Strona główna / W numerze / „Taniec to nieustanne poznawanie”

„Taniec to nieustanne poznawanie”

 

Wyjechała do Nowego Jorku, gdzie zaczęła rozwijać się jako tancerka, choreografka, reżyserka czy montażystka. Teraz jest z powrotem w Europie. W Starachowicach, gdzie przebywała w okresie letnim zawitała tam, gdzie wszystko się zaczęło, w mury Szkoły Tańca MiM. Poprowadziła zajęcia nie tylko dla młodych tancerzy, ale również warsztaty dla zainteresowanych tańcem starachowiczan. Znalazła również trochę czasu na spotkanie z Gazetą Starachowicką. Zapraszam na wywiad z Olgą Dobrowolską.

                                                                    * * * 

– Olga, taniec dla Ciebie jest…?

– Najbliższą mi formą wyrażania i poznawania siebie.

– W zespole MiM tańczyłaś od dziecka. Jak wspominasz tamten czas?

– Dzielił się na wiele etapów, pierwsze wspomnienia mam z zajęć z panią Małgosią, gdzie oprócz tańca miałyśmy szansę eksplorować aktorstwo, rytmikę itp. Był czas kiedy byłam solistką, czas kiedy dołączyłam do starszych grup i mogłam poznać smak pokory stania w tylnych rzędach, później znów znaleźć motywację, by piąć się w górę i być solistką. Był czas wewnętrznych poszukiwań i wyjeżdżania na warsztaty międzynarodowe, które bardzo otworzyły mi oczy na profesjonalne życie tancerzy i choreografów, pokazały zupełnie nowe możliwości i style tańca. Cudowny czas, jestem ogromnie wdzięczna za tak cudne wprowadzenie do sztuki tańca jakie dał mi MiM.

– Nigdy nie chciałaś zrezygnować?

– Nie, przynajmniej nie pamiętam takiego czasu. MiM i zajęcia były moim miejscem dla ciała i ducha, gdzie spełniałam się, jaki nigdzie indziej, niezależnie od wyzwań, które czasami przynosiło funkcjonowanie w dużej grupie dziewcząt (śmiech – przyp. red.).

– Kiedy podjęłaś decyzję o zawodowstwie?

– Dopiero po mojej 6 – miesięcznej podroży po USA, gdy miałam 19 lat.

– A skąd decyzja, by zająć się zawodowo tańcem?

Taniec od zawsze był obecny w jej życiu, pierwsze kroki na scenie postawiła, jako mała dziewczynka

– Była intuicyjnym głosem duszy, który zawładnął moim umysłem w tamtym momencie. A mogłam go usłyszeć, dzięki zmierzeniu się z wieloma wyzwaniami i szansie pokazania swoich umiejętności i rozwijania ich w LA i NYC (Los Angeles i Nowy Jork – przy. red.). Tam też choreografowie i rówieśnicy zauważyli mój talent i pomogli mi uwierzyć w siebie. Od dziecka wiedziałam, że taniec jest moją największą miłością, od pierwszego spektaklu KTT powstało marzenie o byciu choreografem, były to jednak pragnienia, które przynosiły równie dużo strachu. Dopiero samotne podróże i napotkani ludzie pomogli mi uwierzyć, że moje najgłębsze marzenia warte są realizacji i zaufania w możliwość ich spełnienia.

– Po MiM – ie kształciłaś się w szkołach tańca czy jesteś samoukiem?

– Hmm, jestem ciekawskim, wyszkolonym samoukiem (śmiech – przyp.red.). Po MiM – ie i już podczas MiM – u aktywnie uczestniczyłam w warsztatach międzynarodowych odbywających się w Polsce, uczyłam w szkole tańca Riviera w Warszawie, tworzyłam pierwsze choreografie, trenowałam balet, hip hop, taniec współczesny. Zawsze głodna spróbowania jak największej liczby stylów tanecznych. W Stanach zrobiłam Certificate Program w szkole Peridance Capezio Center na Manhattanie i później 3 – letni program w Ballet Arts w New York City Center. Ale równie dużo czasu spędzałam na ulicach NYC ucząc się od streetdancerów (ulicznych tancerzy – przyp. red.), jak również sama eksplorując w studio. Dziś wiem, że wszystko to było potrzebne, bym mogła stworzyć swą własną metodę ruchu i stylu tańca, w którym tworzę i uczę. Dla mnie taniec to never ending research (niekończące się poznawanie – przy. red.), traktuję to tak, jak specjaliści traktują badania naukowe.

– Nadal mieszkasz w Stanach Zjednoczonych?

– Aktualnie nie mieszkam w USA, wróciłam do Europy po ukończeniu szkoły i roku pracy. Będę do Stanów wracać w odwiedziny i na występy, ale kolejnym etapem jest Egipt i Europa. Chcę być przez jakiś czas bliżej korzeni. Polska jest pięknym krajem, który warto wspierać, szczególnie w tak trudnym czasie. Chce być bliżej również ze względów rodzinnych.

 – Jak idzie kariera?

Poprzez taniec, który daje jej poczucie szczęścia i spełnienia wyraża siebie

– Nie bardzo lubię określenie kariera. To raczej droga życiowa, w której dzielę się profesjonalnie doświadczeniem życiowym i tanecznym. Droga ta zmienia się i ewoluuje razem ze mną. Gdyby ktoś 5 lat temu powiedział mi, że oprócz tworzenia choreografii i filmów tanecznych będę teraz też prowadzić terapię leczenia energią, zakładać własne organizacje wspierające wyrażanie się ruchem, firmę taneczną i pomieszkiwać w Egipcie eksplorując tajniki świata starożytnych – pewnie bym nie uwierzyła.

– W jakich stylach się specjalizujesz?

– W wolnym ruchu i własnym stylu S.E.Movement Method. Jest to metoda, którą stworzyłam jako most między filozofią tańca, naukowym podejściem do ruchu i starożytną wiedzą o dystrybucji energii w ludzkim ciele. Jej celem jest pomoc ludziom wyrazić zblokowane w ciele emocje i nauczyć się podążania za głosem intuicji.

– Który jest tym ukochanym?

– Kocham house dance, vouge i wszystkie style afrykańskie.

– Solo czy z zespołem?

– Czasem solo, czasem z zespołem, tak jak w życiu (śmiech – przyp. red.)

– Taniec to wyrzeczenia, to dyscyplina. Chyba łatwo nie jest? Z czego w swoim życiu musiałaś zrezygnować?

– Tak, samodyscyplina jest trudna, ale to towarzyszyło mi od początku. Zrezygnować musiałam ze zrozumienia i dumy rodziny, której ciężko było pogodzić się z tak radykalną zmianą życiową, jak rzucenie prawa dla tańca. Myślę, że to było najtrudniejsze. Nie zdawałam sobie sprawy, jak głęboka w naszym wewnętrznym dziecku siedzi chęć bycia zaakceptowanym i wspieranym emocjonalnie w naszym wyborach sercowych przez bliskich. Oczywiście mam morze zrozumienia dla rodziny, której obce jest życie artystyczne, kocham ich i jestem wdzięczna za wsparcie, które oferowali i oferują. Jednocześnie mam dużo zrozumienia dla siebie i potrzeb psychicznych o podłożu emocjonalnym, które ma każde dziecko.

– Często gościsz w Polsce? W Starachowicach?

– Coraz częściej. Chcę dzielić się ze Starachowiczanami tym, czego nauczyłam się i stworzyłam podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Razem z panią Małgorzatą Dziamką  zorganizowałam warsztaty dla młodzieży i dla dojrzałych kobiet, które odbyły się w siedzibie Szkoły Tańca MiM.

– Jakie plany na przyszłość? 

Olga Dobrowolska swój talent postanowiła rozwijać za oceanem, w Nowym Jorku

– Wyzwalać się ze schematów, wyrażać artystycznie, podążać za sercem i pomagać innym robić to samo. Zaczynam działalność, która ma na celu dzielenie się moją metodą ruchu, tworzeniem wycieczek i doświadczeń transformujących życie innych.

– Gdzie siebie widzisz za 20 lat? Na scenie? Czy za kulisami patrząc, jak tańczą Twoi wychowankowie?

– Otoczona piękną naturą, zrelaksowana, spełniona artystycznie w dzieleniu się miłością ze wzajemnością. Na scenie, w studio, za kulisami, może w studio muzycznym w gronie ciepłych, otwartych, szczęśliwych i świadomych ludzi, najlepiej gdzieś przy oceanie albo morzu.

– Czego życzy się tancerzom, a czego życzyć Tobie, Oldze Dobrowolskiej?

– Tancerzom wytrwałości, a mnie…? Hmm, może cierpliwości w oczekiwaniu na to, by ludzie otworzyli się bardziej na taniec, ruch i zechcieli spróbować przepisu na „nektar życia”, który dla nich tworzyłam przez ten cały czas (śmiech – przyp. red).

– Dziękuję za spotkanie.

 

Nie tylko tańczy, ale też tworzy

Anna Ząbecka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *