Strona główna / W numerze / Na innych łamach

Na innych łamach

 

                                                    „Gość Niedzielny” nr 32

Maciejowi Kalbarczykowi wydaje się, że „Pieniądze nie wystarczą”. W lipcu br. w jednym z warszawskich szpitali urodziło się 35 dziewczynek i 36 chłopców. Tyle że przed wprowadzeniem programu 500 plus było podobnie. Inaczej mówiąc, sytuacja demograficzna Polski nie jest dobra.

 „Statystyki pokazują, że Polaków ubywa w tempie kilkudziesięciu tysięcy rocznie. Eksperci biją na alarm. „Nigdy dotąd nie odnotowano tak masowego, radykalnego starzenia się struktur wieku ludności. Już teraz zaczynamy odczuwać pierwsze konsekwencje tych zmian, a w pełni doświadczymy ich w najbliższych dekadach – czytamy w publikacji z 2013 r. W latach 2016 – 2017 zanotowano co prawda kilkuprocentowy wzrost urodzeń drugich i dalszych, ale radość okazała się przedwczesna. „Przez pierwsze sześć miesięcy 2019 r. urodziło się około 182 tys. osób, czyli o prawie 6 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku”. Problemy demograficzne są konsekwencją wieloletnich zaniedbań. Liczba kobiet w wieku rozrodczym spada w tempie 100 tys. rocznie. I raczej tego procesu się nie zatrzyma. Obecna pronatalistyczna polityka rządu nie wystarczy, aby zapewnić odtwarzalność pokoleń. „Współczynnik dzietności (średnia liczba dzieci urodzonych przez jedną kobietę  – przyp. red.) musiałby wynosić 2,1. Utrzymywanie obecnego wskaźnika na poziomie 1,7 będzie dużym sukcesem /…/ .” Zdaniem ekspertów, żeby zachęcić Polaków do posiadania większej liczby dzieci, należałoby umożliwić rodzicom godzenie ról zawodowych i rodzinnych. Choćby poprzez budowę kolejnych żłobków i przedszkoli oraz wprowadzenie dla matek elastycznych form zatrudnienia. Skuteczną formą wspierania rodziców mogłyby być też dodatkowe środki finansowe umożliwiające zatrudnienie opiekunki. Trzeba zarazem pokazywać młodym, że rodziny wielodzietne są – używając młodzieżowego żargonu – cool. Warto do tego wykorzystać fabuły polskich seriali. Inna rzecz, że program 500 plus wcale nie jest dobrze postrzegany przez społeczeństwo. Nie brakuje opinii „przejadania” środków… Może gdyby kobiety widziały wsparcie partnerów w wychowaniu dzieci, chętniej decydowałyby się na urodzenie kolejnego potomka … – sugeruje autor.

                                           „Newsweek” nr 34

„Nie mogę milczeć” – daje wyraz swoim emocjom Małgorzata Rozenek – Majdan, z którą rozmawiała Renata Kim. A chodzi o niesłuszne potępianie przez polityków metody in vitro.

Obecnie rządzący podkreślają, że to zabawa w Boga. „Ale prywatnie znam takich, którzy skorzystali z tej metody i mają dzieci”. Teraz ci sami ludzie chcą „karać lekarzy, którzy wykonują te zabiegi. Rozumie pani? Karać lekarzy, którzy potrafią dokonywać cudu. Na świecie jest 8 milionów  ludzi urodzonych z in vitro. Nie byłoby ich, gdyby na świecie rządziło PiS. Jak to usłyszałam, to mi się ulało. /…/ Denerwuje mnie, że o moim losie decydują ludzie, którzy często okres rozrodczy mają już za sobą i nigdy nie musieli walczyć z problemem niepłodności. A teraz zamiast ułatwiać obywatelom dostęp do in vitro, utrudniają go. Potępiają kriokonserwację, mówią, że słyszą płacz zarodków. /…/ Chciałabym coś wytłumaczyć: pary, które starają się o dziecko za pomocą in vitro, chcą wykorzystać każdą komórkę jajową, każdy dobry plemnik. /…/ Ci, którzy zarzucają tej metodzie brak szacunku do życia, nie rozumieją, że jest dokładnie na odwrót. Poza tym ponad 90 procent par wraca po swoje zarodki. A te, po które nie wrócono, są przekazywane do adopcji.” M. Rozenek – Majdan dwukrotnie poddawała się, ze szczęśliwym zakończeniem – ma dwóch synów, metodzie in vitro. Próbuje po raz trzeci. Temat więc jest jej bardzo bliski. ” W 2013 roku koalicja PO – PSL wprowadziła Narodowy Program In Vitro. Wydano 244 miliony złotych, urodziło się 22 tysiące dzieci. Wypadło 11 tysięcy na jedno dziecko. W 2016 roku PiS, które chodzi na pasku hierarchów Kościoła katolickiego, niefrasobliwie przerwało ten program i wprowadziło własny Narodowy Program Prokreacyjny, w którym jedyną technologią wspomagania rozrodu jest totalnie nieskuteczna naprotechnologia. Wydano na nią 70 milionów złotych, urodziło się – uwaga! – 70 dzieci. Czyli milion złotych na jedno dziecko. PiS nie szanuje swoich wyborców, kpi z nich. Uczyniło z in vitro temat ideologiczny, bo wie, że w ten sposób polaryzuje społeczeństwo. I to mimo że blisko 80 procent Polaków popiera tę metodę. Pytam więc: kiedy PiS zacznie szanować ludzi chorych na niepłodność? /…/ Bo bezpłodność to choroba. I oskarżam PiS o to, że odwraca się plecami do trzech milionów chorujących obywateli, ignoruje ich. /…/ Gdyby ktoś mi powiedział (przed 10 laty – przyp. ewa ), że w 2019 roku będzie taka atmosfera wokół in vitro, nigdy bym nie uwierzyła.”

 

                                              „Duży Format” nr 25

Za 50 lat prawie połowa Polaków będzie 50+ – mówi Aleksandrze Zbroi w wywiadzie „To będzie kraj dla starych ludzi” Przemysław Wiśniewski, redaktor naczelny pisma „Polityka senioralna”.

  W Polsce godzimy się na marnowanie osób w starszym wieku. Czując się niepotrzebnymi, gnuśnieją. A potrzebują zachęty, by pozostać aktywnymi. Również na rynku pracy. Wkrótce seniorzy mogą stać się wręcz grupą bezcenną. W połowie XXI wieku Polska może zostać najstarszym społeczeństwem w Unii Europejskiej. Nic dziwnego, że rynek już dziś wprowadza bardziej elastyczne formy pracy: część etatu, w zmiennych godzinach, z dłuższymi przerwami. „Będzie miejsce nie tylko dla wysokiej klasy specjalistów. Senior w punkcie informacji urzędu lub jako obsługa wystaw w instytucji kultury? Idealnie. Obsługa klienta? Już teraz w Empikach widzę wielu seniorów w punktach kasowych, wkrótce będzie ich pewnie więcej niż szukającej dorywczej pracy młodzieży. Powinniśmy więc dbać, by seniorzy żyli jak najdłużej i w dobrostanie, zachęcać, by nie odchodzili na emeryturę. Tego wciąż nie rozumie biznes i większość samorządowców, w ogóle społeczeństwo, zwłaszcza ludzie młodzi.” Nieświadomość, jak bardzo starzeje się społeczeństwo, i jakie konsekwencje to wywoła, jest dojmująca. W mediach rzadko widzi się seniorów. Funkcjonują trzy stereotypy. Pierwszy, senior bywa zdenerwowany, nic mu się nie podoba, narzeka. Postrzegany jest jako bezwartościowy i problematyczny. Drugi, senior jest roszczeniowy, wiecznie mu coś nie pasuje. Trzeci – kolorowy, senior uśmiechnięty i radosny. Przekonany, że na smutnego nikt nie zwróciłby uwagi. Nie każdy musi być od razu DJ Wiką, najstarszą polską didżejką. Każdy ma prawo żyć tak, jak mu się podoba. Ba, statystycznie rzecz biorąc, seniorzy mają więcej pieniędzy do dyspozycji niż trzydziestolatkowie. Niemniej jednak ich emerytury nie są wysokie. „W Holandii, ale też niezbyt bogatej Chorwacji seniorzy dostają wyższą emeryturę niż pensję. We Włoszech, w Portugalii stopień zastąpienia, czyli stosunku emerytury do ostatniego wynagrodzenia, to 90 procent. U nas to 60 procent, a w pokoleniu obecnych 30 – latków będzie 31 procent. Jeśli nie ma pieniędzy, by zaspokoić podstawowe potrzeby, nie ma mowy o uczestnictwie w kulturze, socjalizowaniu się. Osoby z emeryturami poniżej średniej rzadziej korzystają z narzędzi cyfrowych w sposób kompetentny niż osoby lepiej sytuowane.” Tymczasem seniorzy chcą się dokształcać cyfrowo. I nie chodzi o to, by być „na czasie”, ale o … równy dostęp do usług. Stąd potrzeba edukacji. Przekonywania do kart bankowych, biletomatów, parkomatów, tablic do zamawiania potraw w McDonaldzie itp. W Warszawie rozpoczęła działalność fundacja Zaczyn, która się tym zajmuje. Powstały punkty cyfrowego wsparcia seniora. Można się w nich umówić z trenerem na indywidualne porady. W Poznaniu z kolei wzrasta liczba mieszkań dla seniorów, w tym chronionych czy wspomaganych. Kraków ma ponad 30 centrów, w których można pograć w gry, poczytać prasę, zapisać się na warsztaty.

 

                                              „Polityka” nr 34

Są urzędnikami, terapeutami, spowiednikami, a kiedy coś nie idzie po myśli podopiecznych – workami do bicia. Wszystko za marne grosze, bo coraz częściej wypłacają zasiłki wyższe niż własne pensje – tak można streścić publikację Katarzyny Zdanowicz „Socjalni bez socjalu”.

Socjalni pracownicy przestają kryć swoją frustrację. Jest ich w Polsce około 40 tysięcy. To oni wypłacają 500+ , sami biorąc pensje średnio niewiele ponad 2 tysiące złotych. W tym fachu pracują głównie kobiety – 90 procent. Młodzi się nie garną. Tym bardziej że wymogi rosną. „Minimum wykształcenia to ukończone trzyletnie kolegium pracowników socjalnych lub jeden z kierunków studiów: praca socjalna, pedagogika, pedagogika specjalna, politologia, polityka społeczna, psychologia, socjologia, nauki o rodzinie.” Z takimi kwalifikacjami mogą pracować gdzie indziej. Za większe pieniądze. Wciąż się łudzą, że może się coś zmieni. Że ktoś ich zauważy. Tyle że wynagrodzenia są tzw. zadaniami własnymi gmin. Rząd przekazuje na nie pieniądze samorządom, a te określają poziom wynagrodzeń. Stąd biorą się rozbieżności w płacach w poszczególnych regionach kraju. „Jeśli w pracowniku socjalnym burmistrz, wójt lub prezydent widzi tylko opiekunkę dla alkoholików, ich pensja nie jest wysoka. Średnia wypłata w 2018 r. w województwie pomorskim wynosiła 2875 zł brutto, ale już w warmińsko – mazurskim była o 400 zł niższa. Bogate gminy dopłacają 250 zł za pracę w terenie, w biedniejszych o takiej premii można pomarzyć. Zróżnicowany jest też natłok roboty. Ustawa przewiduje, że na 2 tys. mieszkańców powinno być „nie mniej niż trzech pracowników socjalnych”. Wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast mają sporą dowolność”. Najczęściej świeżo zatrudniony pracownik dostaje minimalną pensję 2250 zł brutto. Specjalista – 600 zł więcej. Kierownik – niecałe 3 tys. zł brutto, a dyrektor – 3,3 tys. zł. /…/ Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej sporządziło listę ponad 100 gmin, w których pracownicy socjalni dostają wynagrodzenie minimalne.” Podopieczni wyciągają z opieki społecznej zdecydowanie więcej. „Wystarczy, że samotna kobieta ma trójkę dzieci, 500 plus, do tego alimenty, dodatek mieszkaniowy, zasiłek na opał, dobije do 4 tys. zł.” Te olbrzymie transfery demoralizują ludzi. „Politycy mają splendor, pracownicy socjalni – więcej roboty i odpowiedzialności.” Na dodatek miernikiem ich pracy usiłuje się uczynić pojedyncze przypadki zaniedbań, które nagłaśniają media. Pracownicy socjalni potrzebują obrony, zbyt wiele lat są marginalizowani. To jeden z najsłabiej opłacanych zawodów w administracji publicznej, a jednocześnie bardzo potrzebny. Podkreślają, że szanse społeczne, nierówności wyrównuje się systemowo, a nie poprzez rozdawnictwo pieniędzy. Pora wziąć przykład ze Skandynawów chociażby.

 

                                         „Gazeta Wyborcza” nr 147

Miliardy ptaków giną w zderzeniach z szybami i innymi przezroczystymi powierzchniami. Do walki z tym zagrożeniem przystąpiła polska fundacja Szklane Pułapki. Proponuje nowy typ zabezpieczania szklanych powierzchni – informuje Wojciech Mikołuszko w tekście „My nalepiamy, a ptaki giną”.

    Problem kolizji jest duży, ale mało znany. W Europie takich szacunków brak. Obserwacje w Polsce trwają od początku 2018 r. Ponoć w USA przez szyby ginie aż miliard ptaków rocznie. Ba, niektórzy naukowcy uważają, że amerykańskie szacunki mogą być zaniżone. Powodem jest … niska wykrywalność ofiar. Znaczna część ptaków, które zderzyły się z szybami jest bowiem od razu zjadana przez drapieżniki. Ciała innych szybko się rozkładają. W zestawieniu przyczyn śmiertelności ptaków na pierwszym miejscu znajdują się kolizje ptaków z budynkami. To z powodu działalności człowieka zatem spada liczebność ptaków w skali globalnej. Wydawałoby się, że ptaki mają lepszy wzrok niż ludzie. Powinny zauważać szyby. Ale mają one odmienne ułożenie oczu. Ponieważ leżą po obu stronach głowy, ptaki mają kłopot z określeniem położenia szyby. Nawet niewielka, z ptasiego punktu widzenia jest ogromna. Poza tym ptaki widzą za nią zieleń, więc lecą ku drzewom i krzewom. Odpocząć albo szukać pokarmu. „Często nawet jeśli zauważają szybę, to zbyt późno. Ponieważ lecą z dużą prędkością, do 50 km na godz., nie są w stanie wyhamować.” Przyrodnicy i architekci próbują tę ptasią hekatombę wyhamować. Oblepia się ekrany przy drogach szybkiego ruchu sylwetkami drapieżnych ptaków szponiastych. Tyle że to nie działa. Bo nieruchomy drapieżnik nie jest dla nich zagrożeniem. A że przerwy między naklejkami są duże, ptaki usiłują przelecieć między nimi. Obecnie oferuje się system naklejek na szyby w postaci kropek, który jest już stosowany w USA i Kanadzie. Odpowiednio naklejane, z zachowaniem niewielkich odległości,  zniechęcają ptaki do przelatywania przez szklaną barierę. Próby przeprowadzono w ornitologicznych obiektach. Zabezpieczenia zadziałały.

 

wybrała /ewa/

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *