Kontakt z redakcją: 41 274-55-12
Aktualności 14 sierpnia 2019

„Możemy szczęściem zarażać innych”

Pasje i sukcesy

O miłości do tańca i Jamajki opowiada roztańczona pani psycholog, Agnieszka Białoń.

   Absolwentka II LO im. Stanisława Staszica, psychologii na Uniwersytecie im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, mistrzyni Europy w zawodach Dancehall Quenn, trenerka tańca dancehall, pilot wycieczek po Jamajce.

 

– Sierpień. A więc jesteś teraz w Polsce czy już na Jamajce?

– Na razie w Polsce. Szykuję się do zawodów „Intercontinental Dancehall Queen”, które odbędą się w listopadzie w Moskwie. A oprócz tego prowadziłam warsztaty taneczne we Włoszech, Izraelu, Niemczech, Francji, Belgii. Na brak zajęć i nudę nie narzekam.

Z koroną Queens On Top

– Jak to się zaczęło? Zawsze marzyłaś o tańcu?

– Kiedy miałam 9 lat, byłam na wakacjach w Egipcie, gdzie zobaczyłam taniec brzucha. Zafascynowana tym postanowiłam trenować. W Starachowicach nie było przecież takiej szkoły, więc podglądając arabskie tancerki, trenowałam sama w domu. Takie były początki. Potem Zespół Tańca Towarzyskiego „Takt”, kurs musicalowy w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie, aż wreszcie odkryłam dancehall.

– Ale to miało miejsce już wtedy, gdy studiowałaś psychologię?

– Oczywiście podjęłam studia, bo zdawałam sobie sprawę, że taniec to nie jest zajęcie na całe życie. Jednak dancehall stał się moją pasją. Oprócz zajęć na studiach, zdawania kolejnych egzaminów, cały czas trenowałam taniec. Zaczęłam brać udział w konkursach, osiągać pierwsze sukcesy, a także szkolić innych.

Na Jamajce z ekipą Polsatu

– Zostałaś magistrem psychologii. Dla wielu osób jest to nieosiągalnym marzeniem, a Ty na razie zamiast zajmować się ludzkimi duszami, tańczysz. Będziesz kiedyś pracować  w swoim zawodzie?

– Z pewnością nie w najbliższej przyszłości. Na razie żyję tak jak chcę. Mam wymarzoną pracę – przez pół roku zajmuję się tańcem, a w sezonie zimowym jestem pilotem wycieczek po mojej ukochanej Jamajce. Ale muszę przyznać, że studia były bardzo ciekawym doświadczeniem. Obudziły we mnie otwartość na różne sposoby patrzenia na świat, bardzo przydatne w funkcjonowaniu w dwóch zupełnie różnych kulturach.

– Ale psychologia z tańcem nie ma nic wspólnego?

– Wiedza psychologiczna przydaje się w wielu dziedzinach życia. Uczy rozumienia ludzkich emocji, radzenia sobie ze stresem, a to jest mi bardzo przydatne w czasie zawodów czy podczas prowadzenia zajęć.

– Lubisz rywalizację? Uczestniczenie w turniejach tanecznych?

– Uwielbiam być na scenie. Kiedy wchodzę na nią, czuję, jakby wstępowała we mnie „supermoc”. Przepełnia mnie wtedy radość. Zawody są okazją do poznania fantastycznych ludzi. Turnieje dancehallowe to rywalizacja tylko na parkiecie, prywatnie wszyscy się lubią, a zwycięstwo rywalki potrafi cieszyć równie mocno jak własne. Poza tym rozgłos i uznanie w dancehallowym świecie daje nowe możliwości, na przykład dostałam propozycję sędziowania mistrzostw w Grecji i na Ukrainie.

Agnieszka w ulubionym miejscu na świecie

–  I wreszcie doszłyśmy do bardzo poważnej kwestii – czy z pasji można się utrzymać? Można kochać taniec, ale czy to przynosi wymierne, finansowe korzyści?

–  W sezonie letnim prowadzę wiele warsztatów w całej Polsce i Europie. Sędziuję zawody, występuję, organizuję warsztaty z jamajskimi tancerzami w Polsce. Te wszystkie zajęcia są dla mnie źródłem dochodu. Pozwalają mi też samej doskonalić swój taniec i uczyć się „u źródła”.

– Czyli na Jamajce, która stała się Twoim drugim domem?

– Właściwie trzecim. Mam trzy miejsca, które mogę nazwać swoim domem – ten w Starachowicach, w Warszawie i na Jamajce. To miejsca, w których czuję się u siebie. To miejsca, gdzie są ludzie, do których lubię wracać.

– Pierwszy dom czyli Starachowice to…

– … rodzina, miłe i spokojne miejsce. Chętnie tu przyjeżdżam.

Warszawa to studia. I Jamajka. Odległe, egzotyczne miejsce, które także nazywasz swoim domem. Jak to się stało?

