Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 11 czerwca 2019

Na innych łamach

                                              „Newsweek” nr 21

„Jestem typowym Polaczkiem” – przyznaje się Dawidowi Karpiukowi reżyser i dramaturg Przemysław Wojcieszek. Od kilkunastu miesięcy mieszka w Berlinie. Pracuje w Uberze, a po pracy pisze. Widzi tamtejsze miejskie podziemie, którego nikt nie ogarnia.

„Polacy kontrolują budowlankę, imigranci z Bliskiego Wschodu – spedycję. Uber należy do Rosjan i Turków. Myślę, że Niemcy nie mają pojęcia, co się dzieje w tym mieście. Wracając do domu, idę w półtorakilometrowym oparze marihuany. /…/ Nie mogłem dłużej siedzieć w Polsce. Uważam PiS za faszystów, zawsze uważałem. /…./ Powtórzę za Krystyną Jandą: nie rozumiem tego społeczeństwa. Natomiast wiem, że polski Kościół to nowotwór. Maszynka do zarabiania kasy dla lokalnych watażków i Watykanu. /…/ Polski katolicyzm i nacjonalizm nie dają mi żadnego systemu wartości /…/. Co polski katofaszysta może powiedzieć przeciętnemu Niemcowi albo Anglikowi? Nic. Może się zamknąć i pracować, bo nikogo na świecie nie interesują nasze opowiastki. Katolicko – narodowa kultura ma cię zamknąć w polskich obsesjach i wyobrażeniach. Potem wychodzisz na świat i nie masz niczego. Najsmutniejsze jest to, że w naszej kulturze nie brakuje wzorców, narzędzi, które mogłyby tę polskość wypełnić pozytywną treścią. A ponieważ cała energia jest w Polsce skupiona na budowaniu katofaszyzmu, mamy do zaproponowania światu nasze jabłka, borówki i gastarbaiterów. /…/ Niemcy mają inne problemy niż my. Kościół jako siła polityczna praktycznie tam nie istnieje, populistów wciąż jest mało. Natomiast bardzo dużo się mówi o konieczności zreformowania kapitalizmu, który stał się zagrożeniem dla demokracji.”

                                                    „Przegląd” nr 20

We Francji obowiązek szkolny obejmie dzieci od ukończenia trzeciego roku życia – informuje Wojciech Osiński w „Trzylatkach z I klasy”. Prezydent uważa, że najmłodsi w przedszkolach się nudzą. Nie należy marnować ich potencjału.

„W tej reformie nie chodzi /…/ o wczesny początek konkurencji między dziećmi, co tak niepokoi wielu rodziców i konserwatystów. Przedszkole ma przede wszystkim zniwelować nierówności, jakie dzieci wynoszą ze swoich domów rodzinnych. Różnice choćby w zasobie słów, które dzieci przyswajają sobie przed ukończeniem szóstego roku życia, są dramatyczne /…/.” Zresztą Francuzi i tak wysyłają trzyletnie dzieci do czegoś w rodzaju „zerówek”, przygotowujących do lekcji w szkołach. Niewielu wysyła je później, wyłącznie ze względu na kwestie religijne lub miejsce zamieszkania. Tzw. ecoles maternelles zaczynają zajęcia o godzinie 8.30. Kończą o 16.30, ale rodzice pracujący dłużej mogą tam zostawić dzieci i do 19.00. „Trzylatki uczą się liczyć, czterolatki rysują pierwsze litery, a pięciolatki otrzymują na koniec roku rodzaj świadectwa, które mają ułatwić nauczycielom szkół podstawowych ocenę poziomu przychodzących do nich dzieci.” Niemcom pomysł zza miedzy niezbyt się podoba. Uważają, że dzieci maja prawo wyszaleć się w przedszkolach, zresztą taka edukacja kosztuje. Ale i oni wysyłają dzieci do szkoły od sześciu lat. Tymczasem w Austrii już pięciolatki muszą zaliczyć obowiązkowo rok w zerówce, gdzie przez 20 godzin w tygodniu odbywają się lekcje podobnie jak w podstawówkach. Prowadzi się nawet listy obecności. Również w Szwajcarii dzieci się, owszem, bawią, ale i uczą według specjalnych konspektów lekcji. Tu też absencję trzeba usprawiedliwić. W Hiszpanii z kolei  96 proc. rodziców oddaje swoje dzieci od czwartego roku życia do tzw. cole, gdzie są przygotowywane do szkoły. System sprawdza się od lat. Dzień pracy w Hiszpanii jest przecież jednym z najdłuższych w Europie. Przedłuża go sjesta. Zajęcia dla dzieci odbywają się przeważnie w szkołach, do których maluchy potem pójdą. Gorzej tu ma się opieka nad niespełna trzylatkami. Dyskutuje się dopiero o bezpłatnych żłobkach. Impulsy płynące z Zachodu powinny dać do myślenia Polakom. Bo akurat polski rząd zniósł szkolny obowiązek dla sześciolatków. Jak się to ma do wyrównywania szans szkolnych i życiowych? Nie ma zarazem żadnych przesłanek, by twierdzić, że polskie dzieci mniej nadają się do szkół niż ich rówieśnicy z Zachodu.

 

        „Polityka” nr 21

Statystyki pokazują, że w świecie zachodnim religijność spada – mówi Karolowi Jałochowskiemu Richard Dawkins, słynny brytyjski biolog, ateista, w wywiadzie „Prawda i urojenia”.

Nawet w USA, kraju bardziej religijnym niż Europa, rośnie liczna osób nie wyznających żadnej religii. Są natomiast dowody, że religia kwitnie na obszarach biedy, braku edukacji i opieki społecznej oraz zdrowotnej. Umiera zaś w państwach prosperujących, posiadających sprawne systemy opieki, takich jak skandynawskie. Na szczęście sprzyjające religiom nierówności społeczne nie są żadną prognozą dla świata. Byłoby gorzej, gdybyśmy stawali się coraz biedniejsi i miej zdrowi, a to przecież nieprawda. Świat mimo wszystko staje się lepszy. Tyle że media mają skłonność do pesymizmu. Rządzą w nich alternatywne fakty. To fatalny trend. „W Ameryce jest szczególnie źle, ale to wciąż naukowy lider, a nie da się robić nauki, nie wierząc w prawdę. Lubię myśleć, że Donald Trump to jedynie chwilowe zakłócenie, i kiedy już go nie będzie /…/, to trend się obróci. Jest odrażającym, koszmarnym człowiekiem, i im szybciej się go pozbędziemy, tym lepiej. Sądzę też, że prawda postrzegana jest w zasadzie negatywnie. Źródłem tego widzenia jest część środowiska naukowego, znacznie inteligentniejsza niż Trump, który jest idiotą. /…/ Nauka jest całkowicie oparta na prawdzie. A jeśli nie wierzysz w prawdę, twoje życie nie będzie prawdziwe.”

                                                    „Nie” nr 20

„Polski prąd to droższy prąd. Repolonizacja kosztuje – komentuje M.C. w tekście „Morawiecki gasi światło”.

Wśród przyczyn  podwyżek cen usług dla miast i mieszkańców firmy podają wyższe ceny energii elektrycznej. W kraju wzrastają ceny biletów autobusowych, koszty odbioru utylizacji odpadów, cena metra sześciennego wody płynącej z kranów mieszkań  i odprowadzanie ścieków. Planuje się podniesienie czynszów w mieszkaniach komunalnych. „Polskie koncerny energetyczne wytwarzają prąd, używając do napędzania turbin węgla. A za zabrudzenie powietrza trzeba słono płacić.” W ubiegłym roku podwyżki miały dotknąć wszystkich obywateli, ale przed wyborami samorządowymi nie wypadało zabierać ludziom pieniędzy z kieszeni. Spółki energetyczne miały poszukać oszczędności. Wprowadzono też specustawę prądową. „Obniżała ona akcyzę na prąd aż czterokrotnie (z 20 proc. do 5 proc.), zaś dla gospodarstw domowych zastosowano 95 – procentowy rabat. Spółki energetyczne otrzymują rekompensatę z tytułu zastosowanego rabatu z budżetu państwa. Koniec końców płacą za rabat podatnicy – czyli ci, którzy go otrzymali. Ale tego nie wiedzą /…/”. Miasta i gminy jednak obiecanego rabatu nie dostały. Spółki energetyczne zmusiły je do kupowania droższego prądu. A to niesie ze sobą podwyżki cen usług właśnie. Jednocześnie rząd rozpoczął repolonizację  sektora energetycznego. PGE odkupując elektrownię w Rybniku i 8 elektrociepłowni złotego interesu raczej nie zrobiło. Bo zawiesiło wypłaty dla akcjonariuszy na 3 lata. Spadła cena akcji.  Ale wypełniono misję patriotyczną w biznesie. „W końcu biało – czerwona warta jest każdej ceny.” Francuzi muszą być zadowoleni. Do niedawna w Polsce były obecne dwa koncerny francuskie – Engie i EDF, kontrolowane przez rząd francuski. „Dopóki francuski rząd obecny był gospodarczo w polskiej energetyce, mogliśmy liczyć na jego litość dla naszych elektrowni węglowych czy elektrociepłowni. Pod tym względem dziś w Unii Europejskiej możemy już liczyć jedynie na Niemców – podsumowuje autor.

                                                 „Forum” nr 9

Co jedzą kosmonauci na orbicie okołoziemskiej – zdradza w „Barszczu Gagarina” Natalia Niechlebowa („Ogoniok”).

Posiłki przygotowuje unikatowy w skali światowej zakład biotechnologii pod Moskwą. Pomieszczenia muszą być sterylne. Przygotowywane dania mają dwuletni okres przydatności do spożycia. Porcje są ważone na elektronicznych wagach, a następnie pakowane. Każda porcja waży 30 gramów. Kosmiczne menu składa się z 450 dań. Największym wzięciem cieszą się barszcz, kapuśniak i solanka. „Członek ekipy ma do dyspozycji takie potrawy, jak karp w warzywach, kurczak w białym sosie, ozorek wołowy z oliwkami, jesiotr w galarecie, grzyby po starorusku, cielęcina w jarzynach, czarny kawior, iryski, czekolada, miodowe ciasteczka. Zestaw dań ma wystarczyć na szesnaście dni, potem potrawy się już powtarzają. Żywienie kosmonauty kosztuje mniej więcej 30 tys. rubli dziennie (około trzech tysięcy złotych – przyp. Forum). Śniadanie, obiad, kolacja. Trzy tysiące kalorii. Jeżeli obciążenie danego dnia jest większe, to kosmonauta dostaje dodatkowy kaloryczny posiłek.” Żeby go zjeść, dodaje do opakowania wodę, przez siedem minut ugniata saszetkę i wypija zupę. Puszka z drugim daniem jest mocowana do stołu za pomocą gumki; zawartość można jeść widelcem. Tubek z jedzeniem nie ma już od połowy lat 80., odkąd zaczęto stosować metodę sublimacji. Jurij Gagarin jeszcze je otrzymał. Dziewięć tubek z jedzeniem. Trzy zupy, trzy drugie dania i trzy soków owocowych. Przebywał na orbicie jedynie półtorej godziny. Miał się przekonać, czy człowiek w stanie nieważkości może normalnie przełykać pokarmy. W tubkach wysyła się dziś na orbitę wyłącznie musztardę, miód i sosy. Amerykańscy kosmonauci cenią sobie np. rosyjski twaróg z orzechami. Chętnie wymieniają nań swoje wysublimowane jedzenie. NASA bowiem większość żywności kupuje w supermarkecie i poddaje je odpowiedniej obróbce. Na orbicie wszystko smakuje inaczej niż na Ziemi – opowiadają kosmonauci. Niekiedy potrawy wydają się gorzkie, przesolone albo mało słodkie. Ostatnią nowinką są poddane sublimacji omlety z grzybami. Jest też nowy barszcz z wędzoną kiełbasą i zupa dyniowa z serem.

                                                 „Duży Format” nr 18

Mads Brugger, duński dziennikarz, chciał poznać tajemnicę śmierci sekretarza generalnego ONZ, Daga Hammarskjolda, a wpadł na ślad planu zakażenia wirusem HIV czarnych Afrykanów  – o czym w rozmowie „Czarne kobiety podłączone do tajemniczych maszyn”, opowiada Urszuli Jabłońskiej.

Sekretarz generalny ONZ lecący do małego miasteczka Ndola w Rodezji Północnej (obecna Zambia) zginął w katastrofie samolotowej. Teorie były różne. Łącznie z tą, że w ten sposób się go pozbyto. „Wciąż uważa się go za wzór sekretarza generalnego. Miał wizję ONZ jako bardzo aktywnej organizacji. Wierzył w prawa człowieka, a jego definicja brzmiała: „Żyć bez strachu”. /…/ Bronił tego, w co wierzył. Miał odwagę przeciwstawiać się największym siłom rządzącym światem. Sowieci chcieli, żeby został usunięty ze stanowiska, był też solą w oku Anglików i Francuzów. Kiedy zginął w 1961 r., pracował właśnie nad programem pomocy dla krajów, które odzyskały niepodległość. Obecni tam biali bali się wolnych milionów czarnych Afrykanów, którzy mogliby zwrócić się przeciwko swoim kolonialnym panom. Co wówczas stałoby się z ich majątkami? Dziennikarz w trakcie śledztwa trafił na dokumenty tajemniczej paramilitarnej organizacji SAIMR. Złożona z najemników, jak się podejrzewa, miałaby właśnie podtrzymywać interesy białych w Afryce. Jej zadaniem prawdopodobnie była destabilizacja afrykańskich krajów; jej członkowie brali udział w zamachach stanu. Ale wiadomo też, że miała laboratorium, w którym prowadzono badania, w jaki sposób użyć wirusa HIV, żeby w radykalny sposób zmienić demografię południowej Afryki na korzyść białej mniejszości. Podejrzewa się, że hodowano wirusa, a potem go wstrzykiwano ludziom. Działo się to wiele lat temu. Jeden z dziennikarzy RPA widział czarne kobiety leżące w łóżkach podłączone do tajemniczych maszyn. W tym kontekście jest interesujące, jak gwałtownie epidemia AIDS wybuchła w RPA w latach 90. Wtedy to zginęła młoda biolożka, która chciała powiedzieć światu o badaniach w laboratorium SAIMR. Dlatego jest nadzieja, że ONZ nie przerwie śledztw w sprawie śmierci sekretarza generalnego i SAIMR. Niestety, nie chcą współpracować przy tym ani Amerykanie, ani Brytyjczycy. Niepokoi i to, „że oryginały dokumentów SAIMR –u, w których opisano plan zabójstwa Hammarskjolda, zaginęły w archiwum państwowym w RPA /…/.”

wybrała /ewa/