Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 8 lipca 2019

Na innych łamach

nr 25

O tym, jak straszy PiS, rozmawiali, w wywiadzie „Spisek odmieńców”, Aleksandra Pawlicka z Piotrem Osęką, badaczem najnowszej historii Polski. Partia Jarosława Kaczyńskiego może nawet bardziej niż strachem, zarządza szczuciem jednych wobec drugich.

To naziści utożsamiali Żydów z robactwem. Media PiS- owskie sięgnęły po tę właśnie retorykę. Przywołały imigrantów, by wzbudzić do nich odrazę Polaków. Teraz ohydztwem są środowiska LGBT. Żydzi raczej nie przyjdą po swoje majątki, ale – wedle narracji PiS – ktoś może zdeprawować polskie dzieci. „Opowieść o Żydach i LGBT jest opowieścią o spisku odmieńców przeciwko Polsce”. Niechęć ma prowadzić do lęku. „PiS rozumiane jako suma wszystkich swoich twierdz – tych politycznych i medialnych – to jeden wielki krzyk: precz z poprawnością polityczną. Dajemy upust wszystkim rasistowskim niechęciom i nienawiściom. Hołubimy je w sobie. Dajemy sobie prawo określania gejów i Żydów plugawymi słowami i prawo bycia dumnym. Bo jesteśmy tacy nieugięci i twardzi”. P. Osęka przypomina, że gdy uwalniamy język, uwalniamy w sobie złego. Ma zarazem nadzieję, że dopóki „władza działa racjonalnie, nie będzie ofiar, ale /…/ rewolucja może przyspieszyć. Mówię tylko, że propaganda jest tak rozpędzona, że władza nie będzie mieć problemu z uzasadnieniem daleko posuniętych działań represyjnych”. Na razie frustrację kanalizuje internet. Emocji jednak nie wolno lekceważyć. Tym bardziej że propaganda telewizyjna przekroczyła wszelkie nieprzekraczalne dotąd granice. Przekaz telewizji publicznej, jak powiedział poseł Piotrowicz, może razić ludzi inteligentnych, lecz taki ma być! To „spełnienie wyobrażeń samych propagandzistów o tym, jak powinien wyglądać świat, który opisują. Mówimy to, co uważamy, że chciałoby usłyszeć naczalstwo, a dokładnie rzecz biorąc – pierwszy poseł RP. /…/ To jest pułapka, w którą swego czasu wpadli komuniści, budując makiety rzeczywistości nie mające wiele wspólnego z prawdziwym życiem/…/”. PZPR przegrał. Tyle że obecna Polska może się obawiać powtórzenia drogi kraju Orbana. „Na Węgrzech partia władzy tak zrosła się ze strukturami państwa, że nawet stanowiska w prywatnych firmach obsadzane są ze wskazań Fideszu. Naukowców i dziennikarzy nie wsadza się co prawda do więzień, ale pozbawia ich pracy. Takie zachowania nie są PiS-owi obce. Widać pogardę dla elit, co cieszy wyborców PiS. Ale czy wszystkich? Czy całym polskim narodem uda się rządzić w sposób dyktatorski? Zdolność oporu jest u nas duża…

nr 20

Łukasz Warzecha obsadza Donalda Tuska w „Roli tresera”. A to trzaśnie biczem i zadraśnie Jarosława Kaczyńskiego, a to z kolei Grzegorza Schetynę. Tyle że na arenę na razie wchodzi.

Jest politykiem, który może wybierać między wieloma drogami. Kończy kadencję w Radzie Europejskiej pod koniec roku. Kusi go start w polskich wyborach prezydenckich. To jednak droga najeżona niebezpieczeństwami. „Największym z nich jest ewentualna porażka. /…/ Komentatorzy powtarzają – nie bez racji – że Tusk wróci, jeśli będzie mieć pewność wygranej. Jednak przecież pewności wygranej nie ma nigdy. Na dodatek Tusk musi się czuć trochę jak zawodnik, w którego swoje nadzieje i emocje zainwestowali wszyscy kibice, a to bardzo stresująca sytuacja. Jego sukces okazuje się jego przekleństwem. /…/ Inna sprawa, że Tuskowi dał z pewnością do myślenia /…/sondaż dla „Rzeczpospolitej”, z którego wynikało, że więcej osób (44 proc.) nie chce jego powrotu do kraju, niż go sobie życzy (34 proc.)”. Czy opłaci mu się zresztą przejęcie kraju ze wszystkimi obciążeniami finansowymi, stworzonymi przez PiS? „Tusk musi świetnie wiedzieć, że w dłuższym okresie poziom sztywnych wydatków jest nie do utrzymania, a zarazem ich obcięcie oznaczałoby natychmiastowy zjazd sondażowy dla dowolnej partii rządzącej”. Rola prezydenta jest mimo wszystko kusząca. Tyle że Andrzej Duda wydaje się dobrze okopanym przeciwnikiem. „Tusk nadal jest względnie młody. Wciąż może poczekać, ale nie bez końca. W 2025 r., gdy Andrzej Duda skończy swoją ewentualną drugą kadencję, Tusk będzie miał 68 lat. Powoli nadchodzi moment, kiedy były premier będzie musiał wybrać drogę, na której już pozostanie. Chyba że skończy jak bohater wiersza Fredry.” Zaczynającego się od „Osiołkowi w żłobie dano…”.

nr 12

W czasach obecnego kryzysu w Kościele przekaz wiary przestał być wiarygodny. Czy jesteśmy skazani na sekularyzację młodego pokolenia? – zastanawia się Sebastian Duda w „Międzypokoleniowej wyrwie”.

Inna rzecz, że polscy katoliccy biskupi się tego nie obawiają. Bo przecież 82 proc. Polaków w wieku 16 – 29 lat uważa się za katolików. Tyle że uczestnictwo we mszach deklaruje już tylko 26 proc. To najwyższy generacyjny spadek we wszystkich ze 108 przebadanych państw. „To niewątpliwie dowód na małą skuteczność przekazu wiary w młodym pokoleniu”. Za sprawą niskiego poziomu katechezy w szkołach. Rzadko czyta się tam Pismo Święte. Wiedza uczniów o dziejach Kościoła jest wybiórcza, bo takich wykładów też nie mają. Na dodatek szkolnej katechezy nie wspierają ani rodziny, ani parafie. „Wielu młodych wychowuje się dziś w rodzinach rozbitych czy patchworkowych, w których katolickie wytyczne moralne często są odrzucane bądź traktowane jako problematyczne.” Problemem bywa też pojęcie grzechu. „Jeśli nie ma świadomości grzeszności, trudno, by eucharystia i sakrament pojednania traktowane były jako lekarstwo (co podkreśla mocno w swym nauczaniu Franciszek), a nie podniosłe, lecz w gruncie rzeczy pozbawione głębszego znaczenia rytuały”. Dzieciom Bóg jest prezentowany jako „Sędzia sprawiedliwy, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Nie ma nic o miłosierdziu. „Nie jest to mocno zachęcająca wizja w Kościele, w którym w wielu miejscach na świecie znika potrzeba i praktyka spowiedzi usznej”. Istotnym elementem życia religijnego polskich katolików powinna dziś stać się piękna liturgia z mądrym kazaniem, mająca swe przedłużenie w politurgicznej rozmowie o ewentualnych doświadczeniach i wątpliwościach. Tradycja i rytuał przestają chyba wystarczać.

 

nr 11

Na całym świecie coraz więcej inwestuje się w wojsko. „Znowu coś zbroiliśmy?” – pyta Anna – Lena Roth z „Der Spiegel”. Jak widać, tak, jeśli wzrosła pozycja Niemiec w tym względzie. Liderami są obecnie USA i Chiny.

„Globalne wydatki na cele militarne wzrosły o 2,6 proc. do 182 bln dolarów”. Maleją co prawda rosyjskie, lecz mimo to Rosja w swoim regionie jest postrzegana jako duże zagrożenie militarne. Świadczą o tym wzrastające nakłady na wojsko w Polsce, na Ukrainie, na Łotwie, Litwie i w Rumunii. Generalnie w latach 1999 – 2011 globalne wydatki na cele wojskowe rosły. Później, do 2016 r., pozostawały na tym samym poziomie. W 2017 r. liczby poszybowały w górę. W USA administracja Donalda Trumpa realizuje przyjęte programy zakupu broni, co każe zwiększać budżet na obronność. Chiny wcale Stanom Zjednoczonym nie ustępują. Zbroją się Azja i Oceania. Za przyczynę tego stanu rzeczy uważa się w tym regionie napięcia między azjatyckimi krajami i konflikt między USA a Chinami. „W Afryce w 2018 roku wydatki na wojsko spadły wyraźnie, na Bliskim Wschodzie – co najmniej lekko. W liczbach bezwzględnych najbardziej zmalały w Arabii Saudyjskiej /…/. Rząd w RFN w listopadzie 2018 roku wstrzymał cały eksport uzbrojenia do Arabii Saudyjskiej w reakcji na zamordowanie krytycznego wobec rządu w Rijadzie dziennikarza Dżamala Chaszogiego. Berlinowi zależy m.in. na tym, żeby niemiecka broń nie była używana w wojnie w Jemenie. Koalicja wojskowa pod wodzą Arabii Saudyjskiej walczy tam z szyickimi rebeliantami Huti”.

nr 23

Z pokolenia na pokolenie rośnie liczba kobiet, które nigdy nie zostaną matkami – informuje Katarzyna Wierzbicka w „Bezdzietnych z wyboru”. Wśród kobiet urodzonych w latach 1945 – 1955 bezdzietnych jest 8 proc. Natomiast wśród urodzonych w roku 1970 – już 17 proc., a wśród urodzonych w 1975 r. aż 25 proc. może nie urodzić dziecka.

Polska charakteryzuje się jednym z najwyższych poziomów bezdzietności w Europie Środkowo – Wschodniej. Ten stan rzeczy wspiera antyreprodukcyjna polityka społeczna. Pozostawanie w bezdzietności jest „procesem, któremu towarzyszy kilka powtarzających się motywów, m.in. brak stabilnego związku, niestabilność zatrudnienia lub – przeciwnie – wyższe wykształcenie i wysokie aspiracje zawodowe”. Problem polega również na tym, że „przemiany w organizacji pracy opiekuńczej postępują znacznie wolniej niż przemiany społeczne związane z potrzebą wyboru /…/. Gdyby obie te rzeczy szły w parze, mielibyśmy po prostu inaczej zorganizowaną rodzinę. A tak kobietom, którym zależy na niezależności, pozostaje bunt: nie chcą wchodzić w taki kontakt rodzinny, który widzą jako ograniczenie. Wiele z nich zresztą mówi o odkładaniu planów związanych z dzieckiem na „lepszy moment”. Jeśli on nie następuje – niektóre po prostu pozostają bezdzietne”. Ponieważ mężczyźni nie kwapią się do zmian, obie płcie żyją w dwóch różnych światach. Jako że koszty rodzicielstwa wciąż ponoszą kobiety, więc mówią: dość! Nie wolno zapominać i o tym, że inny jest model wychowania dzieci. Rodzicielstwo dziś zobowiązuje. Inwestuje się w nie. Urefleksyjniony model wychowania preferuje przy tym mniejszą liczbę dzieci. Wiele kobiet, które nie chcą mieć dzieci, posługuje się podobnymi argumentami. Wolą nie być matkami, jeśli dziecko miałoby się wychowywać z nianią. Autorka, za ekspertami, studzi emocje: „Nieuleganie zewnętrznej presji, podjęcie decyzji na podstawie własnych przekonań i potrzeb oznacza wzięcie odpowiedzialności za swoje życie. Dzięki niemu można je przeżyć bardziej autentycznie i świadomie: bez dzieci lub z nimi. Ważne, aby dokonując wyboru, nie idealizować żadnego ze scenariuszy, rozważyć, co zyskujemy i co tracimy”.

 

nr 23

Mateusz Cieślak w „Berecie tylko z antenką” opisuje, jak w Polsce harcują promienie. Nawiązuje do przygotowywanego wprowadzenia w Polsce sieci nowej generacji, tzw. 5G.

Konieczne stanie się pokrycie powierzchni kraju jeszcze większą liczbą stacji bazowych telefonii komórkowej. Każda będzie emitowała silne pole elektromagnetyczne. O nieszkodliwości promieniowania przekonywali dotychczas rządzący. Niby panuje pogląd, że szkodzi raczej długotrwałe i częste używanie telefonu komórkowego, ale istnieją również badania dowodzące, że osoby, które używały telefonów komórkowych dłużej niż pół godziny dziennie, częściej niż inne cierpiały na bóle głowy, zaburzenia koncentracji i kłopoty ze snem. Włosi od Polaków się zbytnio nie różnią. Tamtejsi badacze założyli, że nie różnią się specjalnie i od szczurów. Napromieniowywali więc 2448 gryzoni przez 19 godzin. Stwierdzono u nich wyraźny wzrost zachorowań na nowotwory serca i mózgu. W Polsce powtarza się nam, że jesteśmy bezpieczni. „Telefonia komórkowa rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Wielkość transmisji danych od 2010 r. do 2017 r. wzrosła 57 razy. Zmieniła się również liczba połączeń oraz ich średni czas. Do 2030 r. sieci telefonii mobilnej powiększą się 24 razy. Zwiększy się liczba stacji SBTK i ich zagęszczenie. Natężenie promieniowania także musi się zmienić. Jak wytrzymają to polskie szczury? – pyta przewrotnie autor.

 

wybrała /ewa/