Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 7 czerwca 2019

Wybory 1989 roku i ich konsekwencje (cz. I)

Trzydzieści lat temu pokojowo dokonaliśmy zmiany systemu politycznego naszego państwa. Zdecydowaliśmy, w jakiej Polsce chcemy żyć i jakich sąsiadów chcemy nazywać przyjaciółmi. Coraz mniej wśród nas tych, którzy tę upragnioną wolność nam wywalczyli.

 Czerwcowe wybory 1989 roku, nazywane są w literaturze przedmiotu wyborami kontraktowymi, ze względu na charakter umowy politycznej, jaką zawarto przy Okrągłym Stole pomiędzy stroną koalicyjno – rządową a opozycyjno – solidarnościową. W wyniku tego kontraktu, w czerwcowych wyborach do Sejmu, 65 % mandatów poselskich miało przypaść koalicji sygnatariuszy Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego (PRON), tj. PZPR, ZSL, Stronnictwu Demokratycznemu (SD), Stowarzyszeniu PAX, Unii Chrześcijańsko – Społecznej, a także Polskiemu Związkowi Katolicko – Społecznemu. Pozostałe 35% mandatów zagwarantowano bezpartyjnym. Ponadto 10% mandatów przyznanych koalicji rządowej miało pochodzić z listy krajowej. Z puli  65% mandatów poszczególni sygnatariusze PRON otrzymali tyle mandatów, ile wynikało z politycznego kontraktu. Był to jedyny przypadek wyborów, których rezultat określono w treści paktu politycznego. Okrągłostołowy kontrakt wyborczy był tak pomyślany, aby PZPR – w razie nielojalności sojuszników – miała możliwość zablokowania zmiany konstytucji. Także po to, aby mogła w dalszym ciągu zachować kontrolę nad procesem przemian politycznych, a tym samym utrzymać wpływ na dość istotne ograniczenia Sejmu.

Wybory do Senatu miały być wolne. W historii rządów komunistycznych był to pierwszy w świecie przypadek, zastosowania w pełni rywalizacyjnych wyborów do jednej izby parlamentu. Strona rządowa zabiegała o przyspieszenie terminu wyborów, licząc, że rozproszona w wyniku stanu wojennego opozycja, nie mająca w pełni ukształtowanych struktur, ułatwi kampanię rządzącej koalicji. 13 kwietnia 1989 roku Rada Państwa zarządziła przeprowadzenie wyborów do obu izb parlamentu, wyznaczając ich termin na dwa dni: 4 i 18 czerwca 1989 r. Ustaliła też kalendarz wyborczy. Do przeprowadzenia wyborów parlamentarnych zastosowano ordynację większościową. W obozie rządzącym nie było co do tej kwestii jednomyślności. Część członków PZPR uznała podpisanie porozumień przy Okrągłym Stole za zdradę zasad socjalizmu i wystąpiła przeciwko kierownictwu partii. „Nomenklatura” partyjna, w obawie przed utratą swoich stanowisk, sprzeciwiała się porozumieniu z „Solidarnością”. Wielu działaczy zdecydowało się przenieść do obozu „Solidarności”. Panowała dezorientacja i chaos; aparat partyjny nie miał poczucia zagrożenia ani też woli walki. 45 lat sprawowania władzy bez opozycji rozleniwiło PZPR  – przyznał samokrytycznie M. F. Rakowski. Szefem partyjnego sztabu wyborczego został Zygmunt Czarzasty – od grudnia 1989 r. sekretarz KC PZPR, o którym Jerzy Urban pisał złośliwie, że był niesłychanie gładki, uprzejmy, przyjacielski. O czole nieskalanym myślami. Kierowana przez Czarzastego kampania propagandowa PZPR była źle pomyślana, miała charakter defensywny i obronny. Jej zintensyfikowanie nastąpiło dopiero na kilka dni przed wyborami, głównie w przeddzień głosowania. Uważano, że partia ma dla siebie  65 % mandatów, a o dodatkowe, 10 % można będzie powalczyć w wyborach – mówił J. Czyrek.

Partia nie potrafiła wykorzystać przewagi czasowej. Jak podaje M. F. Rakowski, pierwsze prace nad kampanią wyborczą rozpoczęto w marcu 1989 r., a dopiero 18 kwietnia Biuro Polityczne  rozpoczęło dyskusję nad taktyką wyborczą .”Solidarność” – Komitet Obywatelski już 23 kwietnia zatwierdził listę kandydatów opozycji na posłów i senatorów, a 28 kwietnia opracowano program wyborczy Komitetu Obywatelskiego. 5 maja 1989 roku przywódców Solidarności przyjął prymas Glemp, wskazując jednoznacznie, po której stronie w kampanii wyborczej zaangażuje się Kościół. 8 maja 1989 roku zaczęto wydawać „Gazetę Wyborczą” – pod hasłem Nie ma wolności bez Solidarności, a 2 czerwca wznowiono Tygodnik Solidarność pod red. Tadeusza Mazowieckiego. Przywódca „Solidarności” – Lech Wałęsa odebrał w Strasburgu przyznaną mu przez Parlament Europejski Nagrodę Praw Człowieka. Kampanię „Solidarności” wspierali najlepsi polscy artyści; na jej rzecz działał Zbigniew Brzeziński i Vaclav Havel; śpiewał Yves Montand, Stevie Wander; udzielali jej poparcia Jane Fonda, Nastazja Kinsky. Tymczasem PZPR „spała”.

Władze, chcąc pozyskać przychylność albo bardziej neutralną postawę hierarchów Kościoła, doprowadziły do przyjęcia przez Sejm 17 maja 1989 r. dwóch ustaw: o gwarancjach wolności, sumienia i wyznania oraz o ubezpieczeniu społecznym duchownych; o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Były to ustawy regulujące stosunki wyznaniowe w Polsce, zgodnie z oczekiwaniem biskupów spełniały podnoszone przez lata postulaty Kościoła, takie jak: osobowość prawna, swoboda działalności duszpasterskiej, tworzenie katolickich organizacji. Ponadto Kościół obdarowany został innymi przywilejami: miał prawo posiadania własnych drukarni, stacji radiowych i telewizyjnych, kin, teatrów oraz wytwórni filmowych. Ustawa druga tworzyła również warunki do zwrotu mienia kościelnego, zajętego przez władze reżimu. Zaangażowanie Kościoła katolickiego w kampanię wyborczą Komitetu Obywatelskiego było jednoznaczne.

Kampania wyborcza PZPR obarczona była wieloma błędami. Zasadniczym błędem organizatorów kampanii była koncepcja lansująca poszczególnych kandydatów, a nie – jak to robił Komitet Obywatelski „Solidarność” – całej koalicyjnej drużyny. Stąd na listach PZPR znalazły się nazwiska: Antoni Gucwiński, Zdzisława Guca, Mirosław Hermaszewski, Jan Płócienniczak, Zbigniew Religa. Skuteczną kontrolę kierownictwa partii nad Sejmem – a za jej pośrednictwem – nad krajem, zapewnić miała „bezpieczna” lista krajowa, którą Jerzy Urban określił później jako „listę hańby”. Marian Orzechowski, relacjonując tę sytuację, twierdził: Nikt nie umiał odpowiedzieć na pytanie, co się stanie, jeżeli lista krajowa upadnie, (…). Nie przewidziano „zapasowych” rozwiązań w ordynacji wyborczej. Na posiedzeniu Biura Politycznego zwracano na to uwagę. Ja sam zapytałem autorów ordynacji, jaka jest procedura na wypadek, gdyby z listy krajowej ktoś nie przeszedł. Wyśmiano mnie! Powiedziano, że to  w ogóle nie wchodzi w rachubę, takiej możliwości nie ma. By uzyskać mandat w okręgu wyborczym, wystarczyło kilkanaście tysięcy głosów, ale aby być wybranym z listy krajowej, trzeba było otrzymać ich ponad 8 milionów i 600 tysięcy. Kandydowało z niej 15 członków PZPR, w tym 11 należących do najwyższych władz, 9 członków NK ZSL i 3 członków CK SD. Miejsce na liście krajowej znalazło zaledwie czterech członków ówczesnego rządu: Czesław Kiszczak, Kazimierz Olesiak, Mieczysław Franciszek Rakowski i Florian Siwicki. Wybory do Sejmu PRL i Senatu odbyły się w niedzielę, 4 czerwca 1989 roku. Wzięło w nich udział 17 053 171 osób, co stanowiło 62,32% uprawnionych do głosowania.

Wyniki wyborów zaskoczyły wszystkich. W pierwszej turze głosowania kandydaci solidarnościowej opozycji uzyskali 72,5% ważnie oddanych głosów i obsadzili 160 mandatów – ze 161, zagwarantowanych dla bezpartyjnych. W wyborach do Senatu „Solidarność” otrzymała 67,7% ważnie oddanych głosów, co dało jej 99 – ze 100 mandatów senatorskich. Na kandydatów z listy koalicyjno – rządowej głosowało 53,1% wyborców. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza całkowicie przegrała wybory do Senatu, a w wyborach do Sejmu uzyskała w pierwszej turze jedynie 3 mandaty – z 264 mandatów przewidzianych dla sygnatariuszy PRON z list okręgowych. Najbardziej spektakularnym wyrazem klęski wyborczej PZPR była upokarzająca porażka kandydatów z listy krajowej. Spośród 35 kandydatów tylko dwóch – Mikołaj Kozakiewicz (ZSL) i prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego Adam Zieliński (PZPR) – uzyskali mandaty poselskie. O ich wyborze przesądziło stanowisko komisji wyborczych, które przy skreśleniach na krzyż dwułamowo ułożonej listy krajowej, zaliczały głos tym kandydatom, do których nie dochodziła linia skreśleń.

Na kandydatów z listy krajowej nie głosowali w znacznej części nawet członkowie PZPR. Dowodzą tego wyniki głosowania w tak zwanych obwodach zamkniętych i za granicą, gdzie wśród wyborców dominowali członkowie tej partii. Przepisy ordynacji wyborczej nie przewidywały możliwości ponownego głosowania na tę listę. Obie strony kontraktu zdawały sobie sprawę, iż 33 mandaty z listy krajowej nie powinny być obsadzone, ale przyjęcie takiej alternatywy byłoby sprzeczne z ustaleniami Okrągłego  Stołu. Upokorzona porażką wyborczą PZPR musiała zwrócić się  o pomoc do „Solidarności”. Strony doszły do porozumienia, że płaszczyzną organizacyjną obsadzenia tych mandatów zajmie się Rada Państwa. 12 czerwca 1989 roku Rada Państwa wydała dekret o zmianie ustawy – Ordynacja wyborcza do Sejmu, którego mocą mandaty te skierowano do poszczególnych okręgów wyborczych.

Cztery dni przed II turą wyborów Ernest Skalski zasugerował w Gazecie Wyborczej, że to opozycja powinna wybierać kandydatów koalicji rządowej, a Stefan Bratkowski dodawał: nie tylko możemy wybrać swoich przedstawicieli, ale i dobrać sobie przeciwników; co więcej, niektórzy okazać się mogą naszymi przyjaciółmi. Na ogólnopolskim spotkaniu przewodniczących Komitetów Obywatelskich (12 VI 1989 r.), postanowiono udzielić poparcia 55 późniejszym posłom, w tym 21 należącym do PZPR. Byli wśród nich m.in.: Tadeusz Fiszbach, który odbywał wspólne spotkania wyborcze z Lechem Kaczyńskim; Wiesław Kaczmarek, Alicja Kornasiewicz, Waldemar Pawlak, Jacek Soska, Marcin Święcicki, Wiesława Ziółkowska. Wejście tych ludzi do Sejmu osłabiło znacząco spójność partii koalicyjnych, zwłaszcza PZPR. Druga tura wyborów odbyła się 18 czerwca 1989 roku, przy bardzo niskiej – bo zaledwie 25% – frekwencji. Wprawdzie PZPR uzyskała przewidzianą dla niej ilość mandatów poselskich, ale była to kolejna porażka partii, gdyż tak niski udział wyborców w głosowaniu przesądził o statusie wybranych posłów – byli to parlamentarzyści o wyraźnie słabszym mandacie społecznym.

 

dr Bronisława Kowalska