Strona główna / W numerze / Na innych łamach

Na innych łamach

                                               „Polityka” nr 33

Jak się bronić przed sztuczkami propagandowymi, kłamstwami i nieuczciwą perswazją, uczy w „Złotym wieku manipulacji” prof. dr hab. Jerzy Stelmach, kierownik Katedry Filozofii Prawa i Etyki Prawniczej Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor książki „Sztuka manipulacji”, rozmówca Juliusza Ćwielucha.

Manipulować można każdym, gdyż każdy ma jakiś słaby punkt. Żeby się bronić, trzeba jednak wiedzieć, że się jest manipulowanym. Tymczasem ludzie nie sprawdzają faktów i poddają się manipulacji. Trudno w manipulacji szukać jasnych stron. Chyba że zachodzi taka oto sytuacja. „Lekarz, który pyta pacjenta w termalnej fazie nowotworu, gdzie w przyszłym roku wybiera się na wakacje. O ile nie mamy do czynienia z cynicznym żartownisiem, tylko empatycznym i etycznym człowiekiem. Oczywiście pytaniem tym wciska mu kit, bo tak nazywam tę technikę, ale robi to, żeby podnieść go na duchu i pośrednio upewnić, że wyjdzie z choroby. A jednocześnie nie kłamie i niczego nie obiecuje. Nie każdy chce wiedzieć, że został mu miesiąc życia, i lekarz ma prawo tak postąpić.” Może to i rzeczywiście kłamstwo, lecz manipulacja jest czymś więcej niż kłamstwem. Dziś padamy ofiarami manipulacji topornej i mało wyszukanej. Za to niezwykle skutecznej. Działającej na poziomie najprostszych instynktów. „Co zresztą widać po propagandzie politycznej, która jest tak prymitywna, że aż porażająca. /…/ Działa na tych, którzy mają prostą i negatywną wizję świata. Na tych, którzy nie kierują się racjonalnością. Na tych, którzy wolą się opierać na emocjach negatywnych, bo to nie wymaga wysiłku, w odróżnieniu od analizy faktów.” A że przywykliśmy do bycia manipulowanymi, pozwalamy na wsączanie do politycznego dyskursu różnych bzdur, które łatwo się tam zagnieżdżają. Na początku w smoleński zamach wierzyli nieliczni. Teraz to prawie połowa. Cóż, mieli do wyboru przyjęcie do wiadomości, że albo polskie państwo w wyniku nieopisanego bałaganu doprowadziło do katastrofy, albo zaakceptowanie bezpieczniejszego wariantu. Nie urągającego naszej godności. „Zabili Ruscy i co na to poradzisz? Tę konstrukcję można rozciągać jak gumę w majtkach, bo świetnie się nadaje do usprawiedliwiania własnych klęsk i porażek poprzez przerzucanie winy na innych. Polacy mają w tym wielkie osiągnięcia.” Chcąc się bronić przed manipulacją, trzeba ją najpierw rozpoznać. No i jej nie ulegać. „Demaskować ją. A wtedy nie trzeba nawet reagować. Zwłaszcza w stosunkach rodzinnych dobrze jest nie reagować, żeby nie niszczyć tego delikatnego ekosystemu uczuć, jakim są więzy krwi, czyli coś, na co nie mamy wpływu, a jednocześnie coś, bez czego trudno nam funkcjonować.”

 

 

„Gość Niedzielny” nr 30

Dr Bohdan Woronkiewicz, psychiatra i certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień, z którym rozmawiał Maciej Kalbarczyk, nie ma wątpliwości, że „Alkoholowe lobby triumfuje”.

Polacy pili już w czasach zaborów. Tyle że 20 lat po odzyskaniu niepodległości spożycie alkoholu spadło z 3,5 l do 1,5 l na osobę. „Byliśmy zajęci budową nowej Polski, trzeźwość była cnotą. Po wojnie statystyki znowu poszybowały w górę” W 1980 r. za rozpijanie Polaków opozycja winiła komunistów. Że łatwiej jej pijącymi ponad miarę Polakami rządzić. Średnio na głowę przypadało wówczas 8,41 l. No to zaczęły powstawać rozmaite ruchy trzeźwości, wywodzące się z solidarnościowych ugrupowań. Pojawiła się idea sierpnia jako miesiąca trzeźwości. Efekty były. W 1990 r. spożycie alkoholu zmalało do 6,21 l. Ale na krótko. Dzisiaj ponoć pijemy 11 l rocznie. I to już nie wina komunistów! A alkoholowego lobby, skutecznie wpływającego na rządzących. Blokowane są inicjatywy Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Jej budżet wynosi 4 mln zł, podczas gdy na reklamę alkoholu przeznacza się 1,4 mld zł! Emitowane w telewizji spoty są kierowane nawet do dzieci! To może wpłynąć na ich późniejsze postawy. Reklamy piwa na przykład powinny być w ogóle zakazane. „Badania pokazują, że największy wpływ na wysokość spożycia alkoholu ma jego dostępność. Tymczasem w Polsce jeden sklep z takimi napojami przypada na 273 osoby, czyli de facto na jeden blok mieszkalny. Nikt z tym nic nie robi, chociaż według WHO powinien przypadać na co najmniej 1000 – 1500 osób. /… / Problemem pozostają także stacje benzynowe. Tam można kupić alkohol o każdej porze dnia i nocy.” Straszy się, że gdyby go stamtąd usunięto, znacznie wzrosłyby ceny paliw… Niepokojąca jest plaga tzw. małpek, które można schować do kieszeni, a później opróżnić w ukryciu. Przybywa uzależnionych od alkoholu kobiet. „Bardzo dużo dobrego /…/ robią niektórzy dziennikarze, znani sportowcy czy aktorzy. Jednym z moich pacjentów był Borys Szyc, który głośno i otwarcie opowiada o tym, jak radzi sobie z chorobą. Dzięki temu, że takie osoby jak on dzielą się z innymi swoim doświadczeniem, na terapię zgłaszają się coraz młodsi ludzie i w coraz wcześniejszych stadiach choroby.” Gdyby tylko każdy kolejny rząd nie chodził na pasku producentów alkoholu… Rządzący boją się zarazem narażać wyborcom. Zaostrzenie prawa dotknęłoby przecież znaczną część społeczeństwa. Ba, teraz nawet ministerstwo rolnictwa proponuje, by bimber na własne potrzeby mógł pędzić każdy. Za komuny brano pod uwagę propozycje przeciwdziałania zjawisku. Dziś nikt nie słucha ekspertów. Stąd kuriozalne decyzje. Np. zamiast terapeutom zwiększa się etaty pielęgniarkom w oddziałach uzależnień i zabiera pieniądze funduszowi przeciwalkoholowemu. No to będzie jeszcze gorzej.

 

             „Angora” nr 31

Polska jest jednym z 57 współzałożycieli banku (dziś należy doń prawie 100 państw), którego celem jest wspieranie zrównoważonego wzrostu gospodarczego i poprawa powiązań infrastrukturalnych w Azji – mówi Krzysztofowi Różyckiemu w wywiadzie „Polska na Jedwabnym Szlaku”, Radosław Pyffel  z Akademii Leona Koźmińskiego.

Jesteśmy zbyt dużym krajem, żeby stać z boku. Musimy artykułować nasze interesy. „Inwestycyjna hossa w Azji, od Indonezji przez Kazachstan i Pakistan po Turcję, może potrwać pokolenia, a niektórzy analitycy uważają, że cały XXI wiek. To może być jeden wielki plac budowy, tak samo zresztą jak Afryka. Polskie firmy mogłyby liczyć na kontrakty, ale najpierw odpowiedzmy sobie na kilka pytań: czy mamy takie spółki w Polsce, czy chcą wychodzić za granicę, co mogą zaoferować, czy są konkurencyjne?” Na razie chyba bramą, a nawet furtką do Europy dla Chin nie zostaniemy. I nie w niewystarczającej aktywności polskich rządów w relacjach z Chinami rzecz.  „W tej fazie rozwoju, w której znajduje się Polska, trudno liczyć na jakieś zaangażowanie Chin i tak bardzo oczekiwany deszcz chińskich pieniędzy”. Co z tego, że mamy niezłe położenie geopolityczne, jeśli gospodarcze centrum świata przesunęło się nad Pacyfik. Stamtąd będzie przyjeżdżać coraz więcej ludzi, towarów i kapitału. Czy sobie z tym poradzimy? Pokażą najbliższe dekady. Będą się liczyć dobre pomysły i plany. „Chiny robią to na pokolenia, oni się nie spieszą, nie wykonują nerwowych ruchów. Jestem pewien, że jeśli Polska się tego nauczy, to osiągniemy sukces. Nowy Jedwabny Szlak kojarzy się z logistycznymi inwestycjami, ale trzeba go widzieć szerzej. Amerykanie nie zdołają powstrzymać wyjścia Chin na świat. Na razie USA stosują sankcje, cła, wywierają presje, żeby nie dopuścić do otwarcia drogi do Pax Sinica. Polska z kolei nie zna Chin. Jeszcze 10 lat temu nikt nie dawał wiary, że nad Pacyfikiem rośnie mocarstwo. „A przecież jeśli mówimy o Trójmorzu czy polityce jagiellońskiej, tak mocno kiedyś promowanej przez Lecha Kaczyńskiego, to powinniśmy zauważać obecność Chin w Serbii, Macedonii, Bośni. Na białoruskich lotniskach i ulicach są już napisy po chińsku. Jeśli chcemy być liczącym się krajem, to musimy to przyjąć do wiadomości.”

 

                                           „Newsweek” nr 33

70 proc. Ukraińców, którzy myślą o porzuceniu Polski, zrobi to dla wyższych zarobków na Zachodzie. Ale prawie co drugi myśli o wyjeździe, bo jest źle traktowany i oszukiwany przez polskich pracodawców – zwraca uwagę na ten fakt Radosław Omachel w tekście „Jeszcze za nimi zatęsknimy”.

Praca na czarno to nie wyjątki, lecz raczej reguła zatrudniania cudzoziemców w Polsce. Źle się odbije na polskim rynku pracy i całej polskiej gospodarce. Bo w Niemczech brakuje rąk do pracy. „Znalezienie pracownika, który zgodzi się sprzątać klatki schodowe albo biura, graniczy z cudem. Stąd pomysł na ściągniecie do Nadrenii pracowników z Ukrainy, którzy uchodzą za rzetelnych i zdyscyplinowanych.” Stawki są dwukrotnie wyższe niż w Polsce. Na razie jednak barierę stanowią procedury. Ale z początkiem 2020 roku ma być łatwiej. „Specjaliści różnych zawodów będą wprawdzie musieli wykazać się posiadaniem stosownych certyfikatów (także w takich zawodach, jak stolarz czy opiekun) i nauczyć podstaw niemieckiego, ale sporo firm, którym półtoramilionowa liczba wakatów utrudnia interesy, zabiega o zliberalizowanie obecnego projektu. Boją się bowiem, że wymogi administracyjne spowolnią tempo napływu siły roboczej. /…/ Tak czy inaczej, drzwi do niemieckiego rynku pracy zostaną w styczniu dla Ukraińców i innych nacji spoza UE uchylone. Dla polskiego rynku pracy oznacza to, że za Odrą pojawi się chłonny i dobrze płacący konkurent w walce o pracowników. Może się jednak okazać, że nie tylko wyższe wynagrodzenia, ale i wyższa kultura pracy przesądzą o wyjeździe części Ukraińców do zachodniej Europy.” Tym bardziej że część polskich pracodawców nauczyła się wykorzystywać trudną sytuację i nieznajomość przepisów wśród pracowników ze Wschodu. Oszukują ich na wszelkie możliwe sposoby. Ofiarą takiej nieuczciwości pada u nas czterech na dziesięciu pracowników ze Wchodu. Nadzór Państwowej Inspekcji Pracy jest iluzoryczny. Ewentualne kary dla oszustów są niewielkie. Mnóstwo zatem młodych Ukraińców uczy się języków z myślą o pracy na Zachodzie. Chce tam wyjechać również jedna z bohaterek reportażu, pracująca w polskim domu opieki. W Niemczech za taki sam wysiłek będzie otrzymywać dwa razy więcej. Tu musi się ponadto wciąż wykłócać o nadgodziny, albo o urlop. „Jak tylko podszlifuję niemiecki, wyjadę  – mówi Ukrainka.”

