Strona główna / Aktualności / Bo to się zwykle tak zaczyna

Bo to się zwykle tak zaczyna

Nawet mając zamknięte oczy i uszy na medialne doniesienia, te najbardziej wstrząsające wcześniej czy później (rzadziej później ) przedrą się do świadomości większości. Bo też nie ma dnia, żeby coś w kraju i na świecie nieoczekiwanego, a groźnego, się nie zdarzyło. Niby nikt nie oczekuje na informacje o znieważeniu, pobiciu i zbrodni.

A mimo to od razu dowiaduje się, że znów człowiek wystąpił przeciwko człowiekowi. Gorzej, że coraz częściej przestępstwa popełniają bardzo młode osoby. I to niekoniecznie chłopcy, również dziewczyny, którym przypisuje się albo namawianie do złego, albo wręcz przywództwo w niecnym czynie.

Zamiast wspierającej rozmowy na dzień dobry miewam ostatnimi czasy telefony od wstrząśniętych bliskich i znajomych, zaczynających zdanie od „słyszałaś?!” I wcale nie chodzi o plotkę, że jedna koleżanka drugiej koleżance zrobiła na złość, podając niekompletny przepis na ciasto, przez co wyszedł zakalec. Często jest to informacja o jakimś morderstwie w szanowanej dotąd rodzinie gdzieś w Polsce. Popełnionym przez jednego z jej członków. Ktokolwiek tego dokonał, to zawsze tragedia. I szok dla opinii publicznej. Bo jakże tak można?! – ciśnie się na usta pytanie. I zaraz szuka się winnego takiego zdarzenia. Nie w osobowości sprawcy, jego środowisku, a jeszcze wcześniej w wychowaniu lecz w uwarunkowaniach zewnętrznych – dopalaczach, narkotykach, alkoholu itp. Tyle że zanim dojdzie do sięgnięcia po środki uzależniające, jest przecież jakaś przeszłość. Coś, co następnie spowodowało niefortunny splot wydarzeń. Zaczyna się bardzo wcześnie.

Niedzielna pora poobiednia. Czwórka dziesięciolatków włóczy się bez celu wokół terenu starachowickiego ZDZ. Każdy chłopiec z kijem w ręce, na co nikt nie zwraca uwagi. Do momentu, kiedy zaczynają walić w ogrodzenie, odłupując kawałki betonu. Wzmagają akcję nie widząc reakcji. Pora zatem między nich wkroczyć, nie bacząc na nierównowagę sił. Bo choć to małolaty, są w  większości przeciwko równej sobie wzrostem samotnej kobiecie. Dla której zresztą nie mają żadnego respektu.

Na pytanie, czemu ma służyć ich zabawa, odpowiadają, że i tak ten teren jest zdewastowany. Co racja, to racja. Bo po wschodniej stronie budynku na niczyjej (?) ziemi pełno pustych butelek po alkoholu i opakowań po przekąskach do niego. I jak tu wytłumaczyć chłopcom, że mimo wszystko tak się nie robi?

Odwołanie się do przyzwoitości i dobrego zachowania przynosi mierne efekty. Dopiero rzucone mimochodem słowa, że w ten sposób budują sobie ponurą przyszłość, robią wrażenie. Dzieciaki zgadzają się, że życie na śmietnisku może być nieciekawe. A takie sobie właśnie wyszykują niszcząc publiczne mienie. Jeszcze dwa, trzy uderzenia kijami w ogrodzenie i przestają walić.

Założę się, że żadne z rodziców, akurat nieobecnych, nie uwierzyłoby, że ich dziecko tak niecnie mogło się zachowywać podczas niewinnego niedzielnego spaceru w gronie rówieśników. Bo przecież syn jest grzeczny, nie sprawia kłopotów, uczy się. Najwyżej nauczyciel mógł się uwziąć, jeśli młodemu coś nie wychodzi w szkole.

Nie twierdzę, że rozbijający mur małolat dopuści się w dorosłym życiu czegoś nagannego, co przekreśli jego życie. Ba, zmarnuje je innym. Wejdzie w konflikt z prawem etc. Może żałować bezmyślnego zachowania w dziecięctwie, ale może też dodać mu ono niezdrowego animuszu. To zależy w jakimś stopniu od relacji w rodzinie. I tu jestem gotowa się założyć, że żadne z rodziców czterech chłopców po ich powrocie do domu nie rozmawiało ze swoimi latoroślami o ich zabawie na podwórku. I nie dlatego, że nie wiedzieli o waleniu w płot. Dlatego, że w ogóle nie wiedzą albo nie próbują się dowiedzieć, co dziecko robi poza domem. Grzech zaniechania może więc niekiedy wrócić ogromnym wyrzutem sumienia, kiedy to płot wokół ZDZ zmieni się w górę problemów i stanie się murem nie do przebicia.

/ewa/

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *