Strona główna / W numerze / „Był nam bliski, jak przyjaciel, każdy Polak w małym fiacie…”
Pamiątkowa "fotka" ze zlotu w starachowickim Muzeum Przyrody i Techniki

„Był nam bliski, jak przyjaciel, każdy Polak w małym fiacie…”

Z cyklu „Pasjonaci”…

Przez wiele lat był jednym z najczęściej spotykanych pojazdów na polskich drogach. Z biegiem czasu stał się obiektem złośliwych żartów, a jego obecność na drodze irytowała szczególnie pasjonatów szybkiej jazdy. Mowa o fiacie 126 p – „maluchu”, nazywanym też kpiąco, z powodu charakterystycznej pracy silnika „kaszlakiem”, który znów staje się obiektem pożądania fascynatów motoryzacji. O tym, w czym tkwi fenomen „małego fiata” rozmawiamy z Marcinem Rychlem i Łukaszem Kaliszem, których „maluchy” wzbudzają zainteresowanie na ulicach naszego miasta i nie tylko.

 

Młodzi starachowiczanie motoryzacją interesowali się niemalże od zawsze. Modele i parametry różnego rodzaju pojazdów nie miały przed nimi tajemnic, byli „na bieżąco” z wszelkimi nowinkami technicznymi w tej dziedzinie. Z zainteresowaniem oglądali motoryzacyjne kanały telewizyjne i zaczytywali się w „branżowej” prasie. Nie dziwi więc fakt, że obaj pracują jako kierowcy. Po godzinach także wsiadają za kółko, a potężne maszyny, którymi jeżdżą na co dzień w pracy, zamieniają na małe fiaty i zwiedzają: miasto, województwo, a nawet Polskę. GAZECIE opowiedzieli o tym, skąd wzięła się ich miłość do „maluchów” i jak niespodziewanie stali się uczestnikami ślubnej sesji zdjęciowej.

– Wiem, że w swoim życiu mieliście okazję testować różne samochody, wiem też, że „maluchy” traktujecie jednak wyjątkowo. W czym tkwi fenomen tej legendy motoryzacji?

Łukasz Kalisz: Moja rodzina, odkąd pamiętam, związana jest z motoryzacją. Nawet mój tata, gdy byłem dzieckiem, miał dwa „maluszki”. Miłość do motoryzacji tkwi we mnie od dziecka. Odkąd pamiętam, oglądałem się za samochodami, a za maluszkami szczególnie. Od zawsze mi się podobały i chyba mają w sobie coś, co mnie przyciąga.

Duet doskonały

 

Marcin Rychel: Zgadza się. Miałem w swoim życiu kilka aut, głównie niemieckich, choć trafił się również jeden „francuz”. I wszystkie z nich były po prostu normalne, przeciętne, jakich codziennie widujemy setki na ulicach. Aczkolwiek właśnie maluch jest moim pierwszym autem, które po prostu ma duszę. Jego fenomen tkwi w prostocie obsługi, eksploatacji, a także budowy. Jest to idealny samochód do rozpoczęcia swojej przygody z mechaniką. Poza tym jest to auto, które zmotoryzowało Polskę, dawniej praktycznie większość z nich na naszych drogach to były właśnie126p. Dziś jest ich znacznie mniej, rzadko kiedy można spotkać naprawdę zadbanego „malucha” na drodze. Większość z nich skończyła niestety na złomie, sam pamiętam jak jeszcze 10 lat temu można było kupić fiata za 200 – 300 zł, przez co był to najtańszy samochód dostępny na rynku wtórnym, dlatego bardziej opłacało się wyeksploatować go do końca i kupić następnego niż remontować. Na szczęście uchowały się jeszcze nieliczne „maluszki”, często stanowiące element kolekcji, które naprawdę cieszą oko.

– Co skłoniło was do zakupu pierwszego fiata i gdzie udało wam się znaleźć te perełki?

Ł.K.: Ja swojego znalazłem przez przypadek. W pewien niedzielny poranek, przeglądając ogłoszenia na jednym z portali społecznościowych, napotkałem ogłoszenie o sprzedaży „maluszka”. Od razu mi się spodobał. O ósmej rano napisałem do właściciela, czy można zobaczyć autko. A że „maluszek” znajdował się 30 km od Starachowice, dwie godziny później byłem już jego szczęśliwym właścicielem. Urzekł mnie od pierwszej chwili.

Na weekendowe wypady ze swoją dziewczyną Olą Marcin, kiedy tylko to możliwe wyrusza swoim „maluchem”

 

M.R.: Mnie osobiście skłoniły do tego w pewnym stopniu marzenia oraz chęć posiadania auta zabytkowego. Fiat 126p jakoś wyjątkowo zapadł mi w pamięć od najmłodszych lat, głównie przez egzemplarz, który kilkanaście lat temu posiadał sąsiad moich dziadków. Piękny pomarańczowy maluch z pierwszych lat produkcji, na chromowanych zderzakach. I to on zaszczepił we mnie miłość do tego modelu. Mojego fiata znalazłem w miejscowości Radomyśl Wielki, niedaleko Tarnowa. Jechaliśmy po zupełnie inny egzemplarz, który, mimo zapewnień sprzedawcy, okazał się cały umalowany pędzlem. Możecie sobie państwo tylko wyobrazić, jak to auto wyglądało, i zarazem moje rozczarowanie, i nerwy. Jednak patrząc z perspektywy czasu, jestem bardzo zadowolony z takiego obrotu zdarzeń, gdyż po tej sytuacji, wszedłem na popularny portal aukcyjny i znalazłem świeżo wystawionego na sprzedaż „malucha”, który znajdował się ok. 20 km od nas. Pojechaliśmy bez zastanowienia. Po dotarciu na miejsce, gdy tylko go zobaczyliśmy, wiedzieliśmy z kolegą, że to jest to, czego szukałem. Krótkie oględziny, szybka przejażdżka i tak oto stałem się posiadaczem mojej czerwonej strzały, a z poprzednim właścicielem mam kontakt po dzień dzisiejszy.

 – Zarówno dla jednego jak i drugiego z was nie był to pierwszy zakup pojazdu. Czy jednak podczas nabywania „malucha” towarzyszyły wam jakieś szczególne emocje?

 Ł.K.: Ja byłem bardzo podekscytowany, ponieważ właśnie spełniały się moje marzenia z dzieciństwa.

M.R.: Tak, głównie złość na sprzedawców. Oglądałem kilkanaście sztuk, które mocno odbiegały stanem od tego, co mówili sprzedający. Jednak w przypadku auta, które kupiłem, towarzyszyło mi głównie uczucie ekscytacji, porównywalne z tym, co człowiek czuje kupując swoje pierwsze auto w życiu, a zarazem smutku, ponieważ dziecko właścicieli bardzo nie chciało, aby rodzice sprzedawali „malucha”. Pamiętam, że bardzo z tego powodu rozpaczało. Ale obiecałem młodemu, że wrócę tam kiedyś odrestaurowanym autem i zrobimy razem rundę po okolicy. I słowa dotrzymam!

Ulubione auto Marcina często jest bohaterem sesji zdjęciowych

 

– Pierwsza przejażdżka odbyła się….?

Ł.K.: Oczywiście po Starachowicach.

M.R.: Pierwsza przejażdżka mówisz… Pierwsza w życiu przejażdżka odbyła się na dawnym torze próbnym FSC za kierownicą fiata uno mojego taty. Miałem „naście” lat. Podejrzewam, że później mocno żałował swojej decyzji, ponieważ tak bardzo mi się spodobało prowadzenie auta, że bez przerwy za nim chodziłem i marudziłem, kiedy znów pojeździmy. A pierwsza przejażdżka „maluchem” odbyła się parę lat później, u kolegi na wsi po polu. Pamiętam, że autko nie miało sprawnych hamulców i zatrzymanie go było nie lada wyzwaniem. Z perspektywy czasu, gdy o tym myślę, to naprawdę cieszę się, że nic nam się wtedy nie stało, aczkolwiek wspominam to z uśmiechem na twarzy.

– Wiem, że włożyliście dużo zaangażowania w to, żeby „maluchy” wyglądały tak, jak teraz. Od początku do końca odrestaurowywaliście je sami czy z pomocą?

Ł.K.: Ja swojego kupiłem już po odbudowie. Ale musiałem do niego dołożyć coś od siebie. Sam założyłem mu odsuwany dach. To fantastyczne rozwiązanie na upalne dni.

M.R.: Mój „maluch” wymagał w zasadzie tylko odświeżenia lakieru, wnętrza i drobnych napraw mechanicznych. Z mechaniką uporałem się sam wraz z kolegą, natomiast sprawę renowacji lakieru i wnętrza powierzyłem w całości firmie, która specjalizuje się w tego typu zabiegach. Po wstępnej ocenie myśleliśmy, że wystarczy zwykle polerowanie lakieru, jednak po rozpoczęciu prac okazało się, że lakier jest zbyt cienki i nie obędzie się bez malowania całego auta. I tak też chłopaki zrobiły. Efektem tego jest odświeżone i zabezpieczone wnętrze oraz nowy, czerwony lakier, z odrobinę mocniejszym odcieniem niż oryginalny. I z tego jestem bardzo zadowolony, ponieważ jest dokładnie taki, jaki chciałem. Zostało mi tylko wymienić lub zregenerować koła, ale z tym na spokojnie uporam się do wiosny.

Fiat Łukasza przyciąga spojrzenia

 

– Domyślam się, że inni kierowcy i piesi nie przechodzą obojętnie, widząc was na ulicy….

Ł.K.: O, tak, na ulicach Starachowic takich aut nie widuje się już często, ludzie zazwyczaj odwracają się za nami i równie często podchodzą do nas, żeby zobaczyć je z bliska i pogratulować nam naszych „maluchów” oraz pasji. Często słyszymy, że cieszy ich, że nie zapominamy o „starej motoryzacji”

M.R.: Tak, zgadza się. Często ludzie odwracają za nami wzrok, szczególnie, gdy jedziemy dwoma autami. Jeden „maluch” to rzadki widok na ulicy, a co dopiero dwa i to w tak odmiennym stylu! Dużo jeździmy w sezonie, zdarza się, że też po drogach szybkiego ruchu i tutaj spotykamy się ze zrozumieniem innych kierowców, którzy po prostu wiedzą, że więcej niż 120km/h może być dla fiata zabójcze. Często też ludzie „zagadują” do nas, gdy robimy postój np. na stacji paliw. Przypominam sobie również sytuację, gdy staliśmy na parkingu w okolicach Armii Krajowej i podszedł do nas pan w wieku ok. 75 lat, popatrzył na „fiaciki”, na nas i powiedział: „Jak ja się cieszę, że tacy młodzi jeszcze interesują się polską motoryzacją! Piękne auta chłopaki!” To było bardzo miłe, gdyż w oczach tego pana było widać radość. Nie ukrywajmy, „maluch” to pierwsze auto większości Polaków i widząc je dziś na drogach powracają do nich mile wspomnienia z nim związane. Nie zapominajmy także, że każda wyprawa „maluchem” to także niesamowita przygoda i nie raz zdarza się, że awarie w trakcie podróży tworzą naprawdę ciekawe historie i przeżycia, które później wspomina się z uśmiechem.

– Szerokim echem na na jednym z portali społecznościowych odbił się wasz niespodziewany udział w sesji ślubnej…  Zdradźcie, jak to się stało?

M.R.: To było piękne słoneczne niedzielne popołudnie. Wybraliśmy się wtedy na przejażdżkę po okolicy, przy okazji zajechaliśmy do słynnej lodziarni w Iłży. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na stacji paliw. Kątem oka zauważyłem, że niedaleko jest młoda para z fotografem. Gdy tylko nas zobaczyli, od razu do nas podeszli i zapytali o możliwość zrobienia sobie zdjęć w towarzystwie naszych aut. Zgodziliśmy się bez wahania. W trakcie sesji okazało się, że pan młody szukał do zdjęć niebieskiego cabrio i przypadkowo go znalazł, bo przecież „maluch” Łukasza ma otwierany dach.  Wyszedł z tego naprawdę niesamowity zbieg okoliczności. W ramach podziękowania otrzymaliśmy od nich butelkę weselnego trunku… I z tego miejsca serdecznie was, Państwo Młodzi, pozdrawiamy!

– Braliście już udział w zlotach legend motoryzacji?

M.R.: Dopiero w tym roku zaczęliśmy jeździć na złoty, z uwagi na to, że stosunkowo niedawno kupiliśmy swoje auta. Poza tym moje przebywało jakiś czas w renowacji. Udało nam się odwiedzić zlot na zakończenie sezonu w Kielcach oraz w Radomiu, a także 05. Legenda Stara w naszym mieście, co było dla nas priorytetem. Nasze miasto jest mocno związane z polską motoryzacją i głównie kojarzone z ciężarówkami Star, dlatego też cieszymy się ogromnie, że mieliśmy możliwość udziału w tym wydarzeniu i z pewnością weźmiemy w nim udział w przyszłym roku! Te dwa dni, podczas których trwał zlot Legendy Stara, były fantastyczne, poznaliśmy mnóstwo ciekawych ludzi. Duże wrażenie zrobiła na nas niesamowita opowieść Pana Dobieslawa Wierusza – Walknowskiego o jego podróżach ciężarówkami Star po Afryce i Azji. Na przyszły rok mamy w planach wiele wypadów prywatnych, nie tylko po Polsce, ale szczegółów na razie nie zdradzę, bo nie chcę, żeby mama dostała zawału (śmiech). Planujemy też odwiedzić dwa największe zloty fiatów 126p w naszym kraju, jakie odbędą się w Giżycku i Łodzi. 

 – Czy poza motoryzacją macie jeszcze inne pasje?

 Ł.K:  Drugą wielka pasją jest… moja praca. Jestem kierowcą 40 – tonowej ciężarówki i nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego. Uwielbiam ciężarówki i lubię nimi „śmigać” po świecie.

M.R.: Motoryzacja pochłania cały mój wolny czas, aczkolwiek lubię też podróże, choć to jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. Jakiś czas temu próbowałem swoich sił w grze na gitarze, ale z uwagi na brak czasu, instrument ten poszedł w odstawkę.

– Rozglądacie się już za kolejną legendarną i zabytkową „maszyną” do kolekcji?

 Ł.K.: „Maluszek” nie jest jedynym klasykiem w moim garażu. Mam jeszcze motorynkę z 1983 r. A jeśli chodzi o zakup kolejnego klasyka, to na razie nie planuję. Ale w przyszłości na pewno jeszcze jakieś autko lub motocykl zagości w moim garażu.

M.R.: Ja chciałbym stać się posiadaczem „Warszawy” M-20. Uwielbiam też amerykańską motoryzację i marzy mi się, aby kiedyś w moim garażu stanął jeden z tamtejszych klasyków.

– W takim razie, dziękując za rozmowę, życzę wam spełnienia i powodzenia w realizacji swoich pasji no i… szerokości!

(K.R)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *