Strona główna / W numerze / Wszystko zaczęło się w Kieleckiem

Wszystko zaczęło się w Kieleckiem

Na wakacyjnym finiszu przekonywali się o tym członkowie Oddziału Międzyszkolnego PTTK w Starachowicach, którzy jedną ze słonecznych niedzieli przeznaczyli na odkrywanie Kielecczyzny.

Zachełmie w gminie Zagnańsk to przede wszystkim nieczynny już dziś kamieniołom dolomitów leżący na Świętokrzyskim Szlaku Archeo – Geologicznym, miejsce, w którym wydobywano kamień przeznaczony m.in. do budowy linii kolejowej Radom – Kielce. Ale atrakcją Zachełmia są nie tylko dolomity, zlepieńce, piaskowce, hematyty i baryty, głównym powodem wycieczek są tropy tetrapoda. Dziś Rezerwat Zachełmie to przede wszystkim miejsce spacerów i ławeczki zachęcające do odpoczynku, idealne do tego, by opowieść przewodnika przeniosła zebranych jakieś 400 mln lat wstecz. Polska leżała wtedy poniżej równika, a Góry Świętokrzyskie to stopniowo wysychająca rozległa laguna, i właśnie wtedy tu, z morza na ląd, wychodzi najstarsze na świecie zwierzę – tetrapod. Kieleccy pasjonaci odnajdują ślady, które rewidują dotychczasowe odkrycia, a świat nauki na wieść o znalezisku odpowiada, że ziemia świętokrzyska ma coś na co czekano od lat i co przez następne lata będzie wyznacznikiem dla naukowców.

Dobre humory dopisywały

Uczestnicy wycieczki zgodnie orzekają, że nie sposób nie zachwycić się piękną i tajemniczą ziemią świętokrzyską, tym bardziej że… tetrapod nie jest jedynym pomnikiem tych terenów. Dąb Bartek liczony nie w milionach co prawda, ale w setkach lat przebija tetrapoda popularnością. Nie ma bowiem chyba osoby, która by chociaż raz u Bartka nie była, nie sfotografowała się z nim, albo przynajmniej przejazdem okiem w jego stronę nie rzuciła, Dendrolodzy przypisują mu jakieś ok 700 lat, ale lokalny patriotyzm każe nam wierzyć legendom, które mówią o tym, jak to anioł stróż narodu polskiego, dzień po chrzcie Polan, zstąpił z nieba i podarował księciu Mieszkowi żołądź. Zasadzony miał wydać drzewo silne i opierające się wszelkim burzom. Tak właśnie miał powstać legendarny Bartek, silny jak tur i wciąż żywy, mimo upływających wieków, w jego konarach słychać jeszcze echo sprawiedliwych wyroków Kazimierza Wielkiego, który miał tu rozsądzać chłopskie spory. Tu, jak mawiali pradziadowie najstarszych mieszkańców, odpoczywał Władysław Jagiełło, tu prawdopodobnie ukryła skarb królowa Marysieńka. Żeby zaś miłośnikom baśni uczynić zadość powiemy, że podobno każdy zły Polaków czyn Bartka osłabia, a każdy dobry i pokojowy umacnia i sił dodaje. Kto się zatem pokusi, żeby kondycję staruszka sprawdzić? Podobno tyle przetrwa polski ród ile postoi świętokrzyski dąb. OM PTTK w Starachowicach poleca Bartka nowożeńcom; trzeba odświętnie ubranym przyjechać, przy kapliczce świętego Huberta, patrona udanych łowów, podziękować za „udane polowanie”, a przy Bartku toast wznieść za dobre pożycie i długie życie.

Zaczęli od miejsca, gdzie tetrapod wyszedł na ląd

Warto dodać, że na Ratajach”, przy kapliczce świętej Zofii, Oddział Międzyszkolny PTTK w ubiegłym roku posadził praprapra…. wnuczka zagnańskiego Bartka. Młody, bo roczny dąb został nazwany Cichociemnym i za lat parę będzie szumiał o historii Starachowic i okolic (o Cichociemnym pisaliśmy w numerze z 27 listopada 2018).

O ile w herbie Zagnańska Dąb Bartek stoi, to Strawczyn, który na trasie PTTK się znalazł, szczyci się gęsim piórem. Literacka to gmina, w pobliskim Oblęgorku dwór Sienkiewiczów się pyszni, a w samym Strawczynie kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i Matki Bożej Szkaplerznej Stefanem Żeromskim może się pochwalić. A właściwie tym, że to tu, w Strawczynie, Żeromscy przez kilka lat mieszkali i tu też, w istniejącym do dziś kościele zachował się akt chrztu polskiego pisarza. To jedyny ślad po rodzie Żeromskich, który uczestnicy wycieczki mieli okazję zobaczyć, po domu, który wynajmowali został jedynie kamień…pamiątkowy. Była także okazja powymieniać się spostrzeżeniami na temat Stefana Żeromskiego, ochrzczony w kościele katolickim, pochowany na cmentarzu ewangelickim dzielił swoją uwagę miedzy dwie kobiety. żonę Oktawię, która poświęciła dla niego wszystko i Annę Zawadzką, która wraz z córką wszystko odziedziczyła.

Nie zabrakło odwiedzin u króla świętokrzyskiej puszczy

Dyskutując o życiu pisarza OM PTTK opuszczał Strawczyn podążając w stronę Wiernej Rzeki, a właściwie rzeki Łośnej, Łosośnej czy Łososinki – została ona upamiętniona przez Żeromskiego w znanej wszystkim powieści pod tym samym tytułem. I właśnie Wierna Rzeka rozpoczęła niedzielny szlak wielkopiecowy; Bobrza, Samsonów i Kuźmiaki to miejscowości, które słyną z hutniczych tradycji. Bobrza, o której już w 2005 roku pisano, że stanie się hutniczym kurortem, nadal pozostaje ruiną, a szkoda, bo to właśnie tam stoi pierwszy polski piec, w dodatku o włoskich korzeniach – zaprojektowali go bowiem Jan i Wawrzyniec Caccio. Tam właśnie, nad resztkami zalewu, przy potężnym murze zaporowym przypominającym średniowieczne warownie i licznych pozostałościach po zabudowaniach gospodarczych, wszyscy lekko odetchnęli od upału podziwiając fragmenty robotniczego osiedla.

Huta Józef w Samsonowie i Jadwiga w Kuźmiakach, to kolejne wielkopiecowe atrakcje regionu, pierwsza słynie bowiem z wytopu broni dla polskich wojsk w okresie potopu szwedzkiego, druga z tego, że była najmniejszym zakładem tego typu w Polsce. Obie kuszą piękną i fotogeniczną cegłą, tyle że pozostałość pieca w Kuźmiakach można podejrzeć już tylko zza płotu, stoi bowiem na prywatnym terenie.

Były czasy, gdy niebo nad  Górami Świętokrzyskimi roiły się od mioteł, a śmiech czarownic niósł się echem do najdalszych zakątków kieleckiej ziemi. Tak było do chwili, gdy na Świętej Katarzynie zaczęły powstawać eremy, na Święty Krzyż przybyli Oblaci, a Perzową Górę upodobała sobie Święta Rozalia. Skąd w zaciszu Kielecczyzny dziewczyna z gorącej Sycylii?

Malowniczo się prezentowali na tle ruin w Samsonowie

Taka góra to nie góra – chciałoby się rzec, bo wysokość prawie żadna, ale żar lejący się z nieba trochę starachowickich podróżników nadwyrężył. Powoli ale jednak uparcie podążali jednak do miejsca, w którym wiek temu albo i ze trzy, pasącemu bydło Staremu Perzowi objawiła się pani w białej sukni, dała do ręki klucz i obiecała, że jeśli przetrzyma wszystko co zobaczy zostanie przeorem klasztoru, który tu powstanie. Stary Perz przerażony zapadającą ciemnością, hukiem wyłaniających się z ziemi skał, popędził do wsi po drodze wyrzucając klucz. Tak mówi legenda, ale kto wie, czy gdyby nie strach i brak wiary nie pielgrzymowali byśmy na Górę Perzową zamiast na Święty Krzyż. To nie jedyna opowieść, która wiąże się z tym miejscem; obraz Rozalii z wykutej w skale kapliczki zabierany za dnia do kościoła w Strawczynie wracał nocą na górę, dopóty dopóki proboszcz nie zaprzestał przenosin.

Do dziś wokół kapliczki jest zatrzęsienie ciężkich bloków skalnych, pielgrzymujący tu wierzą, że to mury klasztoru, który nigdy nie powstał. Jedni mówią, że Rozalia ma w pieczy świętokrzyską ziemię od czasów Kazimierza Wielkiego, ale nawet jeśli nie są to aż tak odległe czasy, to na pewno jest to wiek XVI – wtedy to kościół w Zachełmiu otrzymuje wezwanie świętej Rozalii po to, by chroniła mieszkańców od zarazy. Na Perzowej Górze patronka chorób zakaźnych jest prawdopodobnie od wieku XVIII.

Relaks przy dobrej muzyce zawsze mile widziany

Kto by pomyślał, że jedno zdanie doprowadzi do powstania jednej z piękniejszych rezydencji w kieleckim? To właśnie słowa biskupa Jakuba Zadzika: – Po chałupach nie jeżdżę – doprowadziły Jana Aleksandra z Tarłów do wybudowania w Podzamczu Piekoszowskim kopii kieleckiego Pałacu Biskupów Krakowskich. Dziś to ruina, ale nadal wywierająca ogromne wrażenie, szczególnie, że jej koszt, jak podają źródła, to 30…wsi. Motywem do powstania imponującej budowli była nie tylko urażona duma ale i miłość, a może przede wszystkim ona. Jan  ożeniony z piękną i kapryśną Anną Czartoryską spełniał każdą jej zachciankę. Kiedy zatem zechciał podjechać pod pałac saniami w środku lata, zakochany mąż wysypał drogę solą, by jej to umożliwić.

– Gdzie ci mężczyźni wspaniali tacy – nuciła pod nosem niejedna uczestniczka niedzielnej wyprawy.

Gdyby tylko dzień mógł trwać chociaż kilka godzin dłużej, to można mieć pewność, że starachowicki Oddział Międzyszkolny PTTK parę miejsc by jeszcze zobaczył. Niestety, niedziela zawsze trwa krócej niż inne dni, więc i ta minęła zbyt szybko, a wycieczkę czekał przecież jeszcze koncert muzyki country w kieleckim Pałacyku Zielińskiego. Tam odpoczywali i sił nabierali przed kolejnymi wojażami.

(a.marciniak)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *