20.5 C
Starachowice
środa, 12/08/2020
Strona główna Co słychać "Warto żyć i spełniać swoje marzenia"

„Warto żyć i spełniać swoje marzenia”

Artur Barciś to znany polski aktor teatralny, filmowy i dubbingowy. Reżyser teatralny ale również autor felietonów i bajek dla dzieci. Przed kamerami zadebiutował w 1978 roku rolą w filmie pt. „Do krwi ostatniej”. Aktor wszechstronny, doskonały zarówno w dramatach jak i w rolach komediowych. Telewizyjnej publiczności znany między innymi z roli Tadeusza Norka w popularnym serialu „Miodowe lata” czy świetnej postaci Arkadiusza Czerepacha w „Ranczu”. W wywiadzie dla Gazety Starachowickiej opowiada o pracy aktora oraz o swoim udziale w 9 Nocach Teatralnych w Starachowicach.

– Panie Arturze, jaka była wczorajsza publiczność Nocy Teatralnych w pana odczuciu?

– Zmarznięta (śmiech), ale cudowna! Muszę przyznać, że nigdy w życiu nie występowałem w takim miejscu jak wczoraj. Zrobiło ono na mnie duże wrażenie, bo w różnych miejscach występowałem, ale w takim- nigdy. Przy moich problemach zdrowotnych razem to udźwignęliśmy, bo naprawdę nie wiem jakim cudem się to udało. Wiem to, czułem to ze strony publiczności, od moich muzyków, którzy mnie znają bardzo dobrze i oni wiedzą, że atmosfera miejsca, w którym występuję zawsze na mnie wpływa i sprawia, że w tym show jest coś więcej niż normalnie. Chociaż ten mój program zawsze jest w jakimś stopniu improwizowany i wiele zależy od tego jak publiczność reaguje, a ta była wspaniała!

– Ja miałem tę przyjemność, aby wczoraj(20 września) być na tych 9 Nocach Teatralnych, ale niektórzy nasi czytelnicy nie. Więc jakby był pan tak miły i mógł przypomnieć jak to się stało, że został pan aktorem?

– Oczywiście, to stało się z potrzeby. Jest w człowieku coś takiego, że ludzie chcą być szczęśliwi. Człowiek dąży do tego szczęścia. Jeżeli je odnajduje właśnie na scenie- tam czuje się bezpiecznie, spełniony, no to do tego dąży. Muszę powiedzieć, że nic nie wskazywało na to, że ja mogę odnieść sukces w tym zawodzie i w ogóle mogę zostać aktorem. Kiedy zacząłem marzyć o tym, moje warunki zewnętrzne nie predysponowały mnie do tego żeby nim zostać. Ale wiara w to, że tak powinno być, że to jest właściwa droga, pomoc wielu ludzi na czele z moją nauczycielką języka polskiego z czasów licealnych panią Elżbietą Sosnowską, która mi powiedziała- tak oczywiście, tak to jest ta droga, Ty nie masz innej drogi- i wytypowała mnie do ogólnopolskiego konkursu recytatorskiego, który wygrałem i odniosłem swój pierwszy sukces.

– Nie miał pan takiej chwili załamania, że może jednak to nie jest ta życiowa droga?

– Nie. Takiej chwili nie miałem. Miałem chwile załamania, kiedy mi się coś nie udawało w tym zawodzie, kiedy mi się zawalił cały świat, bo wybuchł stan wojenny i właściwie wszystko straciłem co zbudowałem do tej pory. To był dla mnie taki bardzo dramatyczny moment, ale pozbierałem się i poszedłem dalej.

– W takim razie jaki jest przepis na znalezienie wewnętrznej siły w sobie według pana? Żeby kolokwialnie mówiąc odbić się od tego „dna”?

– Zawsze jest jakieś wyjście. Nigdy tak nie jest. Dana chwila, dany moment może sugerować, że wyjścia nie ma. Że to jest koniec, że można ze sobą skończyć, albo w ogóle nie chcieć dalej żyć. Jestem tego absolutnie pewien, że za godzinę, dzień, tydzień później na pewno się okażę, że ma to sens. Znajdzie się jakaś pomocna dłoń, albo jakiś inny zbieg okoliczności, który sprawi, że znajdzie się wyjście z tej sytuacji oraz że warto żyć i walczyć o swoje marzenia.

Dużą popularność przyniosła mu jedna z ostatnich ról- postać Arkadiusza Czerepacha w serialu „Ranczo” fot. K. Wellman

– Ludzie pana znają jako Arkadiusza Czerepacha czy może Tadeusza Norka? Jak to jest?

– Myślę, że ludzie znają mnie przede wszystkim jako Artura Barcisia. Wcześniej zanim zagrałem te dwie bardzo wyraziste role byłem już znanym aktorem. Czasem zdarza się, że ktoś zawoła Norek, albo Czerepach, ale to jest żart.

– Nie wkurza to pana?

– Absolutnie nie. (śmiech) Ja się bardzo cieszę, że jestem popularny, lubiany. To jest bardzo miłe i dosyć ważne. Wszystko dlatego, że ludzie traktują to jako postaci, ponieważ ja je wykreowałem… Ani Norek, ani Czerepach to nie jestem ja. Prywatnie myślę, że nawet nie jestem do nich podobny, dlatego Norkowi dokleiłem wąs, żeby na ulicy nie wyglądał tak samo. Na pewno nie jestem tak naiwny jak Norek. Czerepachowi za to dołożyłem peruczkę, żeby to też był inny człowiek. Bo to w aktorstwie jest najciekawsze, to sprawia mi największą frajdę, żeby się zmieniać, grać kogoś innego, niż tego, którym jestem na co dzień.

– Czego od aktora wymaga współczesne aktorstwo?

– Aktorstwo jest ciągle takie samo. Trzeba zagrać wiarygodnie, naturalnie i prawdziwie postać, która została zapisana w scenariuszu. Są różne drogi. Są teatry improwizowane, gdzie nie ma roli roli napisanej w scenariuszu, tylko trzeba na zadany temat coś zaimprowizować. Ja nie nazywałbym tego aktorstwem i tu się pewnie spieram z różnymi teoretykami. Uważam, że aktorstwo to jest kreacja, a nie bycie po prostu przed kamerą czy na scenie. Inaczej aktorami będziemy nazywali tych, którzy coś zaimprowizują przed kamerą i to jest stosunkowo łatwe, dlatego że łatwo jest coś mówić własnymi słowami, a naprawdę trudno jest prawdziwie i wiarygodnie zagrać Szekspira czy Moliera.

– Do Starachowic przyjechał pan ze swoim show. Skąd pomysł na taką formę?

– Również z potrzeby. (śmiech) Ten program powstał na bazie mojego monogramu muzycznego pod tytułem ” Gra czyli musical na jednego aktora”. To była forma teatralna, ale okazało się, że jest duże zapotrzebowanie na formę estradową. Pojawiła się wtedy forma jak „one men show” czyli stan-up czyli jednoosobowa zabawna wypowiedź przy mikrofonie. Postanowiłem, że część piosenek wezmę z tamtego programu, ale dołożyłem własny komentarz do tego i staram się przynajmniej mam taką nadzieję w interesujący sposób przybliżyć samego siebie widzom, którzy mnie nie znają od drugiej strony. W tych moich występach chcę również przemycić miłość do teatru i to, że teatr to magiczne, cudowne miejsce, do którego warto przychodzić.

– Za chwilę poprowadzi pan warsztaty z młodzieżą. Co im pan powie, tym potencjalnym aktorom?

– Powiem im, że to co jest najważniejsze w tym zawodzie, to to, czego się nie można się nauczyć, co muszą mieć w sobie, z czym się urodzili. To jest ten dar, talent, coś co trudno jest opisać, natomiast można to wykorzystać, można z tego zrobić coś. Teraz to od nich samych będzie zależeć co z tym zrobią jeżeli to mają. Problem polega na tym, ze bardzo wiele osób, nie ma tego czegoś, a zawód aktora im się bardzo podoba. Głównie widzą w tym właśnie udzielanie wywiadów takim ludziom jak pan czy stawianie na ściankach, rozdawanie autografów, bycie popularnym, bycie na okładkach gazet. To jest dodatek, konsekwencja sukcesu, a aby go odnieść trzeba coś sobą reprezentować, trzeba coś dobrze zagrać i to nie raz! Jeżeli tego nie ma, to ta droga jest ślepa.

Aktor do Starachowic przyjechał ze swoim bogatym programem artystycznym fot. FB/Artur Barciś

– Czego mogę panu życzyć?

– Zdrowia ( śmiech). Widział pan wczoraj jak się męczyłem.

– Ale podołał pan w pełni!

– Bardzo się cieszę, że pan tak uważa. Miałem momenty, kiedy kaszel szarpał mnie strasznie, ale tak to jest kiedy człowiek podejmuje decyzje o odwołaniu bądź nie odwołaniu koncertu z powodu stanu zdrowia. Zdecydowałem, że nie odwołam i nie żałuję. Gdybym był całkowicie zdrowy pewnie byłbym w jeszcze lepszej formie.

– W takim razie życzę zdrowia i dziękuję za rozmowę.

– Dziękuję bardzo.

Maciej Cieciora

(mac)

Poprzedni artykułSzczeniaki do adopcji
Następny artykułUśmiechnij się
[new_comments]
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

0
Dodaj komentarzx
()
x