28.1 C
Starachowice
sobota, 8/08/2020
Strona główna W numerze Na innych łamach

Na innych łamach

            „Newsweek” nr 45

Urok PiS polega na tym, że próbuje wprowadzić podział, który wielu ludziom daje poczucie, że są wspaniali, bo wyznają właściwe wartości, mają właściwych bohaterów i mogą wreszcie pogardzać innymi – mówi Maciejowi Gajkowi, w wywiadzie „Dostosuj się albo giń”, prof. Mirosława Marody, socjolożka związana z Uniwersytetem Warszawskim.

Dziś wspólnym mianownikiem dla Polaków jest… pogarda. Jedni pogardzają beneficjentami 500 plus, dostającymi pieniądze za nic, podczas gdy inni muszą na nie ciężko pracować. Inni z kolei pogardzają zajmującymi wyższe pozycje, bo dorobili się dzięki koneksjom i się wywyższają. Transformacje systemowe w Polsce kompletnie zrujnowały kryteria różnicowania społecznego. „Oczywiście, różnimy się dochodami, ale te różnice nie mają umocowania w wartościach, które by je legitymizowały. Widać to chociażby w popularnym stwierdzeniu: „pierwszy milion trzeba ukraść”. Więc gdy dochodzi do spotkania z inną osobą, to zamiast okazać jej szacunek, traktujemy ją jako zagrożenie.” Wszystko bierze się z niepewności własnej pozycji. Bo np. w wyniku politycznych zawirowań można utracić zarobki albo stracą one na wartości. Wielu nie powie, ile są warci w stosunku do innych, gdyż wszystkie potencjalne wymiary różnicowania mogą zostać zakwestionowane.” To już robotnicy w PRL mieli pod tym względem lepiej, bo mogli się powołać na ideologię państwową, która głosiła, że są przodującą siłą narodu.” Ale na tej właśnie zasadzie obecnie rządzący stali się atrakcyjni. Tym, którym bliżej do PiS, łatwiej określić swoje miejsce w społeczeństwie. Dzięki temu mogą pogardzać innymi. „Polacy są ludźmi racjonalnymi. /…/ Ludzie się zorientowali, że nowe umiejętności nic im nie dają, bo nadal liczy się to, jakie kto ma stosunki z szefem. /…/ Ludzie nie muszą władzy kochać, ale mogą przy niej dobrze żyć, jeśli przyjmą reguły, które ona proponuje. Pod koniec PRL nie było żadnych wierzących komunistów – tylko ci, którzy się dostosowali. Jak niedawno radny Kałuża, który za trochę wstydu poradził sobie z problemami finansowymi. Za to będzie ustawiony do końca życia.”

 

                                          „Polityka” nr 45

Pogląd, że rządy PiS osiągnęły apogeum i zmierzają do końca, jest ostatnio coraz popularniejszy. Tomasz Sawczuk, publicysta „Kultury Liberalnej”, przekonuje w „Czekaniu na bombę”, że takim złudzeniom nie warto ulegać.

„PiS wciąż może wygrać wybory prezydenckie i trzecią kadencję. /…/ Obóz władzy kontroluje prawie wszystkie instytucje państwowe, w tym fasadowy Trybunał Konstytucyjny. Do kolekcji brakuje sądów, mediów i uniwersytetów.” Nie obędzie się zatem w najbliższej przyszłości bez szamotaniny. Tyle że to nic nowego. Ponieważ zaś żadne prawo historii nie mówi, że liberałowie muszą wrócić do władzy, prawica może dalej mieć się dobrze. „Nadzieja na to, że partia Kaczyńskiego to dzisiaj ugrupowanie schodzące, przypomina przestrzelone prognozy, że już za chwilę nadejdzie ostateczna afera, „bomba”, która zmiecie rząd. Aby to było możliwe, konkurencja PiS musi być wybieralna. A na razie nie wiadomo nawet, z jakiego powodu przyszła kampania prezydencka miałaby być lepsza od parlamentarnej. Nie ma także co liczyć na ewentualny kryzys gospodarczy – historia pokazuje, że rządy autorytarne potrafiły w czasach kryzysu utwardzać swoją władzę, a także wzmacniać swój mandat społeczny. Dopóki PiS jest „partią bezpieczeństwa”, a opozycja „partią chaosu”, jak mówi Mateusz Morawiecki, kryzys działa na korzyść tych, którzy oferują bezpieczeństwo. PiS jest w dobrej sytuacji wyjściowej i wygląda na to, że Warszawa będzie w dalszym ciągu zmierzać w stronę Budapesztu.”

 

                                                  „Forum” nr 20

Nadchodzi klimatyczne tsunami. „The Guardian” straszy ludzkość „Miastami nie do życia”. Staną się nieznośne ze względu na ruch samochodowy, procesy przemysłowe oraz obecność pochłaniającego ciepło betonu i asfaltu. Warto zatem już teraz podjąć działania, by przeciwstawić się upałom bądź ekstremalnym opadom.

W USA np. opiekunowie domowi uczą rozpoznawać symptomy udaru cieplnego. Rozmawia się z kościołami o miejskich wyspach ciepła i możliwych rozwiązaniach. Organizuje komunikację w sieci w kwestiach kryzysu klimatycznego i możliwych sposobach radzenia sobie ze zbliżającymi się problemami. Za linię obrony uznaje się drzewa, rośliny i zieloną infrastrukturę. „Drzewa nie tylko oferują cień, lecz także dzięki parowaniu wody ochładzają powietrze w mieście. Sadzenie większej liczby drzew /…/ może obniżyć temperaturę miasta i wchłonąć nadmiar wody.” Przydadzą się miejskie ogrody. Atlanta „planuje założenie trzyhektarowego „food forest”, który także pomoże w redukowaniu śladu węglowego. Przywrócenie lub poszerzenie dróg wodnych /…/ zapewni chłodniejsze tereny zielone oraz miejsca na wodę deszczową./…/ Należy zwrócić uwagę na dachy i chodniki. /…/ Wszystkie dachy powinny być białe, z wyjątkiem tych, na których znajdują się panele słoneczne i ogrody. /…/ Białe lub jasne dachy odbijają ciepło, co może obniżyć ogólną temperaturę w mieście oraz ochłodzić indywidualne budynki i domy.” W Los Angeles wprowadza się chłodne chodniki i opracowuje materiały do ich budowy. Przyszłością jest energia odnawialna. Bo miasta zmienią się nie do poznania. I nasz sposób życia też się siłą rzeczy zmieni. Oby umieć się w nowym otoczeniu odnaleźć.

 

  „Dziennik Łódzki” nr 238

„Z motyką na niemieckie ziemniaki i holenderskie ogórki” ruszyła Agrounia – informuje Alicja Zboińska. Patrole sprawdzają w sklepach, skąd zostały przywiezione do sprzedaży warzywa i owoce i czy klienci sklepów nie są wprowadzani błąd co do kraju ich pochodzenia.

Michał Kołodziejczak, lider Agrounii, wyjaśnia, że pomysł wziął się z potrzeby obudzenia konsumenckiego patriotyzmu. Zresztą ludzie sami interesują się karteczkami umieszczanymi przy stoiskach sprzedażowych. Okazuje się, że nie wszystkie są zgodne z prawdą. Wystarczy rzut oka na worki z artykułami, na których widnieje napis, z którego kraju pochodzi, często niezgodny z wywieszką. Rzekomo rodzinne ogórki np. są przywożone z Hiszpanii. Urzędnicy odkrywają podobne oszustwa. Kontrolowali ostatnio 96 sklepów należących do 18 sieci handlowych. „Testu prawidłowości oznakowania owoców i warzyw nie zdało 31 sklepów sieci: Aldi, Auchan, Biedronka, Dino, Hipermarket Bi1, Intermarche, Kaufland, Lewiatan, Lidl, Netto, Polo Market, Stokrotka i Tesco. Co dziesiąte warzywo i owoc, które zostały wzięte pod lupę przez urzędników, sprawdzianu nie zalicza. Wśród nich są m.in. rzekomo polski seler, który naprawdę wyrósł w Holandii, o czym informuje opakowanie. Wywieszka przy czosnku mówi, że pochodzi on z Polski, ale z faktury wynika, że do sklepu dociera z Egiptu. /…/ Najpewniej po to, by zamieszanie było jeszcze większe, a klient specjalnie nie dociekał, skąd się biorą konkretne towary, niektóre są oznakowane kilkoma krajami pochodzenia. Wybitnie światowa okazuje się cebula, która jednocześnie pochodzi z … Polski, Francji, Holandii i ze Słowacji. Urzędnicy nie mają wątpliwości, że może to być działanie celowe.” Sklepowe patrole i testy produktów mają zwrócić uwagę Polaków na rodzinne jabłka czy pomidory. Tym bardziej że zagraniczne koncerny zachowują się jak szarańcza. Jedynym ich celem są zyski. Rabują zasoby naturalne, aż do całkowitego ich wyczerpania. Zniszczywszy jedno miejsce, przenoszą się gdzie indziej, jak robi to stado szarańczy. Antidotum ma być sięganie po lokalne towary. Może droższe, lecz ratujące planetę.

 

                              „Angora” nr 44

Jeśli obecnej sytuacji nie da się uzdrowić, w 2023 r. może dojść do bankructwa Watykanu. Gianluigi Nuzzi w „Sądzie ostatecznym” denuncjuje nadużycia, przywileje, pracę na czarno, kreatywną księgowość i sabotowanie Franciszka.

„Jest gorzej, niż kiedy odchodził Benedykt XVI. Wierni odpływają w ateizm i do innych religii, brakuje powołań, parafie znikają z map diecezji.” Postępowego papieża nie poważają konserwatyści, nie sprzyja mu włoska kasta kurialna. Ba, ma moc, żeby zmieść jego pontyfikat! Już poprzedni rok budżetowy był dla Watykanu katastrofalny. Monstrualnie rozrosły się wydatki. Zwłaszcza na pensje i wynagrodzenia konsultantów. Drastycznie skurczyły się dochody. Do 51 mln euro spadło świętopietrze. Zaufanie wiernych podkopały skandale. Tylko 10 – 15 proc. wpłat trafia do potrzebujących, reszta ratuje budżet kurii i struktur. Wynajmem nieruchomości mało kto jest zainteresowany. System rządzenia w Watykanie po prostu się załamał. Co ciekawe, pozytywnym bohaterem „Sądu” jawi się … polski jałmużnik papieża, kardynał Konrad Krajewski.

 

                                     „Przegląd” nr 42

Przeciwko represyjnej ustawie, na podstawie której zostali pozbawieni lwiej części swoich emerytur protestują funkcjonariusze WOP i Straży Granicznej. Zostali jednocześnie ograbieni z dumy i żołnierskiego honoru – cytuje ich słowa Regina Dachówna w reportażu „Tam za rzeką jest granica, na granicy jest protest”.

Nie mogą pogodzić się z tym, że przylepiono im łatkę zbrodniarzy. Ich winą jest to, że urodzili się, a potem służyli na granicy Polski. A przecież innej ojczyzny nie mieli. Tymczasem słyszą, że są bolszewikami, ubekami i ciemiężycielami narodu polskiego. Niejeden był chwalony już po weryfikacji, nagradzany… W 2016 r. upokorzono ich ustawą o obniżeniu emerytury służbom mundurowym. „Uzasadnienie? Służba państwu totalitarnemu.” Faktycznie zaś niejeden cudem przeżył wojnę; zrozumiałe zatem, że chciał bronić polskich granic! Ich pracodawcą stało się państwo, które teraz łamie umowę zawartą z pogranicznikami. Polaków wspierają Niemcy. Bo funkcjonariusze byłej NRD byli rozliczani indywidualnie, a nie zbiorowo, jak w Polsce. Nie dziwi, że protestujący kierują do przewodniczącej Komisji Europejskiej petycję z prośbą o przekazanie jej do Trybunału Sprawiedliwości. „Pogranicznicy domagają się, by tę ustawę wycofać z obiegu prawnego, ponieważ łamie ona zasady państwa prawa, bezpodstawnie obniża wcześniej przyznane należne świadczenia emerytalne i rentowe, zakłada, że jest możliwe przyjęcie przez państwo zasady odpowiedzialności zbiorowej.”

 

                                            „Nie” nr 40

Łukasz Piotrowicz donosi, że „Rodzi się coraz mniej księży”. Kler rzymskokatolicki liczy jakieś pół miliona sukienkowych. W Polsce księży jest ponad 30 tysięcy. Ale coraz mniej mężczyzn wstępuje do seminariów.

„Do olsztyńskiego /…/ w pierwszym naborze nie zgłosił się żaden kandydat. W drugim – jeden. Zazwyczaj do końca, czyli do święceń wytrzymuje około 50 proc. kleryków. /…/ W jednej z najpłodniejszych pod względem tzw. powołań kapłańskich diecezji tarnowskiej do seminarium zgłosiło się 28 mężczyzn. Przed kilkunastu laty taka liczba była standardem nawet w mniejszych i mniej pobożnych diecezjach. Tarnowskie seminarium to wyjątkowo nowoczesna i skuteczna placówka. We wrześniu zeszłego roku policja zatrzymała /…/ – studenta piątego roku – bo w jego komputerze znaleziono pornografię z udziałem dzieci i zwierząt. Został skazany na 2 lata więzienia/…/. Dziś już zdarzają się sytuacje, że do święceń nie dotrwa ani jeden kleryk – po raz pierwszy zdarzyło się to w diecezji łowickiej w 2014 r.” Przyczyn spadku liczby kleryków upatruje się w kryzysie wiary czyli postępującej laicyzacji polskiego społeczeństwa. W wyniku zmieniającej się mentalności Polaków seminarium przestaje być przechowalnią dla osób z inną orientacją seksualną. Nie trzeba też uciekać przed służbą wojskową. Autor problem widzi jednak w niewłaściwej reklamie. Bo przed kandydatami roztacza się wizje kapłana umęczonego, biednego i cel bezbożnej propagandy. A jakby tak inaczej? – zastanawia się.

 

wybrała /ewa/

 

[new_comments]
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

0
Dodaj komentarzx
()
x