Strona główna / W numerze / Na szczytach Kaukazu
Z pasją opowiadał o samotności w górach

Na szczytach Kaukazu

Klub Podróżnika

Czar ośnieżonych pięciotysięczników, trudy wspinaczki, ciekawostki z codziennego życia trampa i górski sprzęt na wyciągnięcie ręki, tak wyglądało spotkanie z człowiekiem gór Sebastianem Staniszewskim.

W ramach cyklicznego spotkania Klubu Podróżnika, organizowanego przez OM PTTK w Starachowicach i Miejską Bibliotekę Publiczna, wiceburmistrz Wąchocka zabrał swoich słuchaczy na  szczyty Kazbeku i Elbrusa i wspaniałą wędrówkę przez kilka rejonów Gruzji. Omalo zwane końcem świata, dla świętokrzyskiego trapera okazało się być dopiero początkiem: widoków zapierających dech w piersiach i malowniczych panoram. Dostojne twierdze górujące nad tą górską osadą robią wrażenia nawet na zdjęciach. Na trasie Sebastiana Staniszewskiego nie zabrakło też sennych osad, jak naszpikowane kamiennymi wieżami urocze Dartlo.

Trekking na Lodowego Olbrzyma Gruzji, to przede wszystkim spacer z samotnością pod rękę, brak skupisk ludzkich, potęga przyrody – to wszystko, jak mówił prelegent, uczy pokory i szacunku do świata. Im wyżej, tym bardziej dziki, wysokogórski krajobraz, potężne masywy gór, lodowce, rozrzedzone powietrze. I robi się niebezpiecznie.

– Największą trudnością jest w przypadku Kazbeku wysokość i fakt, że mamy do czynienia z lodowcem, a niewiedza jak po lodowcu się poruszać może kosztować zdrowie, a czasem i życie. Takim zagrożeniem są przede wszystkim szczeliny. Ze zdobyciem pięciotysięcznika wiążą się problemy, z którymi każdy wspinacz musi się zmierzyć; aklimatyzacja, spanie w namiocie na mrozie, zmęczenie wysokościowe i przygotowanie do ataku szczytowego – mówił na spotkaniu Sebastian Staniszewski, któremu udało się stawić temu czoła – zdobył księcia i króla Kaukazu.

Jednak cała wyprawa to nie tylko góry, to również wspaniała integracja z ludźmi spotykanymi na drodze, słynna gruzińska gościnność, chinkali – pierogi z trzema rodzajami farszu: z mięsem, z mięsem i ziołami oraz z mieszanką serów i czacza, tradycyjny napój o smaku ambrozji.

Wiceburmistrz dziękował tacie za pierwsze górskie wypady i żonie, bez której ta 24 – dniowa wyprawa nie miałaby miejsca.

(aneta)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *