Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
W numerze 12 sierpnia 2019

Nie ona jedna

Dopiero przekroczyła siedemdziesiątkę, ale wyglądała na więcej lat. Z tych puszystych, z nierówno rozłożoną tkanką tłuszczową. Najwięcej było jej na przedramionach, które nie mieściły się na szpitalnej leżance. Zresztą sama na to zwróciła uwagę, w ten sposób zaczynając rozmowę. Że taka zaniedbana, bo właśnie ręce odmówiły posłuszeństwa, nie mówiąc o nogach, które też nie noszą.

Mieszka dziś w pojedynkę, w bloku, wcale nie tak wysoko, ale nie daje rady zejść na dwór. Siedzi więc zamknięta w czterech ścianach, zdana na łaskę sąsiadów. Nielicznych, którzy mogą pomóc. Za finansową niekiedy wdzięczność. Przy robieniu kanapek – o obiadach nie ma co marzyć –  albo spakowaniu torby, kiedy przyjeżdża pogotowie. Coraz częściej musi je wzywać. Bo chyba nie ma w sobie już żadnego zdrowego organu. Co i rusz boli coś innego. Dopiero co wyszła ze szpitala, a znów doń trafiła. Tyle że po tamtym pobycie na miesiąc wysłano ją do domu opieki. Blisko, w Świętokrzyskiem. Nawet ładnie wszystko zagospodarowane i pokoje niebrzydko urządzone, ale już jedzenie nie tak smaczne, jak domowe, a nawet szpitalne. Setka ludzi pod opieką, lecz personel chyba ograniczony, gdyż mało kto do niej zaglądał. Kontakt miała jedynie z rehabilitantami, kiedy próbowano ją postawić na nogi. Nie udało się, więc z łóżka słyszała jedynie zawodzące głosy pozostałych pensjonariuszy, dotkniętych przeważnie starczą demencją. Nawet wydawało się jej, że tylko ona tam jeszcze rozsądnie myślała i kojarzyła. Dlatego z ulgą przyjęła informację, że z uwagi na niskie świadczenie, które otrzymuje, jej dalszy pobyt w ośrodku staje pod znakiem zapytania. Wróciła do własnej kawalerki, by znów próbować związać koniec z końcem za mniej niż najniższa krajowa. A nawet za jeszcze mniej.

Nie, nie jest samotna. Ma rodzinę. Mąż co prawda jakiś czas już nie żyje, ale są dzieci. Gdzieś tam mieszkają. A dokładnie za granicą. Osiedliły się poza Polską na fali wyjazdów po naszej akcesji do Unii Europejskiej. Na pewno nie wrócą. Tam się urządziły, tam urodziły się najmłodsze latorośle. Nie wie, jak im się wiedzie, bo nigdy tam nie była. I już nie pojedzie. Przez brak zdrowia. Z rzadka włącza stary laptop i rozmawia przez kamerkę. Nigdy nie usłyszała pytania, jak jej samej w Polsce, czy wystarcza środków na życie i czy coś zjadła… Dzieci, jak to dzieci, żyją własnym życiem. Na marginesie tego stwierdzenia dodała, że nawet nie ma o to żalu, choć sama się za młodu nie oszczędzała. Właśnie przy rodzinie. O siebie specjalnie nie zabiegała. Wybaczała mężowi wyjścia na coś mocniejszego z kolegami. Również jego kręcenie nosem na zbyt słoną lub rzekomo zbyt kwaśną zupę. Żeby choć raz zachował się inaczej… Nie, to nie było w jego stylu. Raczej alkohol, który w końcu go pokonał.

Godzi się z sytuacją, w której się znalazła. Widocznie tak miało być – konkluduje. Tęskno tylko trochę za minionym. Wydaje jej się, że w poprzednim świecie, przed transformacją, z bagażem obecnych kilku dziesiątek lat byłoby jej jednak łatwiej. Bo sąsiedzi się tak nie odgradzali od reszty. Częściej pomagali bezinteresownie, a nie za pieniądze. Dziś nikt za darmo okna nie umyje, ani nie poczęstuje talerzem zupy. Da najwyżej radę, żeby może postarać się o pomoc z MOPS –u albo kogoś ze Wschodu. Pewnie, że ktoś na 24 godziny by się przydał. Ale to kosztuje. Bajońskie – jak dla niej, z jej niewiele ponad tysiącem złotych – sumy. A MOPS? Też przyjdzie zapłacić. Ile? Nie wie. Ma jednak nadzieję na opiekunkę, która przynajmniej zrobi zakupy i coś do jedzenia. Ale czy na pewno ją jej przydzielą? Ma przecież dzieci. Co z tego, że poza krajem i finansowego wsparcia nie dają… Obowiązku alimentacyjnego przecież nie wymusi. Zresztą wstyd. Tyle że wstydem jest także prosić o pomoc państwo.

Zakładając rodzinę, rodząc dzieci nie takiej starości się spodziewała. Gdyby miała zdrowie, wszystko potoczyłoby się inaczej. Byłaby może u dzieci za granicą, znów sprzątając i gotując. Niepełnosprawna nikomu nie jest potrzebna. I jak tu żyć (posługując się parafrazą słynnego zapytania), Panie Prezydencie, Panie Starosto? Jak tu żyć? – pyta.

/ewa/