sobie tym jednak zawracać głowę, jeśli wybrani fachowcy mogą w mig polecić maszyny. Ominięto zatem procedurę przetargową i dokonano zakupu z tzw. wolnej ręki. Jest to możliwe, gdy istnieje jeden dostawca. Wystarczy tylko sformułować takie cechy artykułu, żeby pasowały do żądanego sprzedawcy. No i zamówiono… najuboższe wersje śmigłowców. Bo przekaz góry był jednoznaczny. Mają być Black Hawki. W Meksyku służą do walki w terenie z gangami narkotykowymi. U nas bandyci nie chowają się w lasach, więc wykorzysta się je do ćwiczeń desantu na poligonie i do celów propagandowych. Wszystko to wywołało oburzenie francuskiego koncernu, który proponował nam swoje maszyny. No i złożył skargę do Komisji Europejskiej. Bo – jego zdaniem – doszło do złamania prawa. Podejrzewa, że wymagania tak sformułowano, żeby spełniał je tylko jeden konkretny typ śmigłowca. Tym bardziej że kolejny przetarg też unieważniono, by z kolei wybrać amerykańską spółkę Bell Textron Helicopter. Ponieważ PiS chce uszczęśliwić Polskę stałymi bazami amerykańskimi, systemem przeciwrakietowym Patriot i najnowszymi myśliwcami F-35, właśnie takie, a nie inne, zakupy wkomponowano w tę niewiele mającą wspólnego z potrzebami polską politykę zakupową.

                                  „Forum” nr 8

Są ludzie, którzy mają rasizm w genach. I programują maszyny, które mają go w algorytmach. Do świata sztucznej inteligencji wkrada się prawdziwa nienawiść – przestrzega w tekście „Hejt-tech” Stephen Buranyi  z „Guardian News & Media”.

Dziennikarze śledczy odkryli ostatnio, że program komputerowy omyłkowo wybierał ciemnoskórych osadzonych jako tych, którzy prawdopodobnie wrócą na przestępczą ścieżkę. Zaniepokoili się tym aktywiści i informatycy. Google i Microsoft też podjęły śledztwo. Wydawało się bowiem, że im więcej informacji dostaną algorytmy, tym lepiej będą działać. Tymczasem programy  … tworzą nierówności. Wprowadzając dane, uczy się komputery ludzkich uprzedzeń. Program do rozpoznawania twarzy uznał np. niektóre czarnoskóre osoby za goryle, program reklamowy z kolei wykazał, że pracodawcy częściej wyszukują męskie imiona itp. „Wkrótce trudno będzie zrozumieć, w jaki dokładnie sposób skomplikowana interakcja programów wygenerowała jakiś problem.” Przypuśćmy, że program się nauczy, jak według Brytyjczyków i Amerykanów wygląda dyrektor. Prawdopodobnie okaże się, że jest to starszy biały mężczyzna. Bo tylko 7 proc. to kobiety, a zaledwie 3 proc. ma ciemną skórę. Ucząc się od nas, komputery mogą sobie przyswoić nasze mało chwalebne cechy. Oceny zautomatyzowanych systemów mogą obawiać się najsłabsi. „W systemie wymiaru sprawiedliwości tysiące oskarżonych, których nie stać na adwokata ani żadną pomoc prawną, będą najprawdopodobniejszymi kandydatami do automatycznej ewaluacji.” Programy komputerowe nie są magiczne. Jeśli da się im wadliwe informacje, nie naprawią ich, lecz będą wyłącznie przetwarzać. Informatyków zatem czeka nowe wyzwanie. Pracując nad przyszłością, muszą się wyzwolić od demonów przeszłości – sugeruje autor.

 

       „Myśl Polska” nr 11 – 12

Janusz Sanocki obawia się „Żandarma w każdej sypialni, Inspektora w każdej kuchni!”. Akcentuje swoją niezgodę na uprawianie ideologii tzw. „przemocy domowej”. Nie zgadza się  z posłankami opozycji atakującymi „rząd za – ich zdaniem – niedostateczną ochronę dotkniętych przemocą kobiet.”

Zabrał głos „zwracając uwagę, że takie żądania są równoznaczne ze zwiększoną ingerencją państwa w stosunki rodzinne. Że hasło „przemoc wobec kobiet” jest niebywale rozciągliwe i że zwolenniczki totalnej ochrony rzekomo gwałconych kobiet, żądają w istocie totalnej władzy państwa nad rodziną. I – pomijając już koszty finansowe takiego systemu – w konsekwencji będziemy mieli likwidację rodziny jako takiej. Który facet będzie chciał ponosić ciężary związane z odpowiedzialnością za dzieci, za utrzymanie domu – kiedy w każdej chwili żona będzie mogła go oskarżyć np. o przemoc ekonomiczną, albo o przemoc psychiczną, wezwać na pomoc państwowych urzędników, którzy wszak na takie okazje ochoczo czekają – i puścić chłopa w skarpetkach? W Polsce istnieje wystarczająco dużo – moim zdaniem – instrumentów prawnych, które w uzasadnieniu mają ochronę przed przemocą, ale już dziś dają potężne uprawnienia dla urzędników do ingerencji w rodzinę. Już dziś, kiedy kobieta chce się pozbyć dotychczasowego „partnera” – doskonałym do tego narzędziem będzie oskarżenie o „przemoc”. /…/ Żądania „całkowitej likwidacji przemocy w rodzinie” przez państwo jest więc w istocie żądaniem prowadzącym do likwidacji rodziny jako takiej. Czy to tak trudno sprowokować awanturę i odegrać rolę ofiary?” – pyta autor, poseł na Sejm RP.

wybrała /ewa/

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *