Strona główna / W numerze / Zamkowymi szlakami

Zamkowymi szlakami

 

Do dziś wyobraźnię podróżników rozpalają historie o białych damach, rozbójnikach, nieszczęśliwych kochankach, podziemnych tunelach i ukrytych w nich skarbach, a tam gdzie legendy, baśnie i bajeczki, tam również starachowicki Oddział Międzyszkolny PTTK.

Członkowie klubu postanowili odwiedzić magnackie rezydencje nie tylko na Kielecczyźnie, ale od niej podróż swoją zaczęli. Na pierwszy ogień zamkowego szlaku poszedł zatem potężny i piękny Krzyżtopór w miejscowości Ujazd. Tu członkowie PTTK musieli sobie zwizualizować bogactwo komnat i przepych zamku, o którym się mawia, że był największym do czasu powstania Wersalu. Rozmach w budowie, rozmiar i świetnie zachowane mury bez problemu uruchamiają wyobraźnię, szczególnie damska część wycieczki widzi się już paniami na włościach.

                                                          

                                       Palazzo in forteca

Mówimy zamek, ale w rzeczywistości to pałac o cechach obronnych, moda, która przybywa do Polski z Włoch pozostawia na naszej ziemi przynajmniej kilka takich budowli. Twórcą świętokrzyskiej pałacowej fortecy jest Krzysztof Ossoliński, miłośnik kabały i magii, budowla nosi więc numerologiczne znamiona. Pisano, że „pałac z czterema wieżami, tyle miał okien co dni w roku, tyle pokoi co tygodni, tyle sal co miesięcy, tyle dziedzińców co kwartałów…”

Dopiero, powstała w dalekiej Francji, wersalska rezydencja przebija przepychem pałac w Ujeździe, chociaż niektórzy,  mając porównanie, bujną wyobraźnię i legendy do dyspozycji, będą się z tym sprzeczać. Do dziś bowiem krążą opowieści o tym, że wybudowane w podziemiach pałacowe stajnie doświetlane były specjalnie ułożonymi lustrami, a trzysta koni jadło z marmurowych żłobów. Są tacy, którzy utrzymują, że sufit w jadalni był ze szkła i umożliwiał widok na akwarium z kolorowymi i egzotycznymi rybkami. Mówiono o tym tak: „I tak co pospolicie ludzie u nóg swoich widzieli i widzą to dumny Wojewoda widział nad głową”. Nie może w tych wszystkich opowieściach zabraknąć także historii o źródełku, które płynie w podziemiach, Krzyżtoporzanka, bo tak na nie mówią, słynie ponoć nie tylko ze smaku ale i z właściwości zdrowotnych.

Bądźmy jednak szczerzy, czy istnieje zamek bez tajemniczych lochów, tuneli i duchów? Nie, i Krzyżtopór nie pozostaje wyjątkiem, tunel, który prawdopodobnie w podziemiach się znajduje ma prowadzić do oddalonego o 20 km zamku w Ossolinie. Podobno do dziś słychać chrzęst płóz sań sunących po cukrze zastępującym śnieg, tak bowiem odwiedzali się właściciele zamków obu rezydencji … Dziś także, szczególnie o zmierzchu, gdy mgły się wznoszą, mieszkańców pobliskich domostw rozbudza tętent końskich kopyt, to Krzysztof Baldwin, dziedzic zamku, zginąwszy pod Zborowem do zamku wrócić próbuje. Nie brakuje śmiałków, którzy chcą rękę na skarbach Ossolińskiego położyć, ciężka to sprawa, bo licho nie śpi i kroki poszukujących podróżników plącze. Splątany krok OM PTTK sprawdził na własnej skórze, na kilku uczestników wycieczki trzeba było chwilę poczekać, gdyż drogi powrotnej znaleźć nie mogli. Ciężko było zebrać grupę w dalszą drogę, szczególnie panie, które malowniczo prezentowały się na tle magnackich ruin.

 

          Mały Wawel 

Tak jak Krzyżtopór to polski Wersal, tak pałac w Baranowie Sandomierskim nosi nazwę małego Wawelu. O tym dlaczego tak jest i z czego słynie ta niewielka przecież rezydencja, członkowie OM PTTK mieli okazję dowiedzieć się podczas kolejnego etapu wycieczki.

Perła architektury renesansowej cieszy oczy odwiedzających dzięki determinacji kolejnych właścicieli, którzy nie bacząc na finanse restaurowali posiadłość. Wiśniowieccy, Lubomirscy, Potoccy oraz Krasińscy – te wielkie nazwiska odcisnęły piętno w kształcie baranowskiej posiadłości. Ale to ród Leszczyńskich zainspirował się najpiękniejszą polską rezydencją, za jaką uważano Wawel, i to dzięki nim spacerując krużgankami można odnieść złudne wrażenie pobytu w Krakowie. Tu kolejny raz starachowiczanie spotykają się z projektem pewnego włoskiego mistrza – to właśnie Santi Gucci, mający swój zakład w świętokrzyskim Pińczowie, pałac w Baranowie Sandomierskim projektował. Nie będzie to zresztą ostatnie spotkanie z Włochem na zamkowej trasie.

Wróćmy jednak do baranowskiej rezydencji, która także legendą stoi, a tym ciekawszą, że nietypową. Spotkać tu można Białą Damę, która w przeciwieństwie do swoich straszących „imienniczek” ma dobre intencje. Będąc za życia jak piękną tak niezdecydowaną szlachcianką, nie potrafiła wybrać jednego z dwóch walczących o jej uczucia braci. Zakochani chłopcy nie mogąc znieść oczekiwania stają do walki i ponoszą śmierć, a młoda dziewczyna zostaje za karę zamknięta w pałacowej baszcie. Po śmierci wraca, by odpokutować swoje winy, ale nie strasząc Bogu ducha winnych turystów, ale po to, by się nimi opiekować, by sprzyjać młodym parom, które tu na sesje zdjęciowe przyjeżdżają, oraz by czuwać nad pięknym pałacem. Być może patroluje zamkowe okolice na karym rumaku, który od czasu do czasu przed bramą się pojawia.

Nie było jednak dane starachowickiej wycieczce spotkać się z opiekunką baranowskiej rezydencji, mimo że wzdłuż i wszerz przemierzano krużganki zaglądając w najdalsze jej zakątki. Ruszyli więc dalej do pewnego dworu rycerskiego, który w zamek zamieniony został.

 

Tarnowscy na Dzikowie 

Tajemnicza to posiadłość, bo od budowy dworu do momentu aż jego właścicielami Tarnowscy się stali, upłynęło półtora wieku i do dziś nie wiadomo, kto przed Tarnowskimi tu zarządzał. Jeszcze się zatem dobrze trasa nie zaczęła a już w klimat tajemnicy członków PTTK wprowadziła i w tymże napięciu trzymała do samego końca. Ogromne wrażenie wywiera na zwiedzających skąpana w czerwieni pałacowa kaplica, z którą wiąże się romantyczna, jakże by inaczej, historia…

Ponad 200 lat temu Tarnowscy sprowadzili z Włoch malarza, który miał stworzyć do kaplicy obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem i Janem Chrzcicielem. Do obrazu pozowała mu sama Waleria Tarnowska. Nie ona jednak jest bohaterką romansu, a mieszkająca w pałacu panna Mikułowska, skromna acz nieprzeciętnej urody dziewczyna skradła serce włoskiego artysty. Wywarła na nim takie wrażenie, że ten postanowił ją uwiecznić na obrazie. Mówi się, że pędzel po płótnie prowadziła dłoń, ale wizerunek panny Mikułowskiej malowało serce zakochanego Włocha. Uczucie trwało tyle ile praca nad obrazem, dziś dziewczęcy pąs i zapatrzone w dal kasztanowe oczy panny Mikułowskiej, uwiecznione w postaci anioła, spoglądają na odwiedzających pałac i pałacową kaplicę. A i ona sama wraca od czasu do czasu do miejsca przywołującego romantyczne wspomnienia.

Ilość zamków jakie Oddział Międzyszkolny PTTK ma na swoim wędrownym koncie przyprawia o zawrót głowy, kolejnym, ostatnim na dziś, jest niezwykły i rzadki przykład renesansu i manieryzmu na ziemiach polskich czyli…

          Krasickie włości 

…to rezydencja godna króla, cztery baszty: Boska, Papieska, Królewska i Szlachecko – Rycerska symbolizują najważniejsze dla Krasickich filary społeczeństwa. Osoba Marcina Krasickiego, wojewody podlaskiego, kasztelana lwowskiego, zaufanego sługi króla, i hrabiego Cesarza Rzymskiego była doskonale znana w XVII – wiecznej Polsce. W pałacu w Krasiczynie gościli zatem najmożniejsi świata polityki i kultury. Pałac jest jedynym obiektem, który posiada tzw. sgrafitto, wizerunkami polskich królów i rzymskich cesarzy nakazał bowiem ozdobić fasadę pałacu.

Kolejni, którzy w świetności krasiczyńskiego zamku mieli udział, to ród Sapiehów, im zawdzięczamy cudowny park pełen wiekowych drzew. Za każdym razem kiedy w rodzinie rodziło się dziecko sadzili oni drzewo, po to, by zapewnić im długie i życie i zakorzenić w społeczności, z której się wywodzą. Do kogo dane drzewo należy, wynotowano na pamiątkowych tabliczkach. I to właśnie poszukiwanie lip, sadzonych na cześć dziewczynek, i dębów, sadzonych dla synów, sprawiło starachowickim wycieczkowiczom najwięcej frajdy. No, może jeszcze miłorząb dwuklapowy, którego, jak głosi tabliczka, trzykrotne obejście i dotknięcie kory zapewni spełnienie pomyślanego życzenia. Tłoczno tam było przed dłuższą chwilę, bo wycieczki Oddziału Międzyszkolnego PTTK w Starachowicach cieszą się ogromna popularnością i tłumy gromadzą.

Nie koniec to zamkowego szlaku, nie koniec szlaków literackich i tych stricte lokalnych ścieżek, Zapraszamy czytania i wędrowania.

 

 

Pałac w Dzikowie stanowił malownicze tło
Przewodnikowi świętokrzyskiemu dziki zwierz nie straszny
Nie oparły się czarowi Krzyżtoporu
Wawel to czy Baranów – zastanawiały się dziewczyny
Dzisiejsze księżniczki mają w sobie ducha walki
Krasiczyńska rezydencja sprzyja spełnianiu życzeń

(a. marciniak)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *