Strona główna / Aktualności / „Wszystko co robimy w życiu jest wyzwaniem” 

„Wszystko co robimy w życiu jest wyzwaniem” 

Jest kielczaninem. Zanim w listopadzie 2019 roku objął stanowisko dyrektora szpitala powiatowego w Starachowicach, Grzegorz Kaleta kierował placówkami medycznymi w Opatowie i Piekoszowie. Z wykształcenia jest magistrem historii i prawa. Ukończył również studia podyplomowe MBA z zarządzania. Komisja konkursowa wybrała go spośród pięciu kandydatów.  Przekonał ją swoją koncepcją rozwoju szpitala i doświadczeniem.  Interesuje się kulturą Dalekiego Wschodu, prawem amerykańskim i brytyjskim, ekonomią, a także sportem. W wywiadzie z Gazetą, dyrektor Powiatowego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Starachowicach mówi o służbie zdrowia, wyzwaniach jakie stawia przed sobą i starachowicką lecznicą oraz o pracy dyrektora, która polega na wsłuchiwaniu się w głos pracowników. 

Lubi pan wyzwania?

– Bardzo…

A czy starachowicki szpital powiatowy jest wyzwaniem w pana życiu?

– Dla mnie życie jest wyzwaniem, wszystko co robimy w życiu nim jest.

To miejsce, w którym się znajdujemy, ten szpital. Co pana skłoniło, by wystartować w konkursie na dyrektora PZOZ? Chęć spróbowania czegoś nowego, potrzeba zmian?

– Człowiek potrzebuje w życiu zmian. Podąża za czymś nowym. U mnie cały czas jest chęć poznawania, zdobywania, asymilowania się. Nie nazwałbym pracy w Starachowicach wyzwaniem, a nowym doświadczeniem. Każda nowa praca, każdy nowy dzień jest doświadczeniem. Co mnie skłoniło? Konkurs, po prostu (śmiech). Przystąpiłem i zostałem wybrany. Co pragnę zrobić? Na razie nie mogę zdradzić szczegółów. Mogę jedynie powiedzieć, że chciałbym rozszerzyć zakres działalności tego szpitala. To jest moje „gospodarstwo”, nim się zajmuję i będę robił wszystko, by ono się rozwijało. Szpital powinien być nastawiony przede wszystkim na pacjenta, udzielać wysokiej jakości świadczeń zdrowotnych i oferować jak najlepszą opiekę oraz oferować udogodnienia dla pacjentów.

Panie dyrektorze, jest pan z wykształcenia prawnikiem. Skąd pomysł, idea pracy w służbie zdrowia?

– W służbie zdrowia jest dużo wyzwań prawnych. Organizacja, funkcjonowanie – każdy system opiera się na prawie. Ścieżki życia, los czasami tak nami zarządza, że znajdujemy się w takim, a nie innym miejscu. I albo coś polubimy, albo nie. Służba zdrowia od nastu lat jest w moim życiu.

No to wybrał pan sobie ciężki kawałek chleba, bo jak się domyślam, zarządzanie szpitalem nie jest najprzyjemniejsze. W służbie zdrowia jest tak wiele problemów…

– Ja lubię wyzwania i to, co najbardziej przeszkadza mi w życiu zawodowym, to ich brak. Lubię być cały czas w ruchu, w pędzie. Dla mnie stagnacja to regres. A ta praca związana jest z rozwojem i daje możliwość ciągłego szukania rozwiązań.

I daje panu satysfakcję?

– Bardzo, bardzo dużą. Nie ukrywam, że ta praca jest stresująca i wymagająca, a rozwiązania problemów przychodzą czasami o dziwnych porach. Do tego, wszystkie informacje przeczytane, czy zasłyszane, które można wprowadzić w życie, wcześniej trzeba sprawdzić i skorygować, co wymaga dużego zaangażowania.

Problemy finansowe, problemy kadrowe. Nie jest różowo.

– Są problemy, jak we wszystkich polskich szpitalach, ale czy one spędzają sen z powiek? Czasami trzeba się przespać z problemem, by następnego dnia spojrzeć na niego z innego punktu. Staram się nie podejmować pochopnych decyzji. One muszą być przemyślane i skonsultowane. A ja wolę mieć kilka opcji działania, by wybrać tę najlepszą.

Minęło dwa miesiące odkąd pan objął funkcję dyrektora szpitala. Jakie one były?

– Początki nigdy nie należą do łatwych. Trzeba się zapoznać z otoczeniem i problemami. Spotkać z personelem, rozmawiać o bolączkach, pytać czego potrzeba, informować, w którym kierunku będziemy szli, co zamierzamy robić. Szczerze przyznam, że w pierwszych dwóch tygodniach pracy chciałem zwiedzić cały szpital, spotkać się ze wszystkimi, przynajmniej ze wszystkim kierownikami i personelem oddziałów. W pierwszym miesiącu udało mi się odbyć tylko trzy takie spotkania ze względu na inne, pilne sprawy wymagające pełnego zaangażowania. W kolejnych tygodniach spotkałem się ze znaczną częścią kadry medycznej. Obecnie najważniejsze kwestie dotyczące funkcjonowania oddziałów szpitalnych omawiane są z kierownikami podczas cotygodniowych raportów. Pozwala to na lepszą kontrolę, szybszą ocenę sytuacji i daje możliwość natychmiastowego reagowania w przypadku pojawienia się ewentualnych problemów. Dla mnie zawsze najważniejsza jest i będzie rozmowa z ludźmi. A jak ktoś przychodzi z pismem, to również wolę osobiste spotkanie. Samo pismo może być niezrozumiałe, może nie oddawać w stu procentach tego, co autor chciał przekazać do wiadomości. Przedstawienie problemu podczas rozmowy powoduje, że można od razu szukać rozwiązania.

Dużo było tych potrzeb?

– Było, jest i będzie. Dążenie do nowych kierunków funkcjonowania szpitala to ciągłe potrzeby. Od personelu, poprzez remonty i

sprzęt – to wszystko jest potrzebą. Te potrzeby są bardzo duże i cały czas będą. Jeżeli chcemy się rozwijać, to musimy myśleć o nowych kierunkach i o propozycjach NFZ, który nas finansuje.

Nie chce pan za bardzo mówić o swoich pomysłach, ale to proszę chociaż zdradzić, ile ich jest?

– Jest kilka…

A kiedy o nich usłyszymy?

– (milczy)… Jak będzie możliwość ich finansowania i wprowadzenia w życie. Na dniach będzie rozstrzygnięty konkurs na kontraktowanie Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego. Złożyliśmy dokumenty i czekamy na wynik postępowania. Pozytywna decyzja NFZ pozwoli nam na uruchomienie ZOL-u od połowy lutego.

Będzie pan wzmacniał personel medyczny?

– Cały czas trwa poszukiwanie kadry medycznej. Jest to problem ze względu na dużą migrację lekarzy. Ponadto należy podkreślić, że wynagrodzenie to jedno, a komfort pracy to drugie. Nie zawsze wynagrodzenie idzie w parze z komfortem. To, że ktoś zarabia gdzieś więcej, nie znaczy, że mu się łatwo i przyjemnie pracuje. Dążę do tego, żeby atmosfera w zakładzie była komfortowa, praca opierała się na współpracy i kadra przychodziła z chęcią do pracy. Nasze starania przynoszą pierwsze efekty. Wzmacniamy kadrę lekarską zarówno na oddziałach szpitalnych, jak i w poradniach specjalistycznych. Mowa tu o m.in. o chirurgach, czy internistach.

Pacjenci narzekają na kiepski dostęp do kardiologii. Planuje pan jej rozwój w PZOZ-ie?

– Jak już mówiłem, moim założeniem są rozmowy, miesiąc w miesiąc, nie tylko z kierownikami, ale i z personelem – także spoza naszego szpitala. Analizowanie pomysłów, wdrażanie ich, szukanie nowych rozwiązań, żeby zaoferować pacjentom lepszy dostęp do usług medycznych. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa, wzmacniamy obsadę lekarską w Poradni Kardiologicznej. Co będzie widoczne już w najbliższych tygodniach, a może nawet dniach.

Pojawiły się informacje, że z mapy starachowickiego szpitala ma zniknąć Oddział Neonatologii, a co za tym idzie, istnieje groźba likwidacji Oddziału Ginekologiczno-Położniczego. Czy prawdą jest, że brakuje kadry lekarskiej na neonatologii i istnieje realna groźba likwidacji oddziału? Jakie kroki są czynione, by tak się nie stało?

– Wszystkie Szpitale w Polsce borykają się z problemami kadrowymi. Taka sytuacja dotyczy lekarzy wielu specjalizacji m.in. pediatrów, neonatologów, chirurgów, reumatologów czy internistów i związana jest nie tylko z migracją personelu, ale także ze wzrastającą średnią wieku lekarzy i brakiem zainteresowania wśród lekarzy wymienionymi specjalizacjami. Chciałbym jednak uspokoić mieszkańców i rozwiać wszelkie pojawiające się obawy. Nie ma żadnych przesłanek przemawiających za likwidacją Oddziału Neonatologicznego. Potrzeba wzmocnienia zespołu lekarskiego nie wpływa negatywnie na jego funkcjonowanie, bieżącą pracę, czy układanie list dyżurowych. Dodam tylko, że cały czas staram się wzmacniać zespół lekarski posiłkując się personelem także spoza naszego szpitala, który pracuje w oparciu o umowy cywilno-prawne. I nie zamierzam na tym poprzestać.

Programy profilaktyczne, będą?

– Jak najbardziej! Na przykład ostatnio, z Zakładem Doskonalenia Zawodowego została podpisana umowa na badania z zakresu endoskopii, które są finansowane przez Unię Europejską. To z nowości. Pozostałe, które do tej pory były realizowane w szpitalu, jak najbardziej będą kontynuowane.

Jest szansa, że kiedyś będziemy najlepsi w województwie?

– Szansa zawsze jest. Tylko nie możemy robić czegoś za wszelką cenę i na pokaz. Nie chodzi o to, by na papierze być najlepszym, gdy w ślad za tym nie idzie dobro pacjenta. Rankingi rankingami, ale to, jak funkcjonować będzie szpital i jak odbierać będą nas pacjenci jest ważniejsze. Teraz jesteśmy wśród 100 szpitali wysokospecjalistycznych i onkologicznych w pierwszej 50 (na 48 miejscu). To jest bardzo dobra lokata, a zarazem wyzwanie, które mobilizuje do dalszej rywalizacji z innymi placówkami. Głównym celem jest również podwyższanie jakości usług a co za tym idzie zadowolenia pacjenta. To jest brane pod uwagę przy układaniu rankingów i będzie przez nas kontynuowane. Takie jest moje zadanie.

Co jest największą bolączką starachowickiej lecznicy?

– To są koszty działalności, finansowanie ze strony NFZ, migracja lekarzy, potrzeby w zakresie sprzętu – a chciałbym, żeby był najlepszy. I nie chcę zostać źle zrozumiany. Nie mówię, że jest źle. Tylko hipotetyzuję. Jakby było, gdybyśmy mieli lekarzy pod dostatkiem, dysponowali sprzętem z najwyższej półki?

Skąd brać pieniądze? Bo, jak się domyślam, by były fundusze musi być atrakcyjna oferta…

– Muszą być na przykład programy, do których możemy przystąpić. Gdzie udział własny też jest brany pod uwagę, ale dofinansowanie jest znacznie wyższe. Są to programy rządowe i europejskie. Do tych dedykowanych służbie zdrowia będziemy chcieli przystępować. Oczywiście tych, które są dla nas ważne i nam potrzebne. Teraz trwa modernizacja szpitala, ta zewnętrzna. Należałoby jeszcze przeprowadzić tę głęboką, ze zmianą oświetlenia, wymianą ogrzewania.

A jak zachęcić mieszkańców innych powiatów, by leczyli się w Starachowicach? Wiem, że są pomysły. Będziemy zaskoczeni?

– Są pomysły. Obecnie poddawane są analizie. Trudno powiedzieć, czy można kogoś czymś zaskoczyć…

Rozpoczął pan pracę w okresie, gdy robi się bilanse, negocjuje z Narodowym Funduszem Zdrowia. Na jaki kontrakt może liczyć PZOZ?

– Na tym samym poziomie, co do tej pory. To jest to, co mogliśmy otrzymać na obecną chwilę. Natomiast będę starał się o jego zwiększenie, ze względu na to, co jest planowane. Jestem już po wstępnych rozmowach w NFZ. Powiem szczerze, negocjacje z funduszem są takie, jakie są. My mamy propozycję i albo ją przyjmą, albo nie.

Jest pan twardym negocjatorem?

– Odpowiem dyplomatycznie. Dążę do realizacji zamierzonego celu. Nie zawsze wszystko da się uzyskać na „dzień dobry”. Czasami warto jest chwileczkę poczekać, żeby potem otrzymać więcej, a nie część tego, co się zakładało i nie mieć możliwości zwiększenia kontraktu.

Panie dyrektorze, jaki jest stan finansowy szpitala? Rozmawiamy w styczniu 2020 roku. Jesteście na plusie, czy na minusie?

Obecnie trwają rozliczenia z Narodowym Funduszem Zdrowia za 2019 rok i pracujemy nad ustaleniem wyniku finansowego szpitala za 2019 rok. Nie mniej jednak, za 11 miesięcy ubiegłego roku Powiatowy Zakład Opieki Zdrowotnej osiągnął zysk netto w kwocie miliona złotych.
Dodam tylko, że szpital nie posiada tak zwanych „długów”, jedynie bieżące zobowiązania w postaci kredytu długoterminowego oraz miesięcznych zobowiązań wobec kontrahentów, instytucji państwowych i pracowników (tj. podatki i ZUS). Warto podkreślić, że wszystkie zobowiązania regulowane są terminowo, a szpital posiada płynność finansową. Co ważne, w przeciągu 2019 roku udało się nadpłacić zobowiązania kredytowe na łączną kwotę 2 mln. 260 tys. zł.

Panie dyrektorze, jednym z najczęstszych problemów zgłaszanych przez czytelników – pacjentów jest kwestia kolejek w SOR. Jak pan zamierza rozwiązać ten problem, czy w ogóle istnieje recepta na to, by tzw. ruch pacjentów przebiegał płynniej?

– Szansa na rozwiązanie tej kwestii na pewno jest. Schodzę na SOR, patrzę jak to wygląda. Rozmawiam z dyrektorem do spraw leczniczych i lekarzami, w jakim kierunku mają iść zmiany. Należy podkreślić, że musi to być współpraca nie tylko na poziomie szpitala i kadry.

Jest pan doświadczonym menadżerem. Ile pan sobie daje czasu na wprowadzenie zmian w funkcjonowaniu szpitala? Na polepszenie sytuacji placówki, czego m.in. wymaga od pana Zarząd Powiatu?

– To zależy, o czym mówimy i co ma być na plus. Zwiększenie ilości zabiegów, wprowadzenie nowych procedur? Jest in plus. Poprawa sytuacji finansowej poprzez zwiększenie zysków – również. Ale z drugiej strony, zwiększanie zysków, by mieć na koncie? Lepszym rozwiązaniem jest zwiększenie kontraktu, uzyskanie nowych pieniędzy na nowe procedury, niż ich gromadzenie. Stwierdzenie „polepszenie czegoś” jest bardzo płynne. Zawsze powtarzam, że aby zyskać, trzeba zainwestować. Musimy ponieść stratę, aby potem czerpać z tego korzyści.

           

* * *

Ciężka to praca i stresująca?

– Ale fajna…

Kierowanie szpitalem łatwe nie jest. Zaryzykuję stwierdzeniem, że jest to jedna z najbardziej niewdzięcznych funkcji w kraju. W mediach ogólnopolskich pojawiają się informacje o ciągłych problemach finansowych służby zdrowia. Pacjenci często o ten stan rzeczy obwiniają właśnie dyrektorów. Ta praca to walka o pieniądze i ciągłe ich szukanie. Przecież to ciągłe myślenie, skąd je wziąć.

– Przecież są one obiecywane. Bądźmy dobrej myśli… Nie piszmy czarnych scenariuszy.

Hmm, pozytywne myślenie. To inaczej, jaka jest recepta na sukces placówki zdrowia?

– Praca całego zespołu. Ja nic nie zrobię sam, tylko i wyłącznie zespołowa gra, wspólna praca, rozmowy, ustalanie. To jest idea. Jeżeli ja nie będę rozmawiał z załogą, nie będę odwiedzał oddziałów i interesował się ich problemami, to nic się nie uda. Z tego gabinetu (dyrektorskiego – przyp. red.) nic się nie widzi. A przechodząc przez szpital widzi się i słyszy wiele rzeczy. Zwraca się uwagę na potrzeby, można zareagować. Dlatego praca całego zespołu jest tym sukcesem.

Plany szpitala, plany dyrektora szpitala są dalekosiężne? Czy planuje się tu, teraz, za miesiąc?

– Planuje się daleko w przód. Jednak w przypadku ich realizacji trzeba mieć kilka ścieżek. Nie zawsze da się realizować „tu i teraz”, dlatego trzeba przeskakiwać z jednej ścieżki na drugą. Jeżeli jest chwilowa stagnacja, to trzeba drążyć drugim kanałem. Musi być progres. To jest jednostka, która ma wiele kanałów, które trzeba albo udrażniać, albo powiększać. Nie możemy zaplanować, że stanie się to dzisiaj i jutro, tylko dużo, dużo dalej w przód. Bo, na przykład, aby zrealizować koncepcję nowych procedur to musimy mieć: pomieszczenie, personel, sprzęt, a przede wszystkim promesę uzyskania kontraktu. To wymaga czasu.

Ma pan indywidualną koncepcję kierowania szpitalem, czy czerpie pan z innych wzorców, modeli szpitali?

– Każda placówka zdrowia jest odrębnym tworem. Ale wszystkie posiadają wspólną cechę – finansowanie, które jest jakie jest. Można próbować obrać jakiś model funkcjonowania, ale musimy pamiętać, że działamy w normach prawnych i musimy ich przestrzegać. W związku z tym, nie możemy obrać modelu funkcjonowania, który w naszym systemie prawnym się nie sprawdzi.

Czego pan życzy sobie w pierwszym rok urzędowania na stanowisku dyrektora szpitala. Żeby ten szpital za rok był…

– Żeby cały personel szpitala stanowił jedność.

A panu, czego życzyć?

– Zdrowia i szczęścia…

I tego życzę. Dziękuję za rozmowę.

Anna Ząbecka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *