16.1 C
Starachowice
sobota, 11/07/2020
Strona główna Aktualności To był rok niezwykłych wypraw cz.1

To był rok niezwykłych wypraw cz.1

 

Miniony rok obfitował w wiele ciekawych wydarzeń podróżniczych. Oddział Międzyszkolny PTTK ma się w tym temacie czym pochwalić, i co najważniejsze może, bo zwiększająca się liczba członków to zasługa tak oferty jak i kadry przewodnickiej.

Wędruj z nami to akcja z założenia wakacyjna, w starachowickim oddziale trwa niemal cały rok, tak też było w roku ubiegłym. Wszystko zaczęło się od marcowej wycieczki na ziemię gombrowiczowską.

Z wizytą u hreczkosieja

Wyjątkowo o tej porze roku dopisała aura, to ważne, bo słoneczna pogoda sprzyja i zwiedzaniu i dobrym humorom. Na trasie OM PTTK znalazły się dwie miejscowości związane z budzącym wciąż skrajne emocje pisarzem, Małoszyce i Wszechświęte – tam gdzie „Witulin” przychodzi na świat i gdzie zostaje ochrzczony. W Małoszycach śladów po mistrzu jest niewiele, resztki czworaków i rządcówki, kamienne słupy z ogrodzenia dworskiego, z dawnego dworskiego parku ocalała aleja grabowa i staw, o którym Gombrowicz kilkadziesiąt lat później napisze: „Przypominam sobie jak w Małoszycach bawiłem się z chłopcami wiejskimi. Siekliśmy batami żaby”. – Trochę to zastanawiające, ze w takim miejscu jest tak mało pamiątek po znakomitym skądinąd pisarzu – mówi z żalem Janina Lorek Spadło, starachowicka bibliotekarka, która jest niemal na każdej wycieczce. I niestety ma rację, w Małoszycach, na podmokłym zresztą terenie, stoi tylko kamienna płyta z płaskorzeźbą głowy autora „Ferdydurke” i wyblakła tablica z biografią pisarza. Szkoda – mówili uczestnicy wycieczki, bo co prawda Witold może nie był specjalnie przywiązany do tego miejsca, w odniesieniu do niego nazywał się hreczkosiejem, ale mimo wszystko często przywoływał obraz Małoszyc w swoich utworach.

Kolejnym miejscem związanym z małym Witoldem jest miejscowość o ciekawej nazwie Wszechświęte. Cudowny gotycki kościół z XVIII wieczną chrzcielnicą, przy której został ochrzczony pisarz „całą gębą” , musiały zrobić wrażenie. Nie inaczej było z przykościelnym cmentarzem, który z Gombrowiczami co prawda nie ma nic wspólnego, ale cieszy oczy pięknymi XIX wiecznymi nagrobkami.

 

Byzuch u Ferdynanda –

– czyli Katowice i zwiedzanie Muzeum Śląskiego. Ta wycieczka cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, miejsca rozeszły się jak ciepłe śląskie bułeczki i nie dziwota, bo muzeum w Katowicach ma sporo do zaoferowania. Zabytkowe budynki, historia kopalni „Katowice” (dawniej Ferdynand), wjazd na wieżę widokową, odpoczynek przy śląskich smakołykach i zwiedzanie wystaw malarskich i rzeźbiarskich – to była prawdziwa uczta dla konesera niezwykłych wrażeń. Nie zabrakło oczywiście Spodka i niezwykłego w swej prostocie i urodzie Pomnika Powstańców śląskich, ten ostatni w formie trzech orlich skrzydeł, symbolizujących trzy zbrojne powstania na Śląsku stał się tłem pamiątkowych fotografii.

– Bardzo mnie się to widzi, wszystko było fest gryfne – mówi Szymon Gąsowski, któremu kilka godzin na śląskiej ziemi wystarczyło, żeby się zakochać w śląskiej gwarze.

 

Porcelanowy

zawrót głowy

Powiat ostrowiecki skusił podróżników z Oddziału Międzyszkolnego PTTK w Starachowicach kilkoma atrakcjami. Po pierwsze Ćmielów gdzie, przemoknięci do suchej nitki, skryli się w ruinach zamku, który niegdyś był jedną z piękniejszych rezydencji. Mało tego, z tą budowlą związana jest, bardzo niejednoznaczna dla polskiej historii postać, Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła „sierotki” i legenda związana z powstaniem przydomka. Przechadzający się po ćmielowskim zamku (znużony przyjęciem) król Zygmunt August zauważył samotnie leżące w komnacie płaczące niemowlę, zapytał potem czemu ta sierotka tak sama leży. Przydomek był nadany z życzliwości stąd też przylgnął do Radziwiłła na stałe i przeszedł do historii.. Nie wiemy jaki „sierotka” był jako dziecko, ale w wieku dojrzałym był przykładem gorliwego katolika, nawet dewota, więc na resztę jego życia spuśćmy zasłonę milczenia. Co ciekawe nasi podróżnicy z PTTK wykazali się znakomita wiedzą na temat ćmielowskich ruin, wiedzieli doskonale, że zamek ów zdobyty został dzięki zamiłowaniu Polaków do zabaw, Szwedzi przebrani za weselników wykorzystali powyższe i nie mieli problemu ze zdobyciem rezydencji.

Jednym z punktów tejże wycieczki było coś co ucieszyło szczególnie panie, wizyta w ćmielowskiej manufakturze porcelany była sprawdzianem dla portfeli. Przepiękne, lekkie jak pajęcza sieć filiżanki, zwiewne figurki tancerek, urocze porcelanowe kocury, wielu hamowała cena. Nie zabrakło natomiast czasu wolnego i kawy, wypita w filiżance z ćmielowskiej porcelany smakowała o niebo lepiej niż w domu czy innej kawiarni.

W dzieciêcej

stolicy œwiata

Było to w maju, można zatem przypuszczać, że pogoda winna być wiosenna i słoneczna. Nic bardziej mylnego, lało jak z cebra. I o ile ci, którzy zwiedzali Rabkę – Zdrój, bo o niej mowa, jakoś sobie poradzili, to pozostali wędrujący po pobliskich górskich szczytach za wesoło nie mieli. Do historii Oddziału Międzyszkolnego PTTK przeszła opowieść jak to przewodnik Marcin Maruszak z gór bez butów wrócił. Sądzi się, że owe siedmiomilowe trzewiki, które pamiętają najbardziej szalone wyprawy, teraz wędrują same po górach i dolinach. a przynajmniej taką legendę stworzyła wierna uczestniczka górskich wypraw Małgorzata Trawczyńska.

Na miejskiej trasie znalazły się m.in dom Pod Trzema Madonnami, w którym mieści się Muzeum Zbójników i Górali. Trzeba przyznać, że tymże muzeum najbardziej zachwycone były panie, czystej krwi rozbójnik, który oprowadził po swoim królestwie nie mógł się opędzić od pięknolicych pań. Najbardziej fotogeniczne miejsce w tym zdrojowym mieście to pomnik Świętego Mikołaja, który stoi przed zabytkowym rabczańskim dworcem, Święty przedstawiony w stroju biskupim, z mitrą na głowie i pastorałem w dłoni, stoi on na kuli ziemskiej, na której zaznaczono miasta: Rabka-Zdrój, Mira i Rovaniemi. To urocze nawiązanie do faktu, że w rabczańskim uzdrowisku dzieci powracają do zdrowia i są pod szczególną troską, podobną do tej, jaką otaczał je św.Mikołaj.

Górska wersja wycieczki to Góry Szczebel i Luboń, tam właśnie zgubiono buty i czas, tak się starachowickim łazikom tam spodobało, ze zejść na niziny wcale nie chcieli.

Chcieć opisać wszystkie wyprawy to numeru by zabrakło, a zatem część pierwszą zakończymy na przededniu wakacyjnych ubiegłorocznych wypraw. CDN…

Aneta

 

Poprzedni artykuł„Dycha” świętuje 
Następny artykułPowiatowy dług
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

Koronawirus: w starachowickim szpitalu przebywa 46 pacjentów

Ministerstwo Zdrowia w piątkowym (10 lipca) komunikacie potwierdziło 265 nowych przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Wojewódzką Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w...
0
Dodaj komentarzx
()
x