Strona główna / Co słychać / „Nie patrzę na zegarek, bo to nie jest fabryka”
Łukasz uwielbia spędzać czas ze swoimi bliskimi w Gdańsku

„Nie patrzę na zegarek, bo to nie jest fabryka”

Zwykle to On zapowiada występy gwiazd na imprezach w powiecie starachowickim. Teraz zapowiem go ja. Społecznik, wieloletni animator kultury, człowiek który wychodzi do ludzi z sercem na dłoni. Swoją wrażliwością i humorem sprawia, że na twarzy drugiego człowieka pojawia się uśmiech. W 2018 został nagrodzony przez wojewódzki tygodnik nagrodą Człowieka Roku 2018 w powiecie starachowickim. Prywatnie szczęśliwy mąż, tata bliźniaków Franka i Antka. Przed państwem Łukasz Gołda.

 

– W liceum byłeś na profilu …

– Biologiczno-chemicznym. (śmiech)

– A co chciałeś robić po liceum?

– Nie powiem Ci. (śmiech)

– No powiedz.

– Po liceum chciałem pomagać ludziom… W związku z tym poszedłem na kierunek o bardzo intrygującej nazwie mianowicie profilaktyka uzależnień. A potem magisterkę zrobiłem z pedagogiki opiekuńczej na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku. Po studiach pracowałem najpierw jako kierowca ślusarz w Perfopolu, potem pracowałem w szkole językowej, a potem pod swoje skrzydła przygarnął mnie Tomek Kordeusz i za to mu jestem cholernie wdzięczny, bo to On zaszczepił we mnie zamiłowanie do kultury. Tam pracowałem przez ponad 9 lat.

– 9 lat byłeś w Starachowickim Centrum Kultury i odpowiadałeś za …

– Za wiele rzeczy. Tak naprawdę za organizację imprez, za animację kultury, za zajęcia jakie się tam odbywały… po prostu za tworzenie kultury w Starachowicach.

– Większość mieszkańców zna Cię ze…

– Ze sceny. Zgadza się. I na tą scenę pchnął mnie właśnie Tomek. Tomek Kordeusz czyli poprzedni dyrektor SCK. Wydaje mi się, że chyba zauważył we mnie taki potencjał do mówienia, prowadzenia imprez, to On mnie tego nauczył. Po drodze pojawiła się również Basia Kurek- wspaniały człowiek.

– Oprócz tworzenia kultury, wiem to ja, jak i mieszkańcy, że od dawna zaangażowany jesteś w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Wiem też, że zaszczepiłeś to w swoich dzieciach.

– Tak, Chłopaki mają 10 lat, a grają już od 7. Gdy Franek i Antek mieli po 3 lata to pierwszy raz założyli identyfikatory i poszli z puszkami. A ten nasz starachowicki WOŚP to sprawka nikogo innego jak Ilony Traczyk, Basi Kurek. To jest ta ekipa i tu się przerodziło to, co chciałem robić po liceum. Bo biol-chem, nie. Nie wiem czemu tam poszedłem, może kiedyś mnie oświeci dlaczego takiego dokonałem wyboru.

– Ale w Dwójce źle nie było?

– Nie. W Dwójce było cudownie. Wiesz, to jest piękna szkoła, piękne wspomnienia, w końcu komu ja to mówię. Oboje jesteśmy po „Staszicu”, tylko każdy z nas był w tej szkole w innym okresie czasu. I zarówno Ty jak i ja mamy inny obraz tej szkoły, chociaż oboje ją wspominamy z uśmiechem na twarzy. A my spotkaliśmy się o wiele później, bo przecież mógłbyś być moim synem. (śmiech)

Znany jest z tego, że swoją przebojowością bawi tłumy

– Ze Starachowickiego Centrum Kultury odszedłeś bo…

– (cisza) Bo coś się kończy i coś się zaczyna, tak Ci tylko powiem. A tutaj się zaczęło.

– Od kiedy?

– Tu się zaczęło dokładnie od 6 maja. br.. Był konkurs w Urzędzie Gminy w Brodach na stanowisko inspektora do spraw kultury, sportu, rekreacji i bibliotek. Długie stanowisko, czyli odpowiedzialna praca, czyli tak naprawdę próba skoordynowania wszystkich dziedzin kultury. Wygrałem ten konkurs i tu pracowałem do 31 sierpnia tego roku.

– A potem ? Bo dziś mamy 11 września.

– No właśnie. W międzyczasie był konkurs na dyrektora na Centrum Kultury i Aktywności Lokalnej w Brodach. Poprzedni pan dyrektor- Tomek Margula zrezygnował z pełnienia tej funkcji, zacny człowiek. Znam się z nim bardzo długo, cenie go za jego pracę, za zaangażowanie w życie kulturalne, społeczne. My ludzie kultury cały czas współpracujemy ze sobą. Od wielu lat współpracowałem z Tomkiem m.in. przy organizacji Festynu pod Zaporą w Brodach, wcześniej przy dożynkach za czasów gdy je organizowało SCK. I na tym stanowisku pojawił się wakat. I jak się pojawił ten wakat, a ja powiedziałem, że coś na się zacząć, bo przecież tam się skończyło to spróbowałem. I zostało mi powierzone pełnienie tej zaszczytnej funkcji w Brodach na okres 5 lat.

– W takim razie jakie są pana plany, panie dyrektorze?

– (śmiech) Są pewne rzeczy, które zostały zainicjowane przez poprzedniego dyrektora i chwała mu za to. To na pewno będzie kontynuowane. Oczywiście chcę wiele nowości wprowadzić, ale i zmienić. Właśnie teraz dogrywamy zajęcia teatralne dla najmłodszych dzieci. Bardzo się cieszę, że poprzedni dyrektor zainicjował i rozpoczął powstanie dziecięcego, ludowego zespołu „Bystra Woda”. Ten zespół chciałbym rozwinąć. Dzieci jest ponad dwudziestka. Świetnie się bawią, bo to przede wszystkim chodzi o zabawę, a przy okazji dotykają tej ludowizny własnymi, małymi rączkami. Chcę iść o krok dalej i zaangażować rodziców tych dzieci. Żeby też zaczęli tańczyć, wspierać te małe dzieciaki i po prostu, żeby poczuli się znów dziećmi. Żeby stworzyli „Dużą Bystrą Wodę”. Teraz jestem na etapie pisania wniosków do różnych fundacji o wsparcie finansowe za zakup nagłośnienia oraz oświetlenia, bo z bólem serca muszę powiedzieć, że nie ma dobrego i odpowiedniego na takim poziomie jaki już dziś jest wymagany. Chcę również animatorów i instruktorów, którzy tutaj pracują, wypuścić na zewnątrz, aby ta kultura wyszła na zewnątrz do ludzi. Dobrze wiesz, że dzisiaj świadomy odbiorca kultury, który czerpie pełnymi garściami, oczekuje czegoś więcej. On potrzebuje, żeby wyjść do niego, żeby go zaanimować na zewnątrz. Gmina Brody ma wspaniały zalew, który ma duży potencjał. Będzie potrzeba pokazania, że możemy się bawić nie tylko przed komputerem, ale bez komputera, bez telefonu i bez dyktafonu. (śmiech).

– Wcześniej byłeś zarządzanym, a teraz to ty zarządzasz ludźmi. Jak to jest?

– Ja wiem. Teraz to jest takie ładne, miłe słowo „zarządzenie”. Wcześniej byłem zarządzany- tak. To potwierdzam i nie raz czułem smak tego zarządzenia, a teraz chcę współpracować. Najważniejsza jest współpraca. Dyrektor jest takim katalizatorem. Należy pokazać swoim współpracownikom, wskazać podopiecznym drogę, ale po wspólnej rozmowie, po burzy mózgów i takiej współpracy chcę tutaj. Żeby mieszkańcy tworzyli kulturę, a my żebyśmy byli takimi ich zapalnikami do tego, żeby im w tym pomóc.

– Jak ci się współpracuje z panią wójt?

– Rewelacyjnie. To jest kobieta pełna energii, to jest szefowa „wulkan” i zawsze, kiedy do niej idę na rozmowę, a tych rozmów mamy dużo, są one merytoryczne, konstruktywne. Za panią wójt trzeba umieć nadążać i ja chyba taką zdolność mam. Pani wójt ze swoimi pomysłami Gminę Brody ustawiła na wysokim podium.

– Co na te zmiany mówią twoi bliscy, bo przecież w ciągu pół roku pracę zmieniałeś parę razy.

– Ha ha, ja wiem. Chcesz mi powiedzieć, że do pracy kiedyś miałem pięć minut spacerkiem, a teraz mam piętnaście minut samochodem. To chcesz mi powiedzieć?

– Tego nie miałem na myśli, ale?

– Ale wspierają mnie. I za to ich bardzo kocham!

– Do domu nie wracasz o 15.00?

– Zdecydowanie nie. Do domu wracam różnie. Kultura jest taką jednostką, która wymaga od nas pełnego zaangażowania- stuprocentowego. I tutaj się nie liczy czasu pracy. Ja jestem przyzwyczajony do pracy w SCK, tak nauczony przez swoich kolegów, szefa w pracy, przez prezydentów, z którymi współpracowałem i za tą wieloletnią współpracę w tym miejscu właśnie im dziękuję. Nauczony tego, żeby nie patrzeć na zegarek, bo to nie jest fabryka. Jeżeli jest coś, to trzeba to zrobić. Jeżeli trzeba przyjść w weekend, jeżeli trzeba zostać dłużej to zostaję. Ja teraz muszę poznać zespoły, ludzi. Jeżeli trzeba przyjechać na mecz Kamiennej Brody i go komentować – co robiłem pierwszy raz w życiu – to przyjeżdżam i to robię (śmiech).

– Znamy się od kilku dobrych lat i wiem, że lubisz pracować pod presją czasu.

–  Daje mi to niezwykłą adrenalinę, satysfakcję, to że coś zrobię i to widać. Przygotowując duże czy małe wydarzenie widzę radość wśród ludzi. Uwielbiam to robić i widzę to, że oni się dobrze bawią. I to jest ta presja czasu, którą trzeba ujarzmić – zrobić scenariusz, wejść na scenę, wszystko dograć. Na końcu jest satysfakcja i zadowolenie, że udało się zrobić coś bardzo dobrze.

– Występujesz na scenie. Spotkałeś się z hejtem?

– Pewnie, że tak. Hejt jest nieodzownym elementem naszej pracy. Ludzie oceniają. Szkoda, że nie mają odwagi przyjść i powiedzieć tego prosto w twarz. Facet zrobiłeś to źle, albo jesteś tu bo… tylko ukrywają się za monitorem. Nigdy nie pisałem na żadnych portalach, nigdy tego nie stosowałem. Jeżeli chcę coś komuś powiedzieć, to mu to mówię. Owszem, wiele razy za to cierpię, naprawdę, bo ja jestem szczery, tak zostałem wychowany. Dla mnie osoby, które hejtują są „małymi”. Ci, którzy się boją przyjść i powiedzieć to prosto w twarz.

– Jak najbardziej. Mówi ci to coś?

– Mówi, wspaniały zespół, robiący w dzisiejszym czasie super robotę. Współpracuję z nimi już dłuższy czas, wierzę w to co robią – to co my robimy. A potrzeba tego działania. Jak ktoś ma chęć więcej dowiedzieć się o czym Maćku mówimy, zapraszam na www.jaknajbardziej.pl

– A jak pan dyrektor wypoczywa?

– Wiadomo, dziś żyje się na telefonie. Bo ktoś, coś potrzebuje, ktoś, coś chcę. Jestem nauczony tego, żeby ten telefon odebrać i pomóc. Bo ja mogę to zbagatelizować, a dla kogoś po drugiej stronie słuchawki to może być bardzo ważna sprawa. Jak wypoczywam? To bardzo proste. W ogródku, na przykład wczoraj zrywałem winogrona i nastawiłem napój bogów (śmiech). Lubię kosić trawę, ale wiadomo, kocham polskie morze. Kiedy mam tylko taką możliwość to wsiadamy w samochód i jedziemy. Kocham Gdańsk, nie ukrywam, że chciałbym tam zacumować na stałe…

– Ale na razie jesteś tutaj…

– Na razie jestem tutaj, nad wspaniałym zalewem i też jest woda (śmiech).

– Czego ci życzyć?

– Wytrwałości, cierpliwości…

– …  i Gdańska?

– Ale to już później (śmiech).

– Dziękuję za rozmowę.

Rodzina jest najważniejszym fundamentem życia

 

Maciej Cieciora

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *