Strona główna / W numerze / Na świętokrzyskim stepie
Przybyli, zdobyli i zapozowali

Na świętokrzyskim stepie

Arcydzieło stworzone zaczarowanym pędzlem matki natury, przydrożne świątki, kapliczki i krzyże, równiny, pagórki i lessowe wąwozy – to wszystko znalazło się znów w wycieczkowym programie Oddziału Międzyszkolnego PTTK w Starachowicach. Jesienne Ponidzie, bo tam ponownie zawędrowali starachowiczanie, nieustannie czaruje i zachwyca.

Zaczęli nietypowo. Chotel Czerwony brzmi bowiem trochę tajemniczo, trochę nietypowo i pozostawia spore pole wyobraźni, której przecież podróżnikom nie brakuje. Tu właśnie starachowiczanie postanowili zgłębić tajemnice nazwy, sprawdzić co kryje kościół pamiętający Jana Długosza i przejść się po świętokrzyskim stepie. Po kolei jednak…

Czarowały i widoki, i przewodnickie historie

 

Zanim Chotel to Kotel, czyli wieś, chwilę potem znana jako rubea ecclesia, czyli czerwony kościół, od koloru dachu świątyni, którą ufundował znany i wymieniony już wcześniej kronikarz. W Chotlu Czerwonym mamy do czynienia z jedną z najstarszych parafii w Polsce, z niej wywodzą się wszystkie w bliższej i dalszej okolicy, bo kotelska parafia sięgała Chmielnika, który przecież dziś do Ponidzia się nie zalicza.

Jednym z największych zabytków jest Kościół p.w. Świętego Bartłomieja, świątynia ufundowana przez Długosza stanęła w latach 1450 – 70 na miejscu chylącego się ku upadkowi kościółka z XII wieku. Córka tudzież miniatura Kolegiaty wiślickiej, bo tak się mówi o chotelskiej świątyni, jest jednym z najcenniejszych zabytków województwa świętokrzyskiego, głównie dlatego, że cudem ocalała z wojennych zawieruch toczących nasz kraj. Patrząc na bryłę i część wyposażenia, możemy mieć pewność, że patrzymy prawie dokładnie na to, na co patrzył Jan Długosz. Gotycka budowla do dziś zachwyca i zastanawia. Chociażby portalem prowadzącym do kruchty, na którym wyryte są ślady stóp, z jednej strony dziecięce, z drugiej osoby dorosłej, a ich znaczenie wciąż pozostaje tajemnicą. Potężny Chrystus z 1400 roku, prawdopodobnie z pierwotnego kościoła, wiszący w nawie nieustannie ściągał wzrok zebranych, tablica erekcyjna z 1450 roku z wyblakłymi wizerunkami Matki Bożej z dzieciątkiem, Świętego Hieronima i Stefana kieruje kierowała myśli w stronę wiślickiego kustosza, który tu w niewielkiej piastowskiej miejscowości ufundował prawdziwe dzieło sztuki.

Do OM PTTK dołącza Anna Wiśniewska – Adamus. Są też legitymacje dla męża i córki

 

Nie sposób nie wspomnieć, że ze Świętym Bartłomiejem wiąże się tradycja kiszenia ogórków, wszystkie chotelskie gospodynie wiedzą, że aby ogórki kiszone się udały, należy je zakisić przed 24 sierpnia.

 W stepie szerokim…

Atrakcyjność Chotla, oprócz skali sakralnej, mierzy się również w skali przyrodniczej. Tu na uwagę zasługuje Rezerwat Stepowy Przęślin, który skupia tu gros chronionych i reliktowych gatunków roślin – dziewięćsił bezłodygowy czy wężymord stepowy to zaledwie ułamek. Również nigdzie indziej nie spotkamy chrząszcza ryjkowca, który tu właśnie zdecydował się osiedlić.

Podczas, gdy część starachowickich podróżników słuchała przewodnika, reszta wdrapywała się na południowo – zachodni stok wzgórza rezerwatu w poszukiwaniu tego z czego Ponidzie słynie. Ich cel, to formujące się w kształt jaskółczych ogonów kryształy gipsu, które w blasku słońca skrzą się niczym najpiękniejsze klejnoty.

Potęga romańskiego rozmachu w tle i kobieta pięknie się komponowały

 

    Z kolorami w nazwie

Po Chotlu Czerwonym nadszedł czas na Chotelek Zielony, a właściwie sam Chotelek, bo drugi, kolorowy człon przestał funkcjonować w 2006 roku. Tu starachowiczanie mieli okazję zobaczyć najstarszy na Kielecczyźnie przykład  XVI – wiecznego drewnianego budownictwa sakralnego. Co ciekawe, w Chotelku Zielonym nigdy nie było parafii, Kościół p.w. Świętego Stanisława został zbudowany prawdopodobnie w 1190 roku przez biskupa płockiego Wita dla biskupowej mamy, która z racji wieku nie mogła i nie chciała dojeżdżać do kościoła w oddalonym nieco Busku Zdroju.

Nie sposób było zebrać grupę do dalszej drogi, gdyż trwali w zachwycie czy to nad XVI – wieczną polichromią czy nad przepięknym sufitem i malowanymi kasetonami z rozetami. Jedni wdawali się w rozmowy z tubylcami, inni szukali ledwie już widocznych krzyżyków konsekracyjnych – te stanowią nieodłączny element szlaku sakralnego – ulubionej trasy przewodniczki Anety. Część turystycznej braci trudziła się niezwykle, próbując odczytać wytarty z lekka napis na tablicy epitafijnej Anny z Gostyńskich Gniewoszowej. Jako, że  pochodzi z 1530 r.  i napis jest ledwo czytelny, wiemy tylko, że ów marmurowy nagrobek kazał postawić Jan z Wnorowa Gniewosz, który „pozostały po swej małżonce wpadł w smętek niemały”.

Piratka na stepie? Na Ponidziu wszystko jest możliwe

 

                        Zakonnicy, smok i syrena 

Teoretycznie nic tu się łączy, w praktyce jednak wystarczy pojechać do Zagości, żeby zobaczyć, że wszystko zdarzyć się może. Długie nabożeństwa, których OM PTTK nie przewidział, wykluczyły dłuższy postój – historii kościoła wysłuchano tym razem na zewnątrz. Było jednak czego słuchać, bo Zagość po pierwsze: nosi nazwę nadaną przez Bolesława Chrobrego, a po drugie: była razu pewnego własnością Zakonu Maltańskiego.

Nazwę osada dostała od króla, który wraz z orszakiem pobłądził i noc ciemna w gąszczach pobliskich go zastała. Za gościnne przyjęcie królewskiej braci Zagością zatem została. Miejscowość  jest jednak znana najbardziej z faktu, że książę Henryk Sandomierski sprowadził tu przed rokiem 1166 Joannitów, czyli Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników św. Jana z Jerozolimy, z Rodos i z Malty. Protoplaści europejskiego szpitalnictwa urzędowali w Zagości do początków XIV wieku, potem musieli w ramach rekompensaty oddać kilka swych majątków na rzecz jednego z kościelnych hierarchów.

Ta romańska świątynia to cud architektury. Nie znajdująca w ówczesnej Polsce analogii elewacja, rozglifione okna, a między nimi półkolumienki oraz zoomorficzne ozdoby. Z tych ostatnich w osłupienie mogą wprowadzić syrena, tryton i smok, ten na północnej ścianie kościoła. Uczestnicy wycieczki szukali wyjaśnień, skąd smok, który przecież w apokaliptycznej księdze objawienia nie oznacza niczego dobrego. Cóż, wczesne średniowiecze było czasem, gdy nowa chrześcijańska religia przeplatała się z magią, strona północna uważana była za tą, z której przybywają złe moce, a więc, by ustrzec świątynię przed ich najściem, umieszczano po tej stronie odstraszające rysunki – tak też się stało w kościele w Zagości Starej.

W Chotelku zachwycali się najstarszym w województwie drewnianym kościółkiem

 

  Wierzba z Hogwartu i zgubiony okular 

Dając sobie odpocząć od sakralnych budynków, starachowiccy turyści ruszyli w piękne okoliczności przyrody – Rezerwat Przyrody Skorocice przywitał wszystkich lekkim ociepleniem i słońcem nieśmiało wyglądającym zza chmur. Rezerwat opanowany przez motyle rodziny Pazia Królowej i Modraszka Gniadego tym razem – z racji pory roku – kusił przede wszystkim skałami i cudnej urody wierzbą „bijącą”, a przynajmniej tak się kojarzącą fanom Harrego Pottera. Reszta to jaskinie, mosty skalne, wywierzyska, lejki krasowe, pomory, zapadliska. W obrębie zboczy doliny zauważyć można urwiska skalne – w tym temacie mistrzowsko wykazywał się przewodnik Marcin Maruszak. Tu także do grona PTTK oficjalnie przyjęto nowego członka – Anna Wiśniewska – Adamus odebrała legitymację swoją i zaocznie męża i córki.

Malowniczo się prezentowali w pięknych okolicznościach przyrody

 

Nie można pominąć faktu, że z tego pięknego terenu korzystano także stricte rozrywkowo, każda jama została spenetrowana, każda skała dotknięta, wierzba wyprzytulana, a niektórzy z tego wrażenia szkła z okularów pogubili i nawet tego nie zauważyli.

Kończąc wyprawę po Ponidziu, Oddział Międzyszkolny PTTK zawitał jeszcze na przedmieścia Buska Zdroju. Za cel obrano kościół p.w. Świętego Leonarda, który słynie z… ruchomej figurki Matki Bożej Niepokalanej. Jedyna taka w województwie, a być może i w Polsce, tak różna od wszystkich znanych wizerunków, że zachwycająca.

Ponidzie, które tym razem zwiedzali starachowiczanie, to przede wszystkim niewielkie, ale przepiękne kościoły i malownicze krajobrazy, takie jak te rozciągające się ze wzgórza Świętej Anny w Pińczowie. Stepowe tereny, romantyczne widoki lasów i pól i klimat małych miasteczek.

 Już zapowiedzieli, że wrócą tu na wiosnę.                                                                    

(aneta)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *