5 C
Starachowice
niedziela, 1/11/2020
Strona główna Aktualności Królowe świętokrzyskich szczytów

Królowe świętokrzyskich szczytów

Kobieta – o niej śpiewano pieśni, jej urodę sławiono w poematach, zamykano ją w wieży za siódmą górą, jej charakter zatrzymano w przysłowiach. Odmówiono jej tylko sławy i miejsca w historii, to przywłaszczyła sobie sama pokazując, że gdzie jej nie chcą tam sama wlezie.

Nie inaczej jest na starachowickim podwórku. Poznajmy fantastyczne kobiety ze Starachowic, które kilka lat temu postanowiły pokazać, że to dojrzałość dzierży ster i sięgnęły po koronę. A że to czarownice jak się patrzy, to pokusiły się o Koronę Świętokrzyskich Gór.  Mawia się co prawda, że babskie mowy swar gotowy, ale w tym przypadku przysłowie zawiodło, dziewczyny zgodnie ramię przemierzały szlaki.

Maria zwana Magdaleną

Pasję turystyczną odziedziczyła po tacie. Do dziś pamięta jak z plecakiem, chustką na głowie i ciupagą w ręku wyruszał na górskie szlaki. – Gdzie moja laga – to słowa, które małej Madzi zapadły mocno w pamięć.

– Wędrowanie wsiąkało we mnie powoli, ale systematycznie – opowiada Magda. Zaczynało się od wypadów z rodzicami nad Lubiankę, najpierw na relaks i taplanie w wodzie, potem na leśne wędrówki i poznawanie bliższych i dalszych okolic. Z opowieści wylania się również Star – 25 i firmowe wyjazdy najczęściej… na Łysą Górę.

– Ciągnie swój do swego – śmieje się Magda Łodej i dodaje, że nieodmiennie i do dziś to miejsce darzy ogromną estymą. Tak jak całe Świętokrzyskie, które od lat przemierza wzdłuż i wszerz. Sama o sobie mówi, że jest niespokojnym duchem, ciągle gdzieś gna, coś załatwia, w pewnym momencie tę energię postanawia wykorzystać w górach.

11 kwietnia 2014 roku Magdalena Łodej wstępuje do sekcji PTTK, która działa przy Uniwersytecie  Trzeciego Wieku, razem z Bożeną Cyran rozpoczynają turystyczną przygodę starachowickich seniorów. Rodzi się pomysł zdobycia Korony Gór Świętokrzyskich, wszystko za sprawą Marcina Maruszaka, który na zaproszenie UTW przychodzi z prelekcją o tych szczytach właśnie.

– Zdobywając koronę przedreptałam niejeden szczyt, niejeden zapadł mi w pamięć, ale jeden ma szczególne miejsce w moim sercu, w nogach czuję go do dziś – śmieje się Magda. – To Zelejowa, zdobywana w pocie czoła jednocześnie mnie zmęczyła i zachwyciła – dodaje.

To niewielkie w sumie wzniesienie, bo liczące sobie 372 m n. p. m. niejeden raz pojawi w rozmowach z kolejnymi zdobywczyniami. Ale nie tylko Zelejowa jest dla dla naszej rozmówczyni szczególna. Sentymentem darzy także Radostową, ten bliski Stefanowi Żeromskiemu szczyt również dla Magdy jest wyjątkowy.

– To góra bardzo osobista, kiedy się wie, że wspinał się tu młody Stefan, wszystko ma inny wymiar – mówi Magdalena, o magicznych widokach już nic nie wspomina, a tych w Górach Świętokrzyskich nie brakuje.

Zdobywanie świętokrzyskich szczytów to jakby kompletowanie klejnotów w koronie, każdy z nich był dla Magdaleny Łodej wyjątkowy, każdy był okazją do spotkania samej ze sobą, ale też z koleżankami. Wdrapując się na każdy z nich udowadniała sobie, że wiek nie ma znaczenia, że chcieć to móc, a móc to nie oglądać się za siebie.

– Ciekawa świata i dociekliwa – tak o Magdzie mówią jej znajomi z Oddziału Międzyszkolnego PTTK, tak też o niej mówią przewodnicy. Pierwsze pytania, jakie padają po przewodnickiej opowieści, należą prawie zawsze do Magdy. Sama o sobie mówi, że jest turystą w pełnym tego słowa znaczeniu, ma pasję zwiedzania, sama i w grupie, pieszo, samochodem i autokarem. Dziś Magdę turystkę wciąga duch przeszłości uśpiony w starych kościołach, nekropoliach, dworach, pałacach i zamkach. Królowa w Koronie Gór Świętokrzyskich snuje się po salonach historii.

Irena Cygan – nazwisko zobowiązuje…

… by wyruszyć z taborem w świat, złapać wiatr do plecaka i pieszo lub rowerem, a może i kolejką wąskotorową, ruszyć ku przygodzie. Tak, to Irena Cygan – żona Tomasza Cygana, prezesa koła SKKT przy Uniwersytecie Trzeciego Wieku i bratowa Andrzeja Cygana – prezesa Klubu Turystyki Kolejowej. Dziś jednak rzecz w niej, kobiecie, która na podróżniczej prelekcji łapie górskiego bakcyla, bierze do ręki książeczkę zdobywcy i sumiennie krok po kroku odkrywa świętokrzyskich szczytów czar.

Niedoszła pielęgniarka, harcerka, miłośniczka aktywnego wypoczynku, mocny głos grupy wokalnej Srebrne Nuty, babcia, kobieta ambitna i zdecydowana, z uprawnieniami organizatora turystyki, z kijkami przemierza Starachowice i okolice, z Oddziałem Międzyszkolnym włóczy się po Polsce.

Z turystyką związana niemal od zawsze, najpierw z oddziałem PTTK im. Jerzego Głowackiego w Starachowicach, od 2011 r. z Oddziałem Międzyszkolnym PTTK. Z rąk Jerzego Głowackiego w latach 70. odebrała legitymację członkowską PTTK, wciąż bierze udział w niemal wszystkich wycieczkach, wyprawach i akcjach, z dziećmi spędza wakacje na kolorowych szlakach, pieszo, rowerem poznaje i pomaga poznawać świat. Z „petetekowską” społecznością tworzą rodzinę, ogniska, imprezy integracyjne, jajeczka i opłatki, dzień dziecka, wycieczki cotygodniowe na Wykus i Polanę Langiewicza.

– To był piękny czas – zamyśla się Irena Cygan i dodaje, że w drogę ciągnęło ją zawsze. – Dziś wycieczki są łatwiejsze w organizacji, ma to swój urok, ale w tamtych czasach nawet bliski wypad miał coś z wyprawy, tego nie da się z niczym porównać.

Wielką wagę przywiązuje do rodzinnej ziemi, Świętokrzyskie to jej miejsce mocy, może dlatego, że jej droga do Starachowic prowadzi z parafii Dębno przez Świętomarz. Oba te tereny mocno związane z lokalnym patriotyzmem i historią świętokrzyskich zabytków. Wnuczka młynarza, wiatrak z jej rodzinnego domu dziś zdobi Park etnograficzny w Tokarni – przeszłość wciąż żywa dziś stanowi nić łączącą pokolenia. Będąca babcią Irena Cygan dba, by jej wnuczki z historią rodziny były za pan brat, chciałaby także, żeby młodsze pokolenie również się ukoronowało.

– Jestem bardzo dumna z tego, że zdobyłam koronę Gór Świętokrzyskich, moje wnuczki również zaczęły, mam nadzieję, że kiedyś przejmą tytuł królowej – mówi z pewnością głosie.

Kciuki za żonę trzymał Tomasz Cygan, który o Irenie mówi, że to kobieta o niespożytej energii, spostrzegawcza, ambitna, jak sobie coś obierze za cel, to nie spocznie dopóki tego nie zrealizuje. Samozaparcie i konsekwencja to cechy, które ukształtowało życie.

– Jeśli uczysz się w technikum i jednocześnie pracujesz na trzy zmiany, to nic ci nie jest straszne – śmieje się.

Konsekwencją i uporem wykazuje się i w tym przypadku.

– Trudności są po to, by je pokonywać. Ten czas, kiedy zdobywałyśmy koronę był idealny, żeby lepiej poznać nasz region. A to uważam za bardzo ważne. Co innego czytać o czymś czy słuchać na prelekcjach, a co innego pójść i samemu zobaczyć i doświadczyć. Dlatego tak kocham podróżować – mówi zdecydowanie Irena Cygan.

Jakie szczyty zapamiętała najbardziej?

– W kość dała mi Zelejowa. Upał, pot lał się strumieniem, przyszło mi na myśl, po co tu lazłam. Drugi szczyt, który zapamiętałam to Chełmowa Góra, zalążek Świętokrzyskiego Parku Narodowego, głównie dlatego, że mrowie mrówek nie dało postać dłużej niż sekundę w jednym miejscu. Piękne miejsce, ale nie latem – śmieje się.

Dziś zdobywczyni korony spędza czas na opiece nad najmłodszym, prawie trzyletnim, wnukiem, śpiewa w zespole, czyta wszystko co jej wpadnie w ręce i zwiedza. Jeśli trafią się jakieś szczyty – nie odmówi.

Bożena Cyran

Kobieta orkiestra, do ubiegłego roku piastowała stanowisko prezesa SKKT przy UTW. Dziś pomysłodawczyni Klubu Wędrowców i jego wiceprezeska, instruktor ochrony przyrody i aktywna działaczka Klubu Instruktorów Ochrony Przyrody, skarbnica zdjęć, członek Klubu Fotograficznego ZOOM przy OM PTTK. Jest na każdej zorganizowanej wycieczce, to ona zamyka grupę bacząc, by nikt się nie zgubił. Zasiada w Starachowickiej Radzie Seniora, kolejna koronowana głowa miasta.

– Nie wyobrażam sobie życia bez aktywnego spędzania czasu. Wypełniają mi go wycieczki albo oczekiwanie na nie – śmieje się w rozmowie z GAZETĄ. – Na zdobywanie korony zdecydowałam się pod wpływem Marcina Maruszaka, nie bez znaczenia był również fakt, ze kilka moich koleżanek również postanowiło podjąć wyzwanie.

Odznakę razem z koleżankami odebrała w 2014 roku, a w 2015 r. z Marcinem i Adelą Maruszakami i Magdaleną Łodej, wchodzi w skład pierwszego zarządu Klubu Instruktorów Przyrody.

W ślad Magdy, Ireny i Bożeny idzie…

Hanna Tarłowska

Rodzinna legenda mówi, że 4 – letnia Hania postanawia pójść w świat, z ulicy Jeleniej dochodzi do dawnej ulicy Marszałkowskiej i… o tym jakie lanie mały włóczykij dostaje, można się jedynie domyślać. Tak czy inaczej zadatki na wędrowniczka ujawniały się od dziecka, najpierw zuch, potem urocza harcerka, a jak harcerstwo, to góry: malownicze i dzikie Bieszczady. Tam też nie brakuje przygód, które do panny Hanny przylegają jak druga skóra.

Jest rok 1977, Stanica Kielecka i Wołosate… Tuż po zakończeniu liceum Hanna jedzie w prawie samotną wyprawę, poznaje takie Bieszczady o jakich dziś można tylko pomarzyć – dzikie ostępy, bezludne tereny, na górskich zboczach więźniowie wypasają stada owiec. Do stanicy, w której mieszka młoda Hania, przyjeżdżają żołnierze ze straży przygranicznej. Młodzi, przystojni i bardzo towarzyscy robią wrażenie na dziewczynie, która chce im zaimponować. Podczas jednej z rozmów chwali się, że doskonale jeździ konno i dostaje taką możliwość. Z miną starego wyjadacza dosiada rumaka i … wpada w pokrzywy. Na szczęście za zakrętem, więc nie ma świadków uszczerbku na dumie.

O Bieszczadach, które stały się pierwszą górską miłością naszej rozmówczyni, może rozmawiać godzinami, wędruje po nich przez lata, najpierw jako młoda dziewczyna, potem jako młoda mama, z synem, który jak ona ma przygodę we krwi. Nie zawsze jednak Bieszczady są możliwe, a zatem w pewnym momencie zwraca się ku górom bliższym terytorialnie. Świętokrzyskie szczyty zaczynają kusić, a ona temu czarowi ulega.

– Wśród naszych królowych, ja dzierżę chwilowo tytuł księżniczki, na 28 szczytów mam zdobytych 12. Chwilowo zatrzymała mnie sytuacja w kraju, ale mam nadzieję szybko wrócić na szlak – mówi Hanna i dodaje, że pierwsza nieśmiała myśl pojawiła się już w latach 90 – tych. Wtedy Hanna Tarłowska zapisuje się do PTTK i z grupą podobnych sobie zapaleńców wyrusza na wędrówki po regionie. Wtedy też rodzi się lokalna patriotka.

Zanim jednak zacznie zdobywać koronę Gór Świętokrzyskich minie trochę czasu.

– Na przestrzeni lat, ten mój duch przygody trochę przysnął, skupiłam się bardziej na wycieczkach wyjazdowych, na rodzinie, z powodu problemów z kręgosłupem góry i długie wędrówki odstawiłam na boczny tor. I mimo że myśl o koronie się pojawiała co jakiś czas, mówiłam sobie, że nie to zdrowie i nie ten wiek. I pewnie by tak było, gdyby nie Justyna i Daniel Kasperkiewiczowie.  Młode małżeństwo z Oddziału Międzyszkolnego PTTK, widząc zapał Hanny Tarłowskiej, wręczyło jej w prezencie książeczkę Korony Gór Świętokrzyskich, dając tym samym impuls do działania.

– To tacy moi górscy rodzice chrzestni – śmieje się w rozmowie Hania i dodaje, że uważa ich za swoich przyjaciół.

Szczyty zaliczane do korony zdobywa albo z OM PTTK w Starachowicach, albo z synem, który na co dzień mieszka w Toruniu i jest członkiem tamtejszego oddziału PTTK. Jak tylko przyjeżdża do mamy w odwiedziny, razem wyruszają na szlak.

– Do tej pory dwa szczyty zrobiły na mnie największe wrażenie. Po pierwsze Góra Osieczyńska, gdyby nie syn i nawigacja to nie wiedziałabym, że jesteśmy w jej najwyższym punkcie, zdobywaliśmy ją w błocie i słocie. No i oczywiście Zelejowa, wysoka, wapienna grań i wąskie ciągnące się pod szczyt kamieniołomy – tu się zawahałam – opowiada podekscytowana.

W oczekiwaniu na lepszy czas, Hanna Tarłowska planuje kolejne szczyty i relaksuje się przy literaturze. Książki historyczne, biografie, reportaże – to jej pierwsza miłość.

[Aneta Marciniak]

Irena Cygan z powodzeniem łączy nordic walking z górskimi wędrówkami / fot. archiwum prywatne

Górę Osieczyńską, Hanna zdobyła z synem / fot. archiwum prywatne

W miłym towarzystwie droga jak mgnienie oka / fot. archiwum prywatne

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

0
Dodaj komentarzx
()
x