Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 11 czerwca 2019

Związane ręce

Mimochodem

Film "Botoks" Patryka Vegi ma w podtytule informację, że takie historie w polskiej służbie zdrowia naprawdę się wydarzyły. I nie mam powodu mu nie wierzyć, widząc w starachowickim OIOM – ie pacjentkę przywiązaną do szpitalnego łóżka. Pewnie takiego obrazka nigdy by nie było, gdyby nie brak białego personelu. Pielęgniarek jak na – nomen omen – lekarstwo, a jeśli są, zajmują się wypełnianiem papierów cenniejszych niż ludzkie zdrowie. Tyle że życia i zdrowia raczej z tego nie będzie.

Wojny na górze, sformułowanie kojarzone z jednym z poprzednich prezydentów kraju, pochłaniają całą energię rządzących i opozycji. Na rozwiązywanie problemów już jej nie staje. Prawo uchwala się na bieżąco w zależności od natężenia politycznej histerii. Nie ma kto klasyfikować uczniów w szkołach, powstają zatem w jeden dzień przepisy, że może to zrobić urzędnik w magistracie. Ofiary księży pedofilów przerywają milczenie, natychmiast zmienia się rodzaje kar za te lubieżne czyny. A przy okazji część kodeksu karnego, nie bacząc na sprzeczność zapisów. Akcyjność, za co mocno piętnowano poprzedni ustrój, jawi się teraz z jeszcze większą mocą. P. Vega wcale nie przerysowuje swoich filmowych kadrów. Wydobywa jedynie co smaczniejsze kąski na publiczny widok.

Że firmy farmaceutyczne są sprytniejsze niż mafia, co dała do zrozumienia na ekranie Grażyna Szapołowska, jest – a przynajmniej było – tajemnicą poliszynela. Że opieka okołoporodowa to mit- też wiadomo. Żeby było przekonująco, reżyser wymyślił nawet lekarkę – ginekolożkę mającą się o tym przekonać na własnej skórze. Że każdy może zrobić karierę – od menela do współudziałowca koncernu – pokazał przykład fortun na Zachodzie. Dlaczego zatem podobnie ma się  nie zdarzyć w Polsce?

Z wojen na górze i ocierających się o parodię filmów P. Vegi normalność w publicznej przestrzeni  się nie weźmie. Ba, następnych pacjentów ktoś za jakiś czas znów przywiąże do łóżek. Nawet nie pomyśli, że mogą to być ostatnie momenty chorego, który tak przywiązany odda ducha Bogu. Czy coś równie tragicznego rzeczywiście trzeba wymyślać dla potrzeb scenariusza, jeśli ma się na co dzień?

Wszyscy zgodnie przyznają, że zdrowotny program jest Polakom potrzebny od zaraz. Ale w czułe struny uderzyła opozycja. Jej przywódca z emfazą wyliczał, że zlikwidowano właśnie 15 tysięcy łóżek szpitalnych. Bo nie ma kto przy nich stanąć. Średnia wieku pozostałych w kraju pielęgniarek dawno przekroczyła pięćdziesiątkę. Na dodatek z każdym rokiem kurczy się ich liczba. Nie opłaca się być ani ratownikiem, ani fizjoterapeutą. No to choroby mają używanie. Ludzie umierają już na SOR –ach. Plaga nowotworów przeszła wszelkie wyobrażenia. Jakże inaczej, jeśli na wizyty u specjalistów czeka się miesiącami.

Europy, jeśli chodzi o służbę zdrowia, u nas wciąż nie ma. Ale i tak starachowiczanie mogą mówić o szczęściu. Minifilia świętokrzyskiej onkologii to jednak coś. I za chwilę jeszcze onkoczepek przy chemioterapii. Po części, ze zbiórki pieniężnej. Przy okazji, tak na marginesie, lepiej nie szydzić z akcji WOŚP, bo w szpitalach byłoby zdecydowanie skromniej. Na Jurku Owsiaku jednak służby zdrowia się nie oprze. I uchwalanie nocą zmian w przepisach też niewiele zdziała.

Ponieważ pierwszy raz od lat 90. skróciła się w Polsce długość ludzkiego życia, przypomnieć sobie wypada o profilaktyce i tzw. badaniach okresowych. Zwłaszcza w odniesieniu do seniorów. Dziś pacjent zabiegający o podstawowe badania laboratoryjne jest ozięble traktowany. Wszak to koszty dla ośrodków zdrowia. Po co pacjenta badać kompleksowo, jeśli skarży się tylko na zgagę? Bo to mało reklamowanych paraleków w aptekach? No to leczymy się samodzielnie. Również prywatnie robiąc badania. Starachowickie prywatne laboratoria nie narzekają chyba na brak klientów. I tak pacjent idzie od gabinetu prywatnego do gabinetu prywatnego, próbując sam się zdiagnozować. Jednocześnie kręci nosem na próby prywatyzacji służby zdrowia, przynajmniej częściowej. Kto wie, czy któregoś ranka nie obudzimy się zresztą z takimi przepisami właśnie, uchwalonymi nagle przez ustawodawców… Chyba że dotyczyć one będą ułatwień w nostryfikacji dyplomów dla ludzi w bieli kształconych poza Polską. Na to jednak nie ma co liczyć, bo słyszy się o różnicach w kształceniu itd. Pacjent zatem, jeśli wcześniej nie umrze, to najpierw trochę poleży przywiązany do łóżka.

/ewa/