7.6 C
Starachowice
piątek, 30/10/2020
Strona główna W numerze Boczne drogi świętokrzyskiej ziemi

Boczne drogi świętokrzyskiej ziemi

Odkrywanie jej sekretów wzięli sobie za cel członkowie Oddziału Międzyszkolnego PTTK w Starachowicach. Dysponując znakomitymi przewodnikami odhaczają na swoich mapach podróży kolejne ciekawe punkty swojej małej ojczyzny. Niektórzy nie pierwszy raz.

– Co roku powtarza się przynajmniej jedno miejsce naszego województwa, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza – uśmiecha się Janina Lorek Spadło, starachowicka bibliotekarka. – Świętokrzyskie zjechałam od początku do końca, a mimo to zawsze da się znaleźć coś nowego, poza tym takie powroty też mają swój urok – dodaje.

Jednym ze szlaków, którymi OM PTTK w tym roku podróżował, był sakralno – literacko – historyczny. Powiaty skarżyski, kielecki i radomski, który niegdyś do świętokrzyskiego województwa przecież należał, oczarowały bogactwem atrakcji.

W domu Gombrowicza – jak zwykle – wszystko na głowie

Jedną z osób związanych z naszą ziemią był Witold Gombrowicz. Urodzony w Małoszycach, ochrzczony we Wszechświętem, sporo czasu spędził we Wsoli w powiecie radomskim – majątku należącym do brata pisarza, Jerzego Gombrowicza. To tu, dzięki miejscowemu przewodnikowi, licznie przybyła grupa ze Starachowic zgłębiała tajniki wybitnego gombrowiczowskiego umysłu.

„Kiedyś śniliście mi się wszyscy razem, cała rodzina gdzieś jakby we Wsoli i ja także tam byłem, spotkaliśmy się po raz pierwszy po wojnie i każdy opowiadał swoje przeżycia, ale nikt nie mógł dosłyszeć, co mówią inni, po czym nagle zjawił się Pascal we własnej osobie i powiedział: żyje się samemu i umiera samemu” – tak pisał Witold w liście z 1956 roku.

Otoczony parkiem uroczy dwór do dziś nosi ślady bytności sławnego rodu, oryginalna posadzka czy drzwi pamiętają tego, który nadal odbija się czkawką m.in. maturzystom. Ale nawet ci, którzy nie są wielbicielami gombrowiczowskich powieści, będą się tu dobrze bawić, a to wszystko dzięki przewodnikowi, który w sposób lekki i przyjemny przeprowadzał zebranych przez trudny skądinąd życiorys pisarza. Mamy zatem okazję poznać człowieka, który mimo wielu relacji z kobietami wcale za nimi nie przepada, a na pewno ich nie rozumie. Za jego mizoginię można obarczać winą matkę – trudną, nieszczęśliwą, nadopiekuńczą, uwikłaną w nieszczęśliwe małżeństwo z ojcem Witolda.

Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli jest pełne niezwykłych pamiątek, rzeczy osobistych, to wciąż żywa pamięć o człowieku, o którym jego żona – Rita Gombrowicz, powie: „(…) na godzinę przed śmiercią dałam mu malin, które zjadł z przyjemnością. Poprosił mnie o kieliszek burgunda, wypił i powiedział, że jeden łyk go upił. Zasnął”

Wsola należąca dziś do województwa mazowieckiego, to nie tylko Gombrowicz. To także początek szlaku sakralnego, czyli kościół znany ze skandalu. Zabytkowa budowla „ozdobiona” świecącym różańcem wzbudza w turystach mieszane uczucia. Neoromańska budowla z czerwonej cegły stanęła na miejscu świątyni, o której pisał już Jan Długosz, kiedy pierwszy drewniany kościół przestał wystarczać parafianom we Wsoli, został zakupiony przez… Jana Gombrowicza i przeniesiony do Bodzechowa, gdzie po renowacji stoi do dziś.

Niektórzy skusili się na partyjkę w gombrowiczowskiej Wsoli

„Przykrą jest rzeczą nie mieć czytelników – bardzo nieprzyjemnie nie móc wydawać swoich utworów – wcale nie jest słodkie być nieznanym” – największa zmora Gombrowicza prowincjonalnego hreczkosieja, jak sam o sobie mówił, która zresztą nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością. Jest bowiem czytany, chociaż nie zawsze i nie przez wszystkich rozumiany.

Tak jak sztuka. Z tą przez wielkie S członkowie Oddziału Międzyszkolnego PTTK w Starachowicach spotkali się w Orońsku, w Centrum Rzeźby Polskiej. Trzynastohektarowa posiadłość to miejsce, w którym tradycja przygląda się awangardzie a teraźniejszość spaceruje z historią w doskonałej komitywie; zarośnięty rzęsą staw i stara oranżeria wprowadzają w romantyczny nastrój, bo jakby nie patrzeć wielka sztuka „romantycznością” zawsze stoi. Uczestnicy wycieczki co rusz podczas spaceru po parku napotykali rzeźby klasyczne, czasem nieznośnie tradycyjne, częściej tradycji zadające kłam.

Nie mogło się obyć bez wizyty w pałacyku Brandta, artysta związał się z tym miejscem m.in. więzami uczuć. Poślubiwszy wdowę po swoim przyjacielu stworzył tu Wolną Akademię Orońską. Bytność w tym miejscu takich sław jak Wojciecha Kossak, Alfred Wierusz – Kowalski czy Tadeusz Ajdukiewicz sprawia, że do dziś w powietrzu unosi się ta, niemożliwa do podrobienia, atmosfera wielkiego talentu i artystycznej nonszalancji. Kto wie czy któryś uczestnik wycieczki nie popełni po powrocie jakiegoś wiekopomnego dzieła.

Orońsko przyciągnęło miłośników sztuki

Zarówno Wsolą jak i Orońskiem zboczyliśmy lekko ze świętokrzyskiego traktu, chociaż z drugiej strony to boczne drogi województwa świętokrzyskiego starachowicki PTTK miał polecać. Wracając jednak na szlak… odwiedzimy bliskie i bardzo atrakcyjne Skarżysko – Kamienną. Oprócz ciekawej historii Rejowa, na którą osobny artykuł potrzebny, miasto Staffem i Muzeum Orła Białego stoi. I tu właśnie grupa wycieczkowa finiszowała. Zanim to jednak nastąpiło, była okazja dowiedzieć się skąd też w pobliskim Skarżysku Ostra Brama się wzięła i czym skarżyska Matka Boża różni się od wileńskiej. Opowieść snuta przez przewodniczkę wprowadziła zebranych w klimat lęku o to, co w życiu najcenniejsze, o wiarę. Z zaciekawieniem słuchano historii biskupa Materskiego, który odpowiedział na prośby Polaków, którzy z przyczyn historycznych opuścili swoją ukochaną wileńską ziemię i podjął decyzję budowy repliki Ostrej Bramy w Skarżysku-Kamiennej. To miejsce wzniesione modlitwą, pracą i ofiarą jest widocznym znakiem łączności świętokrzyskiego miasta z Wilnem. Kolejnym jej przejawem są relikwie św. Rafała Kalinowskiego – zakonnika, którego życie związane było z Ostrą Bramą w Wilnie. Jeśli zatem z różnych względów do Wilna  starachowickiemu turyście za daleko, to OM PTTK w Starachowicach serdecznie poleca skarżyskie Sanktuarium.

Ostra Brama w Skarżysku – tego nie mogło zabraknąć

Kolejną atrakcją na mapie Skarżyska – Kamiennej, a właściwie Skarżyska Rejowa, było Muzeum Orła Białego. Jedna z największych kolekcji militariów z Polsce, eksponaty zgromadzone pod gołym niebem – to fantastyczna gratka nawet dla tych, którzy nie są zbyt zorientowani w temacie. Już sam XIX-wieczny budynek wejściowy, będący niegdyś zapleczem administracyjnym Huty „Rejów”, związanej ze Staropolskim Okręgiem Przemysłowym, to cenny pomnik skarżyskiej historii. Muzeum tym jest ciekawsze im bardziej dostępne, a że w tym przypadku można było do niektórych eksponatów wejść i zobaczyć od środka, to można się tylko domyślać ile frajdy uczestnikom wycieczki to sprawiło.

Każdy mężczyzna marzył o byciu pilotem

Wycieczka Gombrowiczem rozpoczęta, Staffem niech się zakończy. Kiedy w 1944 Leopold Staff wraz z żoną, zmęczeni tułaczką i schorowani trafiają do Starachowic, nikt nie przypuszczał, że zaprzyjaźnią się z udzielającym im schronienia ks. Antonim Boratyńskim, ówczesnym wikarym w parafii Św. Trójcy. A tak się właśnie stało, gdy ksiądz Antoni został przeniesiony do Skarżyska, Staff był częstym gościem plebanii. Bardzo polubił to małe miasteczko, w liście do Tadeusza Różewicza nazwał je Rekonwalescentopolem, bo tu też nabierał sił po wojennej zawierusze. Już na zakończenie wycieczki, bonusem była chwila przy ławeczce z pamiątkową tabliczką. Wprawdzie nie ta sama ławeczka, na której Staff lubił siadywać i kontemplować, ale świerk nad nią jest ten sam.

…I koniec, i bomba, kto nie był ten trąba… Można jednak to nadrobić i zapisać się do Oddziału Międzyszkolnego PTTK.

(a.marciniak)

 

Poprzedni artykułByć dobrze poinformowanym
Następny artykułSpokojniej na drogach
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

0
Dodaj komentarzx
()
x