–  Jeszcze kilka lat temu Jamajka była dla mnie tylko marzeniem, a późnej stała się ulubionym miejscem na Ziemi, które zafascynowało mnie swoją energią i zupełnie innym podejściem do życia. Cały czas coś mnie tam ciągnęło, odwiedzałam ją coraz częściej, aż w końcu postanowiłam, że chcę tam zostać na dłużej. Niekoniecznie na stałe, ale życie na Jamajce przez kilka miesięcy w roku jest idealnym rozwiązaniem.

Po warsztatach tanecznych

– Podobno to miejsce uzależnia?

– Gdy ostrzegam ludzi, którzy przyjeżdżają na Jamajkę po raz pierwszy, że ona uzależnia, nikt nie traktuje tego poważnie. Ale gdy już po paru dniach widzę błysk w oku i nieschodzący z twarzy uśmiech, doskonale wiem, że dopadło ich to samo, co mnie parę lat temu. I wiem, że jeszcze nie raz się tu spotkamy.

– Co jest tak niesamowite w tym miejscu, że się w nim zakochałaś?

– Taniec, muzyka, wrodzony luz i pogoda ducha mieszkańców. Wydają się szczęśliwi, mimo iż nie mają zbyt wiele. Rzadko dopada ich stres, bo czym przejmować się w kraju, w którym nikogo nie dziwi dwugodzinne spóźnienie? Wszyscy żyją w poczuciu, że jakoś to będzie, bo ludzie chętnie sobie pomagają. Zawsze znajdzie się kumpel, który podwiezie swoim samochodem, koleżanka, która zajmie się dzieckiem albo wujek, który poratuje drobną pożyczką. Nie trzeba więc wiele planować lub martwić się na zapas. Więzi międzyludzkie są tu bardzo bliskie.

– Ostatnio rozmawiam już z kolejną osobą, która sugeruje, że cywilizacja zachodnioeuropejska zabija w ludziach spokój i radość życia. Ty potwierdzasz to zdanie?

– Zauważyłam, że mimo popularności smartfonów, Jamajczycy wciąż wolą spotkania twarzą w twarz. Do tego uwielbiają się bawić, a imprezy z głośną muzyką i tańcami do rana są tu organizowane codziennie. Mimo biedy żyje się tu więc bardzo wesoło, a ludzie rzeczywiście są pogodniejsi i szczęśliwsi niż w niejednym bogatym i rozwiniętym kraju. Myślę, że wiele moglibyśmy się od nich nauczyć.

– Przejęłaś od Jamajczyków jakieś życiowe wartości?

– Słynne jamajskie „one love” czyli miłość do świata i ludzi to dla mnie bardzo ważne w podejściu do życia. Rodzina, przyjaźń i oczywiście podążanie za marzeniami. Uważam, że trzeba żyć tak, by być szczęśliwym, bo wtedy możemy tym szczęściem zarazić innych.

– Zabawy do rana? Ale przecież Ty na Jamajce pracujesz a nie tylko odpoczywasz?

– W sezonie zimowym uciekam na Jamajkę i tam pracuję dla firmy naJamajke.pl, opiekując się polskimi turystami. Pokazuję im najciekawsze zakątki na wyspie oraz jej niesamowitą kulturę. W marcu będzie miała miejsce pierwsza wyprawa ułożona przeze mnie dla tancerzy z Polski chcących uczyć się na Jamajce.

Plakat reklamujący listopadowe mistrzostwa w Rosji

– Twoja miłość do Jamajki zaowocowała tym, że stałaś się jedną z bohaterek polsatowskiego programu „Polacy za granicą”. Opowiadałaś o urokach wyspy, a nawet podobno zaciągnęłaś ekipę na Mojito Mondays czyli jeden z najsłynniejszych ulicznych pokazów dancehall. Twoje życie wydaje się barwną przygodą, wiecznymi, roztańczonymi wakacjami spędzanymi w cudownych krajobrazach. Czy tak jest rzeczywiście?

– Realizacja mojej pasji wymaga sporo pracy. Nie tylko na sali tanecznej i siłowni, ale muszę mieć także dużą wiedzę – rozumieć teksty piosenek, znać kroki, odpowiednio łączyć je ze sobą, znać ich znaczenie i historię powstania. Konkurencja jest ogromna, dancehall w Europie jest coraz popularniejszy, więc przygotowanie do zawodów wymaga wielu godzin treningu. Praca w biurze turystycznym wymaga zupełnie innych umiejętności i ciągłego poszerzania wiedzy o miejscach, które pokazuję turystom.

– Ale mimo wszystko nie zamieniłabyś tej pracy na żadną inną?

– Zdecydowanie nie.

– Życzę powodzenia na mistrzostwach w Rosji i wspaniałych tanecznych wakacji  na Jamajce, na które niedługo wyjeżdżasz. Dziękuję za rozmowę.

Ewa Sajór – Ruszczak

fot. archiwum prywatne