                                          „Moda na Zdrowie” nr 8

Dr Karolina Zagórny w „Jeszcze jednym powodzie do życia” namawia, by ćwiczyć… wdzięczność. Nie takie zwykłe „dziękuję”, ale tę głęboko odczuwaną wdzięczność, ogarniającą całe serce i umysł. Wtedy można się poczuć naprawdę dobrze.

Życie w ciągłym stresie niekorzystnie wpływa na nasz organizm, nie tylko na samopoczucie. Przeżywanie zaś wdzięczności leczy i chroni. Blokuje w mózgu negatywne emocje. „Nie można jednocześnie przeżywać prawdziwej wdzięczności i wielkiego stresu. Stres musi ustąpić. Powtarza to dr Daniel G. Amen, wybitny psychiatra amerykański, który od ponad 30 lat bada wpływ różnych czynników na nasz mózg i wpływ mózgu na nasze zachowania, stan zdrowia i samopoczucie. Gdzie tylko może, nawołuje do tego, aby zrobić wszystko, co w naszej mocy, abyśmy nauczyli się żyć w postawie wdzięczności.” Tymczasem Polacy wolą nieustannie utyskiwać. Zrobili z tego rodzaj kodu towarzyskiego. Im więcej w rozmowie z kimś narzekań, tym bardziej z tym kimś czujemy się blisko. Pora odwrócić te niepokojące tendencje. Praktykowana na co dzień wdzięczność uczy wrażliwości na małe rzeczy. Wystarczy każdego dnia poćwiczyć przez kwadrans takie zachowanie, a zmieni się podejście do życia. Dziękować nawet za błahostki, jak choćby czyjś uśmiech, miłą piosenkę albo spacer wśród zieleni. Wdzięczność trzeba ćwiczyć, żeby przychodziła odruchowo. Kilka lat temu był w Polsce Nick Vujicić, chyba najbardziej znany mówca motywacyjny na świecie, człowiek bez rąk i nóg, który w życiu radzi sobie lepiej niż niejeden z nas. Ma czworo dzieci, piękną żonę, dom i wspaniałą pracę. Bo kiedyś postanowił, że będzie żył normalnie. Jak znalazł siłę? – nadzieja zaczyna powracać, kiedy umiesz dostrzec coś dobrego w swojej sytuacji. Dlatego jeśli upadasz, upadaj tak, aby nie tracić z oczu tego, do czego chcesz wstać – mówił w jednym z wywiadów. Nie trać z oczu nieba. Leżąc na plecach /…/ podziękuj Bogu, że leżysz, a nie umarłeś, że widzisz i oddychasz. Podziękuj za to, co masz, i nie martw się tym, czego nie masz. Bo jeśli czegoś nie masz, a bardzo tego pragniesz, możesz zrobić coś, aby to mieć. A jeśli nie możesz zrobić, to przecież nie ma sensu się tym zamartwiać.”

wybrała /ewa/

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *