Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 11 czerwca 2019

„Zamiłowanie i motywacja to dla aktora konieczność”

Pasje i sukcesy

O aktorstwie, magii teatru i wolności opowiada Anna Rokita, aktorka Teatru Bagatela w Krakowie
Anna Rokita – aktorka Teatru Bagatela w Krakowie, absolwentka III LO im. K. K. Baczyńskiego w Starachowicach i PWST we Wrocławiu. Debiutowała już na drugim roku studiów w przedstawieniu pt. „Szklana menażeria”. Ma na swoim koncie wiele ról w rodzimym teatrze oraz kilka filmowych (m.in. w „Janosiku” Agnieszki Holland, „Twarzy” Małgorzaty Szumowskiej czy serialu „Na Wspólnej”). Brała udział w Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Wyreżyserowała własny spektakl pt. „Pitawal - historie kryminalne Krakowa w piosenkach”. - Pasja czy sukcesy? Co jest ważniejsze w zawodzie aktora?

W „Na Wspólnej”

– Już kilkanaście lat jestem aktorką i widzę, jak różnie układają się losy dwudziestu pasji, które spotkałam w szkole teatralnej. Każdy na roku był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Wielomiesięczne, a niekiedy wieloletnie starania, przygotowania, wyrzeczenia i oto staliśmy się studentami. Bez pasji by się to nie udało… Nie byłoby sukcesu.

– Czyli sukcesem było przekroczenie magicznego progu wrocławskiej PWST?

– Oczywiście. Ale sukcesem było także ukończenie pierwszego roku. To nie jest szkoła, do której się człowiek dostaje i bez większych starań ją kończy. Gdy z tytułem magistra sztuki opuszcza się mury uczelni, to kolejny wielki sukces.

Ale wszyscy wiemy, że nie każdemu absolwentowi szkoły aktorskiej udaje się zaistnieć. To przecież niezwykle trudne pracować w tym zawodzie przez wiele lat.

– Rzeczywiście, największym sukcesem jest być w zawodzie tak zwanym „czynnym aktorem”… Ale tu praca i talent mieszają się z wielkim szczęściem. Wielu zdolnych ludzi nie miało go tyle co ja.

– Sama przed chwilą przyznałaś, że Tobie się udało. Grasz od lat na deskach Teatru Bagatela w Krakowie. Starachowice, Wrocław, Kraków. Jak zaczęła się Twoja aktorska przygoda?

– Tradycyjnie, jak w przypadku wielu aktorów, były to występy w konkursach recytatorskich. Prawdziwą przyjemność z przebywania na scenie po raz pierwszy odkryłam, gdy z kołem teatralnym w III LO przygotowywaliśmy spektakl „Dzieci z Dworca ZOO”. Mogłam się wczuć w konkretnego bohatera i swobodnie kierować postacią przeze mnie odgrywaną.

Pitawal – historie kryminalne Krakowa w piosenkach w wykonaniu Anny Rokity

– Byłaś w klasie o profilu artystycznym i wielokrotnie brałaś udział w różnych przedstawieniach. Pamiętam, że w ostatniej klasie liceum sama przygotowałaś i wyreżyserowałaś swój monodram. Nie stresowała Cię nigdy publiczność i wzrok ludzi utkwiony w Tobie?

– Nieraz czułam się przedziwnie. Pierwsze kontakty z widzem wspominam jako stresujące. Będąc cały czas obserwowaną i słuchaną przez publiczność, czułam się nienaturalnie. Ale Przeglądy Małych Form Teatralnych i coraz częstsze występy na scenie pozwoliły mi pozbyć się tego lęku przed publicznością.

I tak to się zaczęło? Starachowice zamieniłaś od razu na Wrocław?

– Nie, na początku studiowałam w Lart Studio w Krakowie, gdzie poznałam znakomitych aktorów. Mogłam obserwować ich pracę. A potem były egzaminy do wszystkich szkół teatralnych, dostałam się do Wrocławia i do łódzkiej Filmówki. Wybrałam Wrocław.

– Wybrałaś Wrocław, ale wróciłaś do Krakowa? Trochę to niejasne…

– Kiedy byłam na drugim roku PWST, Darek Starczewski, którego poznałam w Larcie, zaproponował mi rolę Laury w „Szklanej Menażerii” w Teatrze Bagatela. To był jego debiut reżyserski, a mój aktorski. Do dziś Darek pozostaje moim mistrzem i często budując rolę, biorę pod uwagę jego uwagi i wskazówki.

Którą ze swoich teatralnych ról wspominasz najlepiej?

– Trudne pytanie, ponieważ byłam i na szczęście jestem wciąż obsadzana w bardzo różnorodnych rolach. Ale chyba najciekawsze zadanie dla mnie miała Małgorzata Bogajewska w spektaklu „Barbello, o psach i dzieciach” Biljany Srbljanović. Grałam psa i matkę Mileny. To była niezwykła praca, która rozpoczęła się warsztatami w czasie wakacji i płynnie przeszła w regularne próby. Bardzo lubię sposób pracy Gosi. Jest wnikliwą, inteligentną i niezwykle wrażliwą reżyserką. Spektaklu już nie gramy, jednak mocno wpisał się w moje serce. Budując tę rolę, od szczeniaczka po dorosłą suczkę, wróciłam pamięcią do moich psów. Mieliśmy ich kilka i każdego kochałam miłością absolutną.

– Czy magię teatru także kochasz miłością absolutną?

– Kiedy słyszę słowo „teatr”, myślę o pracy, o scenie, o wspaniałych kreacjach aktorskich. Myślę też o nim jak o domu, bliskim mi środowisku, powietrzu, którym oddycham. To słowo, które kojarzy mi się również z miłością i moim miejscem na Ziemi.

Czy taką magię ma również film?

– Plan filmowy także fascynuje. Ale są to tak różne światy, że nie sposób je porównywać. Jednak obie formy pracy aktorskiej dają ogromną satysfakcję.

Teatr, film, reżyseria… „Pitawal – historie kryminalne Krakowa w piosenkach” to Twój reżyserski debiut. Dość wyjątkowa tematyka spektaklu śpiewanego…

– Kilka lat temu przygotowaliśmy z Piotrem Krakowskim i Pawłem Penarskim kilka utworów na Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Okazało się, że świetnie nam się współpracuje. Dołączyła do nas moja przyjaciółka, Patrycja Babicka, która pisała coraz to nowe teksty. I tak się dziwnie stało, że tematyka naszych zainteresowań coraz bardziej zacieśniała się wokół zbrodni w Krakowie. Zaczęłam śpiewać te teksty i powoli narodził się spektakl.

– Co w pracy aktorki przynosi Ci największą satysfakcję?

– Lubię mobilizować ludzi do refleksji, ale lubię też ich bawić i rozśmieszać. W teatrze piękne jest to, że mogę natychmiast widzieć reakcję publiczności, jej śmiech lub ciszę, która nieraz zalega w sali pełnej ludzi.

– Teatr ciągle przyciąga publiczność? Nie masz nieraz obaw, że kultura masowa zdominuje kulturę wysoką?

– Kultura wysoka zawsze była elitarna, mniejszościowa i wymagająca. Nie wszystko jest dla każdego, więc być może nie ma się co obrażać na współczesnych, że masowo nie biegają do opery czy filharmonii. Ale oczywiście pragnę, żeby teatr zawsze cieszył się popularnością.

W spektaklu Mefisto

– Teatr jak powietrze. To samo powiedziałaś ostatnio o wolności.

– Jest powietrzem. Bez wolności nie sposób funkcjonować normalnie. Zarówno w państwie, w domu czy w pracy. Nie sposób tworzyć sztuki bez artystycznej wolności.

– Bardzo emocjonalnie podchodzisz do tego zagadnienia…

– Chciałabym żyć w kraju, w którym szanuje się drugiego człowieka, a „wolność” znaczy „Wolność”. W wielu sferach życia mamy do czynienia z postawami konformistycznymi, które nie mają nic wspólnego z prawdziwymi przekonaniami czy to w sferze polityki, religii czy choćby obyczajowości. Denerwuje mnie bezrefleksyjne podejście do życia.

Rozumiem, że nie lubisz ograniczania wolności, cenzury, narzucania przekonań. Jesteś matką dwóch chłopców i na pewno wychowasz ich w umiłowaniu wolności. Powiedziałaś mi kiedyś, że aktorka – matka także może mieć tyle samodzielności i niezależności, ile zechce. Trzeba tylko umieć znaleźć czas…

– … i dobrze opanować kwestie logistyczne. Mimo tego że aktorstwo to dość specyficzny zawód, wszystko jest wykonalne.

– Specyficzny, wymagający na pewno innej organizacji życia i dnia codziennego. Czy wyobrażasz sobie siebie w innym zawodzie?

– Tak. Powinnam sobie siebie wyobrażać w innym zawodzie… dla tak zwanego bezpieczeństwa psychicznego. Być może trzeba będzie wyjechać. Być może znajdę pracę w swoim zawodzie, a może trzeba się będzie przekwalifikować. Jestem świeżo po lekturze
Y. N. Harariego „21 lekcji na XXI w.” Konkluzja jest prosta. Świat się zmienia bardzo szybko, a my jeśli chcemy nadążyć, powinniśmy tak kształcić dzieci, aby potrafiły w miarę potrzeb dostosowywać się do rynku pracy. Pewne zawody bezpowrotnie zaginą, pojawią się na ich miejsce nowe. Nauka bardzo szybko się rozwija… Jednak za mojej kadencji na tym świecie robot nie powinien zabrać mi pracy.

– Pracy, która jest Twoją pasją. Czy wyobrażasz ją sobie bez sukcesów?

– Pasja jest najważniejsza, jednak sukces ma również gigantyczne znaczenie. Co nam przyjdzie z aktora pełnego pasji, jeśli nie będzie miał widowni, która potrafi to docenić? Bez sukcesu, choćby w tym najmniejszym wymiarze, każda pasja umrze. Aby pielęgnować ją w sobie, ludzie potrzebują motywacji. Myślę, że to ważny element w każdym zawodzie, a w zawodzie aktora to konieczność.

– Życzę Ci jak najwięcej sukcesów, aby aktorstwo było zawsze Twoją pasją. Dziękuję za rozmowę.

Ewa Sajór – Ruszczak